niedziela, 13 października 2013
Trasa Dangerous!
niedziela, 6 października 2013
CZĘŚĆ 11
CZĘŚĆ 11
Servus! Dziękuję za
cierpliwość i za to, że wciąż nas czytacie! Ja również Was przepraszam. Dodaję
opowiadanie z tygodniowym opóźnieniem, ale mimo tego komentujcie i oceniajcie!
Bardzo dziękuję Billie, ponieważ mnie wyręczyła i napisała notkę o trasie
Bad. Ja miałam zepsuty komputer i nie mogłam tego zrobić. Za tydzień tym razem
ja przygotuję kolejny opis koncertów MJ. Mam nadzieję że wszystko będzie szło
po naszej myśli, a wy wciąż z nami będziecie. ;)
Chciałam jeszcze uświadomić fanów o
informacjach o Majkulu na pseudo wikipedii...
http://nonsensopedia.wikia.com/wiki/Michael_Jackson
Diana
Promienie
porannego słońca brutalnie wtargnęły się pod moje powieki. Nie do końca
świadoma przetarłam oczy i niechętnie je
otworzyłam. Mimowolnie spojrzałam na kalendarz i zegarek, stojący na mojej
nocnej szafce. Był 10 sierpnia, godzina 9.15. Nie mogłam w to uwierzyć. Miałam
wrażenie, że obudziłam się z jakiegoś długiego, zimowego snu. To ciekawe, że
taki najzwyklejszy, codzienny fakt jakim jest dzień miesiąca i godzina, tak bardzo
uderzył w moją psychikę. Cóż... ja to tylko ja. Mocno wypuściłam powietrze
z ust. No tak... Wakacje uciekają jak oszalałe, a ja oczywiście do tej pory nie
zdążyłam zrobić nic sensownego. W tym roku nigdzie nie wyjeżdżaliśmy, ponieważ
Philip jest jeszcze za mały na podróże, a dziadziuś ma jakieś problemy z
sercem, więc i on nie miał ochoty na wojaże. Ja, zwyczajna, beznadziejna Laura
oczywiście w takim wypadku nie mam żadnego pomysłu na siebie. Chyba jestem
największym leniem na świecie. Mój schemat wakacyjnego dnia wygląda zawsze
bardzo podobnie: spanie, jedzenie, zabawa Philipem, spacery z psem, sprzątanie,
czytanie książek. Nawet od miesiąca nie widziałam się ze Stacy, ponieważ
dostała zaproszenie od ciotki, która mieszka w Nowym Yorku, więc
oczywiste jest to, że z niego skorzystała. Zajmuje się tam swoim małym kuzynem.
Dzięki temu ciocia nie musi wynajmować obcej opiekunki, a Stacy zarobi sobie
kieszonkowe. Jednym słowem zawarły układ obopólnych korzyści. Co prawda, mam
jeszcze jednego przyjaciela, ale z nim również do tej pory strasznie się
mijałam. Michael - on się nigdy nie nudzi, dużo pracuje, szczególnie tego lata.
Od zawsze go podziwiałam. Ma swoją pasję, którą nieprzerwalnie realizuje mimo
wielu problemów, które spotyka na swojej drodze. Jest genialny w tym co robi i
nigdy się nie poddaje. Nie to co ja. Mam 17 lat, a wciąż nie mogę sobie znaleźć
miejsca na świecie… Jestem bez wyrazu, be wyższych ambicji. No może oprócz
tego, że w szkole staram się uczyć jak najlepiej. Zdaję sobie sprawę, że nauka
jest bardzo ważna, jeżeli chcę osiągnąć coś w przyszłości. Cała ja… zwyczajna
szara mysza.
- Laura!!! Wstawaj jest 10.00! Powinnaś mi
coś pomóc, a nie spać codziennie do tej godziny!- usłyszałam dobiegający z dołu
głos mamy. Czy to możliwie, bym przez 45 minut rozmyślała o swoim życiu? Czyli
w gruncie rzeczy, o niczym? Właściwie to tak… Ta moja filozoficzna natura!
- Laura wstaniesz w końcu?!
Czasem ja sama mam siebie dość, a co
dopiero ludzie, którzy muszą ze mną przebywać. Pospiesznie okryłam się
satynowym szlafrokiem i pobiegłam na śniadanie.
