piątek, 9 stycznia 2015

Wyjaśnienia.

Hej wszystkim!
Z racji, że ostatnio co raz więcej z Was zaczęło dopytywać się czy żyjemy etc. postanowiłam wyjaśnić kilka spraw.
Przez ostatni czas nie bardzo miałyśmy kiedy coś naskrobać. Wydawać by się mogło, że powinnyśmy czas znaleźć bo były święta i masa wolnego. Otóż problem był. A dodatkowo ja miałam prawą rękę w gipsie. Dlatego na blogu nic się nie pojawiało.
Na prawdę o Was i o blogu nie zapomniałyśmy. Mamy masę pracy i czasami jest ciężko. Zrozumcie. Postaram się w ten weekend dodać notkę, może nawet dwie.
Mam nadzieję, że wciąż tu jesteście.

Billie.

niedziela, 23 listopada 2014

Michael Jackson is Alive???

Hej!
Na życzenie jednej z naszych czytelniczek przedstawiamy Wam notkę dotyczącą śmierci Michaela. 
Na pewno wiecie, że jest wiele spekulacji na ten temat. Jest wiele osób, które uparcie twierdzą, że nasz Król żyje. 
Co my na ten temat sądzimy? Według nas Michael niestety nie żyje. Spójrzmy prawdzie w oczy. Czy gdyby żył pozwolił by na to, żeby Paris próbowała się zabić? Zostawiłby ją w tak trudnej chwili samą? Oczywiście, że nie! 
Nie będę ukrywać. Zaraz po śmierci Michaela wierzyłam w to, że może żyje. Kto by tego nie chciał? Wszyscy wolelibyśmy, żeby MJ był wciąż z nami. Z biegiem czasu jednak zrozumiałam, że prawda jest bolesna. 
Zastanówmy się też. Czy gdyby Michael żył powrót byłby dla Niego dobry? Zaraz po jego śmierci rozniosły się pogłoski, że kilka osób odebrało sobie z tego powodu życie. Jeśli to prawda, rodziny tych osób na pewno sprawiłyby Michaelowi wiele przykrości. Nie mówiąc już o brukowcach, które znowu zatrułyby Mu życie. Minęło już ponad 5 lat. To już na prawdę wystarczająco dużo. Musimy się wreszcie pogodzić z tym jaka jest rzeczywistość. Chcemy czy nie Michael niestety odszedł. Dla nas wszystkich jest to bolesne. 
Uważam, że te plotki o jego rzekomym życiu powinny zostać zaprzestane. Takie informacje na pewno sprawiają ból jego dzieciom. 




REST IN PEACE! 
Michael Jackson 1958 - 2009

You will be always in our hearts!



Love, Billie.


wtorek, 14 października 2014

OPOWIADANIE! - część 28



Witajcie po długiej przerwie! Ciekawe il wytrwałych przy nas zostało:)
Taka dola mautrzysty niestety... A powiem wam, że jak się jest na humanie i pisze się co chwilę wypracowania z historii, polskiego ,wosu, to nie ma się siły już na nic :/
Zachęcam do komentowania, chcemy wiedzieć kto jeszcze nas czyta :)
Dziś trochę krotko, ale trzeba trochę czasu by powtórnie złapać natchnienie.
Diana



7 marzec 1985


      Życie w cieniu ukochanej osoby nie zawsze jest takie proste jak się może wydawać. W moim przypadku sytuacja była szczególnie trudna. Spotykaliśmy się z Michaelem od dłuższego czasu, ale nigdy nie byliśmy razem w kinie, a nawet na głupim spacerze. (pomijając te po zmroku, w komicznym przebraniu Jacksona) Mimo że Mike na każdym kroku okazywał mi czułość, komplementował i chwalił mnie, ja sama miałam problemy z poczuciem własnej wartości. Może się wydawać, że wyszukuję problemy tam gdzie ich nie ma, jednak świadomość, że jesteś praktycznie nikim w porównaniu z twoim facetem może naprawdę czasami dołować. Michael to człowiek wyjątkowy pod każdym względem. Uzdolniony, a do tego wspaniały człowiek.  Dlatego też mimo wielu zajęć związanych z nauką postanowiłam zrobić coś w kierunku własnego rozwoju.

