poniedziałek, 23 grudnia 2013
Merry Christmas!
Jutro rozpoczyna się ten magiczny czas, czas świąt Bożego Narodzenia. Z tej okazji chciałbyśmy życzyć wam Wesołych i spokojnych Świąt! Wiele radości, ogromu prezentów, odpoczynku, miłości i udanego sylwestra. I oby nowy rok przyniósł wam wiecej radości, szczęścia i spełnienia marzeń.
Dużo ciepła dzięki ludzkiej życzliwości, odrobiny światła w mroku dzięki szczeremu uśmiechowi, radości w smutku dzięki ludzkiej miłości i nadziei na lepsze jutro w chwilach niepokoju
Merry Christmas Everyone! :)
Billie&Diana
niedziela, 22 grudnia 2013
One more chance...
One more chance... ostatni teledysk Michaela Jacksona wydany dopiero po jego śmierci. Nie wiem do końca dlaczego, ale łzy pociekły mi po policzkach kiedy oglądałam ten teledysk. Być może dlatego, że wydaję się on taki "świeży". Zupełnie jakby Michael nagrał go dzień czy dwa temu. Zupełnie tak jakby żył i cały czas był pośród nas.
Teledysk był nagrywany podczas tworzenia płyty Number One. Nie został on jednak wydany, ponieważ Michael został aresztowany w sprawie domniemanego molestowania Gavina Avizo. Teledysk został wydany już po śmierci Króla.
Zarówno piosenka jak i teledysk bardzo mi się podobają. Uważam, że w teledysku powinno
być więcej Michaela... ale może teledysk był dokańczany już po śmierci króla.
A wy co o nim myślicie? Jak wam się podoba?
Billie
PS: Wybaczcie, że notka tak późno. Brak czasu. Teraz zaczęło się wolne dlatego postaramy się nadrobić! :)
niedziela, 8 grudnia 2013
DZIĘKUJEMY!
czwartek, 5 grudnia 2013
OPOWIADANIE - część 14!
Minął miesiąc od dnia, w którym Michael podsłuchał moją rozmowę z Andrew. Cały czas czułam się okropnie. Ale co miałam mu powiedzieć? Sama nie jestem do końca pewna swoich uczuć... a nawet jeśli tak? On pewnie nic takiego do mnie nie czuje. Jestem dla niego tylko przyjaciółką. Wyszłabym na głupka. "Ogarnij się Laura!" - powiedziałam do siebie. Po długim czasie rozłąki wreszcie miałam się spotkać ze Stacy. Całe wakacje jej nie było. Strasznie się za nią stęskniłam. Musiałam się pozbierać. Nie chciałam psuć nam spotkania moimi problemami. Wstałam z łóżka i zaczęłam sprzątać pokój. Gdy tylko skończyłam, usłyszałam z dołu głos mamy:
- Laura! Stacy już przyszła!
- Niech wejdzie na górę! - odkrzyknęłam, jednocześnie wrzucając spodnie do szafy.
Odwróciłam się, żeby podnieść z podłogi ostatnią bluzkę. W tym momencie do pokoju wpadła Stacy i rzuciła się na mnie niczym wygłodniała puma. Obie wylądowałyśmy na podłodze głośno się śmiejąc.
- Laura! Boże, tak się za Tobą stęskniłam! - wykrzykiwała przyjaciółka.
- Też się ciesze, że Cię widzę Stacy. - jeszcze mocniej przytuliłam ją do siebie. - Opowiadaj lepiej jak było na wakacjach! Tyle czasu Cię nie było!
- Mogło być lepiej. - uśmiechnęła się. - Musiałam spędzić całe dwa miesiące z młodszymi kuzynami. Byli nieznośni! Co chwilę mi przeszkadzali, dokuczali. Zero spokoju. A musiałam się nimi zajmować. Lepiej Ty mi opowiedz co się tu działo. Co tam u Michaela? - na dźwięk jego imienia zrobiło mi się smutno. Stacy od razu to zauważyła. Znała mnie nie od dziś. - Hej... Co jest Kochana? Pokłóciliście się czy jak? - widziałam w jej oczach troskę. Chyba już czas jej powiedzieć... przynajmniej się komuś wygadam.
