.jpg)
sobota, 5 października 2013
Przepraszamy.
.jpg)
sobota, 21 września 2013
Trasa Bad

Etap pierwszy (wrzesień - październik 1987)
"Wanna Be Startin' Somethin'"
"Things so I Do For You"
"Off the Wall"
"Human Nature"
"Heartbreak Hotel"
"She's Out Of My Life"
Jackson 5 Medley - "I Want You Back"/"The Love You Save"/"I'll Be There"
"Rock With You"
"Lovely One"
"Working Day and Night"
"Beat It"
"Billie Jean"
"Shake Your Body (Down to the Ground)"
"Thriller"
"I Just Can't Stop Loving You"
"Bad"
"Wanna Be Startin' Somethin'"
"Heartbreak Hotel"
"Another Part of Me"
"I Just Can't Stop Loving You"
"She's Out of My Life"
Jackson 5 Medley - "I Want You Back"/"The Love You Save"/"I'll Be There"
"Rock with You"
"Human Nature"
"Smooth Criminal"
"Dirty Diana"
"Thriller"
"Working Day And Night"
"Beat It"
"Billie Jean"
"Bad"
"The Way You Make Me Feel"
"Man in the Mirror"

Na koniec koncert w Japonii. Miłego oglądania. :)
niedziela, 15 września 2013
OPOWIADANIE - część 10
Cały czas zastanawiało
mnie co takiego Andrew miał na myśli mówiąc, że Michael jest zupełnie innym
człowiekiem i kim było jego tajemnicze źródło tej wiedzy. Musiałam jednak
odsunąć od siebie wszystkie wątpliwości. Zbliżał się Sylwester i nie miałam
zamiaru psuć sobie humoru dziwnym gadaniem brata. Na imprezę miałam iść do
Stacy. Wiedziałam, że będzie dużo osób. Nawet mój brat został zaproszony.
Bardzo chciałam, żeby Michael również się tam pojawił, ale niestety The
Jacksons mieli koncert. A nawet gdyby znalazł czas... Jospeh pewnie by go nie
puścił. Nie cierpię tego Joe! "Uspokój się" - mówiłam do siebie.
Impreza czeka. Musiałam się przygotować i mieć dobry humor. Ani brat, ani
ojciec mojego najlepszego przyjaciela tego nie mogli zmienić mojego nastroju.
Wieczór
nadszedł zbyt szybko. Powinnam już wychodzić z domu, a nie byłam jeszcze
gotowa. Andrew wpadł do mojego pokoju zarzucając mnie masą pytań dotyczących
swojego wyglądu. To spowodowało, że długo zastanawiałam się dla kogo się tak
stroi. W końcu jednak ogarnęłam, że nie mam czasu na takie
"problemy". Sama wciąż wyglądałam jak czarownica, która właśnie
się obudziła, a miałam zadręczać się co mojemu bratu chodzi po głowie?
Zdecydowanie nie! W tym momencie zadzwonił telefon.
- Laura! Dzwoni Stacy! - krzyknęła z
dołu mama.
- Już biegnę! - odkrzyknęłam i pędem
rzuciłam się w stronę schodów wymyślając już jak się usprawiedliwić przed
przyjaciółką.
- Halo?
- Laura! Gdzie Ty jesteś? Obiecałaś mi, że
przyjdziesz wcześniej i mi pomożesz. Czekam na ciebie już 40 minut!
- O cholera - mruknęłam.
- Zapomniałaś, prawda? - zapytała
przyjaciółka.
- Tak... wybacz mi! Już lecę. Będę za
kilka minut! - nie czekając na odpowiedź odłożyłam słuchawkę i pognałam do swojego
pokoju, by się ubrać. Świetnie, pomyślałam. Stacy mnie zabije jak tylko
przyjdę.
15 minut później byłam już w
drodze do Stacy. Stojąc pod drzwiami nagle usłyszałam swoje imię. Odwróciłam
się. To był Michael.
- Laura, już myślałem, że Cię nie spotkam.
- Uśmiechnął się.
- Cześć Mike! Co Ty tu robisz? Nie
powinieneś być na koncercie?
- Tak, tak zaraz jadę. Musiałem cię jednak
zobaczyć i złożyć ci życzenia - powiedział.
- Hmmm... Z tego co pamiętam w tym samym celu przyszedłeś do mnie do domu przed
świętami.
- No tak, ale dziś również nie mogłem się powstrzymać.
- W takim razie słucham - zaśmiałam się.
- Droga Lauro... - zaczął.
