czwartek, 26 czerwca 2014

OPOWIADANIE - część 25!


   Kochani! Wczoraj był 25 czerwca, złożyło się że dodaję 25 część opowiadania. Minęło 5 lat... Każdy ma swoje odczucia, przemyślenia. Ja z mojej strony powiem tyle, że w tym roku kończę 18 lat. Pokochałam go w takim wieku, gdy zaczynałam dorastać, kształtował się mój światopogląd. Nie rozpaczam, jestem mu wdzięczna, że miał i ma na mnie taki pozytywny wpływ.
     Co do opowiadania miałam bardzo długą przerwę, zarówno w pisaniu, jak i w czytaniu za co przepraszam. Najpierw przygotowywałam się do finału ogólnopolskiego konkursu, w którym udało mi się ostatecznie odnieść sukces ;) Potem musiałam nadrabiać zaległości w szkole, walczyć o oceny, bo konkurs trochę mi wszystko poprzestawiał. Zaraz po tym pojechaliśmy na zagraniczny wyjazd z klasą, własnie z niego wróciłam. W każdym razie trochę wybiłam się z blogowego rytmu, także proszę o wyrozumiałość czytając tę notkę, może być dużo słabsza. Nie jest też długa, ale od czegoś trzeba zacząć.Tak czy siak Zapraszam! ;)

P.S Słyszeliście o jakiś informacjach dziś o MJ w mediach?
Diana



- Ślicznie dziś wyglądasz. - Michael spojrzał mi głęboko w oczy, po czym przeczesał palcami moje włosy.

- Nie żartuj!
- Do tego jeszcze słodko chichotasz.
- Ja? To ty jesteś od tego specjalistą! - zaprotestowałam, nie spuszczając wzroku z mojego ukochanego. Tak, przez te kilka ostatnich miesięcy przestałam się krępować i wstydzić moich uczuć.
- Widocznie coś się zmieniło w tej dziedzinie.
- Nie, to raczej efekt spędzania z tobą dużej ilości czasu. Stopniowo przerzucam twoje nawyki, na moje zachowanie.
- Yhm. W takim razie dla twojego bezpieczeństwa powinnaś ograniczyć ze mną wszelkie kontakty. - Mike zrobił poważną minę, na co ja zaczęłam do niego wymownie mrugać oczami. Długo nie wytrzymał, gdyż już po kilku sekundach wybuchnął śmiechem. - Jesteś pierwszą osobą na której nie wychodzą mi moje figle! Kiedy widzę twoje zabawne, wymowne spojrzenie od razu wymiękam!
- Bardzo dobrze. W końcu powinien Cię ktoś ujarzmić. Osobą do tego stworzoną jestem ja! 
-Oszz ty! Czyli robisz to specjalnie! - mówiąc to, zaczął mnie gilgotać. Ponieważ jestem człowiekiem, w ogóle niewytrzymałym na tego typu zabawy, po chwili śmiałam się i krzyczałam na cały głos. Kompletnie zapomniałam, że nie jesteśmy sami domu i możemy zakłócać panujący w nim spokój.Tak...tak siedzieliśmy razem w moim pokoiku, w naszej wspólnej, rodzinnej miejscowości. - Odegram Ci się! - zawołałam, po czym rzuciłam się na niego. 
Leżałam na Michaelu próbując choć trochę zrewanżować się za to, do jakiego stanu przed chwilą mnie doprowadził. Oprócz tego nie mogłam się oprzeć, by nie wsłuchiwać się w jego, jakże cudowny śmiech. Michael oczywiście miał dużo więcej siły, więc szybko złapał moją rękę, a sam zmierzwił mi włosy. Nie muszę opisywać w jakim stanie było wtedy moje łóżko. 


Kiedy na moment zatrzymaliśmy nasze wygłupy, usłyszeliśmy, że ktoś nacisnął klamkę. Ciśnienie momentalnie podskoczyło mi na maska, bo przecież nikt o nas nie wiedział .Chciałam jak najszybciej wydostać się z objęć Michaela i zeskoczyć z łóżka. Oczywiście ja chociaż raz nie mogę zrobić tak, by wszystko było OK, więc zahaczyłam nogą o ciało mojego faceta, po czym triumfalnie, zębami uderzyłam w podłogę.



- Cholera! - zapiszczałam, leżąc jak jakiś żul na podłodze. Pospiesznie podbiegł Michael.

-Księżniczko, wszystko w porządku?
W tym samym czasie, pokój nawiedził Andrew. To, co stanęło przed jego oczyma było naprawdę imponujące. Prawie rozwalone łóżko w tle, a na pierwszym planie rozwalona ja - dosłownie, ponieważ zaraz po upadku zaczęła mi lecieć krew z ust. 
- Rany! Tornado tutaj przeszło? Laura co ci?
 - Andrew, zobacz! Ona krwawi! - zakrzyczał spanikowany Michael.
 - Rzeczywiście! Zadzwonić po pogotowie?
 - Dobra! Biegnij! Ja tu zostanę i będę ją asekurować!
Nie mogłam uwierzyć, że słucham konwersacji dwóch dorosłych facetów. Miałam wrażenie, że znajduję się na targu, wśród rozwrzeszczanych bab. 
- Zwariowaliście?! Krew mi się puściła, bo sobie język mocno przygryzłam! Robicie aferę, jak stare przekupy!
- O mój Boże, całe szczęście, że nic ci nie jest. - powiedział z ulgą Michael, co dla mnie było podsumowaniem tej komicznej sytuacji. Miałam ochotę wybuchnąć śmiechem, ale bałam się, że urażę dumę tych niezwykle ważnych dla mnie panów. 


I nagle stało się coś, czego w ogóle się nie spodziewałam... Michael uradowany, że nic mi nie jest zapomniał się i podarował mi buziaka w policzek. Momentalnie się zarumieniłam, gdyż wiedziałam, że widział wszystko mój brat.  Ten znowuż teatralnie otworzył na maksa usta i stwierdził:



Ehm... Rozumiem już dlaczego to łóżko jest w takim stanie.

- Ej, Andrew to nie tak jak myślisz! - zaczął gorączkowo tłumaczyć się Mike. 
- Jeśli to nie tak jak myślę, to ja jestem prima balerina!
-Może jesteś. - Michael nadal próbował stać na swoim, jednak ja wiedziałam, że to nie ma sensu. Spojrzałam na niego wymownie, po czym podałam mu rękę. Ten podarował mi delikatny uśmiech, a następnie ścisnął moją dłoń. Nie musieliśmy sobie niczego wyjaśniać. Wzajemne spojrzenia i drobne gesty wystarczyły. Postanowiliśmy zdradzić Andrew'owi naszą tajemnicę. 


- Braciszku, chyba wiele nie muszę ci tłumaczyć. Sam widzisz...

-Widzę! Od dawien, dawna uważałem, że do siebie pasujecie! 
- Ej, super, że się cieszysz, ale mógłbyś być troszkę ciszej? Nikt oprócz dziadka o nas nie wie. - upomniałam Andrew'a, który chwilami zachowywał się jak dziecko. 
- Jasne, jasne. Szybko musicie mi wszystko opowiedzieć. Od kiedy się spotykacie tak, że ehm.. ten?
- Ponad pół roku.
- Co?! I ja nic nie wiedziałem?! Nie, nie mam do was pretensji, bo znając twoją popularność szwagrze i skomplikowaną sytuację rodzinną, wszystko rozumiem. Tylko nie pojmuję, dlaczego sam tego nie zauważyłem. Chyba się starzeję, muszę poćwiczyć nad spostrzegawczością.
- Naprawdę nie wiesz jak jestem ci wdzięczna za to, że nas rozumiesz. Jesteś kochany!- po tych słowach skryłam się w ramionach brata. Nagle przyłączył się do nas Mike. Trwaliśmy w tym dziwnym objęciu dobre kilka minut.
-Ja wiedziałem, że ty go od dawna kochasz. Pamiętasz jak swego czasu zemdlałaś, bo stwierdziłem że jesteś zadurzona w Michaelu? Wtedy już było widać na kilometr, że coś się święci.
- Andrew, możesz nie wydmuchiwać moich dawnych kompromitacji?- zaczęłam się czerwienić. 
- Twój brat ma rację. Mi też już serce zaczynało wtedy odmawiać posłuszeństwa. A pamiętasz ten pocałunek?
-Który?
-Ten co uciekłaś.
- Mike, proszę cię...
- Właśnie nigdy dostałem wyjaśnienia dlaczego uciekłaś...
-Błagam cię, myślałam że spalę się ze wstydu.
- Ale to było bardzo miłe.
-Tak? Jakoś twoja postawa tego nie wskazywała.
 -Bo się nie spodziewałem... .A potem...
-HALLO?! Ja tu jestem! - zakrzyczał Andrew. Zamiast o waszych całusach porozmawiamy o Michaelu? Jestem strasznie ciekawy co u ciebie słychać szwagierku. Pracujesz i pracujesz nad tą płytą, a ja chciałbym ją w końcu usłyszeć. Kiedy planujesz wydanie?
- Pod koniec tego roku. Mam nadzieję, że to będzie przełom.
- Przecież "Off the wall" przyniósł ci wielką sławę. Czy można zrobić coś jeszcze lepszego?
 - Artysta nigdy nie może spocząć na laurach. Chciałbym by ten album przeszedł do historii, by ktoś zauważył że chciałem pokazać coś nowego, oryginalnego.
 - Co tam będzie? O czym mówisz? Chyba umrę z ciekawości!
-Nie mogę ci zdradzić szczegółów. Ale teraz będzie bardzo różnorodnie. Strasznie, romantycznie, szybko, wolno. 
- WOW! Nie mogę się doczekać!
- Ja jeszcze bardziej! - dodałam i mocno wtuliłam się w ramiona ukochanego. Wierzyłam w niego. Byłam przekonana, że nowa płyta odniesie sukces. Michael to człowiek renesansu. Większość ludzi nie umie robić jednej rzeczy jak należy, a on tworzy, śpiewa, tańczy, rysuje. Do tego inteligencja, wiedza jest ogromna. Nie da się słowami opisać jak bardzo byłam wtedy dumna, że miałam go przy sobie, że on należał do mnie, a ja do niego. 
   Siedzieliśmy od dłuższego czasu we trójkę na podłodze gawędząc o różnych sprawach, gdy nagle do pokoju wpadł Dziadziuś. Zrobił to z takim tupetem, że omal jego laska nie wylądowała na głowie Michaela. 


