wtorek, 21 stycznia 2014

Opowiadanie część 16!

Hej Kochani!
Dziś prezentujemy kolejną część opowiadania! Mamy nadzieję, że wam się spodoba. Zachęcamy również do zadawania nam różnych pytań w zakładce "Pytania do Nas". Jeśli chodzi o spis treści, postaramy się dodawać do niego na bieżąco nowe notki, ale nie zawsze jest czas. Dlatego prosimy o wyrozumiałość. ;)

PS: Chciałybyśmy was przeprosić. Ta część została dodana z lekkim wyprzedzeniem, niedokończona. Była to pomyłka i wina wciąż zacinającego się Internetu. Bardzo was przepraszamy.





Billie.


     Minęły już dwa tygodnie od feralnego spotkania z Michaelem. Unikałam go jak ognia. Nie odbierałam jego telefonów, unikałam spotkania z nim. Bałam się spotkania z nim bardziej niż czegokolwiek. Co mi wtedy strzeliło do głowy?! Jak mogłam być taka głupia. Pocałowałam go i zrujnowałam wszystko. Przekreśliłam całą naszą przyjaźń. Tego dnia również chciałam uniknąć spotkania z Michaelem. Mama wysłała mnie na zakupy. Idąc do sklepu wyglądałam jak wariatka. Co chwilę oglądałam się za siebie i na boki wypatrując czy nie Michaela nie ma w pobliżu. Zakupy zrobiłam w rekordowym czasie. Normalnie włóczyłabym się po sklepie godzinami. Przeglądałabym kolorowe czasopisma, szukałabym czegoś co mogłabym sobie kupić. A dziś? Przeleciałam pomiędzy regałami, zabrałam wszystko co miałam na liście i pobiegłam do domu. Mama ewidentnie była w szoku, że tak szybko wróciłam.
- Ty już jesteś w domu? - zapytała z niedowierzaniem. - Zawsze zajmuje Ci to przynajmniej godzinę.
- Em... nie mam dziś siły na włóczenie się po marketach. - odparłam szybko i pobiegłam na górę. Pogrążona w swoich myślach weszłam do pokoju. Byłam do tego stopnia roztargniona, że nie zauważyłam Jego obecności. Aż podskoczyłam ze strachu, kiedy się odezwał.
- Cześć. - szepnął.
- Michael? Co Ty tu robisz? - zapytałam z przerażeniem.
- Unikasz mnie. Nie odbierasz ode mnie telefonów, nie chcesz się ze mną widzieć. - odpowiedział smutno.
- Ja... ja zachowałam się wtedy głupio. Nie.. nie powinnam była... - zaczęłam się jąkać.
- A więc o to chodzi? - zapytał - Lauro przestań. Dlaczego się tym tak bardzo przejmujesz? - zaczął się do mnie zbliżać. Kiedy podniosłam głowę stał tak blisko mnie... Czułam zapach jego perfum i miętowy oddech.
- Jest mi tak głupio - wyszeptałam. Michael chwycił mnie za dłonie.
- Lauro... - nie dane mu było dokończyć, ponieważ do pokoju wkroczył Andrew. Momentalnie od siebie odskoczyliśmy.
- Ups... chyba nie w porę przychodzę. - zaczął Andrew głupio się uśmiechając.
- Nie nauczyli Cię pukać?! - byłam zdenerwowana.
- Sorki siostrzyczko. Braciszek Michaela dzwonił. Macie mieć w domu jakiegoś ważnego gościa. Wkurzają się, że jeszcze Cię nie ma. Jakaś Diana chyba... - zaczął mówić.
- Diana Ross! Na śmierć o niej zapomniałem! Lauro wybacz. Dokończymy tę rozmowę później. - uśmiechnął się do mnie i wybiegł z mojego pokoju.
- Widać to na prawdę ktoś ważny skoro mu się tak spieszy... - w tym momencie poduszka uderzyła go w twarz. - ejj! Wyluzuj! - powiedział i wyszedł.
Dlaczego los bywa taki okrutny! Chciałam się dowiedzieć co on myśli, byłam tak blisko. A teraz znowu żyję w nie pewności. A może chciał mi powiedzieć, że dla niego to nic nie znaczyło? Nic nie wiem.
Postanowiłam się przejść i zabrać ze sobą Stacy, która zawsze mnie rozumie.