    Był późny, wiosenny wieczór, kiedy Michael mnie odwiedził. Wiedziałam, że właśnie mniął jego zarazem ciężki, jak i bardzo ekscytujący dzień. Tego dnia został wydany singiel "We are the world". Sama, kiedy pierwszy raz usłyszałam tę piosenkę popłakałam się jak bóbr. Jest piękna, wzruszająca, a jej przekaz jest niezwykle ważny. Byłam strasznie dumna, że współtwórcą tego utworu jest mój ukochany. Dlatego też, kiedy tylko wszedł do mieszkania rzuciłam mu się na szyję.

- Ohoho... Jakie miłe powitanie. Z jakiej to okazji? - zapytał zderzorientowany Michael, zaraz po tym jak opsypałam go licznymi pocałunkami. Raczej rzadko w podobny sposób się zachowywałam, ponieważ byłam mało spontaniczna i bardzo nieśmiała.
- Przecież wiesz!  Jak się czujesz? Jak ci minął dzień? Jesteś moim bohaterem!
-  Rany, ty chyba jesteś podekscytowana bardziej niż ja.
- Przecież wiesz, że jestem twoją największą wielbicielką. W dodatku, nie pokazałeś mi utworu przed oficjalną publikacją.
- Dlatego najbardziej zależy mi, aby podobały się przede wszystkim tobie moje utwory. Co sądzisz o "We are the world"? Chciałem, abyś zobaczyła go jak będzie idealnie dopracowany.
- Domyśl się. Wykonałeś wspaniałą pracę. Sama popłakałam się, słuchając tej piosenki. Jesteś taki dobry... Nie myślisz tylko o sobie, ale także o dzieciach. Tobie sodówka chyba nigdy nie odbije. Myślę, że dostaniecie nie jedną nagrodę w tym roku.
- Dziękuję.  Ale wiesz... Nie chodzi mi o statuetki na pierwszym miejscu. Dla mnie najważniejszą sprawą w tym przedsięwzięciu była pomoc małym mieszkańcom Afryki.  - to w jaki sposób  Michael opowiadał o swojej działalności, budziła we mnie jeszcze większy respekt.
- Kocham cię Mike. - szepnęłam i pocałowałam go namiętnie, gdy siedzieliśmy na kanapie. Uwielbiałam czuć jego bliskość. Gdy znajdowałam się w ramionach MJ czas na moment się zatrzymywał...

Po kilku chwilach Michael powiedział:
- Moja Księżniczko. W najbliższą środę zapraszam cię na romantyczną kolację.
- Ja w czwartek nie mogę...
- Dlaczego? Cudem wygospodarowałem ten wieczór.
- A nie ma innego dnia?
- Średnio będzie w przyszłym tygodniu. Teraz po wydaniu singla dopiero zacznie się kosmos. Dlaczego nie chcesz w środę?
- Bo.. ehm... - gryzłam się myślami, czy powiedzieć Michaelowi, co robię w każdą środę od miesiąca. 
- Ej?
- Dobrze.. Masz mnie. Powiem ci, ale pewnie mnie wyśmiejesz.
-Hah... Ciebie? Nigdy w życiu. - Mike charakterystycznie zachichotał.
- Już się ze mnie smiejesz!
- Nie, skąd. - nagle poczułam 'dźgnięcie' w brzuch. 
- Nic ci nie powiem!
- Ohh. Już przestaję.
- Foch! - próbowałam udawać obrażoną, ale wkrótce zaczęłam się trząść ze śmiechu. 
-  Wiem, że się na mnie nie potrafisz obraźić. - Mike wymownie zamrugał czekoladowymi oczami i przeczesał włosy. Bardzo dobrze wiedział, jak na mnie to działa. 
 - To że jesteś gwiazdą, nie znaczy, że zawsze ci muszę ulegać.
- Laura!
- No dobrze, już mówię! Bo ja... ehm. Miesiąc temu...
- Wydusisz to z siebie wreszcie?
- Grrr! Bo ja chodzę na salsę od miesiąca! - informację niemal wykrzyczałam, mając zamknięte oczy. Zapewne wydaje się śmieszne, że nie chciałam powiedzieć Michaelowi, ale przypominam, że miałam wtedy do czynienia z ikoną tańca, która nie dość, że robiła to wspaniale, to jeszcze stworzyła swój, niepowtarzalny styl, który ciągle próbują naśladować miliony osób na całym świecie. 
- To świetnie! Ale... ej! Dlaczego nie powiedziałaś mi o tym od razu? Ja miałbym cię wyśmiać? Wiesz, jak kocham taniec.
-Właśnie dlatego wstydziłam się Ci to powiedzieć... Ty jesteś profesjonalistą.
- Kochanie, ale salsy nie tańczę profesjonalnie. Musisz mnie w najbliższym czasie nauczyć. Właściwie jak ci tam idzie?
- Myślę, że całkiem dobrze. Coraz bardziej to lubię. Instruktor przez pierwsze trzy lekcje nie chciał uwierzyć, że nigdzie wcześniej nie chodziłam. Podobno mam świetny, naturalny ruch ciała.
- Zawsze ci mówiłem, że powinnaś zostać tancerką. 
- Na tancerki nadają się kobiety pewne siebie, ale Adam twierdzi, że wszystkiego można się nauczyć.
- Adam? Kto to?
- Mój partner.
- To tańczycie w parach?! - Michael zareagował tak, jakby właśnie odkrył kosmos.
- Kochany, Salsa to taniec towarzyski.
- Ale solo też są.
- Ale w parach jest atrakcyjniejszy i bardziej popularny
- Oczywiście, że atrakcyjniejszy, jak cię facet obmacuje.
- Mike! Ty jesteś zazdrosny? Nie wierzę. W końcu ty, a nie ja.
- Jak mam nie być? Czytałem nawet ostatnio, że taniec zbliża ludzi. Wspólne treningi, dotyk ciał itd. -tłumaczył się zakłopotany.
- Przypominam, że to na ciebie skacze codziennie tysiące fanek i jakoś muszę sobie radzić.
- To co innego... - Michael się zarumienił,
- Ohoho nie. Zresztą, skoro taniec zbliża ludzi, to zatańcz ze mną.
- Teraz?
- Oczywiście. - odparłam, pospiesznie wstałam i wyciągnęłam w jego kierunku dłoń. 
    Rzeczywiście. Chyba taniec dodaje pewności siebie, ponieważ od jakiegoś czasu stałam się o wiele bardziej spontaniczna. Nie dane nam było jednak długo nam razem pokręcić się w takt muzyki, bo wkrótce, ktoś otworzył z tupetem drzwi.
- Pewnie to Stacy. - stwierdziłam.
Oczywiście się nie myliłam. Moja przyjaciółka stała na środku salonu. Jej twarz była tak intensywnie czerwona jak jej sukienka, a w rękach trzymała ogromny bukiet róż.
- Co się stało? - zapytaliśmy z Michaelem jednocześnie.
- Tom mi się oświadczył!



Billie&Diana

piątek, 29 sierpnia 2014

OGŁOSZENIA! :)


Witajcie kochani czytelnicy!


     Cóż to były za zwariowane wakacje! Przyznam szczerze, że takich jeszcze nie miałam i nie spodziewałam się takiego obrotu spraw. Masa wyjazdów, wycieczek, przygód. Miało też to swoje konsekwencje - mianowicie trochę zaniedbałyśmy naszego bloga. No cóż pora na wyjaśnienia...
1. DZIĘKUJĘ za życzenia urodzinowe. Na pierwszym miejscu mojej, kochanej Billie za pamięć i tę notkę na blogu, wzruszyłam się wtedy, serio! Oczywiście specjalne podziękowania należą się WAM! Bez was nie byłoby tego bloga, więc szczególnie cieszę się że kilka osób w dodatku napisało tak miłe rzeczy.
2.   Mam to szczęście, że obchodzę urodziny w tym miesiącu co Michael, więc gdziekolwiek on jest, życzę mu szczęścia :)
3.Co do notek i opowiadania... Planujemy małe "zawieszenie". Do końca września z wiadomych nam przyczyn nic nie pojawi się na blogu.  :/ To nie jest tak że nam się pomysły wykończyły, bo mamy szeroko opracowaną fabułę, do samego końca, jednak planujemy ten miesiac poświęcić na napisanie notek na 'zaś'. Dlaczego? bo teraz czeka nas MATURA! (co mnie osobiście dobija i przeraża, gdyż postawiłam sobie bardzo wysoko poprzeczkę, co do ilości zdawanych przedmiotów) W związku z czym notki nie będą tak częste jak rok temu. Mam nadzieję, że poczekacie! ;)
4. Udanego roku szkolnego, akademickiego i jak komu co pasuje! :)
Pozdrawiam i ściskam gorąco
Diana

środa, 13 sierpnia 2014

Surprise!

Kochani!
Dziś Diana ma swój wielki dzień! 18-nastka, początek dorosłego życia! Zbierzmy się i życzmy jej jak najlepiej! Diano, do moich wcześniejszych życzeń chce dołączyć podziękowania. Dziękuje Ci za to, że nie raz pomagasz mi przy notkach, a kiedy nie jestem w stanie ich napisać robisz to za mnie. Wkładasz dużo siebie  w tego bloga i na pewno bez Ciebie nie byłby taki jaki jest. Dziękuję za to, że jesteś. Nie wiem co bym bez Ciebie zrobiła! I jeszcze raz:



                            WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO!




wtorek, 12 sierpnia 2014

Neverland!

Hej Kochani!
W dzisiejszej notce, prosimy o wsparcie. W ostatnim czasie pojawił się problem. Neverland ma zostać sprzedany. Nie możemy na to pozwolić. Michael chciałby, żeby ten budynek tam stał. Chciałby, żeby Neverland mógł być azylem, chwilą zapomnienia i radości w ciężkim życiu chorych dzieci. To jest jego przeznaczenie. Ten budynek jest również bardzo ważny dla Nas - fanów. Jest to swojego rodzaju pamiątka po Michaelu. Coś co wciąż nam o Nim przypomina. Coś co daje nam cząstkę Niego.
Neverland zawsze był ważny dla Michaela. Był nie tylko azylem dla chorych dzieci. Był przede wszystkim azylem Michaela. Mimo, że sam pod koniec w to zwątpił.

Podajemy link do jednej z petycji. Wydaje nam się, że do jednej z ważniejszych, ponieważ jest to petycja od Jermaine. Podpisujcie wszystkie jakie znajdziecie. Im więcej petycji tym większa szansa na ocalenie rancza.

PETYCJA

Podpisujcie. Postarajmy się. Zróbmy coś dla Michaela.

Billie&Diana

sobota, 2 sierpnia 2014

OPOWIADANIE! -część 27!

Hej Kochani! Wybaczcie, że notkę dodaje z opóźnieniem. Obie z Dianą ciągle jesteśmy w rozjazdach i nieustannie się mijamy. Długo nie miałam dostępu  do komputera. Mam nadzieję, że ta notka wam to wynagrodzi. :) Dziękuję Dianie za pomoc. Ta część powstała wspólnie z Nią.
PS: W lipcu minął rok odkąd prowadzimy bloga. Chciałybyśmy wam bardzo podziękować za obecność. Dla takich czytelników jak wy warto pisać! Dziękujemy, że jesteście!

Billie&Diania
          


      Jadąc do szpitala w głowie miałam najczarniejsze scenariusze. Nie wiedziałam nic oprócz tego, że miał wypadek. Nawet nie wiedziałam czy żyje. Wiedziałam tylko jedno. Teraz nie liczyło się nic, ani nikt. Tylko On. Chciałam już być przy Nim. Wiedzieć, że jest cały i nic mu nie będzie. Z minuty na minutę byłam coraz bardziej zdenerwowana. Ruch uliczny powodował, że wraz z upływem czasu stawałam się strzępkiem nerwów. Dlaczego zawsze jest tak, że kiedy najbardziej zależy nam na czasie, zawsze coś musi stanąć na przeszkodzie? Tak też było i tego dnia. Najpierw utknęliśmy w korku, a potem przez centrum wlekliśmy się za emerytem który jechał około trzydzieści kilometrów na godzinę. Mimo emocji nie krzyczałam, tylko nerwowo spoglądałam na Andrew'a który sam bardzo się martwił, chciał jak najszybciej dojechać na miejsce, jednak los jak zwykle musiał płatać figle. W końcu udało się nam dotrzeć na miejsce. Byłam przerażona tym, co zobaczyłam. Przed szpitalem panował okropny harmider, na około biegały tłumy ludzi. Fotoreporterzy, fani i jeszcze Bóg wie jakie przybłędy. Widząc co się dzieje mój brat postanowił poczekać w samochodzie, a ja sama podjęłam próbę przedostania się przez rozwrzeszczany tłum.
Wchodząc do budynku nie wiedziałam gdzie się udać. Podeszłam do recepcji. 

- Przepraszam. W której sali leży Michael Jackson?
- Jest Pani z jego rodziny? Jeśli tak potrzebuję odpowiednie dokumenty potwierdzające tożsamość. 
- Nie, to znaczy prawie. Jestem jego przyjaciółką.
- Przykro mi, ale takich informacji udzielamy tylko rodzinie. Pan Jackson jest znaną osobą i nie Pani pierwsza podaje się za jego przyjaciółkę. Przepraszam, muszę już iść. 

        Byłam zawiedziona. Co prawda mogłam się tego spodziewać. Kto normalny udzieliłby takich informacji? Mój chłopak jest znany na cały świat. Tłum jego fanów koczuje pod szpitalem. A ja głupia wchodzę i mówię, że chce się z nim zobaczyć. Zupełnie tego nie przemyślałam. Niestety w sytuacji w której się znalazłam zupełnie straciłam głowę, nie potrafiłam podjąć żadnej przemyślanej, rozsądnej decyzji. Mało brakowało, abym usiadła i rozpłakała się na środku holu ze strachu i bezsilności. Postanowiłam jednak wziąć się w graść, nie dla siebie, ale dla Michaela. Szłam przed siebie na oślep, licząc na cud. 
W pewnym momencie, na końcu korytarza dostrzegłam Katherine Jackson. Serce mocniej mi zabiło. Pobiegłam w jej stronę.

- Co z Nim? - zapytałam zdenerwowana. 
- Operują go. - łza pociekła jej po policzku.Pode mną ugięły się nogi. Opadłam na najbliższe krzesło. Chciałam poznać się więcej szczegółów od mamy Michaela, dowiedzieć się co się tak naprawdę stało, na ile stan osoby którą kocham najbardziej na świecie jest poważny. Niestety we wszystkim przeszkodziła mi pseudo rodzina Michaela. Pewnie pomyślicie, że przesadzam z tym określeniem. Nie! Zdecydowanie nie. Co z tego, że są z nim powiązani biologicznie? Nie mają nic wspólnego z prawdziwymi braćmi. Michael od zawsze był dla nich dobrą okazją do wypromowania się, nie mówiąc już o "ojcu".

- Co ona tutaj robi? - usłyszałam okropny głos Josepha.
- Tak jak my, martwi się o Michaela. - broniła mnie jego matka.
- To nie jest Twój interes. Wynoś się stąd!
- Nie wyjdę dopóki nie dowiem się jak on się czuje! Mam prawo to wiedzieć!
- Nie należysz do naszej rodziny! Więc żadne prawa cię nie obowiązują!
- On jest moim przyjacielem! Dowiem się jak on się czuje i zniknę wam z oczu.
- Wynoś się stąd! Myślisz, że jesteśmy idiotami? Wiadomo o co ci chodzi. Za chwilę pójdziesz i ogłosisz wszystko gazetom i zrobisz z naszej rodzinnej tragedii niezły interes. - Jermain kibicował ojcu. Nie rozumiałam tej ich nienawiści do mnie. Nic im nie zrobiłam. Po prostu martwiłam się o ich brata.
- Nie... Nigdy bym czegoś takiego nie zrobiła. Nie jestem taka jak wy. Mi na pieniądzach nie zależy.
-Trzymajcie mnie, bo nie wytrzymam i przyłożę tej rozwydrzonej dziewusze! - Joseph wpadł w szał, na szczęście z kłopotów uratował mnie lekarz.

- Szpital nie jest miejscem do kłótni. Leżą tu chorzy, którzy potrzebują spokoju. Rodzinne przepychanki proszę załatwiać poza szpitalem. 
- Panie doktorze, co z moim synem? - zapytała zdenerwowana Katherine.
- Operacja się już zakończyła. Pan Jackson doznał poparzeń III stopnia i niezbędny był przeszczep skóry. Na szczęście udało nam się go wykonać. To w jakim stopniu poparzenia odbiją się na jego wyglądzie i zdrowiu dowiemy się w najbliższej przyszłości. W każdym razie Pan Jackson jest w ciężkim stanie, posiada naprawdę głębokie rany.
- Czy można go zobaczyć? - wypaliłam.
- Na razie wybudzamy go z narkozy. Dostał też dużą dawkę środków przeciwbólowych. Ale myślę, że za 30 minut będzie można z nim porozmawiać. Prosiłbym jednak o stosunkowo krótkie spotkanie. On musi teraz odpoczywać.
- Dziękujemy doktorze. - Gdy tylko lekarz się oddalił Jermaine znowu na mnie naskoczył.
- Słyszałaś? Już wiesz co z Nim. Możesz sobie iść. Tam są drzwi! - mówiąc to odwrócił się na pięcie i razem ze swoim ojcem odszedł.
- Dziecko, najlepiej będzie jeśli teraz pójdziesz. Nie chcemy przecież, żeby Michael się denerwował. Ale przyjdź wieczorem. Męża i syna już nie będzie. -szepnęła do mnie mama ukochanego.
- Dobrze... Dziękuje Pani. - byłam rozczarowana i zła. Jak mogli mnie tak potraktować? Przecież chciałam jak najlepiej dla Michaela. Wiem, że ja również się uniosłam, ale nie mogłam sobie pozwolić by bezpodstawnie mnie obrażali. Dobrze, że chociaż jego matka stała po mojej stronie. 
Przed szpitalem czekał na mnie Andrew. Z daleka było widać, że był bardzo zaniepokojony. W końcu od dłuższego czasu znów bardzo się przyjaźnili.

- I co z Nim?
- Jest o operacji. Poparzenia III stopnia. Konieczny był przeszczep. - mówiłam krótkimi zdaniami, nie miałam już na nic siły.
- O matko... Widziałaś się chociaż z Michaelem?
- Jego braciszek mi nie pozwolił. Pani Katherine powiedziała, żebym przyszła wieczorem kiedy ich nie będzie. Mam do ciebie prośbę. Podwieziesz mnie? Chyba nie jestem w stanie dziś prowadzić...
- Bezczelni. Chociaż ona jest normalna. Oczywiście, zawsze możesz na mnie liczyć siostrzyczko. 
-Dziękuję, kocham cię. - po tych słowach wtuliłam się w ramiona mojego wspaniałego brata. W tamtej chwili nie potrzebowałam nic innego tylko szczerego uścisku.


                                            ***

      Dzień dłużył mi się jak nigdy. Postanowiliśmy, że nie będziemy wracać do domu, tylko pojedziemy do jakiegoś sklepu. Kupiłam dla Michaela kilka owoców, soki i coś słodkiego. Nie mogłam wytrzymać. Chciałam za wszelką cenę być już w szpitalu. Przy Nim. Odliczałam każdą minutę. Z drugiej jednak strony, kiedy już trochę ochłonęłam zaczęłam zastanawiać się, czy właściwie Mike będzie chciał mnie widzieć. Przecież nie rozmawialiśmy ze sobą od kilku tygodni. Bałam się, że on już nie potrzebuje mnie, lecz Brooke. Przez chwilę myślałam, że stchórzę i wrócę do domu. Na szczęście pragnienie zobaczenia go, troska i tęsknota okazały się silniejsze niż strach. Przecież on wciąż był najważniejszą osobą w moim życiu!
Dlatego też, kiedy wreszcie nastała odpowiednia godzina, biegłam jak szalona na spotkanie z Panią Katherine. Wiedziałam już, w której leży sali dlatego od razu skierowałam się w tamtą stronę. Stanęłam przed drzwiami. Położyłam dłoń na klamce, nacisnęłam i weszłam do środka. Łzy poleciały mi po policzkach. Wszystkie duszone emocje nie tylko w czasie tego potwornego dnia, ale ostatnich kilkunastu dni w końcu się uwolniły. Właśnie gdy zobaczyłam go w takim stanie jeszcze lepiej uświadomiłam sobie, jak bardzo go kocham.  Wyglądał okropnie. Całą głowę owiniętą miał w bandaże. Oczy podpuchnięte i zamknięte. Widać było, że cierpi i jest bardzo zmęczony. 

- Michael? - szepnęłam. Lekko uchylił powieki.
- Laura... Jak dobrze, że jesteś.
- Tak bardzo się o Ciebie martwiłam. - podeszłam do jego łóżka i usiadłam. Miałam ochotę go dotknąć, jednak nie chciałam zadać mu kolejnego bólu. - Co się stało?
- Do końca sam nie wiem... Wychodziłem na scenę. Skupiałem się tylko na tym. Chciałem jak najszybciej nakręcić tę reklamę i wrócić do domu, miałem złe przeczucia. Nagle poczułem zapach palonych włosów, a za chwilę przeszywający całe ciało ból. Potem leżałem w karetce. Następne co pamiętam to szpital... - mówił szeptem. Wiedziałam, że każde słowo było dla Michaela ogromnym wysiłkiem.
- Przepraszam, że nie było mnie wcześniej. - nie chciałam mu mówić o sytuacji z Jego rodziną. Nie teraz. 
- Nic nie szkodzi. Ciesze się, że tu jesteś. - wtedy dostrzegłam, że mój ukochany lekko poruszył dłonią. Od razu zrozumiałam. Pospiesznie, ale delikatnie spletliśmy palce.
- Tak bardzo chciałabym Ci pomóc.
- Pomagasz. Swoją obecnością. - uśmiechnęłam się. - Lauro... chciałbym Cię przeprosić. Za tą sytuację z Brooke...
-  Ciśś...Przestań. -subtelnie dotknęłam dłonią jego ust. To już nie ważne. Nie mów nic więcej. Zdaję sobie sprawę, że każde słowo jest dla ciebie ogromnym wysiłkiem.- Teraz musimy skupić się na tym, żebyś poczuł się lepiej. - po tych słowach skierowałam dłoń na jego policzek, potem podbródek. Nie mogłam się powstrzymać. Dopiero kiedy byliśmy tak blisko siebie, uświadomiłam sobie jak bardzo za nim tęskniłam. Michael przymknął oczy.
-  Oj.. przepraszam. Boli cię, prawda? - momentalnie oderwałam rękę.
-Nie... Brakowało mi twego dotyku. Pocałuj mnie. - spojrzałam na niego z czułością, po czym nachyliłam się w jego stronę i  prawie niewyczuwalnie dotknęłam swoimi wargami jego.
- Miałeś już nic nie mówić - uśmiechnęłam się.
- Pozwól.. Ostatnie słowo...
- Zastrzegam, ostatnie!
- Kocham Cię. - tym sposobem Mike po raz kolejny doprowadził mnie do łez. Nie były to jednak łzy strachu lub smutku, lecz SZCZĘŚCIA.
- Ja ciebie jeszcze bardziej Michael.