- Wiesz... - zaczęłam. - Nie jestem pewna co czuję do Michaela. Moje podejście do niego zaczęło się zmieniać. Kiedy go widzę, od razu czuję się lepiej. Jest dla mnie ogromnie ważny, ale już chyba nie jako przyjaciel. Jako ktoś więcej, ale nie umiem określić kto... - w oczach Stacy widziałam narastającą radość.
- Yay! To cudownie! Pasujecie do siebie!
- Przestań. On na pewno nic do mnie nie czuje. Jestem dla niego tylko przyjaciółką. Po za tym on myśli, że jest dla mnie przyjacielem i nikim więcej.
- Jak to? - zapytała zdziwiona Stacy. Opowiedziałam jej szybko o całej sytuacji z Andrew i tym jak Michael nas podsłuchał.
- Głupia jesteś! Jak mogłaś tak powiedzieć?!
- Nie wiedziałam, że Michael stoi za mną! Chciałam tylko, żeby Andrew się zamknął! - czułam jak łzy napływają mi do oczu.
- Spokojnie. - przyjaciółka mocno mnie przytuliła. - Będzie dobrze.
Chwilę siedziałyśmy w milczeniu wtulone w siebie. Powoli się uspokajałam. Jak się później okazało mój spokój nie trwał długo. Nagle usłyszałyśmy krzyk mamy. Obie zbiegłyśmy na dół.
- Mamo! Co się dzieje? - zapytałam, szukając rodzicielki.
- Dziadek! Dziadek zasłabł! Dzwoń na pogotowie! - krzyczała mama. Stanęłam jak wryta. Strach jaki poczułam był nie do opisania. Ręce zaczęły mi się trząść, a łzy napływały do oczu. Widziałam, że Stacy rzuciła się do telefonu, dlatego ja pobiegłam do dziadka. Nie mogłam go stracić. Po prostu nie mogłam!
Pogotowie przyjechało szybko. Mama pojechała razem z dziadkiem do szpitala. Ja musiałam zostać, żeby poinformować resztę członków rodziny.
Po południu wszyscy siedzieliśmy przy stole. Nikt się nie odzywał. Każde z nas było zdenerwowane, przestraszone. Wszyscy czekaliśmy na powrót mamy. Gdy tylko usłyszeliśmy dźwięk otwieranych drzwi, rzuciliśmy się w tamtą stronę zasypując mamę pytaniami.
- Dziadek miał zawał - powiedziała smutno. - Na szczęście karetka przyjechała szybko i udało się go uratować. Nic mu nie będzie, ale musi zostać w szpitalu. - Z jednej strony odetchnęłam z ulgą. Wierzyłam, że dziadkowi nic nie będzie. Nadal się jednak martwiłam. Przygnębiona poszłam do swojego pokoju i usiadłam na łóżku. Nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Wzięłam do ręki kartkę, ołówek i zaczęłam rysować. Po kilkunastu minutach ktoś zapukał do drzwi.
- Proszę - powiedziałam nie odrywając wzroku od kartki.
- Cześć. - Usłyszawszy jego głos, momentalnie podniosłam głowę. Przede mną stał on. Ciemnoskóry, chudy chłopak. Ubrany był w jeansy i luźny t-shirt. W jego wielkich brązowych oczach dostrzegłam troskę, ale i zakłopotanie.
- Michael? Co Ty tutaj robisz? - zapytałam zdziwiona, ale jednocześnie szczęśliwa.
- Stacy u mnie była. Powiedziała co się stało z Twoim dziadkiem. Pomyślałem... pomyślałem, że przyjdę i dotrzymam Ci towarzystwa.
- Dziękuję, Michael. Potrzebuję tego teraz. - Mike usiadł na kanapie.
- Cudowny rysunek. Masz talent. - powiedział, zerkając na kartkę, którą wciąż trzymałam na kolanach. Rysunek przedstawiał dziewczynę siedzącą przy łóżku szpitalnym i opłakującą chorego dziadka. Za jej plecami stał anioł, który próbował ją pocieszyć.
- To nic takiego.
- Nie masz racji. Ten rysunek jest przepiękny. Dlaczego wcześniej nie pokazywałaś mi swoich prac? Uwielbiam sztukę. Uważam, że powinnaś się rozwijać w tym kierunku. Nie zmarnuj takiego talentu. Lubisz rysować, prawda?
- Tak, nawet bardzo. - uśmiechnęłam się.