                                                                  ***


Szłyśmy już dobrą godzinę. Przez cały ten czas nie odezwałam się nawet słowem do przyjaciółki.
- Hej! Zamierzasz się do mnie odezwać? Co się stało? - zaczęła się niecierpliwić Stacy.
- Przepraszam. Nie wiem już co mam myśleć!
- Chodź. Zatrzymamy się tutaj i wszystko mi opowiesz. - usiadłyśmy na ławce. Chwilę się jeszcze wahałam, ale uznałam, że przyjaciółka ma prawo wiedzieć.
- Pocałowałam Michaela.
- Co!? Kiedy?!
- Kilka tygodni temu...
- I dopiero teraz mówisz?!
- Przepraszam... ja sama nie wiedziałam co robić. Pocałowałam go, a potem uciekłam i unikałam go tygodniami. Wyszłam na debilkę. A dziś przyszedł do mnie, chciał mi coś powiedzieć, ale wparował mój głupi braciszek i z informacją, że jakaś tam Diana przyjechała i Michael pobiegł do niej... Widać to właśnie na niej mu zależy. Kto to w ogóle do cholery jest?! - uświadomiłam sobie, że choć nie znam tej całej Diany. złość we mnie kipi jak tylko słyszę jej imię. Jestem o nią zazdrosna? Tak, chyba tak. Stacy nie zdążyła mi nic odpowiedzieć bo z daleka usłyszałam jego głos.
- Laura! Stacy! Jak dobrze was widzieć! Chcę wam kogoś przedstawić! - Michael zbliżał się w naszą stronę. Pod ręką prowadził wysoką, czarnoskórą piękność. Od razu zrozumiałam czemu woli ją ode mnie. - Poznajcie Dianę. Diano to jest Laura i Stacy, moje przyjaciółki. - Był taki rozpromieniony, taki szczęśliwy.
- Miło nam. - odparłam ze sztucznym uśmiechem.
- I ja się cieszę, że mogę was poznać. Może macie ochotę napić się z nami herbaty? - uśmiechnęła się.
- Nie chciałybyśmy przeszkadzać... - zaczęła Stacy.
- Ale nie będziecie nam przeszkadzać! Chodźcie z nami! - zachęcał nas Michael. Niechętnie się na to zgodziłam.
W kawiarni przez cały czas musiałyśmy słuchać jak tych dwoje wzajemnie się wychwala. I muszę przyznać, że to było nie do zniesienia! Aż mnie mdliło jak tego słuchałam! Ile można?!
- Oh, Michael! Muszę Ci powiedzieć, że prawie nic się nie zmieniłeś! No, oczywiście zrobiłeś się bardzo przystojnym mężczyzna! Ale w głębi w ciąż jesteś uroczym, mądrym i cudownym chłopcem! - mówiąc to Diana przesunęła dłonią po policzku Michaela. A we mnie aż się zagotowało!
- To skąd się znacie? - wypaliłam.
- Diana opiekowała się mną kiedy w dzieciństwie mieszkaliśmy w Los Angeles.(???) Dzięki niej wiele się nauczyłem. Jest cudowna osobą i wspaniała piosenkarką! - opowiadał zafascynowany Michael. A ja nie mogłam dłużej tego słuchać. Musiałam wyjść.
- Tak, to cudownie. Muszę was przeprosić, ale na mnie czas. Musze zająć się młodszym bratem. - kochałam mojego braciszka i byłam wdzięczna Bogu za to, że jest jeszcze malutki.
- Jasne, nie ma problemu. - Michael wydawał się obojętny. Zabolało mnie to trochę, ale nie mogłam tego po sobie pokazać.
Wściekła wyszłam z kawiarni. Diana nie była zła, ale Michael za bardzo się nią fascynował. Byłam zazdrosna, dlatego jej obecność tak mnie drażniła. Zaczęłam analizować to spotkanie, ale nie dane mi było długo myśleć. Na ulicy spotkałam Tatum. Wredną dziewczynę, która skrzywdziła mojego brata i Michaela.
- Cześć Lauro! - krzyknęła i od razu do mnie podbiegła. Tylko jej mi teraz brakowało do "szczęścia".
- Cześć - odpowiedziałam niechętnie.
- Możemy porozmawiać?
- O co chodzi?
- O Andrew'a. Chciałabym, żebyś z nim porozmawiała! Żeby dał mi szansę!
- CO?! - myślałam, że się przesłyszałam. - Na głowę upadłaś? Po tym wszystkim co zrobiłaś?! I jeszcze zwracasz się z tym do mnie! Masz tupet dziewczyno! - złość, którą wtedy czułam jest nie do opisania!
- Oj nie gniewaj się tak. Jak będę chciała to Andrew i tak za mną poleci. Wystarczy mój jeden mały gest. - powiedziawszy to poklepała mnie po ramieniu i zaczęła odchodzić. A ja nie wytrzymałam. Coś musiałam z tym zrobić. Długo nie myśląć pobiegłam za nią i mocno ja popchnęłam. Z nie ukrywaną radością obserwowałam jak Tatum potyka się i ląduje twarzą w błocie. Triumfalnie podeszłam do niej i powiedziałam: Nie zbliżaj się do mojego brata, ani do Michaela. Żaden z nich nie chce z Tobą rozmawiać. - i odeszłam. Nie czułam już złości. Cała ze mnie spłynęła. Czułam tylko ogromne szczęście.
Po powrocie do domu od razu poszłam do pokoju Andrew.
- Nie uwierzysz kogo dziś spotkałam! - zaczęłam mówić już od progu.
- No kogo? - zapytał.
- Tatum! Żądała, żebym z Tobą porozmawiała o waszym powrocie do siebie. Bezczelna!
- Znowu ona? - westchnął Andrew.
- Jak to znowu? - zapytałam zaciekawiona.
- Od jakiegoś czasu ciągle mnie nachodzi. Przeprasza, prosi o wybaczenie. To jest męczące. A ja jej już nie ufam. I nie jestem w stanie jej zaufać. - widziałam w jego oczach smutek. Ta sprawa na prawdę go dotknęła. Tatum była jego pierwszą miłością.
- Hej braciszku. Nie przejmuj się! Chcesz usłyszeć coś zabawnego?
- No mów...
- Podczas rozmowy z Tatum byłam strasznie wściekła. A ona zachowywała się tak okropie! Na początku udawała skruszoną dziewczynę, która na prawdę chce coś zmienić. Ale kiedy jej odmówiłam pokazała jaka jest na prawdę. Strasznie mnie to zirytowało. Kiedy ona się odwróciła, nie wytrzymałam i popchnęłam ją. "Biedna" Tatum wylądowała twarzą w błocie! - mówiąc to śmiałam się do rozpuku.
- Na prawdę?! O matko! Chciałbym to zobaczyć. - Andrew tak się śmiał, że ledwo mówił.
- Dobra braciszku. Idę się położyć. A Ty się już nie martw. - przytuliłam go na dobranoc i poszłam do siebie. Podeszłam do radia, włączyłam muzykę i siadłam na łóżku. Los chyba ze mnie kpił bo usłyszałam JEGO piosenkę. Właśnie teraz. Nie chciałam jej słuchać. Podeszłam do radia i szybko je wyłączyłam. W tamtej chwili uświadomiłam sobie, że muszę to przerwać. Odkochać się.  Prawda jest taka, że Michael i ja nigdy nie będziemy razem. To się po prostu nie uda.- I z takim nastawieniem poszłam spać.

piątek, 10 stycznia 2014

Trasa HIStory

Cześć Kochani! 
Na początku, wybaczcie za kolor czcionki, ale jestem informatycznym "geniuszem" i ciężko mi jest ogarnąć nawet podstawowe rzeczy w tej dziedzinie. Odnośnie tego tematu chciałam podziękować UnknownYou123 za pomoc w udoskonaleniu bloga oraz mojej Billie za wcielenie tego w życie.  Chciałam wyjaśnić małe zmiany na blogu:
1. Zdecydowałyśmy się na zmianę głównego zdjęcia. Teraz jest na nim Michael z ery "Off the wall". Dlaczego? Wpadłyśmy na pomysł, że zdjęcie będzie zależało od tego na jakim etapie jest MJ w naszym opowiadaniu. Kiedy przejdziemy do czasów Thillera zmienimy zdjęcie itd. :)
2. Powstał spis treści oraz osobna zakładka z opowiadaniem, aby nowi czytelnicy mogli łatwiej odnaleźć wcześniejsze posty.
3. I dodatkowa zakładka - Pytania do nas. Zachęcamy do zadawania pytań. Może chcecie się czegoś o nas dowiedzieć, o naszym blogu, czy o Michaelu. Zachęcamy! ;) Pytania możecie zadawać gdzie chcecie. W tej zakładce albo wysyłać na maila. ;)

