poniedziałek, 3 lutego 2014

OPOWIADANIE - część 17

         


    Witajcie! My z Billie właśnie zaczęłyśmy ferie! Mam nadzieję, że uda nam się w przeciągu tych dwóch tygodni wstawić więcej notek, więc zaglądajcie do nas częściej ;)
Zaczął się rok osiemnastek. W ten weekend miałam dwie, dlatego dodaję opowiadanie dzisiaj.  Tak się składa, że urodziny to moytw przewodni dzisiejszej częsci. Mam nadzieję, że was nie zanudzę, obawiam się, że ten odcinek nie wyszedł mi tak jak chciałam. Jeśli nas odwiedzacie, dodawajcie komentarze! Prosimy! ;)
Diana





- Wyglądasz genialnie! Musisz ją założyć!- Krzyczała Stacy, która po raz setny mnie przekonywała, bym założyła nową sukienkę, którą kupiłam sobie na urodziny.
- Sama nie wiem... Chyba ma jednak za duży dekolt... 
-Oszalałaś?! Ta kiecka jest świetna! Wiesz, że mam dobry gust.
- Tak, przekonałaś mnie do niej, a teraz boję się w niej wyjść poza granice własnego pokoju.
- Przesadzasz. Chociaż raz mogłabyś nie wyglądać jak zakonnica. 
-Ja?! Jak zakonnica?
- Oczywiście. Nigdy nie widziałam cię w sukience krótszej niż do kolan, nie mówiąc o bluzce bez pleców.
-Taki mam styl...
-Ok, ok ale dla mnie raz możesz zrobić wyjątek. Zobacz jak w niej zarąbiście wyglądasz! Jak prawdziwa osiemnastolatka!
 Słuchając wywodu Stacy, po raz kolejny spojrzałam w lustro. Moja kreacja miała intensywny, czerwony kolor i już przez to czułam się nieswojo, ponieważ generalnie unikałam rzucających się w oczy barw. Jak wspominałam wcześniej miała bardzo duży dekolt. Poza tym była dopasowana w talii, ale rękawy miały spore bufki (był to prawdziwy hit lat osiemdziesiątych!) Od pasa szły 4 warstwy falbanek i kończyły się kilka centymetrów przed kolanami. Spojrzałam na siebie z góry na dół, zakręciłam się wokół własnej osi i w końcu doszłam do wniosku, że raz się żyje! Sukienka co prawda była seksowna, ale zarazem nie wyzywająca.
- Masz rację! Ubiorę ją jutro!
- Super! Nareszcie! Myślałam, że na serio z niej zrezygnujesz! - piszczała Stacy, skacząc po pokoju.
- Czy mogłabyś przyjść jutro wcześniej i ułożyć mi włosy?
- Oczywiście! Hmm... Chyba domyślam się dla kogo masz zamiar  się tak wystroić.
-Ejjj! To, że zaprosiłam Michaela, nie znaczy, że chcę dla niego ładnie wyglądać. Będzie na moich urodzinach, tylko i wyłącznie dlatego, że jest moim przyjacielem.
- Dobrze wiesz, że mnie nie oszukasz. - Stacy mówiąc to poruszała dwuznacznie brwiami. No tak, ona nie wiedziała jeszcze, że postanowiłam go sobie wybić z głowy.
- Stacy! Postanowiłam, że dam sobie spokój z Michaelem. Jest dobrze tak, jak jest. Nie chcę się łudzić i oszukiwać. Przypominam ci, że on z dnia na dzień staje się coraz większą gwiazdą. - wyjaśniłam jej wszystko, mówiąc spokojnym i stanowczym tonem.
- Niech ci będzie, ale i ja tak wiem swoje! Muszę już lecieć, Tom prawdopodobnie czeka na mnie w kawiarni już jakieś pół godziny. Muszę ci jednynie powiedzieć, że uczuć nigdy nie oszukasz, pamiętaj.
- Może jednak mi się uda.
-Zrobisz, co będziesz chciała. - Stacy objęła mnie na pożegnanie, po czym wybiegła z mojego pokoju.



                                                   ***
   
     Obudziłam się bardzo wcześnie rano, co było do mnie niepodobne. Od zawsze byłam typem  "sowy". Wieczorami mogłam siedzieć do późna, ale nigdy nie lubiłam porannego wstawania. Dzisiejszy dzień był jednak wyjątkowy. Byłam zbyt przejęta i podekscytowana, by tracić czas na sen. W końcu osiemnaście lat kończy się tylko raz w życiu. Leżąc na łóżku spojrzałam na wiszącą na wieszaku, wyprasowaną sukienkę, która była przygotowana na dzisiejszy wieczór. Uśmiechnęłam się do siebie. Zaczęłam wspominać całe moje dzieciństwo i ostatnie przeżyte lata. Trudno uwierzyć, że jeszcze kilka lat temu  wydawało mi się, że osiemnastolatkowie to dorośli ludzie. Teraz, kiedy ja sama wkraczałam w "dorosłe" życie miałam wrażenie, że jestem dużym dzieckiem. W zasadzie nawet nie mogę powiedzieć, że dużym, ponieważ jestem niższa, od wielu osób, które są ode mnie  sporo młodsze. 
    Nie mogąc dłużej leżeć w jednym miejscu, pospiesznie ogarnęłam pokój i założyłam codzienne ubrania. Kiedy tylko to zrobiłam do pokoju wpadła cała, moja, kochana rodzinka. Wszyscy stanęli jak wyryci, ponieważ najprawdopodobniej zepsułam im ich chytry plan - chcieli mnie obudzić! 
-Dziecko! Ty już nie śpisz? Ty nigdy nie wstajesz o tej porze! -zapytał zszokowany dziadek.
-Tak wyszło... Dzisiaj się wyjątkowo wyspałam. - odparłam z uśmiechem.
- Skoro tak, to uwaga moi drodzy... Trzy, dwa, jeden... i ... Sto lat! Sto lat! - zaczął mój ukochany staruszek. Kiedy reszta zaczęła "śpiewać", szybko pobiegłam zamknąć uchylone okno. Wolałam, by przechodnie i sąsiedzi nie słyszeli naszej  antymuzykalnej rodziny. Ja sama nie mogłam powstrzymać od śmiechu, szczególnie dlatego, że podkład dawał Philip siedząc i stukając pałeczkami w zabawkowy bębenek. 
 Po zakończeniu tego niesamowitego koncertu pierwsza podeszła do mnie mama. Zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć łza spłynęła jej po policzku. Od zawsze była niesamowicie wrażliwą i serdeczną osobą. Jak już sami się przekonaliście, właśnie po niej odziedziczyłam skłonność do płaczu.
- Nie wiem kiedy mi tak wyrosłaś! Kochanie, wszystkiego najlepszego!
-Dziękuję Mamusiu! -odparłam, tuląc się w jej ramiona. 
Za nią życzenia składali mi kolejni członkowie rodziny. Dostałam ogromnego pluszaka, który zajął chyba połowę mojego pokoju, nowe przybory do malowania, płótna, a także wymarzone książki z obrazami moich ulubionych artystów. Byłam naprawdę mile zaskoczona i zadowolona z prezentów. Jednak największą niespodziankę sprawił mi dziadziuś.  Podszedł do mnie na końcu. Był wyjątkowo poważny i spokojny, chociaż na co dzień zachowywał się niezwykle zabawnie i wybuchowo. Szybko dostrzegłam, że w ręku trzymał małe pudełeczko. 
- Lauro, moja wnusiu. Postanowiłem podarować Ci mój największy skarb. - wypowiadając te słowa, wręczył mi drobny upominek. Kiedy tylko go otworzyłam, zabrakło mi tchu w piersiach. Moim oczom ukazał się, śliczny drobny pierścionek wykonany ze starego złota, ozdobiony czerwonymi kamyczkami.
-Boże.. Jaki piękny. - powiedziałam cicho.
-Kochanie, jest to pierścionek zaręczynowy, który podarowałem twojej babci. Czekałem tyle lat, by oddać go w twoje posiadanie. Nawet nie wiesz, ile on dla mnie znaczy. Noś go i nigdy nie zapominaj o mnie i o babci. Pamiętaj , że kochamy cię z całego serca. Jestem pewien, że babcia  nieustannie czuwa nad tobą. - dodał wzruszony.
-Dziadziu! Ja także was bardzo kocham i nigdy o Was nie zapomnę.- mówiąc, to rzuciłam mu się w ramiona.