- Dzieci ratujcie się! 

- Co się stało?! - zapytaliśmy wszyscy naraz, z przerażeniem w oczach. Pali się, powódź, czy złodzieje? - analizowałam w milczeniu wszystkie możliwości.
- Laura!Victor zmierza na górę, do twojego pokoju!
- O rany! Holender! Michael musisz się gdzieś ukryć!
-Do szafy! - szybko wskazał kryjówkę Andrew. Mike pospiesznie schował się pomiędzy moimi ubraniami (Na szczęście miałam wtedy tam poukładane i nie narobiłam sobie wstydu!), a ja z bratem zaczęliśmy ogarniać pokój. Po chwili przed nami stanął, dobrze znany nam blondyn. Jego mina nie wyglądała na zadowoloną, do tego wparował do pokoju bez pukania, omal nie potrącając po drodze Dziadka. 


- Cześć Victor. Nie spodziewałam się twoich odwiedzin.  -starałam się być miła, ale ciężko było mi ukryć moje zdenerowanie zaistniałą sytuacją. Co cię do mnie sprowadza?

- Mam już ciebie dość! 
- Nie rozumiem, co ja ci takiego zrobiłam?
- Właśnie chodzi o to, że nic nie robisz! Nawet nie jesteś w stanie od pół roku powiedzieć z kim się spotykasz, nie wspominając  o tym, że robisz to po kryjomu. 
- Kolegujemy się, to wszystko.Nie jestem zobowiązana do zdradzania ci wszystkiego. Chociaż to ty nie jesteś dla mnie ostatnio zbyt miły. - starałam się być spokojna, chociaż przez głowę przechodziły mi czarne myśli, sugerujące że Victor wie o Michaelu i wkrótce to wszystkim rozniesie. 
- Nie dość, że masz mieszkanie za tak niską cenę, a ty nie jesteś wstanie powiedzieć o podstawowych rzeczach? Zero wdzięczności. Powinnaś liczyć się z tym, że skoro z ojcem udzielamy ci takich promocji, ty powinnaś się odwdzięczyć!
- Niczego ci nigdy nie obiecywałam.
- Ale mogłaś się domyśleć. Tyle razy próbowałem się do ciebie zbliżyć. Ze mną miałabyś życie jak księżniczka, a ty pewnie znalzłaś sobie jakiegoś życiowego niedoroba! - bardzo bolały mnie słowa Victora. Na dłuższą metę okazał się on zupełnie innym człowiekiem niż przypuszczałam na początku. - W każdym razie jutro z twoją przyjaciółką zabieracie wszystkie rzeczy i doprowadzacie mieszkanie do idealnego porządku! Nie będziecie już żerować na innych! 
- Na nikim nie żerujemy, to była wasza oferta. Zresztą masz rację. Najlepiej będzie jeśli my się wyprowadzimy, a ty przestaniesz mnie odwiedzać. 
- Spierdalaj! Moja noga już tutaj nie stanie! - rzucił na "pożegnanie". Po czym w progu dodał:Ty i ten twój kochaś nieźle się kamuflujecie. Nie raz próbowałem was wypatrzeć, ale na próżno. Jest z wami aż tak źle, że wstydzicie się pokazać?
- To ty mnie śledziłeś?!- zawołałam zszokowana ale Victor już opuścił pokój. Opadłam zdenerwowana na łóżko, ręce zaczęły mi dygotać. Nie mogłam zrozumieć  czemu mnie tak traktował. Tak ciężko  było mi uwierzyć, że kiedyś uważałam go za przyjaciela. Zawsze bardzo przeżywam zawody na ludziach, długo analizuję co mogłam zrobić by było lepiej, jakie błędy popełniłam. Na szczęście już po chwili poczułam, że jestem w objęciach Michaela. Jego ciało i dźwięk bijącego serca momentalnie mnie uspokoiło. 
  Kolejny dzień spędzony z MJ, był dla mnie nową, ważną lekcją. Ta mówiła, że trwanie z ukochaną osobą w trudnych chwilach jest bezcenne...


Billie&Diana






wtorek, 3 czerwca 2014

Opowiadanie część 24!

Hej Kochani!
Na wstępie przepraszam Was wszystkich! Mam zepsutego laptopa, a z komputera brata mogę korzystać tylko czasami. Dlatego mam zaległości w czytaniu Waszych blogów i w pisaniu. Jedynie udaje mi się kontrolować naszą stronkę na FB. Mam nadzieję, że mi wybaczycie. Obiecuje, że jak tylko mój komputer wróci do życia od razu nadrobię zaległości! Miłego czytania. Mam nadzieję, że wam, się spodoba!

Billie



      Wciąż tkwiłam w obięciach Michaela. Nadal w to nie wierzyłam. Czy to na pewno nie sen? Michael chyba wyczuł co mi chodzi po głowie, bo tylko mocniej mnie przytulił.


- Wiesz...Nie mogę uwierzyć w to co się stało. Zawsze tego pragnąłem, ale nie sądziłem, że to się może wydarzyć w rzeczywistości.

- Naprawdę zawsze tego chciałeś?
- Oczywiście, że tak. Kocham Cię odkąd pamiętam, ale nie potrafiłem zdobyć się na to wyznanie... 
- Mam to samo. Bałam się, że zrobię z siebie pośmiewisko, a ty mnie odtrącisz.
- Bardzo się cieszę, że mamy to już za sobą. Teraz jestem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie!
- Ja też! Mam ochotę wykrzyczeć to całemu światu!
- A no tak... Musimy na ten temat porozmawiać.... Lauro, kocham cię i wiesz to. Ale uważam, że media nie powinny się o Nas dowiedzieć. I broń Boże nie chodzi o to, że się Ciebie wstydzę, czy coś w tym stylu. Nawet tak nie myśl. To dla Twojego dobra. Media są okrutne, nie dawaliby nam spokoju. Mogli by zniszczyć ci życie i nasz związek. A tego bym nie zniósł. - tłumaczył.
Z jednej strony pojawił się we mnie smutek. Tak bardzo go kocham i teraz kiedy wreszcie mogę okazywać mu to uczucie, nie mogę tego robić wszędzie. Oczywiście, ze rozumiałam to co powiedział. Miał w tym sporo racji. Media by nas zniszczyły. Sama też nigdy nie wyobrażałabym sobie sytuacji, w której jestem obserwowana, fotografowana, publicznie obgadywana. Ale fakt, że na ulicy nie mogę się do niego przytulić lub trzymać go za rękę w jakiś sposób mnie przygnębiał. Mimo to powiedziałam:
- Wszystko rozumiem. Naprawdę. Będę się Tobą cieszyć w samotności. - mówiąc to dałam mu buziaka w policzek. - Może to nam nawet wyjdzie na dobre. Cieszmy się tym co mamy.I oczywiście powiem gadule Stacy, żeby nikomu nie mówiła. 
 Tak sie cieszę, że zrozumialaś! 
W tym momencie drzwi sie otwarły, a do mieszkania wparowała Stacy.
- Moje gołąbeczki wreszcie razem! - krzyknęła widząc mnie i Michaela na kanapie. - Nareszcie! Myślałam głuptasy, że już nigdy sobie tego nie powiecie! Dobra ja tylko zabiorę kilka potrzebnych rzeczy i juz mnie nie ma. Nie mozna wam przeszkadzac! - zasmiała się. Stacy od zawsze była zakręcona, chaotyczna, roztrzepana, zapominalska i trochę niezdarna. Czasami zastanawiałam sie czy ona kiedyś nie zgubi własnej głowy. Ale własnie taką ją kochałam. Na tym polegał jej urok. 
- O, juz mam wszystko. No to idę. - Wychodząc przyjaciółka odwróciła się jeszcze na chwilę i puszczajac do nas oko powiedziała - Tylko grzecznie! Jestem za mloda na bycie ciocią! 
- Stacy! - powiedzieliśmy równócześnie z Michaelem, a poduszka z kanapy powędrowała w stronę smiejącej się dziewczyny. Kiedy drzwi się za nią zamknęły wtulilam się mocniej w Michaela.
- Teraz wszystko zmieni sie na lepsze - szepnęłam.
- Wiem to. Bo jesteś przy mnie i nie ważne co będzie się działo. Razem damy radę.


- Wiesz, chciałabym wyjaśnić moje zachowanie wobec Diany. Po prostu myślałam, że Ty i Ona... że Wy... - jąkałam się strasznie, nie wiedząc jak wszystko ubrać w słowa. 

- Hej! Ja i Diana to tylko przyjaźń. Ona jest dla mnie jak matka. Tak było, jest i będzie. Nie masz się o co martwić. Ale rozumiem Cię z tą zazdrością. Ja się bałem o tego całego Victora. 
- Nie masz się o co martwić. Moje serce należy tylko do Ciebie.
- Nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę z tego powodu!


Tak trudno było mi się tego dnia rozstać z Michaelem. Może to głupie, ale bałam się, że jak już wyjdzie to nie wróci. Niestety czas spotkania tamtego dnia dobiegł końca, a ja musiałam wpaść jeszcze do domu. Mimo że dopiero kilka godzin wsześniej z tamtąd wróciłam.

Jadąc do rodzinki postanowiłam, że o mojej nowej, wyjątkowej relacji powiem tylko Dziadziowi. On jako jedyny wiedział o moich sercowych problemach, a w dodatku rozumiał mnie lepiej niż niejeden rówieśnik. Kocham całą moją rodzinę, ale na tą chwilę im mniej osób wie o tym związku tym lepiej. Wiem, że jeśli kiedyś się dowiedzą, zrozumieją dlaczego postąpiłam tak a nie inaczej. 
W domu zastałam tylko kochanego staruszka, który od razu zauważył, że coś jest na rzeczy.