Przygotowując sobie owsiankę spostrzegłam, że Andrew również przyszedł do
kuchni. Spojrzałam na niego z wyrzutem. Dlaczego z wyrzutem? Wczoraj po raz
kolejny się pokłóciłyśmy. On wciąż nie może zrozumieć, dlaczego nie przepadam
za jego dziewczyną, a ja nie potrafię zaakceptować tego, że wierzy w te
wszystkie brednie które nagadała mu Tatum. Wiem, że to wydaje się
nieprawdopodobne, ale on nadal się jej trzymał i bezgranicznie jej ufał.. Co
gorsza, ukochaną mojego brata bardzo polubili także rodzice. Boże... ona
naprawdę miała co najmniej trzy oblicza! Na szczęście sztamę trzymał ze mną
dziadziuś. Kto jak kto, ale on znał się na ludziach. Kiedy przychodziła do nas
Tatum, siadaliśmy razem i komentowaliśmy każdy jej ruch. Teksty dziadka
chwilami doprowadzały mnie do histerycznego śmiechu. Wszyscy patrzyli na
mnie, jak na chorą psychicznie osobę, a mnie ten fakt rozśmieszał jeszcze
bardziej. Kto by jednak utrzymał poważną minę, gdyby słyszał od
"statecznego", "poważnego" człowieka tekst typu: "
Laura! Zobacz! Lakier odprysnął jej na pazurkach! Czyżby została zmuszona do
umycia naczyń po śniadaniu?"
Wracając do sytuacji w kuchni, miałam cichą nadzieję, że Andrew jednak się ze
mną przywita. Zawiodłam się. Nic. Kompletnie nic. Nawet na mnie nie spojrzał.
Na kilka sekund zamknęłam oczy, by uspokoić myśli i zajęłam się swoim mlekiem.
- Mam już tego wszystkiego dość!-
niespodziewanie wykrzyczała mama. Byłam w takim szoku, że omal nie wylałam
całej owsianki. Z Andrew’em równocześnie zwróciliśmy pytający wzrok na mamę.
- Mam już tego dość- powtórzyła, tym razem
nieco spokojniej.
-Czego Mamo? Coś złego się stało?-
zapytałam zmartwiona.
-Ty się mnie pytasz? Myślicie, że nie
widzę, że ze sobą nie rozmawiacie z Andrew'em? Ile to się już ciągnie? Co
chwilę się sprzeczacie! Nie mogę już na to patrzeć! Kiedyś mieliście taki
wspaniały kontakt… Co się między wami zmieniło?
Andrew słysząc słowa mamy, chciał zerwać
się z krzesła i wyjść, jednak ona była szybsza i przytrzymała go za ramię.
-Andrew, nie zachowuj się jak dziecko.
Usiądź, razem zjemy śniadanie i porozmawiamy.
-Nie ma o czym – mruknął.
-Laura o co wczoraj poszło?- zwróciła się
do mnie.
Zaczęłam się kołysać do przodu i do tyłu,
jakbym miała chorobę sierocą. Tak naprawdę biłam się z myślami i nie wiedziałam
co powinnam powiedzieć mamie. Obawiałam się, że jeśli powiem prawdę, Andrew
będzie jeszcze bardziej zły. Z drugiej strony nie potrafiłam dłużej jej już
oszukiwać.
-Laura…powiedz, proszę- poganiała.
-Mamo! Wiesz, że dziś jest premiera
solowego albumu Michaela „Off the Wall”?- spróbowałam się rozchmurzyć i zmienić
temat. – Ja już słyszałam tę płytę przed premierą i jestem zachwycona!
Jest genialny!
- A ty znowu o Michaelu? –zapytał ze
złością Andrew.
- Czy ja powiedziałam coś złego? Zresztą
mógłbyś posłuchać krążka, a nie komentować tego czego nie znasz!- podniosłam
głos.
- Jasne… będę słuchać tego chama! Ale
pamiętaj jak będziesz kiedyś płakać przez niego, to nie licz na moją pomoc!
Ostrzegałem!
-Prędzej będę płakać przez ciebie, niż
przez niego!- dodałam, mając już łzy w oczach.
- Dzieci co wy wyprawiacie?! Kłócicie się
o Michaela?! Uspokójcie się.
- Mamo! Laura nienawidzi mojej dziewczyny
i wcale tego nie ukrywa! Zawsze czuję się jak idiota, kiedy nie daj Boże one
się spotkają! I co, mam niby jej za to dziękować?