                                             ***
- Niepotrzebnie się wygłupiałaś z takim drogim prezentem. Strasznie mi głupio, że się tak wykosztowaliście.- rzekłam do Stacy, która układała kolejne pasmo moich włosów.
-Jeśli będziesz to ciągle powtarzać na serio się obrażę.Po pierwsze składałam się na tego walkmana z Tomem, a po drugie jesteś moją najlepszą przyjaciółką. Zresztą nie zniosłabym, gdybyś wciąż zatrzymywała się przy tej wystawie! Już od dawna traciłam cierpliwość! Będziesz mogła sobie słuchać piosenek Michaela zawsze i wszędzie!
- Stacy! Ja nie słucham tylko Michaela! Dobrze wiem, co miałaś na myśli! A właśnie, apropo Toma. Mam nadzieję, że można mu zaufać i zachowa dyskrecję.
-Spokojnie, ręczę za niego. Jest naprawdę odpowiedzialnym facetem, a nie głupią, napaloną fanką.
-Nie wątpię.
-Tom na pewno zachowa dla siebie fakt, że znamy się z Michaelem. Specjalnie poinformowałam go o tym wcześniej, aby nie było nieporozumień. Oczywiście, był bardzo zdziwiony ale to było pozytywne zaskoczenie.Wygląda na to, że jeszcze nie poszedł  do prasy  i dziennikarzy, bo przecież już dawno by o tym dudniono.
-No tak, masz rację. Cieszę się, że oboje będzie. Zdajesz sobie sprawę, że nie mogę zrobić wielkiej imprezy ze względu na niego. Nie wyobrażam sobie tego dnia bez Michaela, a wiesz co by było gdyby moi znajomi dowiedzieliby się, że jesteśmy przyjaciółmi. Dlatego przyjedzie dziś głównie rodzina. Na szczęście będziemy mieli się z kim bawić. Pojawi się najbliższe, niezastąpione kuzynostwo: Eve, Katie, Sarah, Chris i Jack. Oni znają Michaela już od wielu lat. 
-Ufff... to dobrze! Już się przestraszyłam, że będzie sztywno!  O rany! Zapomniałabym, że mam w torbie najważniejszą część prezentu! Starość nie radość! Skleroza to moja rodzona siostra! Cholera jasna!- stacy, pobiegła do swojej torby. - Proszę, to dla Ciebie. Własnoręcznie wykonany album z naszymi najfajniejszymi wspomnieniami. 
-Nawet jeśli powtarzałabym dwieście razy, że jesteś najwspanialszą przyjaciółką na świecie to i tak było by to za mało! Dziękuję! - przytuliłam się do mojej, kochanej wariatki. 
-Tylko mi tu nie płacz, bo ja zaraz zacznę! Koniec tych czułości! za chwilę okaże się, że nie zdążę Cię uczesać na czas i powitasz gości z wytapirowanymi włosami. Swoją drogą uniesienie twoich włosów do góry to prawdziwa sztuka!
-Wiem, nawet nie wiesz jak mnie to denerwuje! Cały dzień chodziłam we francuzie, by dodać im objętości. Wszyscy mają loki,  zakręcone trwałe, tylko moje włosy są proste jak druty. Nigdy nie będę miała modnej fryzury!
-Spokojnie,  zaraz skończę i gwarantuję ci, że siebie nie poznasz.
    
 Stacy przez godzinę nie pozwoliła mi patrzeć w lustro. Chciała, abym zobaczyła tylko efekt końcowy. 
-Ooooo!!! Dziękuję Ci!!! Kobieto! Chyba minęłaś się z powołaniem! Zamiast prawnikiem, powinnaś zostać fryzjerką i makijażystką! 
- Bez przesady. Sądzę, jednak nie chciałabym spędzić całego życia na układaniu fryzur. 
Moja przyjaciółka naprawdę miała talent w tej dziedzinie. Miałam w końcu uniesione, pofalowane włosy, makijaż był delikatny,  ale zarazem podkreślający moje rysy twarzy. Byłam z niej naprawdę dumna!
- Lauro! Goście do Ciebie przyszli. - usłyszałam głos mamy.
-Idealnie wyrobiłyśmy się w czasie!- dodała Stacy, po czym pospiesznie zbiegłyśmy na parter.
 Zaraz po tym, jak zjechała się cała rodzina, przyszedł Tom. Kiedy złożył mi życzenia, czekałam już tylko na jednego gościa...

   Gdy zadzwonił dzwonek do drzwi, miałam wrażenie, że wyskoczy mi serce. Szybko pobiegłam je otworzyć.  W progu stał oczywiście Michael, zasłonięty ogromnym bukietem herbacianych róż. 
Jeden moment wystarczył, aby cały mój plan się rozpadł. Poczułam te cholerne motyle w brzuchu. Wszystko mogłam zrobić, zachować dystans, unikać go itd. Wszystko by tylko się odkochać, ale niestety nad pewnymi rzeczami nie mogłam zapanować... Uczucie wiercących dziurę w brzuchu motyli, mocno bijące serce, pojawiało się niezależnie ode mnie.
-Wypuścisz, mnie dzisiaj do środka? - zachichotał Michael, sowim charakterystycznym, słodkim głosem.
-Oczywiście, przepraszam.
Kiedy stanęliśmy w progu, podarował mi ten ogromny bukiet. Wtedy moim oczom ukazała się wielka śliwa pod  okiem mojego przyjaciela.
- O Boże! Mike! Co ci się stało? 
- W domu był Jospeh, kiedy wychodziłem na twoje przyjęcie. W końcu powiedziałem mu prawdę, stwierdziłem , że nie będę dłużej ukrywać naszej przyjaźni, czy się mu to podoba, czy nie. 
- I za to cię uderzył? - zapytałam smutno, wiedząc jaka będzie odpowiedź.
-Jak widać... Ale nie przejmuj się! Dzisiaj jest twoje święto, dlatego przejdę do życzeń: Kochana (kiedy wypowiedział to słowo, myślałam, że wyjdę z siebie - dosłownie.), wiedz, że jesteś moją najdroższą przyjaciółką i będę najszczęśliwszym człowiekiem na świecie, jeśli spełnią się wszystkie twoje marzenia. Jesteś dla mnie bardzo ważna, więc postanowiłem podarować ci coś, co mam nadzieję sprawi, że nawet jeśli znaleźlibyśmy się na dwóch różnych biegunach ziemskich, nigdy o mnie nie zapomnisz. Proszę, stań do mnie tyłem i zamknij oczy.
 Obróciłam się i poczułam, że Mike zawiesza coś na mojej szyi. Kiedy tylko uchyliłam powieki zobaczyłam na sobie cudowny, srebrny wisiorek, w kształcie serca. Jego środek był wypełniony prawdziwym, mieniącym się szafirem. Po chwili dostrzegłam, że mogę go otworzyć. W środku była wygrawerowana dedykacja: " Kochanej Laurze, Michael". Przez chwilę miałam wrażenie, że tracę grunt pod nogami. Oparłam się o ścianę, nie spuszczając wzroku z tego napisu.
-Mam nadzieję, że ci się podoba... - powiedział niepewnie Michael.
W tamtym momencie o mały włos się na niego nie rzuciłam. Na szczęście zachowałam trochę zdrowego rozsądku i przypomniałam sobie sytuację, która miała miejsce w domu Michaela. Dlatego też, delikatnie go objęłam i szepnęłam: Dziękuję, jesteś wspaniały. Niespodziewanie, poczułam kilka, ledwie wyczuwalnych pocałunków na moim policzku. Pomyślałam sobie:"Boże, dlaczego on mi to robi". Niestety, a może stety nasza bliskość nie trwała długo, gdyż w korytarzu pojawił się dziadek. 
-Gołąbeczki!  W salonie są same  głodne, żarłoczne kaczki, które wzrokiem pochłaniają urodzinowy tort! Ileż można czekać! Na gruchanie będziecie mieć czas później!
-Dziadku, nie żartuj! - odparłam zakłopotana, a zarazem rozśmieszona, kolejną "metaforą" dziadzia... Chociaż, porównanie mojej rodziny do żarlocznych kaczek, nie było głupim pomysłem.  Szybko, idąc za dziadkiem razem z Michaelem dołączyliśmy do pozostałych.