Dziś w końcu kończę nasz cykl o trasach Michaela. Co o niej sądzicie? Nie ma co ukrywać, że Michael zaśpiewał podczas niej wiele piosenek z playbacku. Zastanawialiście się kiedyś może dlaczego? Trudno mi uwierzyć w koncepcję zwykłego lenistwa, ponieważ to w ogóle do niego nie pasuje, MJ był perfekcjonistą. Która z tras była waszą ulubioną?  
Diana



HIStory World Tour to trzecia i ostatnia światowa trasa koncertowa Michaela Jacksona, promująca składankę jego największych przebojów pt. "HIStory" (pełny tytuł tego wydawnictwa brzmi "HIStory: Past, Present And Future - Book I") z 1995 r. oraz płytę z nowymi utworami oraz remiksami nowych utworów z drugiej płyty wydawnictwa "HIStory" pt. "Blood on the Dance Floor (HIStory in the Mix)", która została wydana dwa lata później (w 1997 roku) Trasa rozpoczęła się 7 września 1996 w Pradze i zakończyła 15 października 1997.




W kilka godzin po rozpoczęciu australijskiej części trasy, 14 listopada 1996, Michael Jackson poślubił Debbie Rowe, w cywilnej ceremonii w Sheraton on the Park Hotel w Sydney.




Koncert w Seulu w Korei Południowej na stadionie Chamsil Olympic Stadium został sfilmowany - był on sprzedawany na kasetach wideo w Azji. Oba koncerty w Sydney zostały również sfilmowane - jeden z nich był transmitowany w Australii w 1997. Michael był pierwszym artystą pop, który wyprzedał koncert na Aloha Stadium, w Honolulu na Hawajach. Zagrał dwa całkowicie wyprzedane koncerty przy frekwencji 35,000 widzów.
I to nad czym najbardziej ubolweamy- koncert w Polsce nie został sfilmowany. :(



Podczas tournée Jackson dał również swój pierwszy i jedyny koncert w Polsce na lotnisku Bemowo w Warszawie.  Szkoda, że tylko jeden. Gdyby nie ten durny komunizm (jak zwykle mam skłonności do tworzenia historycznych wniosków) być może Michael odwiedził by nas dużo wcześniej... Ale cóż, ważne że dał nam chociaż jeden koncert. Swoją drogą nie rozumiem dlaczego jest okropny deficyt zdjęć z tego koncertu. Rozumiem, że nagranie go było zakazane, ale zdjęcia też?


Dwa miesiące przed rozpoczęciem trasy "HIStory" Jackson zagrał darmowy koncert w Amfiteatrze w Parku Jerudong Bandar Seri Begawan w Brunei dnia 16 lipca 1996 r. W wydarzeniu uczestniczyło 60.000 widzów. Koncert odbył się z okazji pięćdziesiątej rocznicy urodzin Hassanal Bolkiah, sułtana Brunei. Na widowni zasiadła rodzina królewska Brunei (choć sam Solenizant nie pojawił się na koncercie). Duża część koncertu przypominała występy z trasy "Dangerous World Tour", w tym stroje Michaela i lista utworów. Podczas występu piosenka "Heal The World" nie została wykonana, choć Michael zaśpiewał ją podczas tras "Dangerous" i "HIStory". Zapis koncertu (w wysokiej jakości) został ujawniony w Internecie. Wysokiej jakości kopie VHS również wyciekły.  
- Ja osobiście uwielbiam "Human nature" z tego koncertu.  I ten genialny uśmiech, który zawsze poprawia mi humor ;)

Billie&Diana

piątek, 3 stycznia 2014

OPOWIADANIE - część 15



Witajcie! Wybaczcie za opóźnienie. W tej części przeskoczyłyśmy o jeden rok do przodu, dlatego też  jest  dzisiaj sporo przemyśleń  głównej bohaterki oraz mały zwrot akcji. Mam nadzieję, że wam się spodoba! Zapraszam do czytania i komentowania! ;)

Zapomniałabym... SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO 2014 ROKU!

Diana



wrzesień 1980


         Od ostatnich wydarzeń minął już rok. Zapewne pomyślicie, że wiele się w moim życiu zmieniło, że ja i Michael.... Niestety muszę zaprzeczyć. Osiemnaste urodziny zbliżają się wielkimi krokami, a moje życie uczuciowe praktycznie nie istnieje. Jedyną rewolucją, która nastąpiła, to uświadomienie sobie moich uczuć do wieloletniego przyjaciela. Bardzo długo się przed tym broniłam, nie chciałam się przyznać, nawet samej sobie. Najgorsze jest to, że wcale nie poczułam się szczęśliwsza, bardziej radosna. Można powiedzieć, że stało się wręcz odwrotnie. Nawet nie macie pojęcia jak bardzo  chciałabym, aby było tak jak dawniej. Z jednej strony przebywanie z Michaelem było jednym z najpiękniejszych momentów, które mogły mi się przytrafić, a z drugiej stawało się dla mnie coraz bardziej męczące. Czułam się przy Michaelu strasznie skrępowana, ponieważ panicznie bałam się, że wszystko wyjdzie na jaw. Chyba po prostu nie potrafiłam już przy nim być sobą. Najgorsze jest to, że przez to zaczęłam psuć naszą relację. Mike nie był tak otwarty jak kiedyś, unikał niektórych tematów rozmów. Przykładem jest niedawne zdarzenie: Postanowiłam spróbować zrobić w końcu pierwszy krok i wspomniałam delikatnie, że stał się bardzo przystojnym facetem. Liczyłam na to, że podziękuje lub obróci to w żart, ale on powiedział:"Nawet nie wiesz jak bardzo się mylisz!" i wybiegł z mojego pokoju. Nie  mam nawet siły opowiadać jak się wtedy poczułam.

Zmieniając temat, dziadziuś na szczęście doszedł do siebie, jednak  po ostatniej "przygodzie" musiał zacząć zażywać regularnie lekarstwa. Tamte wydarzenia spowodowały, że zaczęłam skupiać więcej swojej uwagi na moim ukochanym staruszku. 