- Widzisz? Więc rób to dalej! Rób to co kochasz. - Michael uśmiechnął się do mnie. - A jak Andrew? - zapytał.
- Co raz lepiej. Na szczęście. Na pewno nie zapomniał o Tatum i o tej całej sytuacji. ale chyba pogodził się już z tym wszystkim. Stara się żyć dalej. Widzę, że z dnia na dzień staje się szczęśliwszy.
- To na prawdę dobrze. To dobry chłopak. Znajdzie sobie dziewczynę lepszą od Tatum. Taką, która obdarzy go prawdziwym uczuciem.
- Też tak myślę. Michael, możemy się przejść na spacer? Chciałabym zaczerpnąć świeżego powietrza.
- Oczywiście Lauro.
Szliśmy przez park rozmawiając i podziwiając uroki jesieni. Wszędzie leżały kolorowe liście, co jakiś czas między nogami przebiegały nam wiewiórki, które robiły zapasy na zimę. Na drzewach siedziały ptaki, które od czasu do czasu ćwierkały.
- Ptaki, to niesamowite stworzenia. - zaczął Michael. - Potrafią latać godzinami. Szybują z taką gracją i elegancją. Niczym tancerze na parkiecie. Potrafią też śpiewać cudowne ballady! Uwielbiam słuchać tych pieśni i obserwować ich tańce. Jest w tym jakaś magia. - uśmiechnął się do mnie. Nigdy wcześniej nie patrzyłam w ten sposób na ptaki. Były mi obojętne. A Michael zobaczył w nich tyle piękna oraz niezwykłości i pokazał je mnie. Chodziliśmy po parku rozmawiając, śmiejąc się. Od czasu do czasu Michael zaczynał nucić różnie piosenki. Raz nucił utwory, które znajdowały się już na płycie "Off the Wall", a innym razem całkiem nowe melodie, które akurat pojawiły mu się w głowie.
- Jak to jest, kiedy piszesz piosenki i tworzysz melodię? - zagadnęłam.
- Muzyka sama do mnie przychodzi. Czasami wystarczy kilka dźwięków usłyszanych przypadkiem, a w głowie układa mi się cała melodia. Innym razem, nagle pojawiają się w mojej głowie słowa - odpowiedział mi. - Oczywiście potem trzeba ją dopracować, poprawić, ale zarys pojawia się sam. - uśmiechnął się.
- Rozumiem. Wracajmy już, proszę. Zrobiło mi się zimno. - odpowiedziałam. Michael na te słowa mocno mnie do siebie przytulił i tak wracaliśmy do domu.
***
Następnego dnia pojechałam do szpitala. Chciałam odwiedzić dziadka, zobaczyć jak się czuje. Przywiozłam mu kilka rzeczy, takich jak: książka, którą aktualnie czytał, jego okulary, leki i kilka ubrań. Kiedy weszłam do sali, dziadek spał. Pielęgniarka powiedziała, że jest bardzo osłabiony i potrzebuje teraz dużo odpoczynku. Nie chciałam wychodzić, dopóki się nie przywitam z dziadkiem, dlatego postanowiłam zaczekać. Położyłam książkę i okulary na szafeczce stojącej obok łóżka, a ubrania włożyłam do szafy. Usiadłam obok niego. Wyjęłam notes i ołówek i zaczęłam rysować. Tym razem narysowałam park. Przez środek biegła ścieżka, a przy niej ustawione były ławki. Na jednej z nich siedziała młoda dziewczyna. Obok niej stał młodzieniec, który spoglądał w niebo obserwując lecące ptaki.
- Masz talent dziecko. Odziedziczyłaś go po swojej babci - usłyszałam cichy, chrapliwy głos. Słychać było, że mówca zadaje sobie wiele trudu, żeby coś powiedzieć.
- Dziadziuś.. Obudziłeś się już! Jak się czujesz? Strasznie nas wystraszyłeś! - uśmiechnęłam się.
- Troszkę lepiej. Nadal jestem bardzo zmęczony, ale bywało gorzej.
- Kiedy Cię wypiszą?
- Myślę, że za jakiś tydzień. Muszę przejść jeszcze kilka badan i jestem bardzo słaby. Ale nie martw się dziecko. Wszystko będzie w porządku - odpowiedział.
- Nigdy nie widziałam, żeby babcia coś malowała. - zaczęłam.
- Po Twoich narodzinach nie miała kiedy, a potem była zbyt schorowana. Wcześniej malowała dużo! Każdego dnia chociaż jeden rysunek. Używała farb, ołówków, kredek, węgla, tego co akurat miała pod ręką. Poznałem Twoją babcię w muzeum sztuki. Wszedłem do jednej z sal i od razu ją zauważyłem. Siedziała na samym środku i malowała jeden z obrazów. Dyskretnie stanąłem za nią i podglądałem. - Na twarzy dziadka pojawił się uśmiech. - Malowała przepięknie! Widywałem ją jeszcze kilka razy, aż w końcu odważyłem się podejść i zagadnąć. Pewnie nie pamiętasz, ale zaraz po twoim urodzeniu babcia wymalowała twój pokój w różne zwierzątka. Twoja mama była taka szczęśliwa! A ty jeszcze bardziej! - Cale popoludnie spędziłam z dziadkiem, słuchając jego wspomnień. Opowiadał o babci. Byłam bardzo szczęśliwa i wzruszona słuchając tak pięknej miłosnej historii, która wydarzyła sie naprawdę.
sobota, 30 listopada 2013
Dancing the Dream
Courage |
Odwaga
|
Book: Dancing the Dream (1992)
Author: Michael Jackson |
Zbiór Dancing the Dream (1992)
Autor Michael Jackson |
It's curious what takes courage and what doesn't. When I step out on stage in front of thousands of people, I don't feel that I' m being brave. It can take much more courage to express true feelings to one person. When I think of courage, I think of the Cowardly Lion in "The Wizard of Oz". He was always running away from danger. He often cried and shook with fear. But he was also sharing his real feelings with those he loved, even though he didn't always like those feelings.
That takes real courage, the courage to be intimate. Expressing your feelings is not the same as falling apart in front of someone else - it's being accepting and true to your heart, whatever it may say. When you have the courage to be intimate, you know who you are, and you're willing to let others see that. It's scary, because you feel so vulnerable, so open to rejection. But without self-acceptance, the other kind of courage, the kind heroes show in movies, seems hollow. In spite of the risks, the courage to be honest and intimate opens the way to self-discovery. It offers what we all want, the promise of love. |
To ciekawe, co wymaga odwagi, a co nie. Kiedy wychodzę na scenę przed tysiące ludzi, nie czuję, żebym był odważny. Dużo więcej odwagi wymaga wyznanie komuś swoich prawdziwych uczuć. Gdy myślę o odwadze, myślę o Tchórzliwym Lwie z 'Czarnoksiężnika z Oz'. Zawsze uciekał od niebezpieczeństwa. Często płakał i trząsł się ze strachu. Ale także dzielił się uczuciami z tymi, których kochał, nawet mimo tego, że nie zawsze podobały mu się te uczucia.
To wymaga prawdziwej odwagi, odwagi otworzenia się. Wyrażanie uczuć nie jest tym samym co rozklejanie się przed kimś - to akceptacja i wierność własnemu sercu, cokolwiek by mówiło. Gdy masz odwagę otworzyć się, wiesz kim jesteś i pozwalasz innym to zobaczyć. To jest przerażające, gdyż czujesz się tak podatny na zranienie i odrzucenie. Lecz bez akceptacji siebie samego, inny rodzaj odwagi, ten który prezentują bohaterowie filmowi, wydaje się pusty. Bez względu na ryzyko, odwaga bycia szczerym i otwartym otwiera drogę do poznania samego siebie. Daje to, czego wszyscy pragniemy, obietnicę miłości. |
Zakochałam się w tym wierszu. Jest taki szczery i prawdziwy. Uwielbiam w Michaelu to, że jego teksty przepełnione szczerymi słowami, mają przesłanie! To nie są puste słowa wyśpiewane tak o. Teksty Michaela nie tylko mają przesłanie, ale są też odpowiednio wykonane. MJ wkradał w to całe swoje serce!
Polecam wam również inne wiersze Michaela, które zostały zebrane w jeden zbiór "Dancing the Dream". Każdy z nich jest szczególny i na prawdę świetny. Wszystkie razem i każdy z osoba, wywołują u mnie wiele wspaniałych emocji. Czytając, niektóre z nich humor poprawia mi się całkowicie.
Berlin 1989
Book: Dancing the Dream (1992)
Author: Michael Jackson
They hated the Wall, but what could they do? It was too strong Berlin 1989
Autor: Michael Jackson
Nienawidzili Muru, lecz co mogli zrobić? Był zbyt mocny, aby się
przez niego przedrzeć.
Bali się Muru, lecz czy to nie miało sensu? Wielu którzy próbowali
go przeskoczyć zostało zabitych.
Nie ufali Murowi, lecz kto by zaufał? Ich wrogowie odmówili
wyjęcia choćby jednej cegły, nieważne jak długo przeciągały się
pokojowe rozmowy.
Mur zaśmiał się szyderczo. "Daję wam dobrą lekcję," przechwalał
się. "Jeśli chcecie budować na wieczność, nie używajcie kamieni.
Nienawiść, strach i brak zaufania są o wiele silniejsze".
Wiedzieli, że Mur ma rację, i niemal się poddali. Tylko jedna rzecz
ich powstrzymała. Pamiętali kto był po drugiej stronie. Babcia,
kuzyn, siostra, żona. Ukochane twarze które wręcz tęskniły by je
zobaczyć.
"Co się dzieje?" zapytał roztrzęsiony Mur. Bez
świadomości tego, co zrobili, zaglądali przez Mur, próbując
znaleźć swoich najbliższych. Cicho, od jednej osoby do drugiej,
miłość wykonała swoją niewidzialną robotę.
"Przestańcie!", Mur wrzasnął. "Rozpadam się." Lecz było za późno.
Milion serc odnalazło siebie nawzajem. Mur upadł zanim runął.
They feared the Wall, but didn't that make sense? Many who
tried to climb over it were killed.
They distrusted the Wall, but who wouldn't? Their enemies
refused to tear down one brick, no matter how long the peace
talks dragged on.
The Wall laughed grimly. "I'm teaching you a good lesson," it
boasted. "If you want to build for eternity, don't bother with
stones. Hatred, fear, and distrust are so much stronger."
They knew the Wall was right, and they almost gave up. Only
one thing stopped them. They remembered who was on the other
side. Grandmother, cousin, sister, wife. Beloved faces that
yearned to be seen.
"What's happening?" the Wall asked, trembling. Without knowing
what they did, they were looking through the Wall, trying to find
their dear ones. Silently, from one person to another, love kept
up its invisible work.
"Stop it!" the Wall shrieked. "I'm falling apart." But it was too
late. A million hearts had found each other. The Wall had fallen
before it came down.
sobota, 9 listopada 2013
OPOWIADANIE - Część 13
Diana
Zapach gorącej czekolady unosił się po całym domu, mimo że kosztowaliśmy ją
w tylko jednym pomieszczeniu. Od dziecka ją uwielbiałam, a co gorsze miałam do
niej ogromną słabość... Moim zdaniem to najlepsza przyjaciółka na kobiece
smutki i sądzę, że tylko jednostki, które wiecznie liczą kalorie mogłyby się ze
mną nie zgodzić.
Ten
ciepły napój był tylko jednym, małym dodatkiem, w porównaniu z tym, co
znajdowało się na kuchennym stole. Kiedy mama zobaczyła, że wchodzę do
domu nie tylko ja, Andrew, ale także i Michael, którego bardzo dawno nie
widziała, nie musiałam jej tłumaczyć, że pogodziliśmy się i już wszystko
jest w porządku. Mama od zawsze miała wspaniałą intuicję, która bezbłędnie nią
kierowała. Jak to miała w zwyczaju przywitała się z nami najserdeczniej
jak tylko jest to możliwe i dyskretnie do mnie mrugnęła. Błysk w oku mamy
przemówił do mnie od razu - szykowała się wielka niezapowiedziana impreza. W
ciągu trzydziestu minut moja kochana i niezawodna "wróżka"
wyczarowała wiele smakołyków. Nikt nie mógł wyjść z podziwu, ale wyrzuciła z
lodówki co tylko miała - dosłownie. Mama była bardzo przejęta zaistniałą
sytuacją, jednak z jej twarzy nie schodził uśmiech. Z daleka można było
dostrzec że promieniała szczęściem. Siedząc przy stole i poruszając
wszystkie możliwe tematy, nie mogłam się oprzeć, by nie zerknąć od czasu do
czasu na Michaela. Dlaczego? Dobre pytanie... Naprawdę nie mam pojęcia i
jestem w tym stwierdzeniu szczera... Od jakiegoś czasu przestałam rozumieć
własną siebie. Kiedyś nie potrzebowałam obecności Michaela, przynajmniej
tak często. Teraz brakuje mi jego uśmiechu, oczu, dotyku. Wystarczy, że nasze
spojrzenia na chwilę się spotkają, a ja czuje się już bezpieczna, mam gwarancje
że jest w pobliżu. Z jednej strony było to przyjemne uczucie, ale z drugiej
czułam ogromny wstyd i niezręczność. Coraz bardziej zaczynało przerażać mnie
to, że w pewnych sytuacjach przestałam panować nad samą sobą.
Dobry nastrój popsuło
nagle opuszczenie przez Andrew'a naszego towarzystwa. Wiedziałam, że nie
mogę go w tej sytuacji zostawić samego. Nie zwracając na nikogo uwagi,
pobiegłam za nim po schodach.
- Andrew, braciszku... Wszystko się ułoży. Ona nie była ciebie
warta. Jestem pewna, że wkrótce poznasz jakąś fajną, uczciwą dziewczynę!
- Wiesz... Nie wiem czy
tego chcę. Nie wyobrażam sobie kolejnych zawodów, upokorzeń.- Kiedy go
słyszałam w tamtym momencie, miałam wrażenie, że za chwilę rozpłacze się jak
dziecko.
- Teraz tak mówisz, a za
kilka dni znów będziesz biegał na randki. Gwarantuję!
- Chyba jednak zostanę
wolnym strzelcem...
- Andrew, nie jesteś
mną!
- Tobą?
- No tak, ja przecież
nie chodzę na ŻADNE randki, jestem szarą myszą, dobrą uczennicą. Ty jesteś
zupełnie innym typem człowieka!
- Nie powiedziałbym...
- Nie rozumiem...?
- Nie jestem głupi!
Przecież widzę jak ty patrzysz na Michaela, zresztą on na ciebie podobnie. Na
dzisiejszej popołudniowej czekoladzie wszystko sięgnęło zenitu!
-Co ty gadasz?!
- Oczywiście! Kiedy jego
wzrok był utkwiony w filiżankę, ty gapiłaś się na niego, jakbyś miała pięć lat
i oglądała ulubioną kreskówkę! I to szło w drugą stronę.
-Nieprawda. Dobrze
wiesz, że jesteśmy tylko i wyłącznie przyjaciółmi.
-Jeszcze...
Andrew! Ogarnij się!
- Ja Ci życzę szczęścia!
-Ja bardzo lubię
Michaela, ale to wszystko! Zresztą co ty w ogóle mi wciskasz....Że ja mu się
niby podobam? Bardzo śmieszne! Komu ja bym się mogła podobać? Chyba tylko
jakiemuś niewidomemu, głuchemu, głupiemu człowiekowi. Chodźmy lepiej na dół, bo
za dużo rozmyślasz. Właśnie, apropo Michaela zostawiliśmy go samego z naszą
szaloną rodzinką. Chodźmy!
Prędko pociągnęłam
mojego brata za rękę i obróciłam się w stronę drzwi.... W tamtej chwili
wydawało mi się, że dostałam stanu przedzawałowego, gdyż zobaczyłam stojącego,
w progu Michaela, którego oczy wpatrywały się na nas z szokiem i dezorientacją.
Zdążyłam tylko powiedzieć "Michael" i zobaczyłam gwiazdki w oczach.
Miałam wrażenie, że przebudzam się z długiego, zimowego snu. Próbowałam
podnieść powieki, lecz przez kilka minut były ciężkie jak kamienie. Kiedy, w
końcu nabrałam siły na wykonanie tak prostej czynności, spostrzegłam, że jestem
otoczona tabunem spanikowanych ludzi. Pierwszy podbiegł do mnie dziadek i
zaczął tak mocno potrząsać moimi ramionami, tak że myślałam że wyrwie mi
wszystkie kości.
- Dziecko ty żyjesz!
Ludzie ona żyje! Nic ci nie jest skarbie? Chodźcie do niej wszyscy! Co tak
stoicie jak nietomni? Stary dziadek ma się dzieckiem zajmować? Koniec Świata!
"Koniec
świata"- pomyślałam, widząc nad sobą kilka głów, z różnymi, dziwnymi
wyrazami twarzy.
- Nic mi nie jes... -
chciałam powiedzieć i pospiesznie wstać, jednak przerwała mi mama.
- Kochanie! Nie
ruszaj się! Jesz za mało witamin, dlatego jesteś słaba, blada i do tego
zaczynasz nam mdleć! Od dziś będę cię pilnować!
- Mamo, to tylko
omdlenie.
-I dlatego pójdziemy na
badania.
- Już jest
wszystko w porządku, naprawdę... Zostawcie mnie samą, strasznie tu duszno.
- Dobrze, dobrze,
odpocznij! Jakby coś się działo to od razu nas wołaj!-
- To może ja uchylę
okno?!- Mike niespodziewanie wyszedł z szeregu.
-Dobry pomysł! Właśnie,
Michael, jeśli możesz zostań z Laurą na wszelki wypadek- dodała, mama, z której
panika powoli zaczynała uchodzić.
Słysząc to miałam ochotę
wgnieść się głęboko w łóżko, tak aby nikt mnie nie mógł dostrzec.
- Oczywiście- odparł
cicho.
Kiedy tłum
przewinął się do innego pomieszczenia, zostaliśmy z Michaelem sami. Czułam się
głupio i nieswojo, ponieważ zdawałam sobie sprawę, że mój przyjaciel słyszał
całą moją rozmowę z Andrew'em, a przynajmniej ten najbardziej kłopotliwy
fragment. Przekręciłam się na bok i spojrzałam mu w oczy. Wiedziałam , że muszę
go przeprosić. W tym momencie usłyszałam jego słowa:
-Przepraszam, nie
powinienem podsłuchiwać
- Ale... Naprawdę, wiem,
że to było głupie zachowanie z mojej strony, jednak kiedy zostałem sam z twoimi
rodzicami i dziadkiem, poczułem się niezręcznie, więc postanowiłem dołączyć do
was.
-Przestań... To ja cię
powinnam przeprosić! Po pierwsze za to, że zostawiłam ciebie samego, po drugie
musiałeś być świadkiem tej bezsensownej konwersacji.
-Bezsensownej?
- Tak! Andrew, ma doła i
dlatego snuje jakieś niepotrzebne wnioski. Ja naprawdę szanuję naszą przyjaźń i
nie oczekuję od ciebie niczego więcej. Jesteś dla mnie ogromnym oparciem,
zawsze potrafisz mi pomóc... Dziękuję. Cieszę się, że jest tak jak jest.
Naprawdę strasznie cię przepraszam - zaczęłam opowiadać, co mi tylko ślina na
język przyniosła, by jak najszybciej doprowadzić do końca tej niezręcznej
sytuacji. Bardzo się bałam, że przez to co usłyszał wcześniej, wystraszy się i
odrzuci mnie, a nasza znajomość będzie bardzo zdystansowana. Na myśl o takiej
możliwości robiło mi się słabo i miałam wrażenie, że po raz kolejny
"odpłynę"
- Ohh.. Lauro nic się
nie stało. Andrew rzeczywiście ma dzisiaj zły nastrój, stąd te jego dziwne wnioski...
Wszystko jest w porządku - wypowiedział te słowa pewnie, jednak wydawało mi
się, że słyszałam smutek w jego głosie, albo raczej chciałam go
usłyszeć...
- Jesteśmy najlepszymi
przyjaciółmi, prawda?- dodał.
- Nic się nie
zmieniło...- odparłam, niemal szepcząc.
- Przy okazji mam do
ciebie prośbę, może oczywistą, ale bądźmy ze sobą zawsze szczerzy, dobrze?
- To jest oczywiste,
Michael.- Uśmiechnęłam się sztucznie, ponieważ czułam że jakaś moja część kłamie.
W głębi serca pragnęłam, aby powiedział, że to co Andrew sugerował jest prawdą.
Zdawałam sobie sprawę jednak, że jest to nierealne marzenie, dlatego też, kiedy
po chwili milczenia Michael ścisnął moją dłoń poczułam się zdecydowanie lepiej.
piątek, 8 listopada 2013
Ponowne przeprosiny.
Wybaczcie nam długą nie obecność. Mamy jakieś problemy z serwerem. :/ Jak tylko uda nam się zażegnać kłopoty wstawimy notkę i nadrobimy zaległości w komentowaniu waszych notek.
Przepraszamy. Trzymajcie się!
w.i.t.h Love!
Billie.