     Kilka godzin później zabawa nabrała szalonego tempa. Każdy z tańczył, skakał, śpiewał. Część osób szalała na kanapie, fotelach, na ladzie. Co chwilę wujki podrzucali mnie prawie do sufitu. No tak... ale to jest specyfika mojej szalonej rodzinki. Najbardziej jednak wszystkich rozbawił dziadek, który przywiązał do swojej laski dwa balony i stwierdził, że to jego partnerka. Był prawdziwym królem parkietu! W końcu opadł zmęczony na krzesło i zawołał:
-Mamy tutaj taką gwiazdę, a jeszcze nie dała nam solowego występu.  Od razu wszyscy zrozumieli o kogo chodzi i zaczęli wołać Michaela, klaskać i namawiać go do zaśpiewania piosenki. Ja sama wiedziałam, że chociaż na scenie jest prawdziwym demonem, to poza nią to bardzo nieśmiały i wstydliwy facet. Dlatego nie byłam zdziwiona tym, że długo się opierał.Wiedziałam, że nikt nie odpuści, więc postanowiłam się wtrącić:
-Mike, proszę, zrób to dla mnie z okazji moich urodzin. 
-Ehh.... No dobrze. 
Wszyscy zaczęli gwizdać i głośno klaskać, kiedy Michael wyszedł na środek sali. Po chwili salon ogarnęła  prawdziwa cisza. Michael zaczął śpiewać bez żadnego podkładu piosenkę "Rock with you" całe towarzystwo zamilkło, a do tego połowie zgromadzonych opadły szczęki. Większość nie miała okazji słyszeć go na żywo, dlatego każdy rozkoszował się jego wyjątkowym, oryginalnym,  a zarazem pięknym głosem. Nasza Gwiazda nie poprzestała na śpiewaniu. Michael zaczął wyklaskiwać rytm. Kiedy dotarł do drugiej zwrotki, podszedł do mnie tanecznym krokiem i wyciągnął rękę, zapraszając w ten sposób do tańca.Chociaż oboje byliśmy nieśmiałymi ludźmi, w tamtym momencie czuliśmy się naprawdę swobodnie.  Nie przeszkadzało mi to, że cała uwaga była skupiona na nas, a do tego czasem słyszałam głosy typu: "Jak oni do siebie pasują" "Cudowna para".  Miałam wrażenie, że cały świat to Michael, Ja, nasz taniec  i jego śpiew...
I wanna rock with you (all night)
Dance you into day (sunlight)
I wanna rock with you (all night)
We're gonna rock the night away....





Billie&Diana










sobota, 25 stycznia 2014

This is it.

Cześć Kochani!

Dziś chciałybyśmy uhonorować cykl notek o trasach koncertowych. Chciałybyśmy to uczynić opisując ostatnią trasę, która nie doszła do skutku i już nigdy nie dojdzie...
Przed wami: THIS IS IT.


Zacznijmy od kilku informacji na temat samej trasy.
Jak wiecie trasa miała składać się z 50 koncertów. Jest to na prawdę ogromna liczba. Koncerty miały odbywać się w Londyńskiej arenie O2. Powiedzmy sobie szczerze. To był za duży wysiłek dla Michaela. 50 koncertów... Oczywiście. We wcześniejszych latach potrafił mieć przynajmniej dwa razy więcej występów i do tego w trasie. Ale teraz Michael miał 50 lat i nie miał już tyle sił. Mimo to, starał się podołać, wkładał w to wszystkie swoje siły.
Trasa miała rozpocząć się 8 lipca 2009 roku i zakończyć 6 marca 2010. Początek trasy został jednak przesunięty, ponieważ zespół potrzebował większej ilości prób. Pierwszy koncert, już po zmianach, planowany był na 13 lipca 2009. Jak wiemy nie doszła do skutku, ponieważ Michael Jackson zmarł 25 czerwca 2009.


Zacznijmy od początku. Po kilku latach "odpoczynku" Michael Jackson chce wrócić na scenę. Po raz ostatni. Chcę zakończyć swoją karierę, ale nie po cichu. Koncerty pozwolą mu pożegnać się z fanami w sposób, których ich zadowoli i przyniosą Michaelowi duży zysk, który pozwoli mu uregulować długi i zapewni spokojne dalsze życie. Michael zaplanował koncerty tylko w Londynie. Przyczyn może być wiele, ale myślę, że głównym powodem był kiepski stan zdrowia naszego Króla.
Ostatnią trasą koncertową Michaela była trasa HIStory, chociaż album o tej samej nazwie nie był ostatnim. W 2001r. pojawił się album "Invincible", który nie doczekał się trasy koncertowej. Ale wróćmy do This is it.
Z moich źródeł wynika, że konferencja prasowa w sprawie This is it odbyła się 5 marca 2009r. Michael ogłosił na niej, że będą to jego ostatnie koncerty, zakańczające jego karierę.








Podczas tej trasy Michael miał zaśpiewać te piosenki, które chcieli usłyszeć jego fani.

"Wanna Be Startin' Somethin'"
"Speechless"
"Jam"
"They Don't Care About Us"
"Bad" / "Mind Is The Magic"
"Human Nature"
"Smooth Criminal"
"The Way You Make Me Feel"
"I Want You Back"
"The Love You Save"
"I'll Be There"
"Shake Your Body (Down to the Ground)"
"I Just Can't Stop Loving You"
"Thriller" / "Threatened"
"Beat It"
"Black or White"
"Earth Song"
"Billie Jean"
"Man in the Mirror"
"This Is It"
"Heal the World"

Jak widać na liście znajdują się również piosenki z czasów, kiedy Michael był jeszcze w zespole "Jackson 5" bądź "The Jacksons". Obecna jest też tytułowa piosenka trasy "This is it".