- Mów dziecko, wygrałaś na loterii? - zaśmiał się. Zauważyłam, że chyba już uspokoił myśli związane ze stanem wojennyn i powrócił mu humor.

- Nie, a dlaczego pytasz? - droczyłam się z nim.
- Nie udawaj. Nie pamiętam kiedy ostatnio byłaś tak szczęśliwa. - przytulił mnie na powitanie.
- Michel wreszcie wyznał co do mnie czuje. Nie pozostałam dłużna i też powiedziałam co skrywam w sercu. I 
Masz rację Dziadziu. Jestem bardzo szczęśliwa!
- Oj dzieci! Cieszę się twoim szczęściem. Dobrze, że już nie dusicie w sobie tych emocji. To było dla was bardzo niezdrowe. 
- Wiem dziadziu. Też się strasznie cieszę. Byłam bardzo zaskoczona. Michael przyjechał bez uprzedzenia, Stacy to wszystko zaplanowała.
- Poczciwa Stacy. Uwielbiam tą spryciulę. Podziękuj jej ode mnie. Bez niej nie wiadomo jak długo jeszcze byście zwlekali z tą rozmową.
- Znasz mnie. Pewnie nie odważyłabym się nigdy. 
W tym momencie zadzwonił dzwonek do drzwi.
- Siedź dziadziu. Ja otworzę. - ruszyłam do drzwi. Byłam bardzo zdziwiona, kiedy w drzwiach zobaczyłam Victora.
- Victor? Co Ty tutaj robisz?
- Zobaczyłem, że przyjechałaś. Stęskniłem się. Pomyślałem, że nie mogę zmarnować takiej okazji, więc przyszedłem.
- Em... miło z Twojej strony. Wejdź, wejdź.- zupełnie nie wiedziałam co robić. Podejrzewam, że Victor chciałby czegoś więcej niż przyjaźni ale nie ja. W dodatku odniosłam wrażenie, że musiał podążać za mną już z miasta, ponieważ on przecież nie pochodził z Gary. Serce zabiło mk mocniej, na myśl, że mógł widzieć Michaela.
- Jak się czujesz? - zapytał.
- Bardzo dobrze, dziękuję. A Ty?
- Hej, coś jest na rzeczy. Jakaś spięta jesteś? Coś się stało? Mi możesz powiedzieć. - mówiąc to przysunął się bliżej i mnie objął. Wyrwałam się delikatnie z tego uścisku.
- Wszystko w porządku.
- Dlaczego ode mnie uciekasz? Myślałem, że między nami coś będzie...
- Victor bardzo cię lubię, naprawdę. Ale moje serce należy do kogoś innego i jestem z Nim szczęśliwa. Chcę, żeby tak zostało. 
- Co? Jak to z kimś innym? - chłopak aż wstał.
- No tak... - nie bardzo wiedziałam co powiedzieć. Nie obiecywałam mu związku i nie rozumiałam jego oburzenia.
- A co ze mną?! 
- Viktor uspokój się. Nie obiecywałam Ci niczego więcej. Jesteś bardzo dobrym przyjacielem....
- Przyjacielem? Nie tego chciałem! - zaczęłam się denerwować. Vicotr był na tyle głośny, że aż dziadziuś przybiegł zobaczyć co się dzieje.
- Młodzieńcze, powinieneś już iść. - powiedział szorstko.
- Najpierw niech ona się wytłumaczy.
- Moja wnuczka powiedziała Ci już wszystko co powinieneś wiedzieć. Teraz wyjdź. Nie jesteś tu mile widziany na chwilę obecną. - Kochany staruszek, którego znałam zamienił się w silnego i stanowczego mężczyznę. Pozytywnie mnie zaskoczył.
- Myślałem, że jesteś inna... - chłopak mówiąc to, odwrócił się na pięcie i wyszedł. 
- Dziękuje Dziadziu. Nie spodziewałam się tego po nim....
- Ludzie bywają bardzo nieprzewidywalni. Jednego dnia są potulni jak baranki, a już następnego dnia dostrzeżesz ukrytego w nich wilka. Uważaj na siebie dziecko. - Dziadziuś mocno mnie przytulił. Byłam mu na prawdę wdzięczna, za wszystko. 


Billie&Diana

sobota, 17 maja 2014

Wasze rysunki - wydanie drugie.

Cześć Kochani!
Na wstępie chcę bardzo podziękować Dianie za to, że zajęła się blogiem. Miałam problemy z komputerem i nie byłam wstanie zająć się blogiem. Na szczęście wszystko już wróciło do normy i zabieram się do nadrabiania zaległości. 
W dzisiejszej notce drugie wydanie waszych rysunków! Pamiętajcie, że cały czas możecie wysyłać do nas swoje prace na email: julkaxp95@gmail.com albo w prywatnej wiadomości na naszej stronie na facebooku: O tu. :)

To zaczynamy! 

1. Kamila Węgierska! 




2. Kamila Węgierska 


3. Marta Woroniak


4. Marta Woroniak


5. Marta Woroniak 



6. Marta Woroniak



7. Netherralmadness


8. Netherrealmadness

9. Zuzanna Jackson


10. Aneta


11. Aneta



12. Aneta



Enjoy! 

~ Billie





sobota, 10 maja 2014

OPOWIADANIE! -część 23



     Hej! W ramach rekompensaty za długą nieobecność, wrzucam kolejną część opowiadania. Dedykuję ją wszystkim czytelnikom, zarówno nowym, jak i starym. Dziękuję, że jesteście! Nie zanudzam Was, tylko zachęcam do czytania i komentowania.
Kochani, pozdrawiam z całego serca! :)
Diana

P.S
Na prośbę jednej z naszych czytelniczek wstawiam małe ogłoszenie:

      Mam na imię Karolina i mam 16 lat. Interesuję się żużlem i muzyką. Lubię czytać książki. Może właśnie przez to dużo osób mi mówi, że potrafię pisać ładne opowiadania. xD Michael'a słucham od Świąt Bożego Narodzenia. To właśnie wtedy pierwszy raz od początku do końca oglądnęłam 'This Is It'. I tak znikąd coś mnie tknęło i zaczęłam słuchać jego muzyki. Nie jestem jakąś psychofanką która uważa go za Boga ale zwykłą fanką która podziwia go za to kim był i co robił. A w razie potrzeby bronię go gdy ktoś go bezpodstawnie obraża. Dlatego tak bardzo lubię wasz blog. Piszecie prawdziwie i szczerze. Nawet wasze opowiadanie wygląda jak wyjęte z jego życia. Jak wspomniałam, napisałam kilka opowiadań ale przez moją mamę która złapała trojana wszystko zniknęło. Były to teksty na tyle długie że planowałam założyć bloga ale teraz stwierdziłam że nie uda mi się już napisać tego wszystkiego tak samo. Dlatego poszukuję drugiej osoby która pomoże mi, da jakieś nowe pomysły, czasami pogada. Na blogu chciałabym tylko zamieszczać opowiadania. Byłaby to tematyka tylko i wyłącznie o Michael'u. Jeśli potrzeba jeszcze jakiś  informacji to mówcie. Sorki że się tak rozpisałam ale ja tak mam. Lubię dużo mówić. :D


- Cześć Mamusiu! - ucałowałam mamę w policzek na powitanie.
- Witaj dziecko! Jak ja się za tobą stęskniłam! - w ramiona rzuciła mi się moja, kochana rodzicielka. Mimo że ze swojego mieszkania korzystałam już od ponad dwóch miesięcy, mama wciąż nie mogła przyzwyczaić się to tego, że w domu jestem tylko w weekendy i to nie każde. Sama też czasem miałam ochotę nie wracać do miasta, na uczelnię, tylko grzać się w rodzinnym gniazdku. Chwilami bardzo tęskniłam za domem, za tymi beztroskimi latami dzieciństwa, chociaż wiedziałam, że one nigdy  nie powrócą.
- Zawsze mi to powtarzasz.- dodałam z radością.
- Bo zawsze to samo czuję! Philip strasznie za tobą nudzi, już od dwóch dni. Musisz się z nim w końcu porządnie pobawić.
- Bardzo chętnie... Tylko wiesz mamo... Ja przyjechałam dzisiaj tylko na chwilę i za kilka godzin muszę wracać na mieszkanie.
-  Dlaczego?! Coś się stało. - spytała z przerażeniem w oczach.
- Nie, skąd. Mam masę nauki. Po ostatnim przeziębieniu narobiło mi się trochę zaległości u Crown'a. Mówiłam ci jaki on jest i nigdy mi nie odpuści. Teorii nikt za mnie nie wykuje. -wyjaśniłam, z rezygnacją w głosie.
- Chodźmy do kuchni, tam spokojnie porozmawiamy.- zaproponowała mama, wieszając mój prochowiec, jakbym była małą dziewczynką.

-Czasem zastanawiam się czy nie zacząć jakiegoś drugiego kierunku. - zwierzyłam się mojej rozmówczyni, popijając gorącą kawę z mlekiem.
- Jesteś dopiero na drugim roku. Już zmieniłaś plany? Zresztą sztuka to ciężki kierunek, nie wiem czy poradziłabyś sobie z kolejnym obowiązkiem.
- Czasem mam wrażenie, że wybrałam tę akademię tylko z powodu moich zainteresowań, nie patrząc na perspektywy pracy. Do tego Crown niszczy mi psychikę.
- Nie możesz zmienić profesora?
- Nie bardzo. Zresztą on jest podobno jednym z najlepszych w Stanach Zjednoczonych. Starsi studenci naprawdę go sobie chwalą. Nie przeczę, jest profesjonalistą, ale on zwyczajnie się na mnie uwziął. Nie mam pojęcia dlaczego...
- Może na początku pyskowałaś? Wiem, że czasem niestety masz niewyparzony język. - zaproponowała mama z ironią w głosie.
- Nie, skąd. Do profesorów mam szacunek. Jeśli mnie wkurzą, czasem wyzywam ich, ale pod nosem.
- Cała Laura! - do rozmowy wtrącił się, dobrze mi znany głos. Tata wszedł do kuchni, odłożył gazetę na półkę i podarował mi buziaka w policzek.
- Cześć tatusiu!
- Witaj kochanie. - odpowiedział mi, jednak po chwili skierował wymowny wzrok na mamę, co od razu wydawało mi się podejrzane. - Agnelika, powiedziałaś jej już?
- Masz na myśli, mojego tatę? - zapytała swojego męża mama, po czym jej mina całkowicie spoważniała.
- Co się stało?! Co z dziadkiem?! - zerwałam się z krzesła. Byłam bardzo zdenerwowana, bałam się, że znów stało się coś złego.
- Spokojnie. Po prostu powinnaś iść do jego pokoju i z nim porozmawiać. Od wczoraj jest taki... hmm nieobecny.
- Dlaczego? - zapytałam nieco spokojniej, wciąż dalej nic nie rozumiejąc. Tata w odpowiedzi położył przede mną popularny, amerykański co dziennik. W rogu jednej ze stron dostrzegłam mały komunikat, mówiący, że w Polsce ogłoszono stan wojenny. Głośno przełknęłam ślinę, ponieważ zdałam sobie sprawę, jak może teraz czuć się mój dziadziuś. Pospiesznie opuściłam kuchnię i pobiegłam do małego, przytulnego pokoiku znajdującego się na końcu korytarza. Czułam, że dziadziuś ma wielkiego doła i zdawałam sobie sprawę dlaczego, jednak miałam nadzieję, że sam opowie mi o swoich uczuciach, wygada się, co sprawi mu ulgę. Cichym głosem odpowiedział: "Proszę", co pozwoliło usiąść w jego kolanach. Spojrzałam na jego smutne oczy i podałam swoją dłoń. 
- Mi również jest przykro. Nie możesz się tak nieustannie zamartwiać.
- Dziecko, zrozum. Polska to ojczysty kraj mojej ukochanej kobiety, kobiety mojego życia. Jestem pewien, że gdyby twoja babcia żyła, serce by jej pękło. Nawet nie wiesz jak wszystko przeżywała, gdy była II wojna światowa. Tutaj się o tym nie mówi, ale dzięki korespondencji z kuzynką babci, ciocią Wandą, wiem co tak naprawdę tam się działo i wciąż dzieje. Czekam nad list od niej. Mam nadzieję, że moje najgorsze przeczucia się nie sprawdzą...
- Jesteś niezwykły w tym, że tak przejmujesz się odległym krajem, w którym nawet nigdy nie byłeś. To piękne, że nawet w taki sposób pokazujesz jak ważna była dla ciebie babcia. Żałuję, że jej nie pamiętam.
- Była i jest. Słowami nie da się opisać jak ja ją kochałem. Już zaczynam tracić nadzieję, że w końcu odwiedzę jej rodzinne państwo, o którym tak wiele mówiła.
- Pojedziemy tam razem! Obiecuję! Ja również zawsze chciałam zobaczyć Polskę! Chociaż na razie na to się nie zanosi, wierzę że wkrótce dobro z prawdą zwycięży i będziemy mogli urządzić sobie rodzinną wycieczkę. - próbowałam wprowadzić pozytywną atmosferę, chociaż sama bardzo zmartwiłam się zaistniałą sytuacją.
- Dziękuję ci za wsparcie, moja kochana wnuczko.Nawet nie wiesz, jak bardzo przypominasz mi twoją imienniczkę. - rzekł ze wzruszeniem, po czym delikatnie mnie objął.
- To ja ci dziękuję. To jeden z najpiękniejszych komplementów, jaki mogłam otrzymać.Twoje zdanie jest dla mnie bardzo ważne. - odparłam ze wzruszeniem, mając łzy w oczach. Porównanie mnie do babci, było dla mnie ogromnym zaskoczeniem, ale również wspaniałą chwilą.


       Będąc już zaledwie kilkanaście metrów od mieszkania, nie marzyłam o niczym innym, jak gorącej herbacie z miodem. Mimo że był początek grudnia, dzień był wyjątkowo zimny, na co szczególnie miał wpływ silny, niesamowicie przenikający wiatr. Szybko zdałam sobie sprawę, że popełniłam błąd ubierając lekki, wiosenny płaszcz. Miałam ochotę, by ten dzień się skończył. Nie dość, że pogoda była do kitu, to jeszcze świadomość, że gdzieś, na innym kontynencie ludzie cierpią, boją się o swoje rodziny, pragną być równo traktowanymi  bardzo mnie przygnębiała.
    Kiedy już siedziałam w swoim pokoiku, niechętnie otworzyłam pierwszą z książek, którą miałam do przeanalizowania. Uczenie się na pamięć historii sztuki, było ostatnią rzeczą, jakiej dzisiaj potrzebowałam. Byłam przekonana, że tego dnia nie może spotkać mnie już nic pozytywnego. Mimo tego postanowiłam być ambitna i przyswoić niezbędną do zdania egzaminów wiedzę. Niestety, a może stety nic z moich planów nie wyszło. Kiedy tylko przejrzałam kilka stron podręcznika, drzwi z tupetem otworzyła Stacy. Ta szalona kobieta nigdy nie potrafiła cicho wejść do mieszkania. Zawsze niemal podskakiwałam z wrażenia, gdy wpadała niczym tornado.

- Hejo maleńka! Ty już tutaj?!
- Stacy, bardzo cię proszę, tylko nie maleńka!
- No co?! Przecież jesteś niziutka.  - dogryzła  mi z wielkim bananem na twarzy. 
- Weź, przestań. - ucięłam temat z niechęcią. Chwilowo dopadła mnie jesienna chandra i nie miałam ochoty na żarty, nawet z moją ulubioną wariatką. 
- Wstałaś lewą nogą? Co Ci jest? 
- Widziałaś tę pogodę za oknem? Do tego dziś dowiedziałam się, że w ojczyźnie mojej babci ogłoszono stan wojenny. Najbardziej martwi mnie to, że dziadziuś strasznie się tym zadręcza. 
- O rany... 
- Dobra, koniec smętnych tematów! Widzę, że ty w przeciwieństwie do mnie, masz wyśmienity humor. Domyślam się, że to za sprawą Toma'a.
- Żebyś wiedziała! Mam naprawdę zajebistego faceta! W życiu nie marzyłam o tym, że spotkam kogoś tak wyjątkowego. Troszczy się, szanuje mnie. Do tej pory nie mogę zrozumieć tego, że byłam z Lucas'em. Byłam młoda i głupia, a do tego miałam na oczach założone jakieś czarne klapki.
- Zazdroszczę ci...
- Kochana, ty też lada chwila spotkasz miłość swojego życia. Jestem pewna.
- Taaa... Ty już od dawna kwitniesz we wspaniałym związku, a ja mając już ponad dziewiętnaście lat nie przeżyłam nawet prawdziwego pocałunku. 
- Jak to nie? A ten z Michaelem?
- Błagam cię! Nie przypominaj mi o tym. To była największa kompromitacja w moim życiu. Mam nadzieję, że Mike już tego nie pamięta.
- No dobrze, niech ci będzie. A Victor? Nie da się ukryć, że mu się podobasz. Nie rozumiem czemu ciągle go zbywasz. Jest przystojny, do tego zabawny. Załóżmy, w co wątpię, że Michael nigdy nie odwzajemni twoich uczuć i co będzie? Chcesz zostać starą panną, która nigdy się nawet nie całowała?
- Szczerze? Chyba tak.
- Żartujesz?!
- Najpóźniej za dziesięć lat zamknę się w klasztorze i wszyscy będziecie mieć święty spokój! Poważnie mówiąc, po co mam spotykać się z kimś, do kogo nie czuję nic więcej poza przyjaźnią? Tak jest właśnie z Victorem. Czasem strasznie denerwuje mnie swoją nachalnością i wyszukanymi komplementami. Czy on naprawdę myśli że jestem głupią i naiwną dziewuchą?
- Nie, on po prostu chce cię wyrwać amanckimi sposobami.
- Właśnie one mi się nie podobają. Mam wrażenie, że nie jest do końca szczery. Czasem wydaje mi się, że manipulacją próbuje wpływać na moje decyzje.
- Masz rację, lepiej nie robić niczego na siłę. To nigdy do niczego dobrego nie prowadzi. Właśnie! Zapomniałabym! Kupiłam pyszne czekoladki! To na pewno poprawi ci humor. Zrobię jeszcze dla nas gorącą czekoladę i dzień zakończy się jak tralalala! - Stacy wyciągnęła pudełko ze wspaniałymi, mimo że kalorycznymi smakołykami.  Zanim jednak moja przyjaciółka przystąpiła do działania, usłyszałyśmy dzwonek do drzwi. Wymieniłyśmy się zaskoczonymi spojrzeniami, ponieważ nikogo się nie spodziewałyśmy. 
Ku mojemu, ogromnemu zaskoczeniu, do salonu Stacy wprowadziła Michaela. Gdy tylko go ujrzałam, zerwałam się na równe nogi i chaotycznie przeczesałam palcami włosy. Wyglądał jak zwykle olśniewająco.  Zanim jednak zdążyliśmy się przywitać, wtrąciła się największa wariatka w okolicy.
- Ja was kochani niestety muszę zostawić. Bardzo mi przykro, ale umówiłam się z Tomem. Nie mogę odmówić mojemu przystojniakowi! Laura, w kuchni woda już się gotuje, więc możesz zalać słodkie jak wy czekolady. Papa! - po wysłuchaniu paplaniny Stacy, nie powiedziałam nic, tylko teatralnie uderzyłam się ręką w czoło. Co za świr! Wiedziałam, że wcale nie planowała spotkania ze swoim chłopakiem, ponieważ dopiero co z niego wróciła! Ona natomiast dodała na koniec" "Bawcie się dobrze!" i puściła do mnie oczko. Kiedy tylko zostaliśmy sami, zdezorientowana, pobiegłam szybko wyłączyć czajnik. Gdy przygotowywałam napoje, poczułam że Michael stoi za mną, w dodatku bardzo blisko. 
- Tylko nie próbuj mnie łaskotać, bo się oparzę! -spróbowałam zażartować, by rozładować napiętą atmosferę.
-Nie śmiałbym. - słodko zachichotał Mike, co przyprawiło mnie o dreszcze.
- Dlaczego przyszedłeś bez zapowiedzi? Wiesz, że normalnie powinnam być w domu. Tam miałbyś o wiele bliżej, a ty specjalnie tutaj przyjechałeś. Coś się stało?
- Nic, a nic. - dodał charakterystycznie chichotając.
-  Czyżby Stacy coś wykombinowała? Zabiję ją!
- Oszczędź jej tym razem. Nie miała z moją wizytą nic wspólnego. Jakieś dziwne przeczucie kazało mi tutaj przyjechać. Miałem prawo stęsknić się za moją przyjaciółką, prawda?
 - O cholera, stęsknił się za mną! - pomyślałam. Obróciłam się z dwoma kubkami gorącego napoju, chcąc zanieść je do salonu. Przejście uniemożliwił mi Mike. Nagle stanęliśmy naprzeciw siebie i spojrzeliśmy sobie w oczy. Był to bardzo krótki moment, trwał może ułamek sekundy, jednak spojrzenie Michaela całą mnie przeniknęło. Szybko spuściłam wzrok. Nie chciałam aby zauważył jak działają na mnie takie sytuacje. Poczułam, że ręce zaczynają mi się trząść, dlatego pospiesznie odłożyłam napoje na stolik. 