- Dobrze wiesz, że mam prawo jej nie
lubić.
- Taa, bo ci Mikuś nabajerował!
- Laura, jak możesz się tak zachowywać?
Przecież Tatum to taka miła i porządna dziewczyna. Jesteście niemal
rówieśniczkami. Przecież mogłybyście się zaprzyjaźnić. Powinniście tworzyć
wszyscy razem paczkę. Wiesz jacy są chłopcy, czasem potrafią coś przekręcić,
przeistoczyć fakty. Nie wiem o co chodzi z Michaelem, ale do brata powinnaś
mieć większe zaufanie skoro cię gnidy nie zawiódł, prawda?
Tego było już za wiele. Nie wiem co
we mnie wstąpiło, ale wstałam, uderzyłam pięścią w stół, po czym krzyknęłam:
-Nie będę słuchać tych bzdur!
Po tych słowach
pobiegłam do pokoju, ubrałam pierwszą lepszą sukienkę i wyszłam z domu. Nie
zwracałam uwagi na wołanie mamy, na nierozczesane włosy. Nic się nie liczyło.
Szłam przed siebie, zmierzałam w kierunku domu Stacy. Kiedy już przycisnęłam
dzwonek do drzwi, dotarło do mnie, że przecież jej nie ma!
- Jestem idotką!- powiedziałam w myślach. -Zresztą to nic nowego- pocieszyłam
się, uśmiechając się pod nosem.
-Laura? Witaj! Co ty tu robisz?
Drzwi otworzyła mi wysoka, dobrze
zbudowana kobieta, o jasnych kręconych włosach do ramion i dużych, niebieskich
oczach. To była mama mojej przyjaciółki.
-Ja yyyy….Dzień Dobry. Chciałam się Pani
zapytać kiedy wraca Stacy. Nie mogłam się do niej dodzwonić , a bardzo za nią
tęsknię.
- Ja też kochanie. Stacy prawdopodobnie
wróci z kilka tygodni.
- Dziękuję za informację. A tak przy
okazji... Mogłaby mi pani użyczyć telefonu? Muszę pilnie zadzwonić.
-Oczywiście.
Nie czekając na zaproszenie Pani Victorii podbiegłam do słuchawki. Dla
wyjaśnienia, mama Stacy nie była zaskoczona moim zachowaniem, ponieważ nasza
przyjaźń była już na bardzo zaawansowanym etapie. Kiedy u niej byłam,
zachowywałam się jak u siebie w domu i działo się to ze wzajemnością. Mimo że
nie łączyły nas żadne więzy krwi traktowałam ją jak prawdziwą siostrę. Przyjaźń
z nią dawała mi wiele radości, uszczęśliwiała mnie. Tylko przy niej czułam się
w 100% swobodnie, byłam pewna siebie, potrafiłam szaleć, gadać głupoty, nie
martwiąc się, o to czy ktoś pomyśli ,że jestem wariatką. Już od szkoły
podstawowej obiecałyśmy sobie, że na studiach będziemy razem mieszkać.
-Zaraz zaraz… jaki był ich numer
telefonu?- zaczęłam się zastanawiać. Po chwili jednak oprzytomniałam i
wykręciłam odpowiednie cyferki.
- Halo?
-Cześć… To ja Laura!
-Witaj! Nie musisz się przedstawiać, ciebie
nie da się nie rozpoznać!
- Przepraszam, że dzwonię dziś…Ale...
- Nie żartuj sobie ze mnie, dobrze?
- Hah… Więc przejdę do rzeczy. Możemy się
spotkać? Dzisiaj? Zaraz?!
- Coś się stało?
- Nie… Po prostu chciałabym z tobą
porozmawiać.
- Tak się składa, że przed południem mam
wolne. Jestem sam w domu. Przyjdź do mnie, jeśli możesz.
- Dziękuję będę za pół godziny.
- Do zobaczenia.
- Dziękuję Pani za przysługę! Ja
jeszcze skoczę do łazienki i uciekam! - wykrzyczałam do pani Victorii, która w
kuchni przygotowywała obiad.
Pospiesznie chwyciłam kosmetyczkę, która należała do mojej przyjaciółki.
Przeczesałam włosy, lekko wytuszowałam rzęsy. Uściskałam na pożegnanie mamę
mojej przyjaciółki i pognałam na umówione spotkanie.
Po kilkunastu minutach byłam na miejscu. Zadzwoniłam dzwonkiem do
drzwi. Kiedy czekałam, aż ktoś je otworzy, poczułam niekontrolowane ściśnięcie
w sercu, szybki oddech, jednym słowem - stres. Ale przed czym? Przecież nie
miałam się czego obawiać. To tylko… No tak… Przecież nie byłam tutaj od wielu
lat. Patrzyłam w wycieraczkę i czekałam, czekałam. Przycisnęłam guzik jeszcze
raz.
Kiedy już traciłam nadzieję drzwi otworzył mi On. Wyglądał olśniewająco. Uroda,
strój, uśmiech komponowały się w jedną, harmonijną całość. Ale przecież jego
wygląd nie był ważny... To był tylko mój przyjaciel Mike… Nic nie powiedziałam
tylko z przejęcia, może z wrażenia, z tęsknoty, bądź nagromadzonych emocji, nie
zważając na reakcję Michaela wtuliłam się w jego ramiona.
Billie&Diana
sobota, 5 października 2013
Przepraszamy.
.jpg)
sobota, 21 września 2013
Trasa Bad

Etap pierwszy (wrzesień - październik 1987)
"Wanna Be Startin' Somethin'"
"Things so I Do For You"
"Off the Wall"
"Human Nature"
"Heartbreak Hotel"
"She's Out Of My Life"
Jackson 5 Medley - "I Want You Back"/"The Love You Save"/"I'll Be There"
"Rock With You"
"Lovely One"
"Working Day and Night"
"Beat It"
"Billie Jean"
"Shake Your Body (Down to the Ground)"
"Thriller"
"I Just Can't Stop Loving You"
"Bad"
"Wanna Be Startin' Somethin'"
"Heartbreak Hotel"
"Another Part of Me"
"I Just Can't Stop Loving You"
"She's Out of My Life"
Jackson 5 Medley - "I Want You Back"/"The Love You Save"/"I'll Be There"
"Rock with You"
"Human Nature"
"Smooth Criminal"
"Dirty Diana"
"Thriller"
"Working Day And Night"
"Beat It"
"Billie Jean"
"Bad"
"The Way You Make Me Feel"
"Man in the Mirror"

Na koniec koncert w Japonii. Miłego oglądania. :)
niedziela, 15 września 2013
OPOWIADANIE - część 10
Cały czas zastanawiało
mnie co takiego Andrew miał na myśli mówiąc, że Michael jest zupełnie innym
człowiekiem i kim było jego tajemnicze źródło tej wiedzy. Musiałam jednak
odsunąć od siebie wszystkie wątpliwości. Zbliżał się Sylwester i nie miałam
zamiaru psuć sobie humoru dziwnym gadaniem brata. Na imprezę miałam iść do
Stacy. Wiedziałam, że będzie dużo osób. Nawet mój brat został zaproszony.
Bardzo chciałam, żeby Michael również się tam pojawił, ale niestety The
Jacksons mieli koncert. A nawet gdyby znalazł czas... Jospeh pewnie by go nie
puścił. Nie cierpię tego Joe! "Uspokój się" - mówiłam do siebie.
Impreza czeka. Musiałam się przygotować i mieć dobry humor. Ani brat, ani
ojciec mojego najlepszego przyjaciela tego nie mogli zmienić mojego nastroju.
Wieczór
nadszedł zbyt szybko. Powinnam już wychodzić z domu, a nie byłam jeszcze
gotowa. Andrew wpadł do mojego pokoju zarzucając mnie masą pytań dotyczących
swojego wyglądu. To spowodowało, że długo zastanawiałam się dla kogo się tak
stroi. W końcu jednak ogarnęłam, że nie mam czasu na takie
"problemy". Sama wciąż wyglądałam jak czarownica, która właśnie
się obudziła, a miałam zadręczać się co mojemu bratu chodzi po głowie?
Zdecydowanie nie! W tym momencie zadzwonił telefon.
- Laura! Dzwoni Stacy! - krzyknęła z
dołu mama.
- Już biegnę! - odkrzyknęłam i pędem
rzuciłam się w stronę schodów wymyślając już jak się usprawiedliwić przed
przyjaciółką.
- Halo?
- Laura! Gdzie Ty jesteś? Obiecałaś mi, że
przyjdziesz wcześniej i mi pomożesz. Czekam na ciebie już 40 minut!
- O cholera - mruknęłam.
- Zapomniałaś, prawda? - zapytała
przyjaciółka.
- Tak... wybacz mi! Już lecę. Będę za
kilka minut! - nie czekając na odpowiedź odłożyłam słuchawkę i pognałam do swojego
pokoju, by się ubrać. Świetnie, pomyślałam. Stacy mnie zabije jak tylko
przyjdę.
15 minut później byłam już w
drodze do Stacy. Stojąc pod drzwiami nagle usłyszałam swoje imię. Odwróciłam
się. To był Michael.
- Laura, już myślałem, że Cię nie spotkam.
- Uśmiechnął się.
- Cześć Mike! Co Ty tu robisz? Nie
powinieneś być na koncercie?
- Tak, tak zaraz jadę. Musiałem cię jednak
zobaczyć i złożyć ci życzenia - powiedział.
- Hmmm... Z tego co pamiętam w tym samym celu przyszedłeś do mnie do domu przed
świętami.
- No tak, ale dziś również nie mogłem się powstrzymać.
- W takim razie słucham - zaśmiałam się.
- Droga Lauro... - zaczął.
- Michael, nie wygłupiaj się. - Przyjacielsko szturchnęłam go w bok.
- Dobrze, już dobrze. Tylko mnie nie bij!
Życzę Ci wszystkiego co najlepsze. Wspaniałych przyjaciół, którzy nigdy Cię nie
zawiodą. Spełnienia wszystkich marzeń, udanej zabawy , a w Nowym Roku dużo
miłości - po tych słowach mocno mnie przytulił.
- I wzajemnie Mike. Nie zmieniaj się -
wyszeptałam mu do ucha. Chciałam, żeby ta chwila trwała jednak Stacy na to nie
pozwoliła. Szeroko otworzyła drzwi i już od progu pociągnęła mnie za rękaw
mówiąc:
- Dosyć tych czułości! Ona już jest
spóźniona. Zabieram ją bo potrzebuję pomocy! Wszystkiego dobrego Michael.
Szkoda, że Cię nie będzie.
- Cześć Michael. Udanego koncertu -
dodałam przekraczając próg domu przyjaciółki.
- Cześć Lauro. Do zobaczenia. - Michael posłał mi ostatni uśmiech i ruszył przed siebie.
Wkrótce Razem ze Stacy udekorowałyśmy całe mieszkanie, upiekłyśmy
ciastka, przygotowałyśmy resztę posiłków i zabrałyśmy się do ustalania listy
utworów, które miały umilać nam czas na imprezie. Postanowiłam wykorzystać ten czas
i wyżalić się przyjaciółce:
- Słuchaj... martwi mnie zachowanie
Andrew'a. Ostatnio przyszedł do mnie do pokoju, wystrojony jak nigdy, pytał o
swój wygląd. A na koniec dodał, że Michael nie jest taki jak myślę, ale nic
więcej nie powiedział - zaczęłam.
- Może to wina jego nowej dziewczyny? -
zapytała Stacy.
- Jakiej dziewczyny?! Czemu ja o niczym
nie wiem? Wiesz kto to? - wypytywałam przyjaciółki.
- Nie, nic nie wiem. Zadzwonił tylko do
mnie czy może przyjść z dziewczyną na Sylwestra. Zgodziłam się więc za godzinę
się dowiesz kto to - odpowiedziała.
- Masz rację. Tylko czego ona chce od Michaela? - zastanawiałam się.
- Ej. Nie przejmuj się. Zobaczymy kto to,
a potem się jej zapytamy. Pomogę Ci.
- Dzięki. Na Ciebie zawsze mogę liczyć. - Przytuliłam przyjaciółkę.
Godzinę później zaczęli się
schodzić goście. Cały czas czekałam tylko na jedną parę, która jak na złość się
nie pojawiała. W końcu zrezygnowałam i poszłam się bawić. Nie potrafiłam
całkowicie się wyluzować, ale starałam się ze wszystkich sił. W pewnym
momencie podbiegła do mnie Stacy.
- Przyszedł! Nie zgadniesz z kim! - mówiła
Stacy. - Od razu zrozumiesz dlaczego nastawienie Twojego brata względem Mike
uległo zmianie! - powiedziała zdenerwowana.
Zaintrygowana poszłam za przyjaciółką
zobaczyć kim jest tajemnicza "znajoma" mojego brata. Zdumienie
odebrało mi mowę. Dziewczyną Andrew'a okazała się... Tatum O'Neal! Mogłam się
tego spodziewać. Była mojego najlepszego przyjaciela próbuje zszargać mu opinię.
Tylko dlaczego? Z zazdrości? Byłam zła. Ba! Wręcz wściekła. Ona nie miała prawa
tak mówić. Od razu ruszyłam w ich kierunku.
- Cześć siostra - zaczął Andrew. -
Poznaj...
- Wiem kim ona jest - przerwałam mu. -
Powiedz mi jakim prawem opowiadasz mojemu bratu jakieś bzdury na temat
Michaela? - rzuciłam wściekle w jej stronę.
- Hej, hej. Uspokój się mała. - Tymi
słowami zezłościła mnie jeszcze bardziej. Nie cierpię, kiedy ktoś mówi do mnie
"mała". - Czyżbyś była nową miłością Michaela? Zostawił mnie
dla Ciebie? - kontynuowała. Po tych słowach cała się zaczerwieniłam. Niestety
nie umknęło to uwadze Tatum. - O! Widzę, że trafiłam.
- I tu się mylisz! Nie jestem dziewczyną
Michaela. On jest moim najlepszym przyjacielem. I nie pozwolę by ktoś taki jak
Ty, psuł jego opinię wśród ludzi. Co, zazdrosna jesteś? - wypaliłam.
Zajęta kłótnią z Tatum nie zauważyłam, że
na imprezie pojawił się sam Michael.
- Jakim prawem opowiadasz mojemu bratu
jakieś bzdury na temat Michaela? Jak w ogóle możesz coś takiego robić? Byłaś z
nim, znasz go. Powinnaś zachować się dojrzale i odejść z godnością, a nie
opowiadać jakieś niestworzone bzdury! - kontynuowałam.
- Co tu się dzieje? - zapytał Michael
zbliżając się do nas.
- Michael? Co Ty tutaj robisz? - zapytałam
przerażona. Nie wiem czego się bałam. Przecież to był ON.
- Udało mi się wyrwać z domu. Postanowiłem więc przyjść na imprezę. Widzę, że
dobrze się stało. Inaczej o niczym bym nie wiedział. - powiedział smutno. -
Tatum dlaczego to robisz? Przecież dobrze Cię traktowałem. - zwrócił się do
swojej byłej.
- Zostawiłeś mnie dla niej. Co ona ma
czego ja nie mam? - zapytała wściekła.
- Myślałem, że już to sobie
wytłumaczyliśmy na poprzednim spotkaniu. Wiesz z jakich powodów nie jesteśmy
już razem i nie była to Laura. Przykro mi, że nadal tego nie rozumiesz. - Ze
smutkiem w oczach obrócił się u ruszył w stronę wyjścia. Natychmiast pobiegłam
za nim. Wyszliśmy przed dom i ruszyliśmy ulicą przed siebie. Chwilę szliśmy w
milczeniu. Wiedziałam, że on musi to sobie najpierw sam poukładać zanim będzie
chciał to z siebie wyrzucić.
- Mike... wszystko w porządku? - zaczęłam
w końcu.
- Tak... Nie. Nie wiem. Nie rozumiem jej
zachowania. Nigdy nie chciałem jej skrzywdzić. Szanowałem ją, kochałem.
Dlaczego mnie tak potraktowała? - mówił. On nie był zły. Był smutny. Okropnie
smutny, skrzywdzony.
- Byłeś dla niej za dobry. - Zatrzymałam
go. - Nie przejmuj się. Za niedługo jej przejdzie. Może zrozumie swój błąd.
Przeprosi Cię. Ja wiem, że to co ona mówi jest nie prawdą. I wszyscy, którzy
Cię znają też to wiedzą. Wiedzą jaki jesteś na prawdę. - przytuliłam go. To
było niekontrolowane. Wyszło ze mnie samo. Nie mogłam postąpić inaczej widząc w
jego oczach ten smutek i ból.
- Dziękuje Lauro. Dziękuje za to, że mnie broniłaś i za to, że teraz tu jesteś.
Potrzebuję tego. - wyszeptał.
- Zawsze z Tobą będę Mike. Zawsze będę Cię
wspierać. Zawsze będziesz mógł na mnie liczyć - odparłam. Zaczęło padać.
- Chodźmy do środka. Nie dajmy sobie
popsuć Sylwestra - powiedziałam.
- Masz rację. Chodźmy.
Resztę tej wyjątkowej nocy spędziliśmy
śmiejąc się, śpiewając i żartując. I nawet Tatum nie mogła nam zepsuć humorów.
Na poprawę humorów Michael Jackson facepalm. :) <3
sobota, 14 września 2013
Trasa Victory
"Things I Do for You"
"Off The Wall"
"Human Nature" (intro z "Ben" )
"This Place Hotel"
"She's Out of My Life"
Jermaine Jackson Medley
"Let's Get Serious"
"You Like Me, Don't You?"
"Tell Me I'm Not Dreamin' (Too Good to Be True)" (with Michael)
Jackson 5 Medley
"I Want You Back"
"The Love You Save"
"I'll Be There"
"Rock with You"
"Lovely One"
Interlude
"Workin' Day and Night"
"Beat It"
"Billie Jean"
"Shake Your Body (Down to the Ground)
w.i.t.h Love!
Billie.
wtorek, 3 września 2013
OPOWIADANIE - Część 9
Witajcie! Mamy wrzesień,
zaczyna się nauka, dużo pracy. Na pocieszenie wrzucam kolejną część
opowiadania, gdzie Laura obchodzi.... Boże Narodzenie. Ja sama już nie mogę się
doczekać grudnia! :)
Zachęcam wszystkich do komentowania
naszego bloga! Anonimy podpisujcie się, prosimy! ;)
Diana
Uwielbiam
święta... zresztą, kto ich nie lubi? Właśnie zbliżał się ten długo wyczekiwany,
przez wszystkich czas. Dzień przed Wigilią… Tak właśnie Wigilią. W Stanach
Zjednoczonych obchodzi się po prostu, Boże Narodzenie, ale babcia przyniosła
ten zwyczaj z Polski i wciąż go celebrujemy. Oczywiście podczas świątecznej
gorączki nie brakuje konfrontacji i sprzeczek.
Stałam, przybrana ubrudzonym od różnych kuchennych składników fartuchem i
zdezorientowana przysłuchiwałam się kolejnej, poważnie wyglądającej dyskusji
mamy z dziadkiem. Tak naprawdę, patrząc na nią z boku , wyglądała zabawnie, a
chwilami słysząc moją rodzinkę bardzo trudno było mi powstrzymać śmiech.
- Jak to osiem?! –wołał dziadek.
- Tato, spokojnie. Planuję
przygotować osiem potraw na wieczerzę, ponieważ od dobrych kilku lat połowę
tego jedzenia kilka dni później się wyrzuca – argumentowała mama.
-Więc ja zjem tę drugą połowę!
- Proszę cię… Nie żartuj. Dobrze wiem, że
będzie jak co roku. Już po barszczu powiesz o bólu wątroby i spróbujesz
wszystkiego tylko symbolicznie.
- Tym razem będzie inaczej!
Zapowiadam!
- Ta… Już to widzę.
- Dziecko, czy ty naprawdę nie
rozumiesz, że musi być dwanaście potraw? Taka jest tradycja.
- Tato! Ta tradycja jest kultywowana
tysiące kilometrów stąd.
- Przecież twoja mama ją tu, w tym domu
zapoczątkowała i dopóki ja żyję ma ona trwać! Kiedy umrę będziecie mieć już
święty spokój i urządzicie sobie święta, jak wam będzie pasowało, po
nowoczesnemu!
Dziadek już obrócił się na pięcie i miał
zamiar zmierzyć ku wyjściu, gdy nagle podbiegła do niego mama.
- Tato! Nigdy nie gadaj takich głupot.
Będą wszystkie potrawy, nie martw się. Tak jak mama przygotowywała od lat.
Pomyślałam sobie, że moglibyśmy zaprosić na Boże Narodzenie moją przyjaciółkę z
rodziną i wtedy na pewno nic się nie zmarnuje.
- Dziękuję ci kochanie – mówiąc to
pocałował mamę w czoło. Szczerze mówiąc, uwielbiałam kiedy to robił. Po
chwili dodał:
- Powiem ci, że nowi goście to świetny
pomysł! Nowe tematy, nowe dyskusje! Nie mogę się doczekać.
-Ja również. Tato, tylko błagam cię…
Żadnych rozmów i kłótni o polityce!
- Oczywiście! Będzie jak sobie życzysz
córeczko.
Dziadziuś zakończył rozmowę i udał się do
pokoju mojego małego brata. Wymknęłam się mamie z kuchni i podążyłam za nim.
Przyglądanie się dziadkowi z ukrycia, kiedy zajmuje się Philipem, od jakiegoś
czasu stało się moim nowym hobby. Często się wzruszam widząc, gdy dziadziuś ze
szczerą miłością opiekuje się bobaskiem.
W końcu podeszłam do niego i zażartowałam.
- Dziadziuś… Uważaj, bo będę zazdrosna!
Widzę, że teraz Philip jest twoim oczkiem w głowie.
- Jest, jest.
- A ja? Twoja jedyna wnuczka?
- Kochanie, ty zawsze będziesz moją
ulubienicą! Jestem najszczęśliwszym mężczyzną na ziemi.
-Jak to?
- Od zawsze byłem otoczony wspaniałymi
kobietami. Pomyśl tylko, ożenić się z najwspanialszą kobietą na świecie, mieć
najcudowniejszą córkę, a do tego najsłodszą wnuczkę…. Żyć nie umierać! Nikt nie
jest takim szczęściarzem jak ja.
- Oj dziadku… -szepnęłam i wtuliłam się w
jego ramiona. Mimo jego szaleńczych zachowań, był naprawdę cudownym
człowiekiem. Uczciwy, szczery, kochający…A do tego prawdziwy amant! Święta od
zawsze miały w sobie coś niezwykłego, że zbliżały do siebie ludzi. Czasem
miałam wrażenie, że wszystko dzieje się pod wpływem prawdziwej magii.
Kilka minut później wróciłam do kuchni, by kontynuować przygotowywanie
potraw. Nienawidziłam gotowania, dlatego też zawsze wyręczałam mamę w
pieczeniu, co sprawiało mi ogromną przyjemność. Robienie mas, rozpuszczanie
czekolady…coś niesamowitego! Nie wspominając oczywiście, o kosztowaniu
wszystkich przygotowanych wcześniej smakołyków.
Ucierałam masło, gdy nagle zadzwonił
dzwonek do drzwi.
- Spodziewasz się kogoś? – zapytała mama.
Pokiwałam przecząco głową, więc ona pospiesznie ruszyła do przedpokoju.
- Laura! Masz gościa!- usłyszałam.
Zdziwiona, podeszłam do drzwi wejściowych,
gdzie moim oczom ukazał się Michael.
- Cudownie! – pomyślałam. – Brudna,
rozczochrana, nieogarnięta. On zawsze wybierze idealną porę na wizytę.
- Cześć, przepraszam, że przeszkadzam.
Wiem, że jesteś teraz zajęta, te przygotowywania…- jednym zdaniem sprawił, że
kompletnie zapomniałam o moim wyglądzie i frustracji.
- Nie skąd! Cieszę się , że przyszedłeś.
Wejdziesz?
- Nie, nie będę nikomu zawracać głowy.
Chciałem tylko złożyć ci życzenia świąteczno- noworoczne. Wszystkiego
dobrego, dużo zdrowia, ale przede wszystkim życzę by spełniły się
wszystkie marzenia, które masz w swoim małym serduszku.
- Ojej! Dziękuję. Tobie też życzę
wszystkiego najlepszego! W odpowiedzi na moje słowa Michael zachichotał rozbawiony.
- Powiedziałam coś śmiesznego?
- Nie skąd. Po prostu masz mąkę na nosie.
- Super…Laura bez kompromitacji nie
istnieje.
- Mam dla ciebie jeszcze mały
prezent.
- Michael! Niepotrzebnie…Ja... Ja nic dla
ciebie nie mam.
- To nic takiego, żadne pierścionki i tym
podobne – zaśmiał się . -W tej paczce jest kaseta. Od jakiegoś czasu pracuję
nad solową płytą i jedną piosenkę nagrałem specjalnie dla ciebie, moja droga
przyjaciółko.
- Naprawdę? Michael! Dziękuję! