wtorek, 13 września 2016

DECYZJA


Servus!


   Liczę na to, że ktoś się ucieszy, ale podjęłyśmy decyzję odnośnie naszego blogowania. Po kilku dniach postanowiłyśmy go wznowić:> Oczywiście, notki nie będą pojawiać się co tydzień, jak to za starych dobrych czasów. Każdy wiek ma swoje prawa. :) Ponadto zdecydowałyśmy, że trochę zmienimy podział ról. Ja (Diana) będę pracować nad opowiadaniem, natomiast  do zadań Billie  od dziś należy skrobanie notek okolicznościowych i ciekawostek. Uznałyśmy, że tak będzie lepiej organizacyjnie. 
   Mamy nadzieję, że starzy czytelnicy sobie o nas przypomną, a młodzi nas odkryją, mimo że pisanie o Michaelu  nie jest już bardzo "chodliwym" tematem. :) Ja z mojej strony trochę się obawiam tego powrotu, ponieważ miałam długą przerwę nie tylko w blogowaniu, ale zwyczajnie od ponad roku nie chodzę na lekcje polskiego! :>

  Proszę Was o wsparcie kochani. Do zobaczenia za kilka dni!

Diana


czwartek, 8 września 2016

POWRÓT?

Drodzy Czytelnicy!

      Mamy nadzieję, że chociaż niektórzy z Was odczytają tę informację. Rozumiemy, że wiele ludzi zrezygnowało z czekania na kolejne posty, straciło cierpliwość. Dużo zmieniło się przez ten rok, dorosłyśmy, mamy inne życie, nawet samo spojrzenie na Michaela Jacksona też jest już różne. Mam nadzieję, że będę mogła kiedyś o tym Wam napisać. Ostatnio poczułam jednak "natchnienie" i weszłam na opuszczonego bloga. Kiedy przeczytałam te komentarze, w których ludzie wyrażali swoje wyczekiwanie i zawód zrobiło mi się naprawdę głupio, miałam wyrzuty sumienia. Postanowiłyśmy, że jeśli ktoś będzie chciał możemy wrócić i jeszcze tu trochę pobazgrolić w wolnych chwilach, ponieważ nasz zastój nie był spowodowany brakiem pomysłów (opowiadanie jest od dawna zaplanowane), lecz wypaleniem, wspomnianą wcześniej dorsołością. Nie mam nawet pojęcia jak "stoją" obecnie blogi o MJ, czy ludzie jeszcze czytają o nim. 

Przepraszamy za ten egoizm  i teraz stawiam najważniejsze pytanie: CZY KTOŚ TUTAJ JESZCZE ZAGLĄDA I CHCE KONTYNUACJI? 
Jeśli tak, proszę o nawet najkrótszy komentarz typu "tak". :)

Pozdrawiam,
Diana

sobota, 29 sierpnia 2015

Happy Birthday!

Cześć Kochani!
Wybaczcie długą przerwę. Dużo wyjeżdżamy, dużo się dzieje. Czasem po prostu brakuje czasu. Strasznie miło z waszej strony, że tak czekacie! Postaramy się dodać na dniach jakąś notkę, najprawopodobniej kolejną część opowiadania. :) Mamy nadzieję, że nam wybaczycie i zrozumiecie. ;)

Billie

Dziś jest specjalny dzień. Nasz król skończyłby 57 lat! Dokładnie tak! Matko, jak ten czas szybko leci. Aż mi się nie chce wierzyć, że Michael miałby dziś 57 lat.  
Michael urodził się 29.08.1958 roku w Gary w stanie Indiana. To tak dla przypomnienia. :) 
Z całego serca: Happy Birthday Michael! We love You so much! Mamy nadzieję, że jesteś szczęśliwy tam gdzie jesteś. God bless You!


I dla przypomnienia. Urodzinowa niespodzianka dla Króla z 1997r. :)


czwartek, 25 czerwca 2015

To już 6 lat!

Cześć Kochani!

       Piszemy tę notkę w wyjątkowym dniu. Od śmierci Michaela minęło już 6 lat. Pustka jaką pozostawił w każdym z naszych serc wciąż jest ogromna. Chcemy razem z Dianą uczcić pamięć Michaela. Jednak nie chcemy się użalać i lamentować. Proponujemy, żeby każdy z Was przypomniał sobie jakieś miłe wspomnienie związane z naszym królem muzyki. Życzymy sobie, aby mimo wszystko na waszych twarzach pojawił się tego dnia uśmiech. Myślimy, że właśnie uśmiech, radość i miłość, które w sobie obudzimy, najbardziej ucieszą Michaela. :)
                                                                                     
                                                                                         Billie&Diana


       Ja osobiście mam mnóstwo radosnych wspomnień z Michaelem. Każda nowo poznana piosenka, każdy nowy filmik, który zobaczyłam... To wszystko niosło ze sobą magiczne uczucie. Uśmiech nie schodził z mojej twarzy. Mimo wszystko, najmocniej wspominam dzień, w którym pierwszy raz usłyszałam Jego głos. Piosenką, w której się zakochałam było "We Are The World". Byłam wtedy na wsi z dziadkami. Babcia poprosiła abym poszukała jej w internecie jakiś informacji o Michaelu. Szukając trafiłam na tekstowo i wyżej wymienianą piosenkę. Od razu ją włączyłam. Słuchałam z zaciekawieniem. Kiedy przyszła kolej na Michaela na mojej twarzy pojawił się uśmiech. A w sercu dziwne uczucie. Patrzyłam na Niego i miałam wrażenie, że znam Go od dawna ale długo się nie widzieliśmy. To było magiczne. Zaczęłam się wtedy zastanawiać jak to możliwe, że wcześniej nie poznałam Michaela. Od tamtej pory szukałam różnych informacji, nowych piosenek. A Michael? Stał się dla mnie ogromnie ważną osobą. Dzięki Niemu zaczęłam lepiej patrzyć na świat. Do dziś jak tylko słyszę  We Are The World mam uśmiech na twarzy i automatycznie zaczynam sobie nucić pod nosem. Ta piosenka zawsze będzie niosła ze sobą magiczną aurę. :)
                                                                                                                 Billie



       Ja zainteresowałam się Majkulem miesiąc przed jego śmiercią. Zupełnie przypadkowo. Pierwsze piosenki to "Black Or White", "You Are Not Alone" oraz "Whatever Happens". Reszta już przyszła automatycznie.  Dziś sięgam częściej po mniej jego znane piosenki, te które nie są oklepane w radiu. Np.: " Don't Walk Away", czy "D.S" Ciekawe jest to, że nie przepadam za "Thillerem", chociaż to najsłynniejsza piosenka i teledysk Michaela. ;)  Co wyniosłam? Dorosłam z Michaelem, to niesamowite, że wciąż mnie tak fascynuje. Dzięki niemu poznałam także Billie oraz Unknown You, które serdecznie pozdrawiam ;) Nie piszę dużo, słowa czasem są niepotrzebne, Słuchajmy go dziś cały dzień! 

                                                                                                                 Diana               

A Wy jakie macie wspomnienia? Podzielcie się nimi w komentarzach. 
Uśmiechnijmy się i razem uczcijmy pamięć Michaela!

                



poniedziałek, 8 czerwca 2015

OPOWIADANIE - część 30


Witajcie!
Od ostatniej części opowiadania minęło sporo czasu... Od dzisiaj znajdujemy się w erze Bad. Przerzut czasu jest konieczny.  Mamy nadzieję, że wam się spodoba. Dzisiaj taki trochę wstęp do rozwoju akcji i zaznaczenie najważniejszych informacji.