- Mam wrażenie, że jesteś dzisiaj zestresowana. - powiedział Michael, siadając obok mnie.
- Miałam ciężki dzień. -westchnęłam.
- Coś się stało?
- Byłam dziś w domu. Dowiedziałam się, że w Polsce wprowadzono stan wojenny. Dziadziuś bardzo to przeżywa. Mimo że nigdy tam nie byłam, czuję że jakaś cząstka mnie należy do tego odległego, słowiańskiego narodu. Nie rozumiem, dlaczego w dzisiejszych, cywilizowanych czasach, są jeszcze kraje, które nie są wolne. Ludzie tam są szykanowani za wiarę, poglądy. Dlaczego niektórzy są tak okrutni? Wojna skończyła się już dawno, jednak komunizm został, a zachód kompletnie się tym nie interesuje. Jest mi strasznie przykro z tego powodu, do tego martwię się o mojego staruszka, który od wczoraj nieustannie myśli o babci. To wszystko jest takie trudne... Zaczyna tracić nadzieję, że kiedykolwiek zobaczy Polskę. Ja też  od dawna o tym marzę. Tutaj, w Stanach nikt nie zna potencjału, wspaniałej historii tego państwa. Zapewniam cię, ono jest niesamowite... - gdy skończyłam zwierzać się Michaelowi, dostrzegłam, że nieustannie mi się przyglądał. Jego oczy stały się smutne, straciły blask. Od zawsze był wyjątkowym facetem. Nie zgrywał sztucznie twardziela. Był wrażliwy na cierpienie innych, marzył by zmienić świat. 
- Laura... Obiecuję, że kiedyś zobaczymy Polskę. Razem.
- Naprawdę?
- Mówię poważnie. Objedziemy cały kraj. Odwiedzisz rodzinę babci, której do tej pory nie miałaś okazji poznać. Wierzę, że Polacy doczekają się sprawiedliwości. Żadne zło, żadna dyktatura, ani reżim nie trwają wiecznie. Bóg na to nie pozwoli. Trzeba wierzyć, że jest więcej dobra. - jego słowa, bardzo do mnie trafiły. Dzięki niemu uwierzyłam, że naprawdę kiedyś tam pojadę. Po chwili dotarło do mnie to, że powiedział: "razem". Zaraz, zaraz...  Dlaczego chciałby ze mną pojechać?
- Masz rację Mike, trzeba wierzyć. Naprawdę chciałbyś zobaczyć Polskę?
- Oczywiście, razem z tobą.
- Nie rozumiem, dlaczego miałbyś tam jechać ze mną. Zanim otworzą granice we wschodniej Europie, ty  pewnie będziesz miał już żonę i kilkoro dzieci.  - zaraz po wypowiedzeniu tych słów, miałam ochotę sobie coś zrobić. Jak mogłam palnąć taką głupotę?!  Nic mnie dziś już bardziej nie dobije, niż tylko stwierdzenie Michaela, że mam rację i własnie chciałby przedstawić mi swoją kandydatkę na żonę. Super...
- Nie ukrywam, że marzę o dużej rodzinie.
- Właśnie, dlatego tym bardziej nie rozumiem dlaczego JA miałabym z Tobą wybrać się w podróż po Polce. Twoja żona chyba zatukłaby mnie po drodze. - po chwili zrozumiałam, że powiedziałam coś jeszcze głupszego niż poprzednio, bo zapadła długa, niezręczna cisza. Czemu ja nie umiem normalnie rozmawiać z ludźmi?! A tym bardziej z tymi, na których mi zależy?! Myślałam, że wyjdę z siebie i stanę obok. Wygląda na to, że on na serio ma dziewczynę i w tej chwili ją obraziłam. Postanowiłam już nic więcej się nie odzywać. 

- Marzę o tym, by pojechać z tobą do Polski, ponieważ... cię kocham. - po usłyszeniu tych słów, nie wiedziałam czy ja śnię, czy jestem w niebie, a może mam jakieś halucynacje. Po chwili doszłam jednak do siebie. On robi sobie ze mnie żarty, tak... żarty cholera!
- Kpisz sobie ze mnie?
- Tak to odebrałaś? Hmm.... chyba wiem o co chodzi... O Victora. Przepraszam, nie powinienem tego mówić. Strasznie mi głupio. Nie mogłem jednak już tego dusić w sobie... W sumie co ja sobie myślałem. Co mogłabyś we mnie widzieć. Chyba tylko pryszcze.- nagle Michael zaczął gubić się w słowach. Pierwszy raz widziałam go w takim stanie.
- Jakiego Victora? - spytałam zszokowana. W tamtej chwili dotarło do mnie, że Mike myślał, że z nim chodzę. - Co?! Nie! Żaden Victor! To tylko mój kolega! - zaczęłam gorączkowo wyjaśniać. 
- Ja już chyba powinienem iść... - Michael pospiesznie wstał z kanapy. Wtedy dopiero zaczęłam świadomie funkcjonować. Przecież, on powiedział, że mnie kocha! Zrozumiałam, że to jest jedyna okazja by powiedzieć mu, co do niego czuję.
-Nie! Czekaj! 
- Tak?
- Powtórz to co powiedziałeś, proszę...
- Chyba lepiej nie....
- Błagam cię!
- Eh.... Laura...No dobrze... Kocham cię. 
- Michael! Ja też cię kocham! Kocham cię od kilku lat! Kocham cię jak szalona! Kocham cię za wszystko!
- Co?! Naprawdę? - głos Michaela nagle się ożywił, co dodało mi odwagi.
- Mike... Nie mogę bez ciebie żyć! Już dawno chciałam ci to powiedzieć, ale bałam się odrzucenia.
-Nie mogę w to uwierzyć... - szepnął, po czym podszedł do mnie i objął dłońmi moją twarz. Spojrzeliśmy sobie w oczy. Pierwszy raz spoglądałam na niego bez kompleksów,nie unikałam jego wzroku. Chciałam by tamta chwila trwała wiecznie. -Nie mogę w to uwierzyć... - powtórzył, po czym dotknął wargami moich ust. Zamknęliśmy oczy, a serca zaczęły bić jak szalone. Objęłam jego biodra, a on rękoma głaskał moje rumiane policzki.Trwaliśmy w namiętnym, magicznym pocałunku przez długi czas. Dwie, do tej pory nieszczęśliwe dusze w końcu znalazły spokój i szczęście... Kiedy w końcu się od siebie oderwaliśmy, mocno go objęłam i wyszeptałam po raz kolejny:
-Kocham cię Michael...
- Ja Ciebie też i to się nigdy nie zmieni. Przysięgam....





poniedziałek, 5 maja 2014

OPOWIADANIE!- część 22


      Dobry wieczór! Przepraszamy  za długą nieobecność. W ramach przeprosin w najbliższym tygodniu pojawi się kolejny odcinek opowiadania. Billie komputer odmówił posłuszeństwa, więc wyjątkowo ją zastępuję w "parzystej części opowiadania". Mam nadzieję, że jakoś to przeżyjecie. ;) Miałam notkę dodać wcześniej ale byłam na osiemnastce... Dlatego też dziś jestem trochę senna, więc wybaczcie za błędy, styl notki  itd. :) Zapraszam do czytania i komentowania!
Diana

    Od dobrych kilku minut spoglądałam w kolorową piłkę, nie zwracając uwagi na otoczenie. Zawsze w myśleniu i analizie różnych zdarzeń  pomagała mi takiego rodzaju hipnoza - patrzenie w jeden martwy punkt. O dziwo przychodziły mi wtedy różne, ciekawe, czasem nawet absurdalne wnioski. Od kilku dni często urządzałam sobie podobne zawiasy, ponieważ bardzo martwiłam się o Michaela. Nie widziałam się z nim od tego czasu, gdy spotkanie przerwał nam nadęty bufon. Zdawałam sobie sprawę, że na pewno Joseph zrobił coś złego Michaelowi. Prawdopodobnie uderzył albo po prostu skrzywdził słownie, obrażając go lub szantażując. Czułam się winna, ponieważ gdyby nie ja, mój przyjaciel nie musiałby znosić tyle obelg. Ciągle nie mogłam zrozumieć, dlaczego Michael nie odejdzie od zespołu, nie zacznie nagrywać na własną rękę, bez kontroli tego pseudo ojca. Jednak Mike prawdopodobnie zawsze pozostanie tym samym, dobrodusznym i najuczciwszym człowiekiem na świecie. On uważa, że gdyby nie Joseph nic by nie osiągnął, dlatego ciągle mu wybacza. W dodatku, nie chce zostawić swoich braci na lodzie Ja mam o nich swoje zdanie, oczywiście negatywne. Nie chcę psuć relacji Michaela z rodzeństwem, ale mam wrażenie że w przyszłości oni wykorzystają miłość mojego przyjaciela ...