Michael jako perfekcjonista do każdej piosenki przygotował odpowiednią aranżację. Latające duchy oraz zombie to Thrillera, wielki pająk i żebracy przy Earth Song, armia żołnierzy tupiąca w rytm They don't care about us. Jednak największe zaskoczenie jak i podziw wywołała u mnie aranżacja do piosenki Smooth Criminal. Mike nakręcił nowy teledysk do tej piosenki, ale nawet nie to mnie zachwyciło. Podczas gdy na telebimach wyświetlał się teledysk, Michael stał przodem do "publiki". Nie widział co się dzieje za nim. Mimo to, bazując jedynie na swoim przeczuciu, idealnie wyczuł moment, w którym powinien zacząć śpiewać. Nie mogłam wyjść z podziwu oglądając tą scenę!



Każdy szczegół koncertów był dopracowany. Każda piosenka miała odpowiednią aranżacje, a Michael dopilnował był brzmiały dokładnie tak jak na płycie. Mike miał niesamowity słuch. Potrafił wyczuć najmniejszy dźwięk, który nie pasował do reszty. 

Po śmierci Króla organizatorzy koncertów zapowiedzieli, że zwrócą koszty za bilety. Z naszych źródeł wynika, że nie wszyscy te bilety zwrócili. Fani zostawiali sobie bilety na pamiątkę. Jeśli mam być szczera, gdybym tylko miała taki bilet też bym go nie oddała. Miałby dla mniej za dużą wartość sentymentalną.


Billie

wtorek, 21 stycznia 2014

Opowiadanie część 16!

Hej Kochani!
Dziś prezentujemy kolejną część opowiadania! Mamy nadzieję, że wam się spodoba. Zachęcamy również do zadawania nam różnych pytań w zakładce "Pytania do Nas". Jeśli chodzi o spis treści, postaramy się dodawać do niego na bieżąco nowe notki, ale nie zawsze jest czas. Dlatego prosimy o wyrozumiałość. ;)

PS: Chciałybyśmy was przeprosić. Ta część została dodana z lekkim wyprzedzeniem, niedokończona. Była to pomyłka i wina wciąż zacinającego się Internetu. Bardzo was przepraszamy.





Billie.


     Minęły już dwa tygodnie od feralnego spotkania z Michaelem. Unikałam go jak ognia. Nie odbierałam jego telefonów, unikałam spotkania z nim. Bałam się spotkania z nim bardziej niż czegokolwiek. Co mi wtedy strzeliło do głowy?! Jak mogłam być taka głupia. Pocałowałam go i zrujnowałam wszystko. Przekreśliłam całą naszą przyjaźń. Tego dnia również chciałam uniknąć spotkania z Michaelem. Mama wysłała mnie na zakupy. Idąc do sklepu wyglądałam jak wariatka. Co chwilę oglądałam się za siebie i na boki wypatrując czy nie Michaela nie ma w pobliżu. Zakupy zrobiłam w rekordowym czasie. Normalnie włóczyłabym się po sklepie godzinami. Przeglądałabym kolorowe czasopisma, szukałabym czegoś co mogłabym sobie kupić. A dziś? Przeleciałam pomiędzy regałami, zabrałam wszystko co miałam na liście i pobiegłam do domu. Mama ewidentnie była w szoku, że tak szybko wróciłam.
- Ty już jesteś w domu? - zapytała z niedowierzaniem. - Zawsze zajmuje Ci to przynajmniej godzinę.
- Em... nie mam dziś siły na włóczenie się po marketach. - odparłam szybko i pobiegłam na górę. Pogrążona w swoich myślach weszłam do pokoju. Byłam do tego stopnia roztargniona, że nie zauważyłam Jego obecności. Aż podskoczyłam ze strachu, kiedy się odezwał.
- Cześć. - szepnął.
- Michael? Co Ty tu robisz? - zapytałam z przerażeniem.
- Unikasz mnie. Nie odbierasz ode mnie telefonów, nie chcesz się ze mną widzieć. - odpowiedział smutno.
- Ja... ja zachowałam się wtedy głupio. Nie.. nie powinnam była... - zaczęłam się jąkać.
- A więc o to chodzi? - zapytał - Lauro przestań. Dlaczego się tym tak bardzo przejmujesz? - zaczął się do mnie zbliżać. Kiedy podniosłam głowę stał tak blisko mnie... Czułam zapach jego perfum i miętowy oddech.
- Jest mi tak głupio - wyszeptałam. Michael chwycił mnie za dłonie.
- Lauro... - nie dane mu było dokończyć, ponieważ do pokoju wkroczył Andrew. Momentalnie od siebie odskoczyliśmy.
- Ups... chyba nie w porę przychodzę. - zaczął Andrew głupio się uśmiechając.
- Nie nauczyli Cię pukać?! - byłam zdenerwowana.
- Sorki siostrzyczko. Braciszek Michaela dzwonił. Macie mieć w domu jakiegoś ważnego gościa. Wkurzają się, że jeszcze Cię nie ma. Jakaś Diana chyba... - zaczął mówić.
- Diana Ross! Na śmierć o niej zapomniałem! Lauro wybacz. Dokończymy tę rozmowę później. - uśmiechnął się do mnie i wybiegł z mojego pokoju.
- Widać to na prawdę ktoś ważny skoro mu się tak spieszy... - w tym momencie poduszka uderzyła go w twarz. - ejj! Wyluzuj! - powiedział i wyszedł.
Dlaczego los bywa taki okrutny! Chciałam się dowiedzieć co on myśli, byłam tak blisko. A teraz znowu żyję w nie pewności. A może chciał mi powiedzieć, że dla niego to nic nie znaczyło? Nic nie wiem.
Postanowiłam się przejść i zabrać ze sobą Stacy, która zawsze mnie rozumie.