Diana


    kwiecień 1987


- Kochanie, o której chcesz wyjść dzisiaj z pracy?! - niski, męski głos dotarł do moich uszu z sąsiedniego pomieszczenia.
- Chciałabym przed szesnastą, jeśli oczywiście nie sprawię kłopotu. - Odparłam, układając stertę niezbędnych dokumentów, które musiałam uporządkować.
- Ty? Kłopot? Moja droga, nie żartuj sobie. Nigdy nie sprawiasz, ani nie sprawiałaś mi problemów.  - Kiedy usłyszałam te słowa uśmiechnęłam się do siebie pod nosem. Nigdy, jasne. Jeszcze kilka lat temu nie mogliśmy na siebie patrzeć, a teraz słodziliśmy sobie na każdym kroku. Życie jest pełne paradoksów. Gdy mój szef podszedł do biurka, powiedziałam rozmarzona:
- Ten obraz jest piękny. Uwielbiam jego malarstwo. - Otworzyłam książkę i pokazałam rozmówcy obraz "Tancerki" Degasa, którym zachwycałam się od dobrych kilku dni.
- Pasowałabyś między tymi dziewczętami idealnie.
- Tak, zapewne, między tymi idealnymi, chudymi baletnicami. Bardzo zabawne.
- Przecież tańczyłaś coś tam, nieprawdaż?
- Tak, salsę, ale przestałam rok temu. W sumie trochę mi tego brakuje.
- Dlaczego? Mówiłaś, że cię tam chwalono.
- Niestety mój partner taneczny Adam zaczął sobie trochę za dużo wyobrażać. Nie pomogły tłumaczenia, ostrzeżenia.
- Biedny chłopiec. W sumie mu się nie dziwię, że się do Ciebie zalecał. - Po tych słowach zostałam obdarowana buziakiem w policzek. Poczułam, że się zarumieniłam, dlatego też postanowiłam udać oburzenie:
- Panie Crown! Żona będzie zazdrosna. - Tak, tak. Nie pomyliliście się. Pan Crown. Ten sam człowiek, który był moim profesorem oraz z którym darłam koty na każdych zajęciach. Czepiał się wszystkich szczegółów, czuł do mnie jakąś, jak mi się wtedy wydawało bezpodstawną antypatię. Przez niego wypłakałam niejedną noc. Jedna rozmowa pod koniec studiów wystarczyła by wszystko obróciło się do góry nogami. Wiedząc, że nie mam już nic do stracenia postanowiłam spróbować z nim szczerze porozmawiać. Moje plany średnio wyszły, gdyż emocje wzięły w górę. Pamiętam jak puściłam mu koronkę zarzutów typu: "Co ja Panu zrobiłam?" "Skąd taka uraza do moich polskich korzeni?"  "Wszyscy profesorowie mnie chwalą, tylko Pan bezpodstawnie poniża!" itd. Nigdy nie zapomnę jego dużych, zszokowanych oczu. . Pierwszy raz widziałam tego człowieka z takim wyrazem twarzy. Przez dobre pięć minut nie mógł wydusić z siebie słowa. Kiedy w końcu otworzył usta, przez moje ciało przeleciał dreszcz strachu. Przymknęłam oczy, przygotowałam się na głośny wybuch. Ku mojemu zdziwieniu wieloletni postrach zamienił się w kruchego, spokojnego mężczyznę. Powiedział, że zaimponowałam mu swoją odwagą i tym, że zdecydowałam się podjąć rozmowę. Przeprosił i wyznał, że kiedyś pewni Polacy bardzo go skrzywdzili. I co najważniejsze : powiedział, że jestem bardzo zdolna i chce abym pracowała w jego galerii sztuki. Wystarczył moment, bym wybaczyła mu wszystko oraz zrozumiała. Z radością przyjęłam propozycję, czując się  wtedy wyróżniona i doceniona. Po zakończeniu edukacji mojego rocznika Crown odszedł na emeryturę i skupił się na rodzinnym biznesie. Galeria ta, zawierała nie tylko obrazy na sprzedaż, ale zatrudniała także fachowców do konserwacji dzieł, a także zajmowała się pewnymi przypadkami zaginionych obrazów. Generalnie cieszyła się dużym prestiżem. Nie ukrywam, że pracowało mi się tam wspaniale. Atmosfera cudowna, ale przede wszystkim robiłam to, co kochałam. Sztuka była jedną z moich pasji. Z Crownem mimo trzydziestu pięciu lat różnicy staliśmy się prawdziwymi przyjaciółmi. Mówiliśmy sobie o wszystkim... no prawie. Mój były nauczyciel nie miał pojęcia o Michaelu. Przynajmniej na razie.
- Lauro, moja żona, podobnie jak ja chciałaby ciebie mieć za swoją synową. Nie mogę przeboleć tego, że nie chciałaś słuchać mnie, kiedy próbowałem podsunąć ci jednego z moich synów. Kiedy mi w końcu przedstawisz swojego faceta? Nie patrz tak na mnie! Głupi nie jestem, już mi nie wkręcisz, że jesteś sama.
- Zbliża się szesnasta. Muszę lecieć! - rzuciłam pospiesznie i uścisnęłam szefa na pożegnanie.
- Dzisiaj ci się udało, ale następnym razem ci nie daruję! - usłyszałam kiedy już zamykałam drzwi wyjściowe. 


     Ufff, kolejny raz, kiedy musiałam jakoś ominąć temat. Wiedziałam jednak, że wkrótce Crown mi nie odpuści. Jest zbyt inteligentnym człowiekiem, by wciąż nabierać się na głupie kłamstewka. Gdy uświadomiłam sobie ten fakt stanęłam przed dylematem. Czy mogę mu wyznać prawdę? Istnieje kilka opcji jego reakcji: Uwierzy mi i będzie mi kibicował, wyśmieje mnie oraz stwierdzi, że to kolejna wymówka, wyśle mnie do zakładu psychiatrycznego bądź rozgada to innym. Nie. Ostatnia teza była niemożliwa. Co jak co, ale zaufanie mogłam do niego mieć. Tak bardzo oddałam się rozmyślaniom, że nawet nie zauważyłam, kiedy dotarłam pod klatkę schodową mojego mieszkania. Znajdowało się niedaleko centrum, więc do pracy chodziłam na nogach, ewentualnie przyjeżdżałam rowerem. Bez żadnego grymasu na twarzy wyszłam po schodach na drugie piętro, chociaż często fakt pokonania kilkudziesięciu schodów dobijał mnie niesamowicie. Tak, niestety jestem jednych z największych leni świata. Drzwi były otwarte. Andrew już musiał być w domu. 


- Cześć siostrzyczko!  -Tak, jak się spodziewałam mój brat jak zwykle czule mnie przywitał. Stał w kuchni przy garnkach. Wspaniały widok.  Muszę jednak przyznać, że świetnie sobie sobie radził. Odkąd zamieszkałam z nim po ślubie Stacy, czułam się dożywiana jak w rodzinnym domu. 
- Hej! Uroczo wyglądasz w tym fartuszku w czerwone serduszka. Myślę, że w takim stroju powinieneś się spotkać dziś wieczorem z Monicą. 
- Bardzo śmieszne. To prezent do naszego wspólnego mieszkania od mamusi. Nie moja wina, że nie wzięła pod uwagę, że nie tylko ty będziesz gotować, a tym bardziej nie spodziewała się że głównie JA będę to robić.
- Jesteś zestresowany? - zapytałam, opadając zmęczona na krzesło. Jednak te kilkadziesiąt schodów dało mi w kość.
- Weź, nawet mi nie mów. Umieram ze strachu. Boję się, że się nie zgodzi, że mnie wyśmieje.
-Oszalałeś? Dlaczego miałaby tak się zachować?
- Nie wiem, może nie jest jeszcze gotowa, albo tak naprawdę mnie nie kocha.
- Przestań! Monica za tobą szaleje!
- Eh...
- Naprawdę! Poza tym bardzo ją lubię. To ułożona, spokojna dziewczyna. Do tego śliczna i urocza. Masz gust braciszku. Swoją drogą będzie z was niezły duet. Nauczyciel historii i nauczycielka chemii. Zabawne, że od dziecka próbowałeś uciekać za wszelką cenę od tego przedmiotu, a zobacz jak się skończyło. 
-  Nie zapeszaj siostrunio!
- Nie zapeszam. Martwię się raczej o to, że niedługo wyląduję na ulicy. Najpierw ślub Stacy i utrata lokatorki, za chwilę ty.
- Oj przestań. To na razie tylko oświadczyny, po drugie nie wiadomo czy się zgodzi.  Odbiegając daleko w przyszłość, jakbyś miała z nami mieszkać, na pewno nie sprawiłoby to nikomu problemu. Własnie! Wy z Michaelem macie już spory staż, żadnych kryzysów, zakochani jak nastolatkowie, a tu cisza w tym temacie. 
- Ej, to co ja mam mu się oświadczyć?
- Nie, ale ja mógłbym mu na przykład coś zasugerować...
- Chyba oszalałeś! Zresztą zdajesz sobie sprawę, jak teraz to wszystko  wygląda. Za chwilę wydaje płytę, szykuje długą i obszerną trasę koncertową. Jak to sobie wyobrażasz? W dodatku teraz będzie trudny czas dla nas, a przede wszystkim dla Michaela. Wiesz... boję się reakcji mediów na jego zmianę wizerunku, koloru skóry. Będą znów wymyślać jakieś bajki. Na samą myśl przechodzą mnie ciarki, ale damy radę. 
- Masz rację, ludzie nie wiedzą, że nie ocenia się książki po okładce. - Odparł ze współczuciem Andrew, stawiając przede mną miskę z zupą kalafiorową. 
- Ale jednego jestem pewna. - westchnęłam, teatralnie przerzucając oczami.
- Czego?
-Fanek mu na pewno nie zabraknie. Jak sobie pomyślę, o jego pierwszej solowej trasie, to mnie rozrywa i marzę by porozwalać  łopatą, albo kilofem głowy tym wszystkim wariatkom. Nie mówię o normalnych dziewczynach, które go uwielbiają, ale niestety histeryczek nie brakuje. Pyszna ta zupa.
- Haha. Nie wiem z jakiego powodu mam bardziej współczuć Michaelowi. Zastanawiam się, czy gorsze są napalone fanki czy jedna złośnica, zazdrośnica, która własnie przede mną siedzi. 
- Zdrajca! - w tej chwili mój brat dostał ścierką po głowie. - Boże która jest godzina?! Rany, dochodzi siedemnasta! Muszę lecieć. 
Pospiesznie wstałam od stołu, przebrałam wysokie obcasy, na znacznie wygodniejsze kaczuszki i ruszyłam do drzwi. Zanim jednak wyszłam, zawołałam złośliwie:
-Braciszku, czy ja mogę wrócić na noc?
- Ej! Monica to porządna dziewczyna! 
- Wiem, wiem, tak sobie żartowałam. Powodzenia życzę! Do zobaczenia!
- Dziękuję. Papa! Pozdrów Stacy!
- Oczywiście. 