-Ej! Bawisz się ze mną?! - z zamyślenia wyrwał mnie słodki głos mojego, małego braciszka. Uświadomiłam sobie wtedy, że na dłuższą chwilę przerwałam naszą grę w kolory.
- Oczywiście. Przepraszam, zamyśliłam się trochę.- wyjaśniłam z uśmiechem.
- Takiej kochanej siostrze jak ty,  nawet TO mogę wybaczyć. - odparł z grobową powagą Philip, co spowodowało, że musiałam tłumić w sobie śmiech.
- Jestem ci bardzo wdzięczna, jesteś wspaniały.  - dodałam z równie poważną miną.
Mimo wielkich chęci, los chyba nie chciał, abym tego dnia bawiła się z rodzeństwem, ponieważ chwilę później usłyszałam mamę:

- Laura! Telefon do ciebie!
- Kto dzwoni? - zapytałam z zaciekawieniem, zanim przyłożyłam słuchawkę do ucha.
-Młody kawaler- odparła, charakterystycznie przy tym ruszając brwiami. Tym razem nie wkurzyłam się na nią, za jej sugestie, ale byłam bardzo ucieszona, że w końcu Michael się odzezwał. Miałam nadzieję, że w końcu dowiem się jak rozwiązała się u niego  ta bardzo skomplikowana sytuacja.
- Halo? Michael?- zapytałam ze zniecierpliwieniem. Jakież było moje zdziwienie, gdy po drugiej stronie usłyszałam nieco zdezorientowany męski głos:

- Yyyy.... Michael? Victor z tej strony.
- O rany. Strasznie cię przepraszam, myślałam że to ktoś inny.
- Jesteś zawiedziona?
-Nie, skąd. Cieszę się, że dzwonisz.
- Widzę, że masz wielu adoratorów.
- Dobry żart. Michael to mój przyjaciel.
- Tak czy siak, może dasz się namówić na jakieś spotkanie dziś wieczorem?
- W sumie.... Czemu nie? Właściwie skąd masz mój numer? Nie sądzę, że zapamiętałeś.
- Nie wierzysz moje możliwości!
-Wierzę, wierzę! Jesteś zdolnym chłopcem.
- Wyczuwam ironię... Ale niestety masz rację. Załatwiłem od Toma. Widzimy się o 19.00? Przyjechać po ciebie? Adres też mam.
- O rany. Mam wrażenie, że wiesz o mnie więcej niż ja sama. Ok. Widzimy się za kilka godzin. Do zobaczenia!
-Na razie!

   Odłożyłam telefon z mieszanymi uczuciami. Byłam zaskoczona własną spontanicznością. Może dla niektórych zabrzmi to dziwnie, ale to w zasadzie drugi facet, z którym miałam zamiar się spotkać w cztery oczy. Pierwszy to oczywiście Mike. Nie ukrywajmy nie należałam do wyjątkowych i wybitnie urodnych dziewczyn, a w dodatku naiwnie czekałam na tą jedną, wielką i prawdziwą miłość, która mimo prawie dwudziestu lat mojego życia jeszcze nie nadeszła. Pospiesznie postanowiłam poinformować o moich planach Stacy. Jej zdanie w tych kwestiach było dla mnie najważniejsze. Kiedy tylko wpadła do mojego pokoju od razu wypytała o wszystkie szczegóły i rozwiała moje wątpliwości.
- Kobieto! Na co ty czekasz, aż się zestarzejesz?!
- Nie tylko...
- Tylko co?!
- No... Michael.
- Wiedziałam! Po pierwsze w żaden sposób nie zdradzasz Michaela, spotykając się z Victorem, ponieważ sama mówiłaś, że to nie jest randka, tylko towarzyskie spotkanie. Zresztą nie możesz zdradzić Jacksona, bo wy nawet....
- Nie dobijaj mnie. - załamałam ręce. Kto nie czułby się zdołowany, gdyby trwał w nieszczęśliwym zakochaniu już od około trzech lat. 
- Kurczę, przepraszam. Jeszcze wszystko przed wami. Chodź tu do mnie Kochana! - mówiąc to mocno mnie objęła, chcąc w ten sposób wynagrodzić mi jej niewyparzony język. Po chwili postanowiła wybrać dla mnie odpowiednią stylizację.

       Nowo poznany facet zaplusował już na samym początku. Zjawił się punkt 19.00, co bardzo mnie ucieszyło, ponieważ nie przepadałam za spóźnieniami. Na początku udaliśmy się do kawiarni, a potem czas spędziliśmy na łonie natury. Bardzo miło minął mi z nim czas. Victor zawsze znalazł jakiś ciekawy temat do rozmowy i jak wcześniej wspomniałam miał świetne poczucie humoru.  Mimo tych wszystkich zalet, czasem wywoływał u mnie zakłopotanie i chwilami nie wiedziałam co odpowiedzieć. 
   Spacerując po malowniczej okolicy, która składała się z naturalnych łąk, przedzielonych piaszczystą ścieżką, podziwiałam piękne widoki. Powietrze było nieskazitelnie czyste, a wokół panowała cisza. Milczenie z drugą osobą w tej aurze, było nawet bardzo przyjemne. Miejsce to było świetnym sposobem na zresetowanie wszystkich czarnych myśli  i zastąpienie ich zwykłą radością z obecnej chwili. Usiedliśmy pod starym, dużym drzewem. Pierwszy odezwał się oczywiście Victor, który znów powiedział coś, co niestety wywołało rumieńce na mojej twarzy.

- To miejsce wybrałem nieprzypadkowo. 
- Co masz na myśli?
- Ta okolica jest taka jak ty.
- Chyba jestem tępa, ale nie rozumiem.
-Piękna, naturalna, wyjątkowa. Powiedziałbym nawet  - idealna.
- Weź nie żartuj.
- Nie śmiałbym. 
- Chyba nie zdajesz sobie sprawy z tego co mówisz.
- Być może.Zaczarowałaś mnie, chyba na zawsze.
- Proszę cię... Nie mów tak do mnie.
- Dlaczego? Masz kogoś, kto czułby się zazdrosny?
- Nie, nie o to chodzi. Po prostu nie chcę i czuję się niezręcznie w takiej sytuacji
- Skoro nie masz faceta, to chyba mogę prawić ci komplementy.
- W sumie... Teoretycznie tak.
-Nie teoretycznie, ale praktycznie moja droga. Do tego wyjątkowego miejsca zawsze mogę wrócić, wiesz? Myślę, że ty też mi już nie uciekniesz - dodał pod koniec spotkania z uśmiechem. Nie wiedziałam dlaczego, ale bardzo zastanowiło mnie to stwierdzenie. Nie miałam ochoty jednak psuć sobie tamtego, bardzo miłego wieczoru moimi bezsensownymi wnioskami.


    Dwa dni później spotkałam się z mężczyzną mojego życia. Przynajmniej tak uważałam. Byłam przekonana, że nawet jeśli Michael nawet w dalekiej przyszłości nie odwzajemni moich uczuć, nigdy nie będę w stanie pokochać kogoś tak bardzo, jak jego. Być może to dziwne, ale prawdziwe. Można postępować zgodnie z rozumem, można go oszukać. Serce jednak szuka tylko prawdy 
i nigdy nie daje się zwieść. Od zawsze, moim celem było postępowanie w zgodzie z wolą serca, które nigdy nie kłamie. Tego dnia myśląc o Michaelu skupiłam się jednak na jego osobistej sytuacji, czyli na problemach z ojcem. 
Z niepewnością otworzyłam hotelowe drzwi. Bałam się, że zobaczę go w bardzo złym stanie. 

- Cześć Mike.
-Witaj, tęskniłem. - Gdy tylko mój przyjaciel mnie usłyszał, pospiesznie wstał z fotela i obrócił się w moją stronę. Już z daleka dostrzegłam sińca pod prawym okiem.
- A ja się martwiłam.
- U mnie wszystko w porządku.- stwierdził, sztucznie się uśmiechając.
- Własnie widzę.- odparłam z ironią i dotknęłam jego policzka, które przybrało nieco inny kolor niż powinno. - Jak on może... Niedługo nie wytrzymam i sama mu dołożę
- Nie było tak źle. Uderzył mnie tylko w twarz
- Jasne...
- Szczerze mówiąc, tylko jeszcze trochę mnie pozantażował mówiąc, że nie mogę się z tobą spotykać, bo inaczej skończy się moja kariera solowa, ale wiem że to były puste słowa.
- Znasz moje zdanie na temat twojej pracy.
- Tak, ale spróbuj mnie zrozumieć. On jest mimo wszystko moim ojcem.
- Michael... staram się, ale z każdym podobnym incydentem coraz ciężej mi to przychodzi. Mam nadzieję, że w końcu mnie posłuchasz.
- Sądzę, że w końcu tak. Zmieńmy temat.
-Też tak myślę. Własnie... Wtedy nie dokończyliśmy rozmowy. Miałeś mi coś powiedzieć, prawda?
- W zasadzie tak... Ale powiedz najpierw co ostatnio porabiałaś?
- Nic ciekawego. Zajmowałam się Philipem, spotkałam się z Victorem.
- Victorem?
- Tak, mówiłam ci o nim. To syn właściciela mieszkania, które będziemy wynajmować.
- Rzeczywiście... Jak było?
- Bardzo miło. Pokazał mi świetne miejsce. Natura, cisza i spokój. Na pewno miałbyś tam zawsze dużo weny. Musimy się kiedyś wybrać w tą malowniczą okolicę.
- Zobaczymy...
- Nie zobaczymy, tylko na pewno! Jeśli ci się nie będzie podobać, zapytam Victora o jakąś inną, ciekawą miejscówkę. Mówił, że zna ich mnóstwo. Wróćmy do tematu. Powiedz to w końcu, bo umrę z ciekawości.
- Ale co? 
- To, co co miałeś mi ostatnio powiedzieć. Przecież przed chwilą o tym rozmawialiśmy. Byłam zaskoczona  zmianą nastroju Mike'a. Nagle stał się jakby nieobecny.
- W zasadzie to nic ważnego. Chodziło mi wtedy o jakąś drobnostkę prawdopodobnie. W zasadzie dokładnie nie pamiętam.
- Acha... - odparłam, nie ukrywając zawodu. Miałam wrażenie, że chciał wyznać mi wtedy coś znaczącego. Byłam przekonana, że Michael skłamał, mówiąc, że nie ma sensu sobie tym zawracać głowy.