W tym roku ukończyłam również w końcu szkołę średnią. Na początku było mi strasznie przykro, ponieważ wyniosłam z niej wiele wspaniałych wspomnień, poznałam świetnych znajomych. Wiedziałam, że przynajmniej na początku będzie mi brakowało także niektórych nauczycieli, którzy byli nie tylko prawdziwymi profesjonalistami w swoich dziedzinach, ale także bardzo życzliwymi ludźmi. Z drugiej jednak strony cieszyłam się, że uwolniłam się od znienawidzonych przeze mnie lekcji matematyki. Najfajniejszym jednak aspektem był fakt, że dołączyłam do Stacy i również osiągnęłam “status” studentki. (Jest ona o rok starsza.) Znając moje niezdecydowanie, oczywiście miałam problem z wybraniem odpowiedniego kierunku studiów.


* **


Ostatnio po dłuższej przerwie postanowiłam spotkać się z Michaelem, by pochwalić się swoją decyzją. Telefonicznie zaprosiłam go do siebie do domu. W głębi serca miałam cichą nadzieję, że będzie zadowolony i dumny z mojego wyboru.. Bardzo chciałam ocieplić nasze trochę zaniedbane stosunki.


- Witaj Michael!

- Cześć Lauro! - przywitał się ze mną, delikatnie mnie obejmując, co przyprawiło mnie o dreszcze.

-Dawno się nie widzieliśmy...

- Masz rację, ale mam nadzieję, że rozumiesz... Mam ostatnio dużo pracy, rozpocząłem wstępne prace nad moim nowym solowym albumem.

- Oczywiście - odparłam i delikatnie położyłam swoją dłoń na jego ramieniu.

- Może lepiej powiedz co u ciebie? Jakie masz plany dotyczące studiów?

Tylko czekałam na to pytanie. Wzięłam głęboki oddech i zaczęłam opowiadać:

- Będę studiować sztukę w Chicago!

- Naprawdę?! - Gdy Michael usłyszał moją odpowiedź, dostrzegłam wyrazisty blask w jego oczach. 

- Tak!

- Przeprowadzisz się tam, czy będziesz dojeżdżać?

- Na razie stawiam na dojazd. Nie jestem chyba jeszcze gotowa na opuszczenie rodzinnego domu, a szczególnie małego Philipa. Planujemy jednak ze Stacy, że w następnym roku akademickim wynajmiemy razem mieszkanie.

- Czemu nic mi nie powiedziałaś, Łobuzie?!

- Nie chciałam zapeszać, ponieważ obawiałam się, że się nie dostanę.

- Jestem z Ciebie bardzo dumny!

- Dziękuję! Ja w końcu z siebie też!- Po tych słowach rzuciliśmy się sobie w ramiona, skakaliśmy, tańczyliśmy na łóżku - jednym słowem zapanowało istne szaleństwo.

- Chyba oszaleliśmy... Boziu, ale mi gorąco- zawołałam siadając w końcu w fotelu. -Ściągnij sweter, jest naprawdę ciepło.

- Nie, nie jest.

- Michael, żartujesz? Na dworze jest około 25 stopni, a do tego po tylu wariactwach można się udusić.

- Naprawdę nie jest gorąco.

- Mike.. Może ty jesteś chory, masz gorączkę?- Szybko dotknęłam ręką jego czoła. -  Nie rozumiem. Nic na to nie wskazuje.

- Właśnie...

- Ej... co się dzieje?

- Naprawdę nic Lauro.

- Ostatnio zrobiłeś się bardzo skryty.

- Nie, skąd. Odnosisz  takie wrażenie, ponieważ mamy dla siebie mało czasu.

- Moim zdaniem to nie to. Kiedyś  było o wiele więcej przeszkód, a wyglądało wszystko zupełnie inaczej.

- Skąd wiesz? Może jest teraz ich jeszcze więcej?- w głosie Michaela pojawiało się zdenerwowanie.

- To powiedz mi o co chodzi, jakoś sobie poradzimy.

- Nie wszystko da się zmienić.

- Jeśli się tylko chce, to można.

- Nic nie rozumiesz! Proszę Cię przestań się mnie o wszystko wypytywać!- w tym momencie podniósł głos i ruszył ku drzwiom.

-Michael! Ja się po prostu o ciebie martwię! - próbowałam go zatrzymać, ale chyba już nie usłyszał moich słów.


Zrezygnowana opadłam na łóżko i wtuliłam się w poduszkę. Czułam się okropnie. Znowu zawaliłam, a pragnęłam żeby było tak jak dawniej, nie wspominając o złudnych marzeniach. Nie chciałam płakać, próbowałam być silna, ale ta napięta sytuacja między nami bardzo mnie bolała. Nie wiedząc kiedy zasnęłam. 

Obudziła mnie mama, która przyszła powiedzieć mi, że Stacy do mnie dzwoniła. Niechętnie zwlokłam się z łóżka i zeszłam na dół by oddzwonić i porozmawiać. Domyślałam się jaką miała do mnie sprawę. Od kilku tygodni usiłowała poznać mnie ze swoim nowym chłopakiem. To nie jest tak, że go nie lubię albo mam coś do niego bez powodu. Tak naprawdę bałam się tego spotkania. Cholernie się bałam. Dlaczego? Czułam, że mogę się nieodpowiednio zachować. Nie chciałam widzieć ich uścisków, przytulania, promieniującego  od nich szczęścia. Wystarczyło, że codziennie spotykałam obce pary na ulicy, które sprawiały, że serce zaczynało kłóć mnie bardzo boleśnie. Nigdy nie sądziłam, że będę nieszczęśliwie zakochana. Z dnia na dzień czułam, że moje uczucie do Michaela nie jest zwykłym zauroczeniem. Boże... Chwilami czułam się jak książkowy Werter. Wiedziałam że moje nadzieje się nie spełnią, a równocześnie nie potrafiłam uwolnić się od tej miłości. Nie chciałam się jednak zachowywać jak egoistka. Postanowiłam wziąć się w garść i umówić się na spotkanie ze Stacy i Tomem.


        * * *



-Witaj Kochana! Poznaj mojego chłopaka Toma. - powitała mnie Stacy, w naszej ulubionej kawiarnii.