- Michael, nie wygłupiaj się. - Przyjacielsko szturchnęłam go w bok.
- Dobrze, już dobrze. Tylko mnie nie bij!
Życzę Ci wszystkiego co najlepsze. Wspaniałych przyjaciół, którzy nigdy Cię nie
zawiodą. Spełnienia wszystkich marzeń, udanej zabawy , a w Nowym Roku dużo
miłości - po tych słowach mocno mnie przytulił.
- I wzajemnie Mike. Nie zmieniaj się -
wyszeptałam mu do ucha. Chciałam, żeby ta chwila trwała jednak Stacy na to nie
pozwoliła. Szeroko otworzyła drzwi i już od progu pociągnęła mnie za rękaw
mówiąc:
- Dosyć tych czułości! Ona już jest
spóźniona. Zabieram ją bo potrzebuję pomocy! Wszystkiego dobrego Michael.
Szkoda, że Cię nie będzie.
- Cześć Michael. Udanego koncertu -
dodałam przekraczając próg domu przyjaciółki.
- Cześć Lauro. Do zobaczenia. - Michael posłał mi ostatni uśmiech i ruszył przed siebie.
Wkrótce Razem ze Stacy udekorowałyśmy całe mieszkanie, upiekłyśmy
ciastka, przygotowałyśmy resztę posiłków i zabrałyśmy się do ustalania listy
utworów, które miały umilać nam czas na imprezie. Postanowiłam wykorzystać ten czas
i wyżalić się przyjaciółce:
- Słuchaj... martwi mnie zachowanie
Andrew'a. Ostatnio przyszedł do mnie do pokoju, wystrojony jak nigdy, pytał o
swój wygląd. A na koniec dodał, że Michael nie jest taki jak myślę, ale nic
więcej nie powiedział - zaczęłam.
- Może to wina jego nowej dziewczyny? -
zapytała Stacy.
- Jakiej dziewczyny?! Czemu ja o niczym
nie wiem? Wiesz kto to? - wypytywałam przyjaciółki.
- Nie, nic nie wiem. Zadzwonił tylko do
mnie czy może przyjść z dziewczyną na Sylwestra. Zgodziłam się więc za godzinę
się dowiesz kto to - odpowiedziała.
- Masz rację. Tylko czego ona chce od Michaela? - zastanawiałam się.
- Ej. Nie przejmuj się. Zobaczymy kto to,
a potem się jej zapytamy. Pomogę Ci.
- Dzięki. Na Ciebie zawsze mogę liczyć. - Przytuliłam przyjaciółkę.
Godzinę później zaczęli się
schodzić goście. Cały czas czekałam tylko na jedną parę, która jak na złość się
nie pojawiała. W końcu zrezygnowałam i poszłam się bawić. Nie potrafiłam
całkowicie się wyluzować, ale starałam się ze wszystkich sił. W pewnym
momencie podbiegła do mnie Stacy.
- Przyszedł! Nie zgadniesz z kim! - mówiła
Stacy. - Od razu zrozumiesz dlaczego nastawienie Twojego brata względem Mike
uległo zmianie! - powiedziała zdenerwowana.
Zaintrygowana poszłam za przyjaciółką
zobaczyć kim jest tajemnicza "znajoma" mojego brata. Zdumienie
odebrało mi mowę. Dziewczyną Andrew'a okazała się... Tatum O'Neal! Mogłam się
tego spodziewać. Była mojego najlepszego przyjaciela próbuje zszargać mu opinię.
Tylko dlaczego? Z zazdrości? Byłam zła. Ba! Wręcz wściekła. Ona nie miała prawa
tak mówić. Od razu ruszyłam w ich kierunku.
- Cześć siostra - zaczął Andrew. -
Poznaj...
- Wiem kim ona jest - przerwałam mu. -
Powiedz mi jakim prawem opowiadasz mojemu bratu jakieś bzdury na temat
Michaela? - rzuciłam wściekle w jej stronę.
- Hej, hej. Uspokój się mała. - Tymi
słowami zezłościła mnie jeszcze bardziej. Nie cierpię, kiedy ktoś mówi do mnie
"mała". - Czyżbyś była nową miłością Michaela? Zostawił mnie
dla Ciebie? - kontynuowała. Po tych słowach cała się zaczerwieniłam. Niestety
nie umknęło to uwadze Tatum. - O! Widzę, że trafiłam.
- I tu się mylisz! Nie jestem dziewczyną
Michaela. On jest moim najlepszym przyjacielem. I nie pozwolę by ktoś taki jak
Ty, psuł jego opinię wśród ludzi. Co, zazdrosna jesteś? - wypaliłam.