czwartek, 17 kwietnia 2014

Blogowanie o Michaelu i nie tylko ;)



Witam wszystkich starych, nowych, anonimowych, nieanonimowych i przypadkowych czytelników!
Dzisiejsza notka wyjątkowo nie będzie informacyjna, ale bardziej refleksyjna, ale nie do końca na temat Michaela (moje przemyślenia na temat jego osoby możecie znaleźć w spisie treści) ale ogólnego blogowania.
 Dzisiaj szczególnie liczę na wasze komentarze i opinie osób nie tylko prowadzących swoje blogi, ale także gości. :)


1. Skąd pomysł na pisanie o Michaelu i dlaczego strona jest w takiej, a nie innej formie?
    * Zaczęłam czytać blogi tego typu w pierwszej klasie gimnazjum, w zasadzie jeden (just michael jackson onet blog) Długo jednak nie mogłam się zebrać i nie miałam odwagi by zacząć tworzyć coś własnego. Na szczęście spotkałam Billie i razem udało nam się to pociągnąć.
A wy? Kiedy i co was skłoniło do blogowania? ;)

2. ) 01.04
Coś odnośnie ostatniego prima aprilis Zastanawia mnie dlaczego większość blogów urywa się nagle, bez konkretnego powodu, bez pożegnania. Rozumiem strony, gdzie nie ma czytelników, którzy są oczywiście najważniejszą motywacją do tworzenia, pisania. Ale dlaczego wiele dziewczyn po prostu przestaje pisać, bez słowa wyjaśnienia? Wiele razy spotkałam się z podobnymi sytuacjami, gdzie byłam stałą czytelniczką, a tu nagle nic. Oczywiście sama wiem po sobie, że na początku zapał jest największy, chce dodawać się notki codziennie (szczególnie jeśli zaczyna się pisanie bloga w okresie wakacyjnym tak jak my to zrobiłyśmy ;) ) , potem jednak przychodzą obowiązki oraz wiadomo, że nasze życie nie opiera się tylko i wyłącznie na wirtualnym świecie. No, ale cóż ja ze swojej strony mogę tylko obiecać, że postaramy się doprowadzić naszą historię do końca, bez urywek i bez żartów z okazji pierwszego kwietnia :) Mam nadzieję, że nie uciekliście przez ten nasz wybryk. Mimo to, nie żałujemy bo wiemy komu zależy na nas, na naszym blogu. To było naprawdę miłe czytać wasze komentarze. My również bardzo przywiązujemy się do wszystkich czytelników. 

3. Komentarze.
Chciałabym w tym punkcie podkreślić, że ilekroć proszę o komentarze od wszystkich, zarówno anonimów jak i posiadaczy konta na google, nie mam na myśli zwiększenia popularności bloga czy coś w tym stylu. Prosimy o nie bo zależy nam na czytelnikach i chcemy wiedzieć ile jest rzeczywiście osób którzy śledzą nasze wpisy.  Dodam jeszcze, że same czasem robimy braki w komentarzach, ponieważ czytamy często notki na telefonie, za co przepraszamy! Ja sama np. w tygodniu szkolnym nie mam kompa, bo mieszkam wtedy poza domem. ;)

4. Fikcyjne opowiadanie
Wiem, że wiele fanów ma na ten temat różne opinie i całkowicie to rozumiem. Ludzie uważają, że w ten sposób zmieniamy Michaela, nie szanujemy go takiego jakim był. Z mojej strony chcę zapewnić, że my staramy się oddać wszystko jak najlepiej, opowiadanie służy innym by mogli poznać własnie prawdziwy charakter Michaela i problemy z którymi musiał się zmagać. Wątek miłosny, który jest wplatany w nasze, jak i większość opowiadań jest pewnym odbiciem naszych, fanowskich nierealnych  i niespełnionych marzeń ;) a także wiąże się z tym, że Michael, mimo swojej cudownej osoby nigdy nie spotkał odpowiedniej, uczciwej kobiety, która byłaby z nim z miłości, na dobre i na złe.

5. Wasze opinie.
Bardzo liczę, że pod tą notką napiszecie co sądzicie o poruszanych przeze mnie tematach oraz napiszecie co w naszym blogu trzeba poprawić, co jest złe, a co wam się podoba, ponieważ pamiętajcie my go prowadzimy dla WAS.
Anonimy, dawajcie znać, że jesteście!  :)


Diana


P.S 
Z okazji zbliżających się Świąt Wielkanocnych, życzę wam, aby były wesołe, spędzone w rodzinnym gronie oraz cieplej pogody na dyngusa, byśmy w końcu mogli się porządnie zmoczyć, ale nie przez deszcz! :D

niedziela, 6 kwietnia 2014

OPOWIADANIE - część 21!


Witajcie! Z mojej strony chciałam was przeprosić, że tak dawno nie działałam na blogu i wieloma rzeczami musiała się zająć Billie, ale musiałam przygotować pracę na konkurs.
Dziękujemy Wam za ponad 20000 wyświetleń! Każdy czytelnik jest dla nas ważny, naprawdę! Motywujecie do działania, dlatego mam nadzieję, że nie opuścicie nas w przyszłości.  :)
Chciałam oficjalnie ogłosić, że ostatnia notka była z okazji PRIMA APRILIS! Mam nadzieję, że się nie obrazicie z tego powodu... Nie napisałyśmy jej bez powodu. Chciałyśmy się dowiedzieć czy ktoś czyta nas naprawdę, czy tylko okazjonalnie bądź promuje swojego bloga. Byłyśmy naprawdę wzruszone czytając wszystkie komentarze! DZIĘKUJEMY! :) Więcej refleksji na temat prowadzenia blogów znajdziecie w najbliżej notce, na którą z góry już zapraszam
Zachęcam do komentowania stałych jak i  nowych, anonimowych czytelników.
A teraz w wasze ręce oddaję kolejną część, czekam na opinię.
Diana




- Stacy! Już nie mogę! Zlituj się! - nie zwracając uwagi na przechodniów, wołałam moją przyjaciółkę, która pędziła kilkadziesiąt kroków przede mną.
- Kondycja, kochana kondycja! - odparła z wyższością Stacy, która w końcu przystanęła na chwilę.
- Miałyśmy szukać odpowiedniego mieszkania, a nie biegać jak szalone po sklepach z ubraniami!
- Rany! Przecież wiesz, że muszę kupić sobie dzwony.
- Tak... to jest twoja najwyższa potrzeba. Masz około dwadzieścia par tych spodni!
- Ale one są takie wspaniałe!
-Nie wątpię. Tylko nie wiem czy znajdziesz jakiś inny model, bo chyba w twojej szafie są już wszystkie.
- Dlatego musimy odwiedzić wszystkie sklepy na tej ulicy!
-Wprost nie mogę się doczekać! - odrzekłam z ironią. Moja przyjaciółka była totalną wariatką, ale chyba właśnie za to ją kochałam. Każdego potrafiła zarazić swoją energią oraz wystrzałowymi pomysłami.

- Boże, kiedy przyjedzie ten Tom... - powtarzałam ze zniecierpliwieniem, stojąc przed przymierzalnią
-A co, tęsknisz za nim? - zawołała Stacy przez zasłonę.
- Nie zanim, tylko za naszym mieszkaniem!
- Będzie za dziesięć minut na tym osiedlu.
-Za 10 minut!? Mogłabyś się gwiazdo łaskawie pospieszyć z przymierzaniem tych spodni! Spóźnimy się!
-Taada! I Jak? - nagle przede mną stanęła znana mi dobrze osoba ubrana w granatowe dzwony, które po bokach miały żółte wstawki.
- Wyglądasz jak pajac, ale bierz. - wydałam swoją, jakże wymowną opinię.
- Dzięki kochana, wiem że Ci się podobają. Kupuję!
- Tylko szybko! Ja czekam przed wejściem. - dodałam niezmiernie szczęśliwa, że Stacy, w końcu skończy ten "dzwonowy" cyrk.

        Kiedy dotarłyśmy na umówione miejsce Tom czekał na nas od dłużej chwili. Był jak zwykle stylowo ubrany. Jak na przyszłego prawnika przystało miał na sobie marynarkę, ale nie zapomniał o młodzieżowym luzie, na co wskazywała lekko rozpięta koszula, oczywiście pozbawiona krawatu. Gdyby nie to, że w moim sercu już od dłuższego czasu nieszczęśliwie siedział pewien znany wam wszystkim osobnik, może nawet Tom by mi się podobał. (nie mówię o zakochaniu, czy odbijaniu go Stacy!!!)
     Po wspólnym przywitaniu udaliśmy się na spotkanie z właścicielem mieszkania, od którego miałyśmy je wynająć.  Tom bardzo zachwalał to miejsce oraz faceta, który posiadał tutaj swój dobytek. Nie bez powodu - synem właściciela był stary kumpel chłopaka Stacy. Sama podchodziłam do jego koncepcji, delikatnie mówiąc sceptycznie, ponieważ oglądałyśmy już około piętnastu "apartamentów", w czym  jedna część była w opłakanym stanie, druga miała cenę czynszu wyjętą z kosmosu, a trzecią rządzili chorzy psychicznie ludzie - dosłownie!

- Witam Panie, Cześć Tom! - drzwi otworzył nam niski mężczyzna, wyglądający na około 50 lat. Był podobno bardzo bogaty, jednak jego ubiór wcale na to nie wskazywał. Miał na sobie zwykłą koszulę w kratkę i jasne spodnie. Nie da się ukryć, że największą uwagę w jego osobie przykuwał bardzo wystający brzuch, który jak później dostrzegłam bardzo utrudniał mu codzienne życie.
- Dzień dobry! - kulturalnie przywitałyśmy się i weszłyśmy do środka. Kiedy zobaczyłam wnętrze, szczęka opadła mi z wrażenia. Mimo że mieszkanie nie nie miało wielkich rozmiarów, było urządzone w bardzo nowoczesnym stylu, jak na początek lat osiemdziesiątych. Szczególe wrażenie zrobiły na nas, pomalowane mocnymi kolorami ściany i świetnie dobrane do nich różne dekoracje. Kiedy pan John oprowadził nas już po wszystkich zakątkach, zbliżał się najbardziej nieprzyjemny dla nas moment - cena czynszu. Byłyśmy ze Stacy przekonane, że taki facet ja on, ma bardzo wygórowane wymagania.
Ku naszemu ogromnemu zdziwieniu, koszt okazał się bardzo niski, w stosunku do panujących tam warunków. Nie ma co ukrywać, że była to zasługa Toma , który załatwił nam ten  blok, po prostu po znajomości.
- Czyli mam rozumieć, że podpisujemy umowę? - zapytał z uśmiechem właściciel.
- Tak, będzie nam bardzo miło. - odparłam, po czym umieściłam swój podpis na specjalnie przygotowanej kartce papieru.
Gdy tylko wykonałam tę krótką czynność, usłyszałam trzaśnięcie drzwiami. Wszyscy odwróciliśmy się w stronę korytarza. Moim oczom ukazał się wysoki, szczupły blondyn z wielkim uśmiechem na twarzy.
- Cześć tato, witam Panie! Tom! Stary! - po tych słowach bratersko uścisnął chłopaka Stacy, po czym dodał : Mam rozumieć, że to są te damy, o których tak dużo mi opowiadałeś i będą wynajmowały mieszkanie ojca?
- Ma się rozumieć - odparł Tom.
-Jestem Victor, miło mi - przedstawił się, do tej pory nieznany mi chłopak. Kiedy podawał mi rękę, zobaczyłam w jego oczach, bardzo specyficzny błysk.
- Ja już drodzy idę do domu. Oczekuję was dziewczyny tutaj w nowym roku akademickim, a wtedy ustalimy szczegóły pielęgnowania tego miejsca. - z uśmiechem pożegnał się pan John.
- Do widzenia! - odrzekliśmy chórem.
Kiedy zostaliśmy we czwórkę, mieliśmy okazję lepiej się poznać. Bardzo dobrze rozmawiało nam się z Victorem. Był pewny siebie,a za zarazem niearogancki. Zapomniałabym o najważniejszym - potrafił rozbawić człowieka do łez! Dosłownie! Po dwóch godzinach spędzonych w jego towarzystwie, myślałam, że policzki pękną mi z bólu. Niestety, im fajniejsza jest atmosfera, tym czas szybciej biegnie. Kiedy dostrzegłam, że zegar kuchenny wskazywał szesnastą, pospiesznie zerwałam się z krzesła.
- Przepraszam was bardzo, muszę już się zbierać. - wyjaśniłam.
- Dlaczego tak szybko? Dzień się jeszcze nie kończy. - zapytał z lekkim wyrzutem Victor.
- Jestem umówiona. - odparłam, z lekkim zakłopotaniem.
- Randka? - nowo poznany kolega wymownie poruszał brwiami.
- Nie, to nie jest randka. - stwierdziłam, śmiejąc się z zabawnych tricków na jego twarzy.
- Skoro już musisz iść, to ja jeszcze jako gospodarz tego mieszkania odprowadzę cię.
- Dziękuję.
Będąc już w progu, Victor zapytał:
- Może miałabyś kiedyś ochotę na dłuższe spotkanie?
- W sumie, czemu nie. Zapisz sobie mój numer telefonu. - odparłam, po krótkim zastanowieniu.
- Nie muszę, zapamiętam.
- Serio? Przekonamy się za kilka dni. Papa!
- Do zobaczenia!

     Gdy tylko drzwi się za mną zamknęły, głęboko odetchnęłam. Byłam zdziwiona swoją spontanicznością, chociaż w zasadzie nie zrobiłam nic specjalnego, przynajmniej pozornie. Może jestem dziwakiem, ale odkąd zadłużyłam się w Michaelu, nie chciałam, bałam się spojrzeć na jakiegokolwiek chłopaka, nie mówiąc już o jakimkolwiek umawianiu się. Po krótkim zawiasie, na szczęście doszłam do wniosku, że nie robię nic nadzwyczajnego i że pogadać zawsze można. Postanowiłam zakończyć rozmyślania o tak błahych sprawach, ponieważ czekało mnie o wiele ważniejsze spotkanie.
Wieczorem stałam pod domem, którego widok zawsze przysparzał mi palpitacji serca. Przed każdym spotkaniem z NIM byłam bardzo zestresowana. Kiedy otworzył mi drzwi Michael i zapewnił, że nie ma nikogo w domu, bardzo mi ulżyło, ponieważ zawsze będąc tutaj, obawiałam się problemów z Josephem oraz konfrontacji z jego rodzeństwem, za którym niestety nie przepadałam.

      Będąc w jego pokoju, dostrzegłam leżącą na komodzie tubkę z brązową substancją, przypominającą element makijażu.
- Michael, to jest podkład? - zapytałam z ciekawością. On, kiedy usłyszał moje słowa, szybko podszedł, wyciągnął mi go z rąk i wrzucił do szafki.
- Można tak powiedzieć. To jest specjalnie dla mnie... Nie zdążyłem dokończyć...
-Spokojnie przystojniaku, mi to nie przeszkadza.
- Sam nie wiem... Jeśli zauważyłem ostatnio, że niektórzy członkowie rodziny dziwnie przyglądają się moim plamkom, to co dopiero obcy.
- Obcy? Ja obca?
- Nie to miałem na myśli... - odparł smutno.
- Przecież wiem. Chodź do mnie - skinęłam do niego ręką, po czym schowałam się w jego ramionach. Kiwaliśmy się w tej pozycji przez dłuższą chwilę, po czym Michael nie puszczając mnie zapytał:
- Co dziś porabiałaś?
- Podpisałyśmy bardzo korzystną umowę w sprawie wynajmu mieszkania. Dzięki znajomościom Toma, będziemy mieszkać w bardzo ładnym miejscu za niską cenę. Okazało się, że właściciel jest bogaczem, który ma jeszcze sześć innych apartamentów, więc nie zależało mu na wygórowanej cenie, tym bardziej, że jego syn przyjaźni się z chłopakiem Stacy.
- To rzeczywiście wspaniale!
- Wciąż nie mogę w to uwierzyć! A ty jak spędziłeś dzień? - zapytałam mojego ukochanego (dosłownie) przyjaciela, po czym spojrzałam w górę, by móc podziwiać jego wyjątkowy uśmiech.
- Nic specjalnego. Byłem u Quincego, a potem czekałem na ciebie.
- Czekałeś na mnie, czuję się wyjątkowo. - zaśmiałam się
- Bo jesteś.
- Nie.
-Tak.
-Nie!
-Tak i koniec! Właściwie to chciałem porozmawiać z tobą o starej, niewyjaśnionej sprawie. - powiedział tajemniczo, po czym wypuścił mnie z objęć.
- Co masz na myśli?
- Sprawę z Dianą.
- Proszę cię... Tu nie ma czego wyjaśniać. Nie chcę do tego wracać. Bardzo ją lubię, a o akcji z dziadziem po prostu zapomnijmy.
- Ale ja nie chcę.
-Dlaczego?
- Ponieważ, chcę ci to wyjaśnić.
- Skoro musisz...
- Jesteś moją najlepszą przyjaciółką i pragnę być z tobą w stu procentach szczery. Dianę znam od dziecka. Od zawsze była kobietą, która mnie inspirowała, którą podziwiałem. Była właściwie moim drugim autorytetem po mamie, a pierwszym w kwestii artystycznej. Kiedy zacząłem dorastać, moja dziecięca fascynacja przerodziła się w zauroczenie. Kiedy przeszedłem ten burzliwy wiek, zrozumiałem jednak, że zawsze będzie dla mnie wiele znaczyć, ale jako przyjaciółka, mentorka, będę ją cenić i widzieć w niej piękną kobietę. Nie było jednak i nie ma mowy o jakiejś miłości czy zakochaniu.
Słysząc wyznanie Michaela, siedziałam jak zahipnotyzowana. Cała moja teoria dotycząca uczuć, mojego przyjaciela legła w gruzach. Nie mogłam uwierzyć w to, co właśnie mi powiedział. Byłam w takim szoku, że nie potrafiłam się nawet cieszyć. (może to i dobrze, bo w ramach radości mogłabym się na niego rzucić, albo znając mnie zrobić jeszcze jakąś inną, gorszą głupotę) Udało mi się jedynie wydusić z siebie jedno słowo:
- Dlaczego?
-Laura, bo ja....
- Kurwa, co ona tu robi?! - Do pokoju wpadł Joseph. Zrobił to z takim tupetem, że o mało nie podskoczyłam ze strachu.  Wiedziałam, że szykują się kłopoty, w szczególności dla Michaela....