- Cześć, miło mi. -  Rękę podał mi wysoki, elegancki brunet. Przyznam, że już sam jego wygląd zrobił na mnie piorunujące wrażenie. Miał jasną cerę oraz średniej długości, kruczoczarne włosy,  oczywiście pełne objętości jak na ówczesną modę przystało i lekki zarost. Ubrany był w markowy, czarny, garnitur, granatowy krawat. Najważniejszy był fakt,  że na jego twarzy ciągle gościł uśmiech.  Stałam chyba dłuższą chwilę przyglądając się nowemu znajomemu, gdyż  z osłupienia wyrwała mnie Stacy:

- Halo! Ziemia do Pani! -Tom nie przejmuj się, Laura często łapie zawiasy.

- Bardzo śmieszne. Widzę, że Stacy opowiada o mnie różne głupoty -zaśmiałam się.

- Tak, dużo o tobie mówi, ale to są same superlatywy. Gołym okiem widać, że jesteście prawdziwymi przyjaciółkami.

- Nie może być inaczej!- oznajmiłam i ceremonialnie objęłam Stacy.


       Nasze spotkanie było krótkie, ale za to bardzo sympatyczne. Czułam, że możemy stworzyć fajną paczkę, a moje wcześniejsze obawy zostały szybko rozwiane. Nie myślałam o Michaelu, lecz cieszyłam się szczęściem tej pary. Byłam bardzo zadowolona z wyboru mojej przyjaciółki. Tom okazał się kulturalnym, ułożonym facetem, studiującym prawo. Nie wspominając oczywiście o tym jaki był przystojny.

-Nic dodać nic ująć!- zawołałam, kiedy tylko zostałyśmy same.

- N prawdę go polubiłaś?

- I to jak! Jest zupełnym przeciwieństwem twojego byłego.

-To było dawno i nieprawda.

-Dokładnie! Nigdy nie było Lucasa!

-Tylko nie waż mi się odbijać Toma!

-Nie żartuj. Przecież jesteśmy przyjaciółkami. Zresztą wiesz.

- Co wiem?

- No Mike...

-No tak... A właśnie! Jak to między wami tak naprawdę  jest? Jesteś tak skryta pod względem swoich uczuć, że może się za chwilę okazać, że szykuje się wesele, a ja nic o tym nie wiem!

- Jakie wesele... Nic nie jest - odparłam zrezygnowana. 

-Nic?

-NIC!

- Przecież jesteście najlepszymi przyjaciółmi,a  to jest idealna droga do tego, by jeszcze polepszyć wasze stosunki.

- Jest gorzej niż było.

-To niemożliwe! - Stacy prawie krzyknęła z niedowierzania.

-A jednak. Nie możemy się dogadać. Dziś znowu się pokłóciliśmy. Ja już nie mam siły! Nie wiem co znowu źle zrobiłam- zaczęłam płakać Stacy w ramię.

-Wszystko się ułoży, nie martw się. Jestem z tobą. - Przyjaciółka mocno mnie objęła.


***


      Tydzień po ostatnim spotkaniu z Michaelem zdecydowałam się przerwać tę niezręczną sytuację. Nie zważając na, to że w jego domu  mogą być wszyscy, łącznie z Josephem, stałam na jego wycieraczce i mocno naciskałam dzwonek.

 Drzwi otworzył mi Jermaine.

- Co ty tu robisz?!- zapytał wrogo.

- Cześć! Nie przywitasz się ze mną?

- Chyba nie mam ku temu powodów.

- Skoro tak uważasz. Jest Michael?

- Czego ty od niego chcesz?

- To chyba nie jest twoja sprawa.

- To mój brat. Odczep się od niego.

- Czy jest Michael?- powtórzyłam, znacznie głośniej.

-Spadaj! -odwarknął i kiedy już złapał  moje ramię, by mnie wyrzucić, w progu stanął zdziwiony Mike.

- Co się tu dzieje?

-Laura chce czegoś od ciebie. Mówiłem jej, aby się odczepiła, ale widocznie trzeba postępować z nią siłą.

- Zostaw ją!

- Co? Przecież my nie mamy z nimi kontaktu...

- Przyjaźnię się z Laurą i dlatego czy to ci się podoba czy nie, pójdzie ze mną to mojego pokoju - mówiąc to mój wybawiciel podał mi rękę i przeprowadził mnie przez próg. 


Będąc już w środku, Michael zapytał mnie:

- Dlaczego tu przyszłaś? Przecież wiesz, że moja rodzina nic nie wiedziała o naszej znajomości.

- Miłe powitanie.

- Nie o to chodzi.

- A o co? Boisz się przyznać, że przyjaźnisz się z kimś takim jak ja? No tak, kim ja właściwie jestem w porównaniu do ciebie.

- Wiesz, że nie w tym jest rzecz - mówiąc to, znacznie się do mnie zbliżył. Wiesz jaki jest Joseph. Zresztą sama widziałaś kilka lat temu.

- To znaczy, że wcale się nie zmienił od tamtego czasu?

- Tak... Nienawidzi mnie.

- Nie mów tak, to twój tata.

- Nie mogę znieść tego, że wciąż tak nas poniża, szczególnie mamę. Nie znosi mnie, bo buntuję się gdy nas źle traktuje. Z drugiej strony nie chce ze mnie zrezygnować, bo jestem dla niego maszynką do robienia pieniędzy.

-Przepraszam... Strasznie mi głupio. Chyba powinnam już pójść, narobiłam ci i tak już wystarczająco dużo kłopotów.

- Nie Lauro! Zaczekaj!- Chcąc mnie zatrzymać szybko złapał moją dłoń. - Chyba miałaś do mnie jakąś ważną sprawę.

-W zasadzie tak...

- Więc o co chodzi?

- Chciałam... Chciałam dowiedzieć się co złego zrobiłam?

- Żartujesz? 

- Nie,  przecież widzę, że za mną nie przepadasz.

-Laura, chyba oszalałaś. - Zdezorientowany Mike usiadł na kanapie.

-Nie oszalałam. Przecież wiem co się dzieje. Mam już tego dość. Powiedz mi co mam zrobić, powiedz że już masz mnie dość, że nie chcesz się ze mną spotykać, ale bądź szczery! Ja już dłużej  tego napięcia nie przeżyję. Nawet nie wiesz jak bardzo cierpię, gdy mnie unikasz, nie chcesz ze mną rozmawiać, śmiać się ze wszystkiego, nie dasz się nawet dotknąć, czasem nawet wychodzisz bez słowa. Wiem, że mam wiele wad, jestem nieznośna,  moja osobowość jest bezpłciowa, chwilami  inteligencja nie przekracza poziomu zera.. Powiedziałam coś nie tak? Znalazłeś sobie dziewczynę? Przeszkadzam ci w pracy? Powiedz mi, bo ja już nie daję rady! Proszę cię! - krzycząc ostatnie słowa, zasłoniłam twarz dłońmi i zaczęłam szlochać.

-  To nie tak…- Poczułam dłoń Michaela na moim ramieniu.

- A jak? Już nie mam pomysłu, gdzie mogłam zawalić, kiedy cię skrzywdziłam, zawiodłam.

- Nic nie zrobiłaś. Nie masz prawa się obwiniać. Jesteś idealna, nic nie zmieniaj. Bardzo cię lubię i dlatego czasem tak się zachowywałem. Nie zdawałem sobie sprawy, że  tak cię tym ranię. Przepraszam.

-Skoro nic nie zrobiłam, to o co chodzi? - Niepewnie podniosłam głowę do góry i spojrzałam na Michaela.

Ten wziął głęboki oddech i podszedł do okna. Obrócił się do mnie plecami i patrzył w jeden punkt.

- Oddaliłem się od ciebie, bo bałem się odrzucenia.

- Co ty mówisz? Nigdy bym tego nie zrobiła.

-Laura... Jestem chory.

-Boże Michael! Co się stało?- Podeszłam do niego, jednak on nie spojrzał na mnie nawet na chwilę.

-  Niedawno zdiagnozowano u mnie bielactwo nabyte.

- Co to za choroba?

- Jakiś czas temu zauważyłem kilka białych plamek, na plecach  i nogach. Potem pojawiły się kolejne, co trochę mnie zaniepokoiło. Zdecydowałem się skonsultować to z lekarzem. Po badaniach okazało się, że mam właśnie tę chorobę. Moja skóra, stopniowo, miejscami traci pigment. Nie ma na to lekarstwa, plamy z czasem będą się powiększać, będzie ich coraz więcej. Nie wiem ile to potrwa, kilka lat, czy kilkadziesiąt, ale w końcu moje ciało nie będzie mieć barwy, będę wyglądać jak trup! Na razie tego nie widać, ale... Laura nawet nie wiesz jak się boję, co będzie za kilka lat. Jak będą ludzie na mnie patrzyli? Przecież jestem czarnoskóry. Co powiedzą media? Pewnie wymyślą jakieś bzdury... Nikt nie będzie mnie słuchać,  nie wspominam nawet o tym, jak będę się czuł już sam ze sobą. - w tym momencie zakrył twarz.Czułam, że ma łzy w oczach.

Bez zastanowienia podeszłam do niego i objęłam jego twarz dłońmi. 

-Nie bój się! Chyba uważasz mnie za jakąś idiotkę, skoro myślałeś, że tylko  dlatego się od ciebie odwrócę.

-Nie zdajesz sobie sprawy, jak wkrótce mogę wyglądać. Nie będziesz chciała na mnie patrzeć.

- Nawet nie wiesz jak bardzo się mylisz. Zawsze będę chciała to robić.

Po tych słowach stanęłam na palcach i wtopiłam się w jego wargi. Poczułam, że Michael objął moje biodra. Wtedy dopiero uświadomiłam sobie co ja najlepszego zrobiłam i wyrwałam się z jego objęć. Zobaczyłam zdezorientowane oczy Michaela, a postawa przypominała słup soli. Widząc jego reakcję zrozumiałam, jak bardzo się wygłupiłam. Przez jeden idiotyczny ruch zepsułam wszystko, co było dla mnie najważniejsze. Serce biło mi jak młot, byłam przerażona. Wydusiłam z siebie jedynie ciche "przepraszam" i wybiegłam, jak najszybciej z jego domu.




poniedziałek, 23 grudnia 2013

Merry Christmas!

Kochani!
Jutro rozpoczyna się ten magiczny czas, czas świąt Bożego Narodzenia.  Z tej okazji chciałbyśmy życzyć wam Wesołych i spokojnych Świąt! Wiele radości, ogromu prezentów, odpoczynku, miłości i udanego sylwestra. I oby nowy rok przyniósł wam wiecej radości, szczęścia i spełnienia marzeń.

Dużo ciepła dzięki ludzkiej życzliwości, odrobiny światła w mroku dzięki szczeremu uśmiechowi, radości w smutku dzięki ludzkiej miłości i nadziei na lepsze jutro w chwilach niepokoju

Merry Christmas Everyone!  :)


Billie&Diana

niedziela, 22 grudnia 2013

One more chance...


One more chance... ostatni teledysk Michaela Jacksona wydany dopiero po  jego śmierci. Nie wiem do końca dlaczego, ale łzy pociekły mi po policzkach kiedy oglądałam ten teledysk. Być może dlatego, że wydaję się on taki "świeży". Zupełnie jakby Michael nagrał go dzień czy dwa temu. Zupełnie tak jakby żył i cały czas był pośród nas.

Teledysk był nagrywany podczas tworzenia płyty Number One. Nie został on jednak wydany, ponieważ Michael został aresztowany w sprawie domniemanego molestowania Gavina Avizo. Teledysk został wydany już po śmierci Króla.

Zarówno piosenka jak i teledysk bardzo mi się podobają. Uważam, że w teledysku powinno
być więcej Michaela... ale może teledysk był dokańczany już po śmierci króla.

A wy co o nim myślicie? Jak wam się podoba?

Billie

PS: Wybaczcie, że notka tak późno. Brak czasu. Teraz zaczęło się wolne dlatego postaramy się nadrobić! :)

niedziela, 8 grudnia 2013

DZIĘKUJEMY!

Kochani  Czytelnicy! 
Ja i Billie  bardzo, bardzo, bardzo cieszymy się z tego, że dziś minęło 10.000 naszego bloga! To  dla nascudowny prezent mikołajkowy!
Dziękujemy szczególnie stałym czytelnikom, ale także i tym którzy wpadają tu przypadkiem, sporadycznie. Bez was prowadzenie tej strony nie miałoby sensu. Wiemy, że nie jesteśmy geniuszami w pisaniu, ale to nas naprawdę uszczęśliwia : realizujemy się i przyczyniamy się do tego, by nie zapomniano o Michaelu. 
Mamy nadzieję, że wciąż będziecie nas czytać, śledzić, komentować. Jeśli robi to nawet 5 osób, to uwierzcie, że naprawdę WARTO! :)
Przed świętami pojawi się na pewno kolejna część opowiadania.
 Btw. Jak po mikołajkach? Czy ktoś z Was dostał coś mikołajkowego lub dostanie pod choinkę?
( Ja się mogę pochwalić, że od rodziców otrzymałam Off the wall i Thiller :) )
Diana



Billie&Diana

czwartek, 5 grudnia 2013

OPOWIADANIE - część 14!

Cześć Kochani!
Wybaczcie, że notki wstawiamy tak późno. Mamy dużo na głowie, mało czasu wolnego, a ja byłam bez komputera. Zapraszamy na kolejną część opowiadania! Mamy nadzieję, że wam się spodoba.


Billie.



    Minął miesiąc od dnia, w którym Michael podsłuchał moją rozmowę z Andrew. Cały czas czułam się okropnie. Ale co miałam mu powiedzieć? Sama nie jestem do końca pewna swoich uczuć... a nawet jeśli tak? On pewnie nic takiego do mnie nie czuje. Jestem dla niego tylko przyjaciółką. Wyszłabym na głupka. "Ogarnij się Laura!" - powiedziałam do siebie. Po długim czasie rozłąki wreszcie miałam się spotkać ze Stacy. Całe wakacje jej nie było. Strasznie się za nią stęskniłam. Musiałam się pozbierać. Nie chciałam psuć nam spotkania moimi problemami. Wstałam z łóżka i zaczęłam sprzątać pokój. Gdy tylko skończyłam,  usłyszałam z dołu głos mamy:

- Laura! Stacy już przyszła! 

- Niech wejdzie na górę! - odkrzyknęłam, jednocześnie wrzucając spodnie do szafy.

Odwróciłam się, żeby podnieść z podłogi ostatnią bluzkę. W tym momencie do pokoju wpadła Stacy i rzuciła się na mnie niczym wygłodniała puma. Obie wylądowałyśmy na podłodze głośno się śmiejąc.  

- Laura! Boże, tak się za Tobą stęskniłam! - wykrzykiwała przyjaciółka.

- Też się ciesze, że Cię widzę Stacy. - jeszcze mocniej przytuliłam ją do siebie. - Opowiadaj lepiej jak było na wakacjach! Tyle czasu Cię nie było!

- Mogło być lepiej. - uśmiechnęła się. - Musiałam spędzić całe dwa miesiące z młodszymi kuzynami. Byli nieznośni! Co chwilę mi przeszkadzali, dokuczali. Zero spokoju. A musiałam się nimi zajmować. Lepiej Ty mi opowiedz co się tu działo. Co tam u Michaela? - na dźwięk jego imienia zrobiło mi się smutno. Stacy od razu to zauważyła. Znała mnie nie od dziś. - Hej... Co jest Kochana? Pokłóciliście się czy jak? - widziałam w jej oczach troskę. Chyba już czas jej powiedzieć... przynajmniej się komuś wygadam. 

- Wiesz... - zaczęłam. - Nie jestem pewna co czuję do Michaela. Moje podejście do niego zaczęło się zmieniać. Kiedy go widzę, od razu czuję się lepiej. Jest dla mnie ogromnie ważny, ale już chyba nie jako przyjaciel. Jako ktoś więcej, ale nie umiem określić kto... - w oczach Stacy widziałam narastającą radość.

- Yay! To cudownie! Pasujecie do siebie! 

- Przestań. On na pewno nic do mnie nie czuje. Jestem dla niego tylko przyjaciółką. Po za tym on myśli, że jest dla mnie przyjacielem i nikim więcej.

- Jak to? - zapytała zdziwiona Stacy. Opowiedziałam jej szybko o całej sytuacji z Andrew i tym jak Michael nas podsłuchał. 

- Głupia jesteś! Jak mogłaś tak powiedzieć?!

- Nie wiedziałam, że Michael stoi za mną! Chciałam tylko, żeby Andrew się zamknął! - czułam jak łzy napływają mi do oczu. 

- Spokojnie. - przyjaciółka mocno mnie przytuliła. - Będzie dobrze. 

Chwilę siedziałyśmy w milczeniu wtulone w siebie. Powoli się uspokajałam. Jak się później okazało mój spokój nie trwał długo. Nagle usłyszałyśmy krzyk mamy. Obie zbiegłyśmy na dół.

- Mamo! Co się dzieje? - zapytałam, szukając rodzicielki. 

- Dziadek! Dziadek zasłabł! Dzwoń na pogotowie! - krzyczała mama. Stanęłam jak wryta. Strach jaki poczułam był nie do opisania. Ręce zaczęły mi się trząść, a łzy napływały do oczu. Widziałam, że Stacy rzuciła się do telefonu, dlatego ja pobiegłam do dziadka. Nie mogłam go stracić. Po prostu nie mogłam! 

Pogotowie przyjechało szybko. Mama pojechała razem z dziadkiem do szpitala. Ja musiałam zostać, żeby poinformować resztę członków rodziny. 


    Po południu wszyscy siedzieliśmy przy stole. Nikt się nie odzywał. Każde z nas było zdenerwowane, przestraszone. Wszyscy czekaliśmy na powrót mamy. Gdy tylko usłyszeliśmy dźwięk otwieranych drzwi, rzuciliśmy się w tamtą stronę zasypując mamę pytaniami. 

- Dziadek miał zawał - powiedziała smutno. - Na szczęście karetka przyjechała szybko i udało się go uratować. Nic mu nie będzie, ale musi zostać w szpitalu. - Z jednej strony odetchnęłam z ulgą. Wierzyłam, że dziadkowi nic nie będzie. Nadal się jednak martwiłam. Przygnębiona poszłam do swojego pokoju i usiadłam na łóżku. Nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Wzięłam do ręki kartkę, ołówek i zaczęłam rysować. Po kilkunastu minutach ktoś zapukał do drzwi.

- Proszę - powiedziałam nie odrywając wzroku od kartki. 

- Cześć. - Usłyszawszy jego głos, momentalnie podniosłam głowę. Przede mną stał on. Ciemnoskóry, chudy chłopak. Ubrany był w jeansy i luźny t-shirt. W jego wielkich brązowych oczach dostrzegłam troskę, ale i zakłopotanie.

- Michael? Co Ty tutaj robisz? - zapytałam zdziwiona, ale jednocześnie szczęśliwa. 

- Stacy u mnie była. Powiedziała co się stało z Twoim dziadkiem. Pomyślałem... pomyślałem, że przyjdę i dotrzymam Ci towarzystwa. 

- Dziękuję, Michael. Potrzebuję tego teraz. - Mike usiadł na kanapie. 

- Cudowny rysunek. Masz talent. - powiedział, zerkając na kartkę, którą wciąż trzymałam na kolanach. Rysunek przedstawiał dziewczynę siedzącą przy łóżku szpitalnym i opłakującą chorego dziadka. Za jej plecami stał anioł, który próbował ją pocieszyć. 

- To nic takiego. 

- Nie masz racji. Ten rysunek jest przepiękny. Dlaczego wcześniej nie pokazywałaś mi swoich prac? Uwielbiam sztukę. Uważam, że powinnaś się rozwijać w tym kierunku. Nie zmarnuj takiego talentu. Lubisz rysować, prawda?

- Tak, nawet bardzo. - uśmiechnęłam się.

- Widzisz? Więc rób to dalej! Rób to co kochasz. - Michael uśmiechnął się do mnie. - A jak Andrew? - zapytał.

- Co raz lepiej. Na szczęście. Na pewno nie zapomniał o Tatum i o tej całej sytuacji. ale chyba pogodził się już z tym wszystkim. Stara się żyć dalej. Widzę, że z dnia na dzień staje się szczęśliwszy. 

- To na prawdę dobrze. To dobry chłopak. Znajdzie sobie dziewczynę lepszą od Tatum. Taką, która obdarzy go prawdziwym uczuciem. 

- Też tak myślę. Michael, możemy się przejść na spacer? Chciałabym zaczerpnąć świeżego powietrza. 

- Oczywiście Lauro. 


    Szliśmy przez park rozmawiając i podziwiając uroki jesieni. Wszędzie leżały kolorowe liście, co jakiś czas między nogami przebiegały nam wiewiórki, które robiły zapasy na zimę. Na drzewach siedziały ptaki, które od czasu do czasu ćwierkały. 

- Ptaki, to niesamowite stworzenia. - zaczął Michael. - Potrafią latać godzinami. Szybują z taką gracją i elegancją. Niczym tancerze na parkiecie. Potrafią też śpiewać cudowne ballady! Uwielbiam słuchać tych pieśni i obserwować ich tańce. Jest w tym jakaś magia. - uśmiechnął się do mnie. Nigdy wcześniej nie patrzyłam w ten sposób na ptaki. Były mi obojętne. A Michael zobaczył w nich tyle piękna oraz niezwykłości i pokazał je mnie. Chodziliśmy po parku rozmawiając, śmiejąc się. Od czasu do czasu Michael zaczynał nucić różnie piosenki. Raz nucił utwory, które znajdowały się już na płycie "Off the Wall", a innym razem całkiem nowe melodie, które akurat pojawiły mu się w głowie. 

- Jak to jest, kiedy piszesz piosenki i tworzysz melodię? - zagadnęłam.

- Muzyka sama do mnie przychodzi. Czasami wystarczy kilka dźwięków usłyszanych przypadkiem, a w głowie układa mi się cała melodia. Innym razem, nagle pojawiają się w mojej głowie słowa - odpowiedział mi. - Oczywiście potem trzeba ją dopracować, poprawić, ale zarys pojawia się sam. - uśmiechnął się. 

- Rozumiem. Wracajmy już, proszę. Zrobiło mi się zimno. - odpowiedziałam. Michael na te słowa mocno mnie do siebie przytulił i tak wracaliśmy do domu.


***

    Następnego dnia pojechałam do szpitala. Chciałam odwiedzić dziadka, zobaczyć jak się czuje. Przywiozłam mu kilka rzeczy, takich jak: książka, którą aktualnie czytał, jego okulary, leki i kilka ubrań. Kiedy weszłam do sali, dziadek spał. Pielęgniarka powiedziała, że jest bardzo osłabiony i potrzebuje teraz dużo odpoczynku. Nie chciałam wychodzić, dopóki się nie przywitam z dziadkiem, dlatego postanowiłam zaczekać. Położyłam książkę i okulary na szafeczce stojącej obok łóżka, a ubrania włożyłam do szafy. Usiadłam obok niego. Wyjęłam notes i ołówek i zaczęłam rysować. Tym razem narysowałam park. Przez środek biegła ścieżka, a przy niej ustawione były ławki. Na jednej z nich siedziała młoda dziewczyna. Obok niej stał młodzieniec, który spoglądał w niebo obserwując lecące ptaki. 

- Masz talent dziecko. Odziedziczyłaś go po swojej babci - usłyszałam cichy, chrapliwy głos. Słychać było, że mówca zadaje sobie wiele trudu, żeby coś powiedzieć.

- Dziadziuś.. Obudziłeś się już! Jak się czujesz? Strasznie nas wystraszyłeś! - uśmiechnęłam się. 

- Troszkę lepiej. Nadal jestem bardzo zmęczony, ale bywało gorzej. 

- Kiedy Cię wypiszą? 

- Myślę, że za jakiś tydzień. Muszę przejść jeszcze kilka badan i jestem bardzo słaby. Ale nie martw się dziecko. Wszystko będzie w porządku - odpowiedział.

- Nigdy nie widziałam, żeby babcia coś malowała. - zaczęłam.

- Po Twoich narodzinach nie miała kiedy, a potem była zbyt schorowana. Wcześniej malowała dużo! Każdego dnia chociaż jeden rysunek. Używała farb, ołówków, kredek, węgla, tego co akurat miała pod ręką. Poznałem Twoją babcię w muzeum sztuki. Wszedłem do jednej z sal i od razu ją zauważyłem. Siedziała na samym środku i malowała jeden z obrazów. Dyskretnie stanąłem za nią i podglądałem. - Na twarzy dziadka pojawił się uśmiech. - Malowała przepięknie! Widywałem ją jeszcze kilka razy, aż w końcu odważyłem się podejść i zagadnąć. Pewnie nie pamiętasz, ale zaraz po twoim urodzeniu babcia wymalowała twój pokój w różne zwierzątka. Twoja mama była taka szczęśliwa! A ty jeszcze bardziej! - Cale popoludnie spędziłam  z dziadkiem, słuchając jego wspomnień. Opowiadał o babci. Byłam bardzo szczęśliwa i wzruszona słuchając tak pięknej miłosnej historii, która wydarzyła sie naprawdę.