Zajęta kłótnią z Tatum nie zauważyłam, że
na imprezie pojawił się sam Michael.
- Jakim prawem opowiadasz mojemu bratu
jakieś bzdury na temat Michaela? Jak w ogóle możesz coś takiego robić? Byłaś z
nim, znasz go. Powinnaś zachować się dojrzale i odejść z godnością, a nie
opowiadać jakieś niestworzone bzdury! - kontynuowałam.
- Co tu się dzieje? - zapytał Michael
zbliżając się do nas.
- Michael? Co Ty tutaj robisz? - zapytałam
przerażona. Nie wiem czego się bałam. Przecież to był ON.
- Udało mi się wyrwać z domu. Postanowiłem więc przyjść na imprezę. Widzę, że
dobrze się stało. Inaczej o niczym bym nie wiedział. - powiedział smutno. -
Tatum dlaczego to robisz? Przecież dobrze Cię traktowałem. - zwrócił się do
swojej byłej.
- Zostawiłeś mnie dla niej. Co ona ma
czego ja nie mam? - zapytała wściekła.
- Myślałem, że już to sobie
wytłumaczyliśmy na poprzednim spotkaniu. Wiesz z jakich powodów nie jesteśmy
już razem i nie była to Laura. Przykro mi, że nadal tego nie rozumiesz. - Ze
smutkiem w oczach obrócił się u ruszył w stronę wyjścia. Natychmiast pobiegłam
za nim. Wyszliśmy przed dom i ruszyliśmy ulicą przed siebie. Chwilę szliśmy w
milczeniu. Wiedziałam, że on musi to sobie najpierw sam poukładać zanim będzie
chciał to z siebie wyrzucić.
- Mike... wszystko w porządku? - zaczęłam
w końcu.
- Tak... Nie. Nie wiem. Nie rozumiem jej
zachowania. Nigdy nie chciałem jej skrzywdzić. Szanowałem ją, kochałem.
Dlaczego mnie tak potraktowała? - mówił. On nie był zły. Był smutny. Okropnie
smutny, skrzywdzony.
- Byłeś dla niej za dobry. - Zatrzymałam
go. - Nie przejmuj się. Za niedługo jej przejdzie. Może zrozumie swój błąd.
Przeprosi Cię. Ja wiem, że to co ona mówi jest nie prawdą. I wszyscy, którzy
Cię znają też to wiedzą. Wiedzą jaki jesteś na prawdę. - przytuliłam go. To
było niekontrolowane. Wyszło ze mnie samo. Nie mogłam postąpić inaczej widząc w
jego oczach ten smutek i ból.
- Dziękuje Lauro. Dziękuje za to, że mnie broniłaś i za to, że teraz tu jesteś.
Potrzebuję tego. - wyszeptał.
- Zawsze z Tobą będę Mike. Zawsze będę Cię
wspierać. Zawsze będziesz mógł na mnie liczyć - odparłam. Zaczęło padać.
- Chodźmy do środka. Nie dajmy sobie
popsuć Sylwestra - powiedziałam.
- Masz rację. Chodźmy.
Resztę tej wyjątkowej nocy spędziliśmy
śmiejąc się, śpiewając i żartując. I nawet Tatum nie mogła nam zepsuć humorów.
Na poprawę humorów Michael Jackson facepalm. :) <3
sobota, 14 września 2013
Trasa Victory
"Things I Do for You"
"Off The Wall"
"Human Nature" (intro z "Ben" )
"This Place Hotel"
"She's Out of My Life"
Jermaine Jackson Medley
"Let's Get Serious"
"You Like Me, Don't You?"
"Tell Me I'm Not Dreamin' (Too Good to Be True)" (with Michael)
Jackson 5 Medley
"I Want You Back"
"The Love You Save"
"I'll Be There"
"Rock with You"
"Lovely One"
Interlude
"Workin' Day and Night"
"Beat It"
"Billie Jean"
"Shake Your Body (Down to the Ground)
w.i.t.h Love!
Billie.
wtorek, 3 września 2013
OPOWIADANIE - Część 9
Witajcie! Mamy wrzesień,
zaczyna się nauka, dużo pracy. Na pocieszenie wrzucam kolejną część
opowiadania, gdzie Laura obchodzi.... Boże Narodzenie. Ja sama już nie mogę się
doczekać grudnia! :)
Zachęcam wszystkich do komentowania
naszego bloga! Anonimy podpisujcie się, prosimy! ;)
Diana
Uwielbiam
święta... zresztą, kto ich nie lubi? Właśnie zbliżał się ten długo wyczekiwany,
przez wszystkich czas. Dzień przed Wigilią… Tak właśnie Wigilią. W Stanach
Zjednoczonych obchodzi się po prostu, Boże Narodzenie, ale babcia przyniosła
ten zwyczaj z Polski i wciąż go celebrujemy. Oczywiście podczas świątecznej
gorączki nie brakuje konfrontacji i sprzeczek.
Stałam, przybrana ubrudzonym od różnych kuchennych składników fartuchem i
zdezorientowana przysłuchiwałam się kolejnej, poważnie wyglądającej dyskusji
mamy z dziadkiem. Tak naprawdę, patrząc na nią z boku , wyglądała zabawnie, a
chwilami słysząc moją rodzinkę bardzo trudno było mi powstrzymać śmiech.
- Jak to osiem?! –wołał dziadek.
- Tato, spokojnie. Planuję
przygotować osiem potraw na wieczerzę, ponieważ od dobrych kilku lat połowę
tego jedzenia kilka dni później się wyrzuca – argumentowała mama.
-Więc ja zjem tę drugą połowę!
- Proszę cię… Nie żartuj. Dobrze wiem, że
będzie jak co roku. Już po barszczu powiesz o bólu wątroby i spróbujesz
wszystkiego tylko symbolicznie.
- Tym razem będzie inaczej!
Zapowiadam!
- Ta… Już to widzę.
- Dziecko, czy ty naprawdę nie
rozumiesz, że musi być dwanaście potraw? Taka jest tradycja.
- Tato! Ta tradycja jest kultywowana
tysiące kilometrów stąd.
- Przecież twoja mama ją tu, w tym domu
zapoczątkowała i dopóki ja żyję ma ona trwać! Kiedy umrę będziecie mieć już
święty spokój i urządzicie sobie święta, jak wam będzie pasowało, po
nowoczesnemu!
Dziadek już obrócił się na pięcie i miał
zamiar zmierzyć ku wyjściu, gdy nagle podbiegła do niego mama.
- Tato! Nigdy nie gadaj takich głupot.
Będą wszystkie potrawy, nie martw się. Tak jak mama przygotowywała od lat.
Pomyślałam sobie, że moglibyśmy zaprosić na Boże Narodzenie moją przyjaciółkę z
rodziną i wtedy na pewno nic się nie zmarnuje.
- Dziękuję ci kochanie – mówiąc to
pocałował mamę w czoło. Szczerze mówiąc, uwielbiałam kiedy to robił. Po
chwili dodał:
- Powiem ci, że nowi goście to świetny
pomysł! Nowe tematy, nowe dyskusje! Nie mogę się doczekać.
-Ja również. Tato, tylko błagam cię…
Żadnych rozmów i kłótni o polityce!
- Oczywiście! Będzie jak sobie życzysz
córeczko.
Dziadziuś zakończył rozmowę i udał się do
pokoju mojego małego brata. Wymknęłam się mamie z kuchni i podążyłam za nim.
Przyglądanie się dziadkowi z ukrycia, kiedy zajmuje się Philipem, od jakiegoś
czasu stało się moim nowym hobby. Często się wzruszam widząc, gdy dziadziuś ze
szczerą miłością opiekuje się bobaskiem.
W końcu podeszłam do niego i zażartowałam.
- Dziadziuś… Uważaj, bo będę zazdrosna!
Widzę, że teraz Philip jest twoim oczkiem w głowie.
- Jest, jest.
- A ja? Twoja jedyna wnuczka?
- Kochanie, ty zawsze będziesz moją
ulubienicą! Jestem najszczęśliwszym mężczyzną na ziemi.
-Jak to?
- Od zawsze byłem otoczony wspaniałymi
kobietami. Pomyśl tylko, ożenić się z najwspanialszą kobietą na świecie, mieć
najcudowniejszą córkę, a do tego najsłodszą wnuczkę…. Żyć nie umierać! Nikt nie
jest takim szczęściarzem jak ja.
- Oj dziadku… -szepnęłam i wtuliłam się w
jego ramiona. Mimo jego szaleńczych zachowań, był naprawdę cudownym
człowiekiem. Uczciwy, szczery, kochający…A do tego prawdziwy amant! Święta od
zawsze miały w sobie coś niezwykłego, że zbliżały do siebie ludzi. Czasem
miałam wrażenie, że wszystko dzieje się pod wpływem prawdziwej magii.
Kilka minut później wróciłam do kuchni, by kontynuować przygotowywanie
potraw. Nienawidziłam gotowania, dlatego też zawsze wyręczałam mamę w
pieczeniu, co sprawiało mi ogromną przyjemność. Robienie mas, rozpuszczanie
czekolady…coś niesamowitego! Nie wspominając oczywiście, o kosztowaniu
wszystkich przygotowanych wcześniej smakołyków.
Ucierałam masło, gdy nagle zadzwonił
dzwonek do drzwi.
- Spodziewasz się kogoś? – zapytała mama.
Pokiwałam przecząco głową, więc ona pospiesznie ruszyła do przedpokoju.
- Laura! Masz gościa!- usłyszałam.
Zdziwiona, podeszłam do drzwi wejściowych,
gdzie moim oczom ukazał się Michael.
- Cudownie! – pomyślałam. – Brudna,
rozczochrana, nieogarnięta. On zawsze wybierze idealną porę na wizytę.
- Cześć, przepraszam, że przeszkadzam.
Wiem, że jesteś teraz zajęta, te przygotowywania…- jednym zdaniem sprawił, że
kompletnie zapomniałam o moim wyglądzie i frustracji.
- Nie skąd! Cieszę się , że przyszedłeś.
Wejdziesz?
- Nie, nie będę nikomu zawracać głowy.
Chciałem tylko złożyć ci życzenia świąteczno- noworoczne. Wszystkiego
dobrego, dużo zdrowia, ale przede wszystkim życzę by spełniły się
wszystkie marzenia, które masz w swoim małym serduszku.
- Ojej! Dziękuję. Tobie też życzę
wszystkiego najlepszego! W odpowiedzi na moje słowa Michael zachichotał rozbawiony.
- Powiedziałam coś śmiesznego?
- Nie skąd. Po prostu masz mąkę na nosie.
- Super…Laura bez kompromitacji nie
istnieje.
- Mam dla ciebie jeszcze mały
prezent.
- Michael! Niepotrzebnie…Ja... Ja nic dla
ciebie nie mam.
- To nic takiego, żadne pierścionki i tym
podobne – zaśmiał się . -W tej paczce jest kaseta. Od jakiegoś czasu pracuję
nad solową płytą i jedną piosenkę nagrałem specjalnie dla ciebie, moja droga
przyjaciółko.
- Naprawdę? Michael! Dziękuję! Jesteś
kochany! – mówiąc to, jak jakaś napalona fanka rzuciłam mu się na szyję.
- Oh, spokojnie Mała! To nic takiego.
Posłuchaj i oceń. Jeśli Ci się spodoba, daj mi znać. Teraz muszę uciekać do
studia! Wesołych Świąt!
- Do zobaczenia Mike. – Po tych słowach,
stałam w progu jeszcze dobre pięć minut. Kiedy przeciętni znajomi mówili, że
jestem mała, okropnie mnie to denerwowało. Jednak kiedy to mówił On…
- Laura, długo jeszcze? – z „zawiasu”,
brutalnie wyrwał mnie głos mamy.
* * *
Boże Narodzenie
spędziliśmy w prawdziwie świątecznej atmosferze. Było ciepło, rodzinnie i
tradycyjnie. Jedynym negatywnym skutkiem uroczystości, były bóle brzucha
dziadka, który postanowił postawić na swoim i zajadał się wszystkimi potrawami
bez umiaru. Takim sposobem, jeszcze długo po ucztowaniu wciąż musiał
ciągle pić różne herbatki ziołowe.
Kilka dni po Świętach,
zadzwonił do mnie Michael. Zrobiło mi się strasznie głupio, bo to ja miałam dać
znać, czy prezent mi się spodobał. Piosenkę oczywiście wysłuchałam nie raz....
nie dwa… BA! Sto razy!
- Hej. Nie chcę Ci się narzucać, ale chyba
to moje „ dzieło” jest niewypałem, skoro nie dałaś znać.
- Mike! Ta piosenka jest cudowna! Słucham
jej codziennie. Przepraszam, że zapomniałam zadzwonić. To całe świąteczne
zamieszanie…
- Wiem, wszystko rozumiem…, Ale na pewno
Ci się podoba?
- Bardzo! Dzięki Tobie…yyy, Dzięki
tej piosence poczułam się…Hmm… wyjątkowa? Chyba pierwszy raz…
- Naprawdę jesteś wyjątkowa. Miałem
nadzieję, że przypadnie Ci do gustu, bo wiem, że lubisz i umiesz tańczyć.
- Ok. Rozumiem, że możesz wiedzieć, że
lubię tańczyć, ale że umiem? Nie umiem, zresztą nie wiesz jak tańczę.
-Myślisz, że nie pamiętam, kiedy miałaś
kilka lat i przychodziłaś do nas na próby? My śpiewaliśmy, a ty przed nami
ciągle się kręciłaś. Nigdy nie zapomnę gdy spadła Ci spódnica i zostałaś w
samych rajstopach! Hahaha!
- Wariacie! Nie musisz wypominać mi moich
życiowych kompromitacji! A właśnie, mam do ciebie sprawę.
- Tak?
- Możesz mi wytłumaczyć, co znaczą słowa w
piosence : „ I love the way, you shake
your thing, especially?!
- Yyy… słowa do rymu mi pasowały! Zresztą,
mam nadzieję, że to kiedyś na żywo zobaczę!
- Bardzo śmieszne! Muszę uciekać!
Podyskutujemy jeszcze o tym później!
- Pa! Życzę Ci miłego popołudnia – słodko,
zresztą jak zawsze pożegnał się Michael.
* * *
Nowy rok miałam
powitać razem ze Stacy, w jej mieszkaniu. Nie mogłam się doczekać. Sylwester
był dla mnie od zawsze wyjątkowym dniem w roku, kiedy mogłam się wyszaleć,
potańczyć. Mając chwilę wolnego czasu i kontemplując nad zbliżającą się,
wyjątkową nocą postanowiłam po raz kolejny puścić na odtwarzaczu
piosenkę, którą Michael napisał z myślą o MNIE, dla MNIE!
"Ah get on the floor and dance...”, “there's chance for dancing all
night long…” O mój Boże! I Jak tu nie tańczyć,
gdy słyszy się takie słowa? A ta melodia?! Zaczęłam powoli lekko poruszać nogą.
Długo jednak nie wytrzymałam. W połowie piosenki kręciłam biodrami,
skakałam, nuciłam, jednym słowem szalałam po pokoju. Złapałam krzesło, usiadłam
na nim, wychyliłam się w dół, wyobrażając sobie, że mój partner…. A konkretnie
Michael wykonuje ze mną figurę taneczną na środku parkietu. Nagle usłyszałam,
że ktoś gwałtownie otworzył drzwi do mojego pokoju. Grrr…Dlaczego ja nie mam
klucza?! Zerwałam się na równe nogi.
- Eee… siostra co ty robisz?
Yyy... Nic, nic braciszku. Tylko ehm…. To
krzesło chyba ma zepsutą nogę, chciałam sprawdzić.
- Wiesz, potem mogę ci naprawić.
Teraz wychodzę na miasto. Właściwie to przyszedłem się zapytać, czy dobrze
wyglądam.
Dopiero kiedy Adrew zapytał się o moje
zdanie, zauważyłam jak bardzo się odstawił. Ciemne jeansy, czerwona koszula.
Byłam pod wrażeniem. Mówiąc nieskromnie, mój brat był naprawdę
przystojny. Wysoki, szczupły, o jasnych włosach i niebieskich oczach. Nic
dziwnego w tym, że miał powodzenie u dziewczyn, jednak mimo tego do tej
pory z żadną nie spotykał się na poważnie.
- Hello! Znowu złapałaś nawias? Mogę tak
iść czy nie? – ocknął mnie Andrew.
- Jasne, jasne! Wyglądasz obłędnie
braciszku! Gdzie Ty się właściwie wybierasz? Raczej nie na spotkanie z
kolegami, prawda?
- No nie…
- Wiedziałam! Powiedz mi, kim jest ta
szczęściara.
- Nie chcę zapeszać… Wszystkiego dowiesz
się w swoim czasie.
- Adrew! Zaczekaj jeszcze chwilę! Wiesz…
Nie zdążyłam ci wcześniej powiedzieć, ale przed świętami był u mnie Michael i
przyniósł mi kasetę z jego nową piosenką. Posłuchasz?
- Sorry, nie mam czasu.
- Ej… Przecież to tylko trzy minuty!
- Nie mam ochoty słuchać jego piosenek.
- Andrew, dlaczego? Pokłóciliście się?
Wydawało mi się, że znów jest wszystko w porządku.
- Nie, po prostu, z tego co wiem on nie
jest takim niewiniątkiem na jakiego wygląda. Laura, bardzo Cię kocham, więc
uważaj na niego.
- O czym ty mówisz? Przecież, już od dawna
wiesz, że się przyjaźnimy! Od kogo dowiedziałeś się takich bzdur?
- Nieważne.. I to nie są bzdury! Ok.?!
Po tych słowach Andrew szybko
opuścił pokój. Przeszły mnie ciarki, nie tylko dlatego, że trzasnął drzwiami,
tak jakby chciał wybić wszystkie okna w domu.
Billie&Diana
czwartek, 29 sierpnia 2013
Działalność charytatywna Króla. :)
Jak wszyscy wiedzą Mike ma dziś urodziny. Obie z Dianą życzymy mu Wszystkiego Najlepszego! Przede wszystkim życzymy mu, żeby pamięć o nim nigdy nie zgasła!
Happy Birthday Michael! We love You so much!
w.i.t.h. Love!
Billie.
poniedziałek, 26 sierpnia 2013
Opowiadanie część 8
Wybaczcie, że musieliście tyle czekać. Brak weny mi doskwierał. :( To chyba przez stres. Wiecie, koniec wakacji, zaczyna się szkoła. Trochę smutno. No bo kto by chciał wracać do szkoły?
Ostatnio strasznie spodobał mi się Robbie Williams. <3
Podzielę się z wami moim nowym idolem. Może komuś się spodoba, a może ktoś już go lubi? ;)
A teraz notka. Miłego czytania. ;)
Billie. :*
Następnego dnia z samego rana pobiegłam do szpitala. Mama musiała jeszcze przez kilka dni zostać z maluszkiem na obserwacji. Byłam taka szczęśliwa! Chciałam tam być cały czas! Opiekować się moim małym braciszkiem. Był taki uroczy! Z wielkim uśmiechem na ustach wpadłam do pokoju, który zajmowała mama. Jakież było moje zdziwienie kiedy w środku zastałam Katherine Jackson! Byłam pewna, że nasze rodziny już dawno zerwały kontakt. Co ona tu robiła?
- Cześć mamo. Dzień dobry pani.
- Witaj Lauro. - Katherine się do mnie
uśmiechnęła. Odwzajemniłam uśmiech. Mama jednak wyczuła moje zdumienie.
- Nic Ci wcześniej nie mówiłam Kochanie.
Przepraszam. Nie chciałyśmy, żeby nasz mały sekret się wydał i wprowadził wiele
zamieszania. Razem z Katherine utrzymujemy kontakt od wielu lat, mimo że
oficjalnie nie powinnyśmy ze sobą rozmawiać.
-Ale... Ale jak to możliwe?- dopytywałam
się, zszokowana.
- Spotykałyśmy się od czasu do czasu na
mieście, w kawiarni. Czasem mówiłam Ci, że idę na zakupy, ale to był tylko
pretekst by wyjść i spotkać się z naszą kochaną sąsiadką -wyjaśniła mama.
- Michael opowiedział mi wczoraj o tym co
zaszło. Musiałam przyjść i zobaczyć tego szkraba.- dodała Pani Katherine.
Moje zdziwienie zamieniło się w ogromną
radość. Fakt, że mama i Katherine utrzymywały ze sobą kontakt obudził we mnie
wielkie nadzieje związane z odnowieniem relacji z Jacksonami. Mogłam teraz bez
obaw spotykać się z Michaelem, i z Katherine.
- Bardzo się cieszę! Ja i Michael również
utrzymujemy kontakt od niedawna. Cieszę się, że wy też.
- Właśnie słyszałam od taty w jakich
okolicznościach was zobaczył razem.- Mama uśmiechnęła się łobuzersko.
-Czy ja o czymś nie wiem?- dodała
zaciekawiona sąsiadka.
- Yyy.. Ależ skąd! Jesteśmy dobrymi
przyjaciółmi!
- Angeliko, jak dacie małemu na imię? -
zapytała Katherine, zmieniając temat.
- Wiesz, jeszcze się nad tym nie
zastanawiałam. Lauro, może Ty wybierzesz imię dla braciszka? - zapytała mama.
- Ja? Ale na pewno mogę?
- Oczywiście, że tak. Jesteś jego siostrą.
- Uśmiechnęła się do mnie mama.
- Bardzo podoba mi się imię Philip.
- Jest cudowne! W takim razie, Katherine,
przedstawiam Ci małego Philipa.
Byłam zachwycona. Cieszyłam się, że mamie
spodobało się imię, które wybrałam.
- Katherine, ja wiem, że nie jesteście
chrześcijanami, ale może wpadlibyście z Michaelem na chrzciny małego? Potem
zapraszam na skromny posiłek do domu. - zaproponowała mama.
- Bardzo dziękuje za zaproszenie. Z wielką
chęcią was odwiedzimy.
* * *
Imię wybrane prze ze
mnie jednak nie wszystkim się spodobało.
- Philip!? Co to jest za imię? Kto to w
ogóle wymyślił? - krzyczał dziadek wymachując na wszystkie strony laską. Przy
okazji rozbił dwa wazony.
- Tato. Tato, uspokój się - prosiła mama.
- Imię wybrała Laura. Nam wszystkim się podoba.
- Ale to nie jest imię dla mojego wnuka!
Powinien nosić wdzięczne imię. Takie jak Edward!
- Tato, żyjemy w XX w. Takich imion się
już nie używa. Zresztą. To będzie krzywda dla dziecka. Zostaje Philip.
- To niedorzeczne! - obruszył się dziadek.
Odwrócił się na pięcie i wymachując laską ruszył w stronę swojego pokoju,
zbijając przy tym kolejny wazon.
- Jesteś mi winny trzy wazony! - krzyknęła
za nim wściekła mama.
- Angeliko uspokój się - zaczął tata. - Trzeba przygotowywać się do chrztu, a nie przejmować się grymasami ojca. Przejdzie mu. Zobaczysz. - Tata objął mamę w pasie i ucałował w policzek. Od razu się uspokoiła. Aż miło było na nich patrzeć. Po tylu latach oni nadal mocno się kochali. Zazdroszczę im. Mama nie chciała pomocy. Wolała sama wszystko zrobić po swojemu, dlatego opuściłam kuchnię i poszłam do małego. W pokoju zastałam dziadka, który żalił się mojemu małemu braciszkowi. Wyglądało to komicznie!
- Wnusiu, przykro mi. Próbowałem, ale oni
mnie nie słuchają. Musisz jednak wiedzieć, że dla mnie zawsze będziesz
Edwardem! Zawsze! - szeptał dziadek.
Nie chciałam mu przerywać. Stałam w
drzwiach i z uśmiechem patrzyłam na tę sytuację. Mimo że moja rodzinka jest
szalona, to ich kocham. I nie zamieniłabym ich na żadną inną.
* * *
Kilka
dni później odbył się chrzest. Wszyscy byliśmy zestresowani i zabiegani. Co
chwilę ktoś czegoś szukał, ktoś coś zgubił. Istny chaos! Kiedy już się
wystroiliśmy, stół był nakryty i gotowy by podawać na nim posiłki, wyszliśmy z
domu i ruszyliśmy do kościoła. Jak się okazało nie ogarnęliśmy się do końca.
Zapomnieliśmy o Philipie! O mało co się nie posikałam ze śmiechu. Wszyscy
idziemy na chrzest małego i zapominamy go zabrać. Po prostu cudowna z nas
rodzinka. Tata szybko pobiegł po malucha i już wszyscy w komplecie weszliśmy do
kościoła. W trakcie mszy ksiądz zaprosił rodziców z maluszkiem pod ołtarz i
zapytał.
- Jakie imię wybraliście dla swojego
dziecka?
- Philip Andrew.
- Dobrze. Andrew Philipie ja Ciebie...
- Nie, nie, nie! Philip Andrew!
- Oh, przepraszam. Philipie Andrew, ja
Ciebie chrzczę, w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
Wieczorem
po wspólnym posiłku razem z Michaelem poszliśmy do mnie do pokoju.
- Zwariowany był ten dzień. - zaczęłam. -
Jestem strasznie zmęczona.
- Nie dziwie Ci się. Ale, żeby zapomnieć
dziecka? - oboje wybuchliśmy śmiechem.
- Zaśpiewasz coś dla mnie? - zapytałam.
Nie wiedziałam dlaczego to zrobiłam. Wyrwało mi się, ale wcale nie chciałam
tego cofać. Michael położył się koło mnie na łóżku i zaczął śpiewać mi
kołysankę. Byłam tak zmęczona, że usnęłam w ciągu chwili. Na prawdę żałowałam,
że zasnęłam tak szybko. Chciałam go słuchać i słuchać. Jego głos był taki
cudowny, delikatny i kojący.
Obudziłam się w środku nocy. Co się ze mną
dzieje? Siedziałam sama na łóżku i płakałam. Tak bardzo chciałam, żeby on był
teraz obok, uspokoił mnie i zaśpiewał.
Billie&Diana.