                                                                  ***


Szłyśmy już dobrą godzinę. Przez cały ten czas nie odezwałam się nawet słowem do przyjaciółki.
- Hej! Zamierzasz się do mnie odezwać? Co się stało? - zaczęła się niecierpliwić Stacy.
- Przepraszam. Nie wiem już co mam myśleć!
- Chodź. Zatrzymamy się tutaj i wszystko mi opowiesz. - usiadłyśmy na ławce. Chwilę się jeszcze wahałam, ale uznałam, że przyjaciółka ma prawo wiedzieć.
- Pocałowałam Michaela.
- Co!? Kiedy?!
- Kilka tygodni temu...
- I dopiero teraz mówisz?!
- Przepraszam... ja sama nie wiedziałam co robić. Pocałowałam go, a potem uciekłam i unikałam go tygodniami. Wyszłam na debilkę. A dziś przyszedł do mnie, chciał mi coś powiedzieć, ale wparował mój głupi braciszek i z informacją, że jakaś tam Diana przyjechała i Michael pobiegł do niej... Widać to właśnie na niej mu zależy. Kto to w ogóle do cholery jest?! - uświadomiłam sobie, że choć nie znam tej całej Diany. złość we mnie kipi jak tylko słyszę jej imię. Jestem o nią zazdrosna? Tak, chyba tak. Stacy nie zdążyła mi nic odpowiedzieć bo z daleka usłyszałam jego głos.
- Laura! Stacy! Jak dobrze was widzieć! Chcę wam kogoś przedstawić! - Michael zbliżał się w naszą stronę. Pod ręką prowadził wysoką, czarnoskórą piękność. Od razu zrozumiałam czemu woli ją ode mnie. - Poznajcie Dianę. Diano to jest Laura i Stacy, moje przyjaciółki. - Był taki rozpromieniony, taki szczęśliwy.
- Miło nam. - odparłam ze sztucznym uśmiechem.
- I ja się cieszę, że mogę was poznać. Może macie ochotę napić się z nami herbaty? - uśmiechnęła się.
- Nie chciałybyśmy przeszkadzać... - zaczęła Stacy.
- Ale nie będziecie nam przeszkadzać! Chodźcie z nami! - zachęcał nas Michael. Niechętnie się na to zgodziłam.
W kawiarni przez cały czas musiałyśmy słuchać jak tych dwoje wzajemnie się wychwala. I muszę przyznać, że to było nie do zniesienia! Aż mnie mdliło jak tego słuchałam! Ile można?!
- Oh, Michael! Muszę Ci powiedzieć, że prawie nic się nie zmieniłeś! No, oczywiście zrobiłeś się bardzo przystojnym mężczyzna! Ale w głębi w ciąż jesteś uroczym, mądrym i cudownym chłopcem! - mówiąc to Diana przesunęła dłonią po policzku Michaela. A we mnie aż się zagotowało!
- To skąd się znacie? - wypaliłam.
- Diana opiekowała się mną kiedy w dzieciństwie mieszkaliśmy w Los Angeles.(???) Dzięki niej wiele się nauczyłem. Jest cudowna osobą i wspaniała piosenkarką! - opowiadał zafascynowany Michael. A ja nie mogłam dłużej tego słuchać. Musiałam wyjść.
- Tak, to cudownie. Muszę was przeprosić, ale na mnie czas. Musze zająć się młodszym bratem. - kochałam mojego braciszka i byłam wdzięczna Bogu za to, że jest jeszcze malutki.
- Jasne, nie ma problemu. - Michael wydawał się obojętny. Zabolało mnie to trochę, ale nie mogłam tego po sobie pokazać.
Wściekła wyszłam z kawiarni. Diana nie była zła, ale Michael za bardzo się nią fascynował. Byłam zazdrosna, dlatego jej obecność tak mnie drażniła. Zaczęłam analizować to spotkanie, ale nie dane mi było długo myśleć. Na ulicy spotkałam Tatum. Wredną dziewczynę, która skrzywdziła mojego brata i Michaela.
- Cześć Lauro! - krzyknęła i od razu do mnie podbiegła. Tylko jej mi teraz brakowało do "szczęścia".
- Cześć - odpowiedziałam niechętnie.
- Możemy porozmawiać?
- O co chodzi?
- O Andrew'a. Chciałabym, żebyś z nim porozmawiała! Żeby dał mi szansę!
- CO?! - myślałam, że się przesłyszałam. - Na głowę upadłaś? Po tym wszystkim co zrobiłaś?! I jeszcze zwracasz się z tym do mnie! Masz tupet dziewczyno! - złość, którą wtedy czułam jest nie do opisania!
- Oj nie gniewaj się tak. Jak będę chciała to Andrew i tak za mną poleci. Wystarczy mój jeden mały gest. - powiedziawszy to poklepała mnie po ramieniu i zaczęła odchodzić. A ja nie wytrzymałam. Coś musiałam z tym zrobić. Długo nie myśląć pobiegłam za nią i mocno ja popchnęłam. Z nie ukrywaną radością obserwowałam jak Tatum potyka się i ląduje twarzą w błocie. Triumfalnie podeszłam do niej i powiedziałam: Nie zbliżaj się do mojego brata, ani do Michaela. Żaden z nich nie chce z Tobą rozmawiać. - i odeszłam. Nie czułam już złości. Cała ze mnie spłynęła. Czułam tylko ogromne szczęście.
Po powrocie do domu od razu poszłam do pokoju Andrew.
- Nie uwierzysz kogo dziś spotkałam! - zaczęłam mówić już od progu.
- No kogo? - zapytał.
- Tatum! Żądała, żebym z Tobą porozmawiała o waszym powrocie do siebie. Bezczelna!
- Znowu ona? - westchnął Andrew.
- Jak to znowu? - zapytałam zaciekawiona.
- Od jakiegoś czasu ciągle mnie nachodzi. Przeprasza, prosi o wybaczenie. To jest męczące. A ja jej już nie ufam. I nie jestem w stanie jej zaufać. - widziałam w jego oczach smutek. Ta sprawa na prawdę go dotknęła. Tatum była jego pierwszą miłością.
- Hej braciszku. Nie przejmuj się! Chcesz usłyszeć coś zabawnego?
- No mów...
- Podczas rozmowy z Tatum byłam strasznie wściekła. A ona zachowywała się tak okropie! Na początku udawała skruszoną dziewczynę, która na prawdę chce coś zmienić. Ale kiedy jej odmówiłam pokazała jaka jest na prawdę. Strasznie mnie to zirytowało. Kiedy ona się odwróciła, nie wytrzymałam i popchnęłam ją. "Biedna" Tatum wylądowała twarzą w błocie! - mówiąc to śmiałam się do rozpuku.
- Na prawdę?! O matko! Chciałbym to zobaczyć. - Andrew tak się śmiał, że ledwo mówił.
- Dobra braciszku. Idę się położyć. A Ty się już nie martw. - przytuliłam go na dobranoc i poszłam do siebie. Podeszłam do radia, włączyłam muzykę i siadłam na łóżku. Los chyba ze mnie kpił bo usłyszałam JEGO piosenkę. Właśnie teraz. Nie chciałam jej słuchać. Podeszłam do radia i szybko je wyłączyłam. W tamtej chwili uświadomiłam sobie, że muszę to przerwać. Odkochać się.  Prawda jest taka, że Michael i ja nigdy nie będziemy razem. To się po prostu nie uda.- I z takim nastawieniem poszłam spać.

piątek, 10 stycznia 2014

Trasa HIStory

Cześć Kochani! 
Na początku, wybaczcie za kolor czcionki, ale jestem informatycznym "geniuszem" i ciężko mi jest ogarnąć nawet podstawowe rzeczy w tej dziedzinie. Odnośnie tego tematu chciałam podziękować UnknownYou123 za pomoc w udoskonaleniu bloga oraz mojej Billie za wcielenie tego w życie.  Chciałam wyjaśnić małe zmiany na blogu:
1. Zdecydowałyśmy się na zmianę głównego zdjęcia. Teraz jest na nim Michael z ery "Off the wall". Dlaczego? Wpadłyśmy na pomysł, że zdjęcie będzie zależało od tego na jakim etapie jest MJ w naszym opowiadaniu. Kiedy przejdziemy do czasów Thillera zmienimy zdjęcie itd. :)
2. Powstał spis treści oraz osobna zakładka z opowiadaniem, aby nowi czytelnicy mogli łatwiej odnaleźć wcześniejsze posty.
3. I dodatkowa zakładka - Pytania do nas. Zachęcamy do zadawania pytań. Może chcecie się czegoś o nas dowiedzieć, o naszym blogu, czy o Michaelu. Zachęcamy! ;) Pytania możecie zadawać gdzie chcecie. W tej zakładce albo wysyłać na maila. ;)

Dziś w końcu kończę nasz cykl o trasach Michaela. Co o niej sądzicie? Nie ma co ukrywać, że Michael zaśpiewał podczas niej wiele piosenek z playbacku. Zastanawialiście się kiedyś może dlaczego? Trudno mi uwierzyć w koncepcję zwykłego lenistwa, ponieważ to w ogóle do niego nie pasuje, MJ był perfekcjonistą. Która z tras była waszą ulubioną?  
Diana



HIStory World Tour to trzecia i ostatnia światowa trasa koncertowa Michaela Jacksona, promująca składankę jego największych przebojów pt. "HIStory" (pełny tytuł tego wydawnictwa brzmi "HIStory: Past, Present And Future - Book I") z 1995 r. oraz płytę z nowymi utworami oraz remiksami nowych utworów z drugiej płyty wydawnictwa "HIStory" pt. "Blood on the Dance Floor (HIStory in the Mix)", która została wydana dwa lata później (w 1997 roku) Trasa rozpoczęła się 7 września 1996 w Pradze i zakończyła 15 października 1997.