                                               ***

      
      Drzwi do pokoju hotelowego otworzyła mi moja ukochana Stacy. W pierwszym momencie jej nie poznałam. Znacznie skróciła włosy, zaczęła nosić marchewkowy kolor. Jej twarz nieco się zaokrągliła, zresztą nie tylko twarz... W każdym razie jako dorosła, ułożona i elegancka kobieta wyglądała jeszcze piękniej niż kiedyś. Bardzo mi jej brakowało. Odkąd Tom dostał propozycję dużo lepszej pracy, co wiązało się z przeprowadzką do innego stanu widywałyśmy się dużo rzadziej. Pomyśleć, że kiedyś nie mogłyśmy wytrzymać bez siebie ani jednego dnia...

- Co ty tak stoisz, jakby Cię zamurowało? - Stacy szybko przywróciła mnie na ziemię.
- Witaj. Bardzo się zmieniłaś. - uścisnęłam ją na wejściu. 
- Nie wiem, czy mam się z tego cieszyć czy płakać.
- Oj, przestań. Wyglądasz prześlicznie! Zapomniałabym. W końcu mogę ci pogratulować na żywo. Nawet nie wiesz jak się cieszę.
- Dziękuję kochana - dłoń moje przyjaciółki przesunęła się na widocznie zaokrąglony brzuch - Usiądziemy? Ostatnio kiepsko się czuję. 
- Oczywiście. Ale z dzieckiem wszytko w porządku?
- Tak, na szczęście tak. Byłam kilka dni temu na kontroli, ale muszę się oszczędzać.
- Właśnie, teraz musisz przede wszystkim myśleć nie o sobie, a o maluszku. Będziesz wspaniałą mamą! Czas tak niesamowicie leci... Dopiero co bawiłam się na twoim weselu, a tu już dziecko...
- Za każdym razem kiedy wspominasz o moim ślubie przypomina mi się akcja z paparazzi i przebranie Michaela. Nigdy nie zapomnę ich min, kiedy przebrany za starego emeryta odruchowo przedstawił im się jako twój chłopak. Popatrzyli na nas wszystkich jak na ludzi z wariatkowa i wyszli. Nigdy nie mogę przestać się śmiać na myśl o tych wydarzeniach.
- Weź, nawet nie mów. Potem musiałam wymyślać jakieś historie, kiedy twoi goście pytali się czemu jestem z takim starym zgredem. Poszła opinia, że jestem słodką idiotką, która leci tylko na kasę. 
- Wiesz Lauro... Jestem teraz naprawdę szczęśliwa. Mam Toma, spodziewam się dziecka, jednak brakuje mi tych naszych wspólnych przygód, wspomnień itd. 
- Nawet nie wiesz ile ja nocy przepłakałam, kiedy dowiedziałam się że wyjeżdżacie...
- Uwierz mi, że ja też. Ale...
- Rozumiem wszystko. Nie musisz mi tego tłumaczyć. Teraz Tom to twoja najbliższa rodzina, wasz związek jest najważniejszy. - uśmiechnęłam się, po czym mocno ścisnęłam dłoń przyjaciółki.
- Dziękuję. Wciąż jesteś dla mnie najlepszą przyjaciółką, siostrą. Właśnie, jak tam z Michaelem? Marzy mi się aby nasze dzieci też mogły się przyjaźnić, a tu cisza i cisza. On zbliża się do trzydziestki, nie myślicie  o pobraniu się?
No nie! Kolejna osoba, która tego dnia chce mnie wydać na siłę za mąż. Już powoli zaczynałam się do tego przyzwyczajać. Co chwilę słyszałam podobne komentarze w domu. Nie rozumiem, czy dla nich wiek dwudziestu pięciu lat to jakieś staropańeństwo? Naprawdę zabawne. To, że coraz więcej kuzynów już zmieniało stan cywilny, nie znaczy, że ja nie mogę pocieszyć się życiem trochę dłużej. Szczerze mówiąc, z jednej strony nie spieszyło mi się do tego, wciąż czułam się dzieckiem, lecz z drugiej podobne pytania trochę mnie bolały, ponieważ jednak brakowało mi konkretnych deklaracji od Michaela. Czasami zastanawiałam się czy on rzeczywiście wiąże ze mną przyszłość, czy tylko tak mi się wydaje. Byłam w nim totalnie zakochana, czułam się jakbyśmy byli razem zaledwie kilka dni. Za każdym razem, kiedy mnie całował. przytulał, dotykał, serce biło mi tak, jak wtedy gdy byłam nastolatką, niesamowite uczucie. Zdawałam sobie sprawę, że on również jest dziecinny, że ma dużo pracy, jednak nie można było się tym wiecznie tłumaczyć. Prawdę mówiąc, czasem gdy już leżałam w łóżku, przykryta do ulubionej poduszki, wyobrażałam sobie scenę, w której Michael prosi mnie o rękę w jakiś romantycznych okolicznościach. Nikomu jednak o moich skrytych marzeniach nie mówiłam, nawet Stacy...
-Hello! Ziemia! Powtórzyć pytanie? Powiem ci, że nawet za twoimi uroczymi zawiasami się bardzo stęskniłam. - zaśmiała się przyjaciółka.
- Po prostu nam się do niczego nie spieszy. - ucięłam krótko i zmieniłam temat.

    Resztę wieczoru spędziłyśmy na wspomnieniach, plotkach i innych typowo babskich sprawach. Chciałyśmy do maksimum wykorzystać czas, w którym Tom był na delegacji w moim mieście.  Każdy typowy facet zanudziłby się przy nas na śmierć. Właśnie, typowy. Śmiejąc się i rozmawiając, nieustannie tęskniłam jednak za moim ukochanym, nietypowym mężczyzną, którego nie widziałam już od dwóch tygodni.



sobota, 6 czerwca 2015

Która Era?



  Cześć Kochani!
     Po długiej przerwie wracamy. ;) Zaczniemy trochę luźniej, notką tematyczną. Na opowiadanie musicie jeszcze chwilę poczekać. Cierpliwości! Mamy nadzieję, że notka się spodoba.

                                                                                                                                             Billie

PS: Jeśli macie do nas pytania zachęcamy do pisania emaili lub wiadomości prywatnych na naszym facebooku. Do zakładki z pytaniami niestety zaglądamy rzadko, a chcemy odpowiadać na każde Wasze pytanie. ;)


 


    Ostatnio razem z Dianą zastanawiałyśmy się, która era podoba nam się najbardziej. I tak zrodził się pomysł na tą notkę. Jesteśmy ciekawe, którą erę lubicie najbardziej i dlaczego. Osobiście ciężko mi się zdecydować. Michael był świetny w każdym okresie. Nie potrafię wybrać jednej ery ale myślę, że bardziej podoba mi się Michael w czasach od Bad aż po This is it. Diana natomiast uwielbia czas od off the wall  do Bad, więc żartobliwie ujmując, dzielimy się na pół ;)

Dla przypomnienia przybliżymy Wam poszczególne ery. ;)

OFF THE WALL ( 1979 )

Ten okres uważa się za przełomowy w karierze Michaela. Jego kariera nabrała wtedy tempa. Świecące stroje, powoli zanikające afro. ;) 




THRILLER ( 1982 )

Charakterystyczne marynarki, trochę zmieniona fryzura, prawdziwy szał na białe skarpetki.