W kilka godzin po rozpoczęciu australijskiej części trasy, 14 listopada 1996, Michael Jackson poślubił Debbie Rowe, w cywilnej ceremonii w Sheraton on the Park Hotel w Sydney.




Koncert w Seulu w Korei Południowej na stadionie Chamsil Olympic Stadium został sfilmowany - był on sprzedawany na kasetach wideo w Azji. Oba koncerty w Sydney zostały również sfilmowane - jeden z nich był transmitowany w Australii w 1997. Michael był pierwszym artystą pop, który wyprzedał koncert na Aloha Stadium, w Honolulu na Hawajach. Zagrał dwa całkowicie wyprzedane koncerty przy frekwencji 35,000 widzów.
I to nad czym najbardziej ubolweamy- koncert w Polsce nie został sfilmowany. :(



Podczas tournée Jackson dał również swój pierwszy i jedyny koncert w Polsce na lotnisku Bemowo w Warszawie.  Szkoda, że tylko jeden. Gdyby nie ten durny komunizm (jak zwykle mam skłonności do tworzenia historycznych wniosków) być może Michael odwiedził by nas dużo wcześniej... Ale cóż, ważne że dał nam chociaż jeden koncert. Swoją drogą nie rozumiem dlaczego jest okropny deficyt zdjęć z tego koncertu. Rozumiem, że nagranie go było zakazane, ale zdjęcia też?


Dwa miesiące przed rozpoczęciem trasy "HIStory" Jackson zagrał darmowy koncert w Amfiteatrze w Parku Jerudong Bandar Seri Begawan w Brunei dnia 16 lipca 1996 r. W wydarzeniu uczestniczyło 60.000 widzów. Koncert odbył się z okazji pięćdziesiątej rocznicy urodzin Hassanal Bolkiah, sułtana Brunei. Na widowni zasiadła rodzina królewska Brunei (choć sam Solenizant nie pojawił się na koncercie). Duża część koncertu przypominała występy z trasy "Dangerous World Tour", w tym stroje Michaela i lista utworów. Podczas występu piosenka "Heal The World" nie została wykonana, choć Michael zaśpiewał ją podczas tras "Dangerous" i "HIStory". Zapis koncertu (w wysokiej jakości) został ujawniony w Internecie. Wysokiej jakości kopie VHS również wyciekły.  
- Ja osobiście uwielbiam "Human nature" z tego koncertu.  I ten genialny uśmiech, który zawsze poprawia mi humor ;)

Billie&Diana

piątek, 3 stycznia 2014

OPOWIADANIE - część 15



Witajcie! Wybaczcie za opóźnienie. W tej części przeskoczyłyśmy o jeden rok do przodu, dlatego też  jest  dzisiaj sporo przemyśleń  głównej bohaterki oraz mały zwrot akcji. Mam nadzieję, że wam się spodoba! Zapraszam do czytania i komentowania! ;)

Zapomniałabym... SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO 2014 ROKU!

Diana



wrzesień 1980


         Od ostatnich wydarzeń minął już rok. Zapewne pomyślicie, że wiele się w moim życiu zmieniło, że ja i Michael.... Niestety muszę zaprzeczyć. Osiemnaste urodziny zbliżają się wielkimi krokami, a moje życie uczuciowe praktycznie nie istnieje. Jedyną rewolucją, która nastąpiła, to uświadomienie sobie moich uczuć do wieloletniego przyjaciela. Bardzo długo się przed tym broniłam, nie chciałam się przyznać, nawet samej sobie. Najgorsze jest to, że wcale nie poczułam się szczęśliwsza, bardziej radosna. Można powiedzieć, że stało się wręcz odwrotnie. Nawet nie macie pojęcia jak bardzo  chciałabym, aby było tak jak dawniej. Z jednej strony przebywanie z Michaelem było jednym z najpiękniejszych momentów, które mogły mi się przytrafić, a z drugiej stawało się dla mnie coraz bardziej męczące. Czułam się przy Michaelu strasznie skrępowana, ponieważ panicznie bałam się, że wszystko wyjdzie na jaw. Chyba po prostu nie potrafiłam już przy nim być sobą. Najgorsze jest to, że przez to zaczęłam psuć naszą relację. Mike nie był tak otwarty jak kiedyś, unikał niektórych tematów rozmów. Przykładem jest niedawne zdarzenie: Postanowiłam spróbować zrobić w końcu pierwszy krok i wspomniałam delikatnie, że stał się bardzo przystojnym facetem. Liczyłam na to, że podziękuje lub obróci to w żart, ale on powiedział:"Nawet nie wiesz jak bardzo się mylisz!" i wybiegł z mojego pokoju. Nie  mam nawet siły opowiadać jak się wtedy poczułam.

Zmieniając temat, dziadziuś na szczęście doszedł do siebie, jednak  po ostatniej "przygodzie" musiał zacząć zażywać regularnie lekarstwa. Tamte wydarzenia spowodowały, że zaczęłam skupiać więcej swojej uwagi na moim ukochanym staruszku. 

W tym roku ukończyłam również w końcu szkołę średnią. Na początku było mi strasznie przykro, ponieważ wyniosłam z niej wiele wspaniałych wspomnień, poznałam świetnych znajomych. Wiedziałam, że przynajmniej na początku będzie mi brakowało także niektórych nauczycieli, którzy byli nie tylko prawdziwymi profesjonalistami w swoich dziedzinach, ale także bardzo życzliwymi ludźmi. Z drugiej jednak strony cieszyłam się, że uwolniłam się od znienawidzonych przeze mnie lekcji matematyki. Najfajniejszym jednak aspektem był fakt, że dołączyłam do Stacy i również osiągnęłam “status” studentki. (Jest ona o rok starsza.) Znając moje niezdecydowanie, oczywiście miałam problem z wybraniem odpowiedniego kierunku studiów.


* **


Ostatnio po dłuższej przerwie postanowiłam spotkać się z Michaelem, by pochwalić się swoją decyzją. Telefonicznie zaprosiłam go do siebie do domu. W głębi serca miałam cichą nadzieję, że będzie zadowolony i dumny z mojego wyboru.. Bardzo chciałam ocieplić nasze trochę zaniedbane stosunki.


- Witaj Michael!

- Cześć Lauro! - przywitał się ze mną, delikatnie mnie obejmując, co przyprawiło mnie o dreszcze.

-Dawno się nie widzieliśmy...

- Masz rację, ale mam nadzieję, że rozumiesz... Mam ostatnio dużo pracy, rozpocząłem wstępne prace nad moim nowym solowym albumem.

- Oczywiście - odparłam i delikatnie położyłam swoją dłoń na jego ramieniu.

- Może lepiej powiedz co u ciebie? Jakie masz plany dotyczące studiów?

Tylko czekałam na to pytanie. Wzięłam głęboki oddech i zaczęłam opowiadać:

- Będę studiować sztukę w Chicago!

- Naprawdę?! - Gdy Michael usłyszał moją odpowiedź, dostrzegłam wyrazisty blask w jego oczach. 

- Tak!

- Przeprowadzisz się tam, czy będziesz dojeżdżać?

- Na razie stawiam na dojazd. Nie jestem chyba jeszcze gotowa na opuszczenie rodzinnego domu, a szczególnie małego Philipa. Planujemy jednak ze Stacy, że w następnym roku akademickim wynajmiemy razem mieszkanie.

- Czemu nic mi nie powiedziałaś, Łobuzie?!

- Nie chciałam zapeszać, ponieważ obawiałam się, że się nie dostanę.

- Jestem z Ciebie bardzo dumny!

- Dziękuję! Ja w końcu z siebie też!- Po tych słowach rzuciliśmy się sobie w ramiona, skakaliśmy, tańczyliśmy na łóżku - jednym słowem zapanowało istne szaleństwo.

- Chyba oszaleliśmy... Boziu, ale mi gorąco- zawołałam siadając w końcu w fotelu. -Ściągnij sweter, jest naprawdę ciepło.

- Nie, nie jest.

- Michael, żartujesz? Na dworze jest około 25 stopni, a do tego po tylu wariactwach można się udusić.

- Naprawdę nie jest gorąco.

- Mike.. Może ty jesteś chory, masz gorączkę?- Szybko dotknęłam ręką jego czoła. -  Nie rozumiem. Nic na to nie wskazuje.

- Właśnie...

- Ej... co się dzieje?

- Naprawdę nic Lauro.

- Ostatnio zrobiłeś się bardzo skryty.

- Nie, skąd. Odnosisz  takie wrażenie, ponieważ mamy dla siebie mało czasu.

- Moim zdaniem to nie to. Kiedyś  było o wiele więcej przeszkód, a wyglądało wszystko zupełnie inaczej.

- Skąd wiesz? Może jest teraz ich jeszcze więcej?- w głosie Michaela pojawiało się zdenerwowanie.

- To powiedz mi o co chodzi, jakoś sobie poradzimy.

- Nie wszystko da się zmienić.

- Jeśli się tylko chce, to można.

- Nic nie rozumiesz! Proszę Cię przestań się mnie o wszystko wypytywać!- w tym momencie podniósł głos i ruszył ku drzwiom.

-Michael! Ja się po prostu o ciebie martwię! - próbowałam go zatrzymać, ale chyba już nie usłyszał moich słów.


Zrezygnowana opadłam na łóżko i wtuliłam się w poduszkę. Czułam się okropnie. Znowu zawaliłam, a pragnęłam żeby było tak jak dawniej, nie wspominając o złudnych marzeniach. Nie chciałam płakać, próbowałam być silna, ale ta napięta sytuacja między nami bardzo mnie bolała. Nie wiedząc kiedy zasnęłam. 

Obudziła mnie mama, która przyszła powiedzieć mi, że Stacy do mnie dzwoniła. Niechętnie zwlokłam się z łóżka i zeszłam na dół by oddzwonić i porozmawiać. Domyślałam się jaką miała do mnie sprawę. Od kilku tygodni usiłowała poznać mnie ze swoim nowym chłopakiem. To nie jest tak, że go nie lubię albo mam coś do niego bez powodu. Tak naprawdę bałam się tego spotkania. Cholernie się bałam. Dlaczego? Czułam, że mogę się nieodpowiednio zachować. Nie chciałam widzieć ich uścisków, przytulania, promieniującego  od nich szczęścia. Wystarczyło, że codziennie spotykałam obce pary na ulicy, które sprawiały, że serce zaczynało kłóć mnie bardzo boleśnie. Nigdy nie sądziłam, że będę nieszczęśliwie zakochana. Z dnia na dzień czułam, że moje uczucie do Michaela nie jest zwykłym zauroczeniem. Boże... Chwilami czułam się jak książkowy Werter. Wiedziałam że moje nadzieje się nie spełnią, a równocześnie nie potrafiłam uwolnić się od tej miłości. Nie chciałam się jednak zachowywać jak egoistka. Postanowiłam wziąć się w garść i umówić się na spotkanie ze Stacy i Tomem.


        * * *



-Witaj Kochana! Poznaj mojego chłopaka Toma. - powitała mnie Stacy, w naszej ulubionej kawiarnii.

- Cześć, miło mi. -  Rękę podał mi wysoki, elegancki brunet. Przyznam, że już sam jego wygląd zrobił na mnie piorunujące wrażenie. Miał jasną cerę oraz średniej długości, kruczoczarne włosy,  oczywiście pełne objętości jak na ówczesną modę przystało i lekki zarost. Ubrany był w markowy, czarny, garnitur, granatowy krawat. Najważniejszy był fakt,  że na jego twarzy ciągle gościł uśmiech.  Stałam chyba dłuższą chwilę przyglądając się nowemu znajomemu, gdyż  z osłupienia wyrwała mnie Stacy:

- Halo! Ziemia do Pani! -Tom nie przejmuj się, Laura często łapie zawiasy.

- Bardzo śmieszne. Widzę, że Stacy opowiada o mnie różne głupoty -zaśmiałam się.

- Tak, dużo o tobie mówi, ale to są same superlatywy. Gołym okiem widać, że jesteście prawdziwymi przyjaciółkami.

- Nie może być inaczej!- oznajmiłam i ceremonialnie objęłam Stacy.


       Nasze spotkanie było krótkie, ale za to bardzo sympatyczne. Czułam, że możemy stworzyć fajną paczkę, a moje wcześniejsze obawy zostały szybko rozwiane. Nie myślałam o Michaelu, lecz cieszyłam się szczęściem tej pary. Byłam bardzo zadowolona z wyboru mojej przyjaciółki. Tom okazał się kulturalnym, ułożonym facetem, studiującym prawo. Nie wspominając oczywiście o tym jaki był przystojny.

-Nic dodać nic ująć!- zawołałam, kiedy tylko zostałyśmy same.

- N prawdę go polubiłaś?

- I to jak! Jest zupełnym przeciwieństwem twojego byłego.

-To było dawno i nieprawda.

-Dokładnie! Nigdy nie było Lucasa!

-Tylko nie waż mi się odbijać Toma!

-Nie żartuj. Przecież jesteśmy przyjaciółkami. Zresztą wiesz.

- Co wiem?

- No Mike...

-No tak... A właśnie! Jak to między wami tak naprawdę  jest? Jesteś tak skryta pod względem swoich uczuć, że może się za chwilę okazać, że szykuje się wesele, a ja nic o tym nie wiem!

- Jakie wesele... Nic nie jest - odparłam zrezygnowana. 

-Nic?

-NIC!

- Przecież jesteście najlepszymi przyjaciółmi,a  to jest idealna droga do tego, by jeszcze polepszyć wasze stosunki.

- Jest gorzej niż było.

-To niemożliwe! - Stacy prawie krzyknęła z niedowierzania.

-A jednak. Nie możemy się dogadać. Dziś znowu się pokłóciliśmy. Ja już nie mam siły! Nie wiem co znowu źle zrobiłam- zaczęłam płakać Stacy w ramię.

-Wszystko się ułoży, nie martw się. Jestem z tobą. - Przyjaciółka mocno mnie objęła.


***


      Tydzień po ostatnim spotkaniu z Michaelem zdecydowałam się przerwać tę niezręczną sytuację. Nie zważając na, to że w jego domu  mogą być wszyscy, łącznie z Josephem, stałam na jego wycieraczce i mocno naciskałam dzwonek.

 Drzwi otworzył mi Jermaine.

- Co ty tu robisz?!- zapytał wrogo.

- Cześć! Nie przywitasz się ze mną?

- Chyba nie mam ku temu powodów.

- Skoro tak uważasz. Jest Michael?

- Czego ty od niego chcesz?

- To chyba nie jest twoja sprawa.

- To mój brat. Odczep się od niego.

- Czy jest Michael?- powtórzyłam, znacznie głośniej.

-Spadaj! -odwarknął i kiedy już złapał  moje ramię, by mnie wyrzucić, w progu stanął zdziwiony Mike.

- Co się tu dzieje?

-Laura chce czegoś od ciebie. Mówiłem jej, aby się odczepiła, ale widocznie trzeba postępować z nią siłą.

- Zostaw ją!

- Co? Przecież my nie mamy z nimi kontaktu...

- Przyjaźnię się z Laurą i dlatego czy to ci się podoba czy nie, pójdzie ze mną to mojego pokoju - mówiąc to mój wybawiciel podał mi rękę i przeprowadził mnie przez próg. 


Będąc już w środku, Michael zapytał mnie:

- Dlaczego tu przyszłaś? Przecież wiesz, że moja rodzina nic nie wiedziała o naszej znajomości.

- Miłe powitanie.

- Nie o to chodzi.

- A o co? Boisz się przyznać, że przyjaźnisz się z kimś takim jak ja? No tak, kim ja właściwie jestem w porównaniu do ciebie.

- Wiesz, że nie w tym jest rzecz - mówiąc to, znacznie się do mnie zbliżył. Wiesz jaki jest Joseph. Zresztą sama widziałaś kilka lat temu.

- To znaczy, że wcale się nie zmienił od tamtego czasu?

- Tak... Nienawidzi mnie.

- Nie mów tak, to twój tata.

- Nie mogę znieść tego, że wciąż tak nas poniża, szczególnie mamę. Nie znosi mnie, bo buntuję się gdy nas źle traktuje. Z drugiej strony nie chce ze mnie zrezygnować, bo jestem dla niego maszynką do robienia pieniędzy.

-Przepraszam... Strasznie mi głupio. Chyba powinnam już pójść, narobiłam ci i tak już wystarczająco dużo kłopotów.

- Nie Lauro! Zaczekaj!- Chcąc mnie zatrzymać szybko złapał moją dłoń. - Chyba miałaś do mnie jakąś ważną sprawę.

-W zasadzie tak...

- Więc o co chodzi?

- Chciałam... Chciałam dowiedzieć się co złego zrobiłam?

- Żartujesz? 

- Nie,  przecież widzę, że za mną nie przepadasz.

-Laura, chyba oszalałaś. - Zdezorientowany Mike usiadł na kanapie.

-Nie oszalałam. Przecież wiem co się dzieje. Mam już tego dość. Powiedz mi co mam zrobić, powiedz że już masz mnie dość, że nie chcesz się ze mną spotykać, ale bądź szczery! Ja już dłużej  tego napięcia nie przeżyję. Nawet nie wiesz jak bardzo cierpię, gdy mnie unikasz, nie chcesz ze mną rozmawiać, śmiać się ze wszystkiego, nie dasz się nawet dotknąć, czasem nawet wychodzisz bez słowa. Wiem, że mam wiele wad, jestem nieznośna,  moja osobowość jest bezpłciowa, chwilami  inteligencja nie przekracza poziomu zera.. Powiedziałam coś nie tak? Znalazłeś sobie dziewczynę? Przeszkadzam ci w pracy? Powiedz mi, bo ja już nie daję rady! Proszę cię! - krzycząc ostatnie słowa, zasłoniłam twarz dłońmi i zaczęłam szlochać.

-  To nie tak…- Poczułam dłoń Michaela na moim ramieniu.

- A jak? Już nie mam pomysłu, gdzie mogłam zawalić, kiedy cię skrzywdziłam, zawiodłam.

- Nic nie zrobiłaś. Nie masz prawa się obwiniać. Jesteś idealna, nic nie zmieniaj. Bardzo cię lubię i dlatego czasem tak się zachowywałem. Nie zdawałem sobie sprawy, że  tak cię tym ranię. Przepraszam.

-Skoro nic nie zrobiłam, to o co chodzi? - Niepewnie podniosłam głowę do góry i spojrzałam na Michaela.

Ten wziął głęboki oddech i podszedł do okna. Obrócił się do mnie plecami i patrzył w jeden punkt.

- Oddaliłem się od ciebie, bo bałem się odrzucenia.

- Co ty mówisz? Nigdy bym tego nie zrobiła.

-Laura... Jestem chory.

-Boże Michael! Co się stało?- Podeszłam do niego, jednak on nie spojrzał na mnie nawet na chwilę.

-  Niedawno zdiagnozowano u mnie bielactwo nabyte.

- Co to za choroba?

- Jakiś czas temu zauważyłem kilka białych plamek, na plecach  i nogach. Potem pojawiły się kolejne, co trochę mnie zaniepokoiło. Zdecydowałem się skonsultować to z lekarzem. Po badaniach okazało się, że mam właśnie tę chorobę. Moja skóra, stopniowo, miejscami traci pigment. Nie ma na to lekarstwa, plamy z czasem będą się powiększać, będzie ich coraz więcej. Nie wiem ile to potrwa, kilka lat, czy kilkadziesiąt, ale w końcu moje ciało nie będzie mieć barwy, będę wyglądać jak trup! Na razie tego nie widać, ale... Laura nawet nie wiesz jak się boję, co będzie za kilka lat. Jak będą ludzie na mnie patrzyli? Przecież jestem czarnoskóry. Co powiedzą media? Pewnie wymyślą jakieś bzdury... Nikt nie będzie mnie słuchać,  nie wspominam nawet o tym, jak będę się czuł już sam ze sobą. - w tym momencie zakrył twarz.Czułam, że ma łzy w oczach.

Bez zastanowienia podeszłam do niego i objęłam jego twarz dłońmi. 

-Nie bój się! Chyba uważasz mnie za jakąś idiotkę, skoro myślałeś, że tylko  dlatego się od ciebie odwrócę.

-Nie zdajesz sobie sprawy, jak wkrótce mogę wyglądać. Nie będziesz chciała na mnie patrzeć.

- Nawet nie wiesz jak bardzo się mylisz. Zawsze będę chciała to robić.

Po tych słowach stanęłam na palcach i wtopiłam się w jego wargi. Poczułam, że Michael objął moje biodra. Wtedy dopiero uświadomiłam sobie co ja najlepszego zrobiłam i wyrwałam się z jego objęć. Zobaczyłam zdezorientowane oczy Michaela, a postawa przypominała słup soli. Widząc jego reakcję zrozumiałam, jak bardzo się wygłupiłam. Przez jeden idiotyczny ruch zepsułam wszystko, co było dla mnie najważniejsze. Serce biło mi jak młot, byłam przerażona. Wydusiłam z siebie jedynie ciche "przepraszam" i wybiegłam, jak najszybciej z jego domu.