BAD ( 1987 )
Michael w roli złego chłopca. Obcisłe czarne spodnie, mnóstwo ćwieków. Wysokie ciężkie buty.



DANGEROUS ( 1991 )

Przewodnim motywem w tej erze, jak i w HIStory, są mundury.





HIStory ( 1995 )

Koncerty: Przede wszystkim strój kosmonauty. Złoty kombinezon, a do tego hełm. 



INVINCIBLE ( 2001 )

Fryzura Michaela w tym etapie życia znacznie się różni od poprzednich. Michael preferuje długie i proste włosy. Jego stroje wciąż są eleganckie i tworzone tylko dla niego.



THIS IS IT ( 2009 )

Michael wraca do fryzury z czasów Dangerous. Osobiście uważam, że dodało mu to uroku. Strasznie mi się to podoba. 




A Wam, która era podoba się najbardziej?

wtorek, 26 maja 2015

POWRÓT



Kochani! 

     Dopiero teraz wracamy do żywych niestety. Ja na przykład w tym tygodniu zaczynam wakacje, ponieważ w poprzednim miałam jeszcze matury ustne oraz rozszerzenia. 
Nowa notka pojawi się w ciągu najbliższych dni!  Obiecuję teraz nadrobić opowiadania które do tej pory czytałam, może pojawili się jacyś nowi blogerzy? Cieszę się że wracamy, tęskniłam! ;)

Diana 








niedziela, 22 marca 2015

OGŁOSZENIA! :)

Witaaaajcie Kochani!


(mamy nadzieję, że ktoś jeszcze nas odwiedza)
Nie dodajemy ostatnio postów, bo w tym półroczu ostro uczymy się do matury! :/
Teraz powinna być moja kolej pisania notki... (Diana)
Chciałam was strasznie przeprosić. Może dla tych którzy jeszcze mają daleko do matury, albo dla tych którzy ją zdali zasłanianie się nią wydaje się być głupim pretekstem Ale jednak....
Przerasta mnie to wszystko. Będę pisać 4 rozszerzenia (nie wiem po co xd) Ale każde z nich opiera się także na wypracowaniach. I kiedy mam w tygodniu przygotować wypracowanie ok 4 stron na polski, historię, wos i jeszcze coś na angielski, to po prostu nie mogę patrzeć na kartkę i długopis. Kończy się marzec, a ja coraz bardziej panikuję, że jeszcze mam tyle do powtórzenia i się nie wyrobię. A i jeszcze łapie mnie depresja że za miesiąc będę  musiała pożegnać już ostatecznie szkołę ;/ 
Wybaczcie.
1. To nie jest tak, że nie chce mi się czytać waszych opowiadań, po prostu ja teraz już nawet lektur nie czytam bo brakuje mi czasu. Wszystko nadrobię już za 1,5 miesiąca. Uwielbiam was bloggerki! Przepraszam za brak komentarzy i wgl. ;/
2. Zaraz po maturze ostro bierzemy się za powrót do żywych, częste notki i promocję bloga. W końcu będziemy mieć cztery miesiące wakacji! 
3. Jeśli ktoś to czyta, niech skomentuje, bardzo chciałbyśmy wiedzieć czy ktoś jeszcze czeka ;)

Zatem do zobaczenia w MAJU! ;)

Diana

sobota, 24 stycznia 2015

OPOWIADANIE - część 29.

Hej Kochani!
Dziękujemy za wszystkie miłe komentarze z Waszej strony. Bardzo się cieszymy, że wciąż jesteście z nami! To strasznie miłe! 
Z radością zapraszam Was do lektury kolejnej części opowiadania!



        Z wrażenia opadłam na łóżko. Oczy miałam jak dwa księżyce w pełni i buzie szeroko otwartą. Z niedowierzaniem patrzyłam na podekscytowaną przyjaciółkę. Byłam w szoku. Nie wiedziałam co mam powiedzieć. W końcu Michael przerwał mój stan uśpienia. 

- Moje gratulacje Stacy! Co za niespodzianka! 
- A Ty Lauro? Nie cieszysz się? - zapytała Stacy
- Nie... To znaczy tak. Jasne, że się cieszę. Po prostu mnie strasznie zaskoczyłaś. - wstałam i przytuliłam ją. - Obiecaj tylko, że nie przestaniemy się widywać. - wyszeptałam.
- Nie dopuszczę do tego. - odpowiedziała. 
- No to kiedy ślub? - zapytał Michael.
- W wakacje. Już się nie mogę doczekać! Lauro, musisz mi pomóc wybrać sukienkę, usadzić gości... wszystko!
- Jasne. Nie ma problemu. - uśmiechnęłam się.
- Będziecie gośćmi honorowymi? - pisnęła z radości Stacy. Popatrzyłam pytającym wzrokiem na mojego chłopaka. Wiedziałam, że przy jego sławie to nie będzie takie proste.  Nie mogliśmy od tak po prostu wparować na wesele. Zbiegli by się paparazzi, tłum fanek i zepsuła bym tym najważniejszy dzień w życiu mojej przyjaciółki. Kiwnął tylko lekko głową. Wiedziałam, że coś wymyśli. Byłam mu za to naprawdę wdzięczna. 
Tej nocy ani ja, ani moja  współlokatorka długo nie mogłyśmy zasnąć. Leżąc w łóżkach, ze zgaszonym światłem. Stacy była wciąż podekscytowana,  widać było, że nie mogła przestać myśleć o Tomie. Ja z kolei dzieliłam w sobie różne, skrajne emocje. Z jednej strony cieszyłam się, że moja najlepsza przyjaciółka ułoży sobie życie i byłam pewna, że trafiła na odpowiednią osobę. Niestety przerażał mnie fakt, że za kilka miesięcy przestaniemy razem mieszkać. Stacy przez te wszystkie lata w pewnym sensie należała do mnie, a ja do niej. Teraz nagle wszystko miało obrócić się do góry nogami. Z otchłani moich skomplikowanych i może niezrozumiałych dla innych przemyśleń wyrwał mnie cichy głos Stacy.
- Kocham Cię. Kocham Cię jak rodzoną siostrę, wiesz?
Moja twarz rozpromieniła się, chociaż zgaszone światło nie pozwalało tego nikomu dostrzec.
- Ja Ciebie również siostrzyczko.

                                                 * * *


         I tak ruszyły przygotowania do wielkiego ślubu Stacy i Toma.  W każdej wolnej chwili biegałyśmy razem dosłownie wszędzie: od sklepów z sukniami ślubnymi, przez kościół, piekarnie aż po sklepiki ze ślubnymi dekoracjami. Był czerwiec 1985 r. Razem z przyjaciółką byłyśmy w kolejnym już sklepie z odzieżą ślubną. Stacy ubierała kolejną suknię w jednej z przymierzalni.

- Do wesela niecały miesiąc, a ja wciąż nie mogę znaleźć idealnej sukni. - narzekała.
- Przymierzałaś już chyba ze sto wzorów! Kilka z nich na prawdę było pięknych! Nie marudź tyle, bo w końcu nic nie znajdziesz. - odparłam.
- Nie bądź taka cwana. Moja kreacja musi być perfekcyjna! - powiedziała. Po czym dodała. - Gotowa?
- Tak. Chodzi i pokaż się.
Moim oczom ukazała się przepiękna długa aż do ziemi śnieżnobiała suknia. Była naprawdę wyjątkowa. Z jednej strony klasyczna długa, z rozkloszowanym dołem, ale miała także w sobie nutę awangardy, gdyż odsłonięte ramiona w sukni ślubnej rzadkością.  Niewielkie bufki zaczynały się znacznie niżej, a reszta rękawa była pokryta koronką. Stacy wyglądała olśniewająco.

- Wow... - wyszeptałam.
- I tyle? - zaśmiała się przyjaciółka.
- Wyglądasz niesamowicie. Chyba Cię uduszę jeśli jej nie kupisz. - odparłam. 
- Tak uważasz? Myślisz, że się spodoba Tomowi?
- Uwierz mi, że tak. Wyglądasz bajecznie.
- Może masz racje. Chyba się zdecyduje. - Stacy uśmiechnęła się do mnie. - Dasz wiarę? Wychodzę za mąż! - przyjaciółka podeszła bliżej i usiadła na kanapie obok mnie. - Wszystko układa się idealnie! A Ty?! Ty spotykasz się z Michaelem J... - mocno szturchnęłam ją w bok. - Auu. - wykrztusiła. Sprzedawczyni obdarzyła nas dziwnym spojrzeniem i wyszła z pokoju.
- Ciszej. Wiesz, że wolę się z tym nie obnosić. 
- No tak. Zapomniałam. Wybacz, po prostu jestem tak strasznie szczęśliwa! 
- No ja też. - uśmiechnęłam się. Stacy miała racje. Mimo utrudnień, jakie niósł ze sobą związek z Michaelem, byłam na prawdę szczęśliwa. Marzyłam, żeby tak już było do końca.

                                                ***

27 lipca 1985

       Stałam w domu Stacy, ubrana w fioletową zwiewną sukienkę z włosami upiętymi w kok. Pomagałam Stacy w ostatnich przygotowaniach. Michaela nie widziałam od rana. Nie wiedziałam nawet czy go poznam. Nie chciał zdradzić jak będzie wyglądał jego kostium, a ja nie dopytywałam. Wiedziałam, że sprawi mu to dużo radości. W sumie ja też będę mogła się przy tym zabawić. Pewnie Michael zaczeka zanim mi się ujawni. Z ukrycia będzie się śmiał widząc jak zaczepiam obcych ludzi i sprawdzam czy czasem nie są oni moim chłopakiem. Uśmiech sam wyskoczył mi na buzię.
- Co Cię tak cieszy? - spytała zdenerwowana Stacy.
- Nic, nic. - odparłam. 
- Wszystko gotowe? Kwiaty są? Tort już przyjechał? Matko, tak strasznie się stresuję.
- Wyluzuj się. To ma być najpiękniejszy dzień Twojego życia. O nic się nie martw. Zajęłam się wszystkim. - próbowałam uspokoić przyjaciółkę. 
- Dziękuję. 
- A teraz chodźmy za nim się spóźnimy. 
Ceremonia nie trwała długo. Na początku było trochę zamieszania. Drużba Toma zaspał i zapomniał przynieść obrączki. Na szczęście zdążył po nie wrócić. Godzinę później Stacy i Tom oficjalnie byli już mężem i żoną. Przyjęcie weselne odbyło się w małej restauracji na końcu miasta. Wszyscy goście się już bawili, a ja wciąż nie mogłam znaleźć swojego faceta.
- Lauro! - usłyszałam za sobą głos Stacy. - znalazłaś go już?
- Nie. To przestaje być śmieszne. - W tym samym momencie ktoś chwycił mnie za rękę. Przestraszona aż odskoczyłam. Odwróciłam się. Stał za mną gruby, siwy mężczyzna. Zarost przysłaniał mu praktycznie całą twarz. Nosił ogromne okulary, zza których wyglądały brązowe oczy. Te oczy.
- Mike! - szturchnęłam go. 
- Haha. Udało mi się co? - zadowolony z siebie, śmiał się do rozpuku. 
- Okej, przyznaję. Udało Ci się. - uśmiechnęłam się.
- Czy mogę prosić Panią do tańca? - zapytał przez łzy.
- Z miła chęcią. - odparłam podając mu dłoń. Wszyscy goście bawili się wyśmienicie. Muzyka nie przestawała grać, ludzie nie przestawali tańczyć. Przyznajeę że dawno się tak nie bawiłam. Szaleliśmy z Michaelem do upadłego. W pewnej chwili podbiegła do mnie Stacy.
- Lauro. Na wesele wtargnęli paparazzi. Szukają Michaela.
- Co?! Ale jak to? - byłam w szoku. Jakim cudem oni się dowiedzieli? Michael był na prawdę dobrze ukryty pod kostiumem. Ja miałam problem z tym, żeby go rozpoznać! A byłam jego dziewczyną! 
- Nie wiem, nikomu nie mówiłam! Po za Tomem, ale on by się nie wygadał! 
- Trzeba ich stąd wyrzucić. - odparłam. - Michael, Ty lepiej się do nich nie zbliżaj. Lepiej ich nie naprowadzać na Twój trop.
- Dobrze. Postaram się nie rzucać w oczy. - powiedział. Ja razem z przyjaciółką udałyśmy się w stronę namolnych, nie dających spokoju paparazzi.
- Przepraszam. To impreza prywatna i nie mają tu panowie wstępu. - zaczęłam.
- Szukamy kogoś. Mamy informacje, że tu jest. 
- Nadal nie uprawnia to panów to przebywania tu. A jeśli wolno, kogo szukacie? - zapytałam.
- Michaela Jacksona. 
- Ah tak. Widzicie panowie, Michael Jackson siedzi przy tamtym stoliku razem z papieżem i Dianą Ross. - odparłam uszczypliwie.
- Bardzo śmieszne panienko. Nie wyjdziemy póki nie zrobimy dobrych zdjęć. 
- Proszę opuścić ten teren zanim wezwę policje. 
- Tak łatwo się mnie nie pozbędziesz panienko. - Mężczyzna zaczął zbliżać się w moją stronę.
- Zostaw moją dziewczynę. - za sobą usłyszałam głos Michaela.

Billie&Diana

sobota, 10 stycznia 2015

Niewydane utwory.

Cześć Kochani!
Dziś będzie luźna notka ale mam nadzieję, że Wam się spodoba. 

Ostatnio odkryłam pewną, niewydaną piosenkę Michaela. Zakochałam się w niej od pierwszej chwili! Nie potrafię wyrazić tego co czuje słuchając tej piosenki. W pierwszej chwili łzy popłynęły mi z oczu. 



Kolejną piosenką, która nie została wydana jest "I am a loser". Kolejny bardzo piękny utwór. Smutny ale piękny.




Jest jeszcze " Days in Glouchestershire ".




Jak Wam się podobają? Co o nich sądzicie?

~ Bille





piątek, 9 stycznia 2015

Wyjaśnienia.

Hej wszystkim!
Z racji, że ostatnio co raz więcej z Was zaczęło dopytywać się czy żyjemy etc. postanowiłam wyjaśnić kilka spraw.
Przez ostatni czas nie bardzo miałyśmy kiedy coś naskrobać. Wydawać by się mogło, że powinnyśmy czas znaleźć bo były święta i masa wolnego. Otóż problem był. A dodatkowo ja miałam prawą rękę w gipsie. Dlatego na blogu nic się nie pojawiało.
Na prawdę o Was i o blogu nie zapomniałyśmy. Mamy masę pracy i czasami jest ciężko. Zrozumcie. Postaram się w ten weekend dodać notkę, może nawet dwie.
Mam nadzieję, że wciąż tu jesteście.

Billie.

niedziela, 23 listopada 2014

Michael Jackson is Alive???

Hej!
Na życzenie jednej z naszych czytelniczek przedstawiamy Wam notkę dotyczącą śmierci Michaela. 
Na pewno wiecie, że jest wiele spekulacji na ten temat. Jest wiele osób, które uparcie twierdzą, że nasz Król żyje. 
Co my na ten temat sądzimy? Według nas Michael niestety nie żyje. Spójrzmy prawdzie w oczy. Czy gdyby żył pozwolił by na to, żeby Paris próbowała się zabić? Zostawiłby ją w tak trudnej chwili samą? Oczywiście, że nie! 
Nie będę ukrywać. Zaraz po śmierci Michaela wierzyłam w to, że może żyje. Kto by tego nie chciał? Wszyscy wolelibyśmy, żeby MJ był wciąż z nami. Z biegiem czasu jednak zrozumiałam, że prawda jest bolesna. 
Zastanówmy się też. Czy gdyby Michael żył powrót byłby dla Niego dobry? Zaraz po jego śmierci rozniosły się pogłoski, że kilka osób odebrało sobie z tego powodu życie. Jeśli to prawda, rodziny tych osób na pewno sprawiłyby Michaelowi wiele przykrości. Nie mówiąc już o brukowcach, które znowu zatrułyby Mu życie. Minęło już ponad 5 lat. To już na prawdę wystarczająco dużo. Musimy się wreszcie pogodzić z tym jaka jest rzeczywistość. Chcemy czy nie Michael niestety odszedł. Dla nas wszystkich jest to bolesne. 
Uważam, że te plotki o jego rzekomym życiu powinny zostać zaprzestane. Takie informacje na pewno sprawiają ból jego dzieciom. 




REST IN PEACE! 
Michael Jackson 1958 - 2009

You will be always in our hearts!



Love, Billie.


wtorek, 14 października 2014

OPOWIADANIE! - część 28



Witajcie po długiej przerwie! Ciekawe il wytrwałych przy nas zostało:)
Taka dola mautrzysty niestety... A powiem wam, że jak się jest na humanie i pisze się co chwilę wypracowania z historii, polskiego ,wosu, to nie ma się siły już na nic :/
Zachęcam do komentowania, chcemy wiedzieć kto jeszcze nas czyta :)
Dziś trochę krotko, ale trzeba trochę czasu by powtórnie złapać natchnienie.
Diana



7 marzec 1985


      Życie w cieniu ukochanej osoby nie zawsze jest takie proste jak się może wydawać. W moim przypadku sytuacja była szczególnie trudna. Spotykaliśmy się z Michaelem od dłuższego czasu, ale nigdy nie byliśmy razem w kinie, a nawet na głupim spacerze. (pomijając te po zmroku, w komicznym przebraniu Jacksona) Mimo że Mike na każdym kroku okazywał mi czułość, komplementował i chwalił mnie, ja sama miałam problemy z poczuciem własnej wartości. Może się wydawać, że wyszukuję problemy tam gdzie ich nie ma, jednak świadomość, że jesteś praktycznie nikim w porównaniu z twoim facetem może naprawdę czasami dołować. Michael to człowiek wyjątkowy pod każdym względem. Uzdolniony, a do tego wspaniały człowiek.  Dlatego też mimo wielu zajęć związanych z nauką postanowiłam zrobić coś w kierunku własnego rozwoju.

    Był późny, wiosenny wieczór, kiedy Michael mnie odwiedził. Wiedziałam, że właśnie mniął jego zarazem ciężki, jak i bardzo ekscytujący dzień. Tego dnia został wydany singiel "We are the world". Sama, kiedy pierwszy raz usłyszałam tę piosenkę popłakałam się jak bóbr. Jest piękna, wzruszająca, a jej przekaz jest niezwykle ważny. Byłam strasznie dumna, że współtwórcą tego utworu jest mój ukochany. Dlatego też, kiedy tylko wszedł do mieszkania rzuciłam mu się na szyję.

- Ohoho... Jakie miłe powitanie. Z jakiej to okazji? - zapytał zderzorientowany Michael, zaraz po tym jak opsypałam go licznymi pocałunkami. Raczej rzadko w podobny sposób się zachowywałam, ponieważ byłam mało spontaniczna i bardzo nieśmiała.
- Przecież wiesz!  Jak się czujesz? Jak ci minął dzień? Jesteś moim bohaterem!
-  Rany, ty chyba jesteś podekscytowana bardziej niż ja.
- Przecież wiesz, że jestem twoją największą wielbicielką. W dodatku, nie pokazałeś mi utworu przed oficjalną publikacją.
- Dlatego najbardziej zależy mi, aby podobały się przede wszystkim tobie moje utwory. Co sądzisz o "We are the world"? Chciałem, abyś zobaczyła go jak będzie idealnie dopracowany.
- Domyśl się. Wykonałeś wspaniałą pracę. Sama popłakałam się, słuchając tej piosenki. Jesteś taki dobry... Nie myślisz tylko o sobie, ale także o dzieciach. Tobie sodówka chyba nigdy nie odbije. Myślę, że dostaniecie nie jedną nagrodę w tym roku.
- Dziękuję.  Ale wiesz... Nie chodzi mi o statuetki na pierwszym miejscu. Dla mnie najważniejszą sprawą w tym przedsięwzięciu była pomoc małym mieszkańcom Afryki.  - to w jaki sposób  Michael opowiadał o swojej działalności, budziła we mnie jeszcze większy respekt.
- Kocham cię Mike. - szepnęłam i pocałowałam go namiętnie, gdy siedzieliśmy na kanapie. Uwielbiałam czuć jego bliskość. Gdy znajdowałam się w ramionach MJ czas na moment się zatrzymywał...

Po kilku chwilach Michael powiedział:
- Moja Księżniczko. W najbliższą środę zapraszam cię na romantyczną kolację.
- Ja w czwartek nie mogę...
- Dlaczego? Cudem wygospodarowałem ten wieczór.
- A nie ma innego dnia?
- Średnio będzie w przyszłym tygodniu. Teraz po wydaniu singla dopiero zacznie się kosmos. Dlaczego nie chcesz w środę?
- Bo.. ehm... - gryzłam się myślami, czy powiedzieć Michaelowi, co robię w każdą środę od miesiąca. 
- Ej?
- Dobrze.. Masz mnie. Powiem ci, ale pewnie mnie wyśmiejesz.
-Hah... Ciebie? Nigdy w życiu. - Mike charakterystycznie zachichotał.
- Już się ze mnie smiejesz!
- Nie, skąd. - nagle poczułam 'dźgnięcie' w brzuch. 
- Nic ci nie powiem!
- Ohh. Już przestaję.
- Foch! - próbowałam udawać obrażoną, ale wkrótce zaczęłam się trząść ze śmiechu. 
-  Wiem, że się na mnie nie potrafisz obraźić. - Mike wymownie zamrugał czekoladowymi oczami i przeczesał włosy. Bardzo dobrze wiedział, jak na mnie to działa. 
 - To że jesteś gwiazdą, nie znaczy, że zawsze ci muszę ulegać.
- Laura!
- No dobrze, już mówię! Bo ja... ehm. Miesiąc temu...
- Wydusisz to z siebie wreszcie?
- Grrr! Bo ja chodzę na salsę od miesiąca! - informację niemal wykrzyczałam, mając zamknięte oczy. Zapewne wydaje się śmieszne, że nie chciałam powiedzieć Michaelowi, ale przypominam, że miałam wtedy do czynienia z ikoną tańca, która nie dość, że robiła to wspaniale, to jeszcze stworzyła swój, niepowtarzalny styl, który ciągle próbują naśladować miliony osób na całym świecie. 
- To świetnie! Ale... ej! Dlaczego nie powiedziałaś mi o tym od razu? Ja miałbym cię wyśmiać? Wiesz, jak kocham taniec.
-Właśnie dlatego wstydziłam się Ci to powiedzieć... Ty jesteś profesjonalistą.
- Kochanie, ale salsy nie tańczę profesjonalnie. Musisz mnie w najbliższym czasie nauczyć. Właściwie jak ci tam idzie?
- Myślę, że całkiem dobrze. Coraz bardziej to lubię. Instruktor przez pierwsze trzy lekcje nie chciał uwierzyć, że nigdzie wcześniej nie chodziłam. Podobno mam świetny, naturalny ruch ciała.
- Zawsze ci mówiłem, że powinnaś zostać tancerką. 
- Na tancerki nadają się kobiety pewne siebie, ale Adam twierdzi, że wszystkiego można się nauczyć.
- Adam? Kto to?
- Mój partner.
- To tańczycie w parach?! - Michael zareagował tak, jakby właśnie odkrył kosmos.
- Kochany, Salsa to taniec towarzyski.
- Ale solo też są.
- Ale w parach jest atrakcyjniejszy i bardziej popularny
- Oczywiście, że atrakcyjniejszy, jak cię facet obmacuje.
- Mike! Ty jesteś zazdrosny? Nie wierzę. W końcu ty, a nie ja.
- Jak mam nie być? Czytałem nawet ostatnio, że taniec zbliża ludzi. Wspólne treningi, dotyk ciał itd. -tłumaczył się zakłopotany.
- Przypominam, że to na ciebie skacze codziennie tysiące fanek i jakoś muszę sobie radzić.
- To co innego... - Michael się zarumienił,
- Ohoho nie. Zresztą, skoro taniec zbliża ludzi, to zatańcz ze mną.
- Teraz?
- Oczywiście. - odparłam, pospiesznie wstałam i wyciągnęłam w jego kierunku dłoń. 
    Rzeczywiście. Chyba taniec dodaje pewności siebie, ponieważ od jakiegoś czasu stałam się o wiele bardziej spontaniczna. Nie dane nam było jednak długo nam razem pokręcić się w takt muzyki, bo wkrótce, ktoś otworzył z tupetem drzwi.
- Pewnie to Stacy. - stwierdziłam.
Oczywiście się nie myliłam. Moja przyjaciółka stała na środku salonu. Jej twarz była tak intensywnie czerwona jak jej sukienka, a w rękach trzymała ogromny bukiet róż.
- Co się stało? - zapytaliśmy z Michaelem jednocześnie.
- Tom mi się oświadczył!



Billie&Diana

piątek, 29 sierpnia 2014

OGŁOSZENIA! :)


Witajcie kochani czytelnicy!


     Cóż to były za zwariowane wakacje! Przyznam szczerze, że takich jeszcze nie miałam i nie spodziewałam się takiego obrotu spraw. Masa wyjazdów, wycieczek, przygód. Miało też to swoje konsekwencje - mianowicie trochę zaniedbałyśmy naszego bloga. No cóż pora na wyjaśnienia...
1. DZIĘKUJĘ za życzenia urodzinowe. Na pierwszym miejscu mojej, kochanej Billie za pamięć i tę notkę na blogu, wzruszyłam się wtedy, serio! Oczywiście specjalne podziękowania należą się WAM! Bez was nie byłoby tego bloga, więc szczególnie cieszę się że kilka osób w dodatku napisało tak miłe rzeczy.
2.   Mam to szczęście, że obchodzę urodziny w tym miesiącu co Michael, więc gdziekolwiek on jest, życzę mu szczęścia :)
3.Co do notek i opowiadania... Planujemy małe "zawieszenie". Do końca września z wiadomych nam przyczyn nic nie pojawi się na blogu.  :/ To nie jest tak że nam się pomysły wykończyły, bo mamy szeroko opracowaną fabułę, do samego końca, jednak planujemy ten miesiac poświęcić na napisanie notek na 'zaś'. Dlaczego? bo teraz czeka nas MATURA! (co mnie osobiście dobija i przeraża, gdyż postawiłam sobie bardzo wysoko poprzeczkę, co do ilości zdawanych przedmiotów) W związku z czym notki nie będą tak częste jak rok temu. Mam nadzieję, że poczekacie! ;)
4. Udanego roku szkolnego, akademickiego i jak komu co pasuje! :)
Pozdrawiam i ściskam gorąco
Diana

środa, 13 sierpnia 2014

Surprise!

Kochani!
Dziś Diana ma swój wielki dzień! 18-nastka, początek dorosłego życia! Zbierzmy się i życzmy jej jak najlepiej! Diano, do moich wcześniejszych życzeń chce dołączyć podziękowania. Dziękuje Ci za to, że nie raz pomagasz mi przy notkach, a kiedy nie jestem w stanie ich napisać robisz to za mnie. Wkładasz dużo siebie  w tego bloga i na pewno bez Ciebie nie byłby taki jaki jest. Dziękuję za to, że jesteś. Nie wiem co bym bez Ciebie zrobiła! I jeszcze raz:



                            WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO!




wtorek, 12 sierpnia 2014

Neverland!

Hej Kochani!
W dzisiejszej notce, prosimy o wsparcie. W ostatnim czasie pojawił się problem. Neverland ma zostać sprzedany. Nie możemy na to pozwolić. Michael chciałby, żeby ten budynek tam stał. Chciałby, żeby Neverland mógł być azylem, chwilą zapomnienia i radości w ciężkim życiu chorych dzieci. To jest jego przeznaczenie. Ten budynek jest również bardzo ważny dla Nas - fanów. Jest to swojego rodzaju pamiątka po Michaelu. Coś co wciąż nam o Nim przypomina. Coś co daje nam cząstkę Niego.
Neverland zawsze był ważny dla Michaela. Był nie tylko azylem dla chorych dzieci. Był przede wszystkim azylem Michaela. Mimo, że sam pod koniec w to zwątpił.

Podajemy link do jednej z petycji. Wydaje nam się, że do jednej z ważniejszych, ponieważ jest to petycja od Jermaine. Podpisujcie wszystkie jakie znajdziecie. Im więcej petycji tym większa szansa na ocalenie rancza.

PETYCJA

Podpisujcie. Postarajmy się. Zróbmy coś dla Michaela.

Billie&Diana

sobota, 2 sierpnia 2014

OPOWIADANIE! -część 27!

Hej Kochani! Wybaczcie, że notkę dodaje z opóźnieniem. Obie z Dianą ciągle jesteśmy w rozjazdach i nieustannie się mijamy. Długo nie miałam dostępu  do komputera. Mam nadzieję, że ta notka wam to wynagrodzi. :) Dziękuję Dianie za pomoc. Ta część powstała wspólnie z Nią.
PS: W lipcu minął rok odkąd prowadzimy bloga. Chciałybyśmy wam bardzo podziękować za obecność. Dla takich czytelników jak wy warto pisać! Dziękujemy, że jesteście!

Billie&Diania
          


      Jadąc do szpitala w głowie miałam najczarniejsze scenariusze. Nie wiedziałam nic oprócz tego, że miał wypadek. Nawet nie wiedziałam czy żyje. Wiedziałam tylko jedno. Teraz nie liczyło się nic, ani nikt. Tylko On. Chciałam już być przy Nim. Wiedzieć, że jest cały i nic mu nie będzie. Z minuty na minutę byłam coraz bardziej zdenerwowana. Ruch uliczny powodował, że wraz z upływem czasu stawałam się strzępkiem nerwów. Dlaczego zawsze jest tak, że kiedy najbardziej zależy nam na czasie, zawsze coś musi stanąć na przeszkodzie? Tak też było i tego dnia. Najpierw utknęliśmy w korku, a potem przez centrum wlekliśmy się za emerytem który jechał około trzydzieści kilometrów na godzinę. Mimo emocji nie krzyczałam, tylko nerwowo spoglądałam na Andrew'a który sam bardzo się martwił, chciał jak najszybciej dojechać na miejsce, jednak los jak zwykle musiał płatać figle. W końcu udało się nam dotrzeć na miejsce. Byłam przerażona tym, co zobaczyłam. Przed szpitalem panował okropny harmider, na około biegały tłumy ludzi. Fotoreporterzy, fani i jeszcze Bóg wie jakie przybłędy. Widząc co się dzieje mój brat postanowił poczekać w samochodzie, a ja sama podjęłam próbę przedostania się przez rozwrzeszczany tłum.
Wchodząc do budynku nie wiedziałam gdzie się udać. Podeszłam do recepcji. 

- Przepraszam. W której sali leży Michael Jackson?
- Jest Pani z jego rodziny? Jeśli tak potrzebuję odpowiednie dokumenty potwierdzające tożsamość. 
- Nie, to znaczy prawie. Jestem jego przyjaciółką.
- Przykro mi, ale takich informacji udzielamy tylko rodzinie. Pan Jackson jest znaną osobą i nie Pani pierwsza podaje się za jego przyjaciółkę. Przepraszam, muszę już iść. 

        Byłam zawiedziona. Co prawda mogłam się tego spodziewać. Kto normalny udzieliłby takich informacji? Mój chłopak jest znany na cały świat. Tłum jego fanów koczuje pod szpitalem. A ja głupia wchodzę i mówię, że chce się z nim zobaczyć. Zupełnie tego nie przemyślałam. Niestety w sytuacji w której się znalazłam zupełnie straciłam głowę, nie potrafiłam podjąć żadnej przemyślanej, rozsądnej decyzji. Mało brakowało, abym usiadła i rozpłakała się na środku holu ze strachu i bezsilności. Postanowiłam jednak wziąć się w graść, nie dla siebie, ale dla Michaela. Szłam przed siebie na oślep, licząc na cud. 
W pewnym momencie, na końcu korytarza dostrzegłam Katherine Jackson. Serce mocniej mi zabiło. Pobiegłam w jej stronę.

- Co z Nim? - zapytałam zdenerwowana. 
- Operują go. - łza pociekła jej po policzku.Pode mną ugięły się nogi. Opadłam na najbliższe krzesło. Chciałam poznać się więcej szczegółów od mamy Michaela, dowiedzieć się co się tak naprawdę stało, na ile stan osoby którą kocham najbardziej na świecie jest poważny. Niestety we wszystkim przeszkodziła mi pseudo rodzina Michaela. Pewnie pomyślicie, że przesadzam z tym określeniem. Nie! Zdecydowanie nie. Co z tego, że są z nim powiązani biologicznie? Nie mają nic wspólnego z prawdziwymi braćmi. Michael od zawsze był dla nich dobrą okazją do wypromowania się, nie mówiąc już o "ojcu".

- Co ona tutaj robi? - usłyszałam okropny głos Josepha.
- Tak jak my, martwi się o Michaela. - broniła mnie jego matka.
- To nie jest Twój interes. Wynoś się stąd!
- Nie wyjdę dopóki nie dowiem się jak on się czuje! Mam prawo to wiedzieć!
- Nie należysz do naszej rodziny! Więc żadne prawa cię nie obowiązują!
- On jest moim przyjacielem! Dowiem się jak on się czuje i zniknę wam z oczu.
- Wynoś się stąd! Myślisz, że jesteśmy idiotami? Wiadomo o co ci chodzi. Za chwilę pójdziesz i ogłosisz wszystko gazetom i zrobisz z naszej rodzinnej tragedii niezły interes. - Jermain kibicował ojcu. Nie rozumiałam tej ich nienawiści do mnie. Nic im nie zrobiłam. Po prostu martwiłam się o ich brata.
- Nie... Nigdy bym czegoś takiego nie zrobiła. Nie jestem taka jak wy. Mi na pieniądzach nie zależy.
-Trzymajcie mnie, bo nie wytrzymam i przyłożę tej rozwydrzonej dziewusze! - Joseph wpadł w szał, na szczęście z kłopotów uratował mnie lekarz.

- Szpital nie jest miejscem do kłótni. Leżą tu chorzy, którzy potrzebują spokoju. Rodzinne przepychanki proszę załatwiać poza szpitalem. 
- Panie doktorze, co z moim synem? - zapytała zdenerwowana Katherine.
- Operacja się już zakończyła. Pan Jackson doznał poparzeń III stopnia i niezbędny był przeszczep skóry. Na szczęście udało nam się go wykonać. To w jakim stopniu poparzenia odbiją się na jego wyglądzie i zdrowiu dowiemy się w najbliższej przyszłości. W każdym razie Pan Jackson jest w ciężkim stanie, posiada naprawdę głębokie rany.
- Czy można go zobaczyć? - wypaliłam.
- Na razie wybudzamy go z narkozy. Dostał też dużą dawkę środków przeciwbólowych. Ale myślę, że za 30 minut będzie można z nim porozmawiać. Prosiłbym jednak o stosunkowo krótkie spotkanie. On musi teraz odpoczywać.
- Dziękujemy doktorze. - Gdy tylko lekarz się oddalił Jermaine znowu na mnie naskoczył.
- Słyszałaś? Już wiesz co z Nim. Możesz sobie iść. Tam są drzwi! - mówiąc to odwrócił się na pięcie i razem ze swoim ojcem odszedł.
- Dziecko, najlepiej będzie jeśli teraz pójdziesz. Nie chcemy przecież, żeby Michael się denerwował. Ale przyjdź wieczorem. Męża i syna już nie będzie. -szepnęła do mnie mama ukochanego.
- Dobrze... Dziękuje Pani. - byłam rozczarowana i zła. Jak mogli mnie tak potraktować? Przecież chciałam jak najlepiej dla Michaela. Wiem, że ja również się uniosłam, ale nie mogłam sobie pozwolić by bezpodstawnie mnie obrażali. Dobrze, że chociaż jego matka stała po mojej stronie. 
Przed szpitalem czekał na mnie Andrew. Z daleka było widać, że był bardzo zaniepokojony. W końcu od dłuższego czasu znów bardzo się przyjaźnili.

- I co z Nim?
- Jest o operacji. Poparzenia III stopnia. Konieczny był przeszczep. - mówiłam krótkimi zdaniami, nie miałam już na nic siły.
- O matko... Widziałaś się chociaż z Michaelem?
- Jego braciszek mi nie pozwolił. Pani Katherine powiedziała, żebym przyszła wieczorem kiedy ich nie będzie. Mam do ciebie prośbę. Podwieziesz mnie? Chyba nie jestem w stanie dziś prowadzić...
- Bezczelni. Chociaż ona jest normalna. Oczywiście, zawsze możesz na mnie liczyć siostrzyczko. 
-Dziękuję, kocham cię. - po tych słowach wtuliłam się w ramiona mojego wspaniałego brata. W tamtej chwili nie potrzebowałam nic innego tylko szczerego uścisku.


                                            ***

      Dzień dłużył mi się jak nigdy. Postanowiliśmy, że nie będziemy wracać do domu, tylko pojedziemy do jakiegoś sklepu. Kupiłam dla Michaela kilka owoców, soki i coś słodkiego. Nie mogłam wytrzymać. Chciałam za wszelką cenę być już w szpitalu. Przy Nim. Odliczałam każdą minutę. Z drugiej jednak strony, kiedy już trochę ochłonęłam zaczęłam zastanawiać się, czy właściwie Mike będzie chciał mnie widzieć. Przecież nie rozmawialiśmy ze sobą od kilku tygodni. Bałam się, że on już nie potrzebuje mnie, lecz Brooke. Przez chwilę myślałam, że stchórzę i wrócę do domu. Na szczęście pragnienie zobaczenia go, troska i tęsknota okazały się silniejsze niż strach. Przecież on wciąż był najważniejszą osobą w moim życiu!
Dlatego też, kiedy wreszcie nastała odpowiednia godzina, biegłam jak szalona na spotkanie z Panią Katherine. Wiedziałam już, w której leży sali dlatego od razu skierowałam się w tamtą stronę. Stanęłam przed drzwiami. Położyłam dłoń na klamce, nacisnęłam i weszłam do środka. Łzy poleciały mi po policzkach. Wszystkie duszone emocje nie tylko w czasie tego potwornego dnia, ale ostatnich kilkunastu dni w końcu się uwolniły. Właśnie gdy zobaczyłam go w takim stanie jeszcze lepiej uświadomiłam sobie, jak bardzo go kocham.  Wyglądał okropnie. Całą głowę owiniętą miał w bandaże. Oczy podpuchnięte i zamknięte. Widać było, że cierpi i jest bardzo zmęczony. 

- Michael? - szepnęłam. Lekko uchylił powieki.
- Laura... Jak dobrze, że jesteś.
- Tak bardzo się o Ciebie martwiłam. - podeszłam do jego łóżka i usiadłam. Miałam ochotę go dotknąć, jednak nie chciałam zadać mu kolejnego bólu. - Co się stało?
- Do końca sam nie wiem... Wychodziłem na scenę. Skupiałem się tylko na tym. Chciałem jak najszybciej nakręcić tę reklamę i wrócić do domu, miałem złe przeczucia. Nagle poczułem zapach palonych włosów, a za chwilę przeszywający całe ciało ból. Potem leżałem w karetce. Następne co pamiętam to szpital... - mówił szeptem. Wiedziałam, że każde słowo było dla Michaela ogromnym wysiłkiem.
- Przepraszam, że nie było mnie wcześniej. - nie chciałam mu mówić o sytuacji z Jego rodziną. Nie teraz. 
- Nic nie szkodzi. Ciesze się, że tu jesteś. - wtedy dostrzegłam, że mój ukochany lekko poruszył dłonią. Od razu zrozumiałam. Pospiesznie, ale delikatnie spletliśmy palce.
- Tak bardzo chciałabym Ci pomóc.
- Pomagasz. Swoją obecnością. - uśmiechnęłam się. - Lauro... chciałbym Cię przeprosić. Za tą sytuację z Brooke...
-  Ciśś...Przestań. -subtelnie dotknęłam dłonią jego ust. To już nie ważne. Nie mów nic więcej. Zdaję sobie sprawę, że każde słowo jest dla ciebie ogromnym wysiłkiem.- Teraz musimy skupić się na tym, żebyś poczuł się lepiej. - po tych słowach skierowałam dłoń na jego policzek, potem podbródek. Nie mogłam się powstrzymać. Dopiero kiedy byliśmy tak blisko siebie, uświadomiłam sobie jak bardzo za nim tęskniłam. Michael przymknął oczy.
-  Oj.. przepraszam. Boli cię, prawda? - momentalnie oderwałam rękę.
-Nie... Brakowało mi twego dotyku. Pocałuj mnie. - spojrzałam na niego z czułością, po czym nachyliłam się w jego stronę i  prawie niewyczuwalnie dotknęłam swoimi wargami jego.
- Miałeś już nic nie mówić - uśmiechnęłam się.
- Pozwól.. Ostatnie słowo...
- Zastrzegam, ostatnie!
- Kocham Cię. - tym sposobem Mike po raz kolejny doprowadził mnie do łez. Nie były to jednak łzy strachu lub smutku, lecz SZCZĘŚCIA.
- Ja ciebie jeszcze bardziej Michael.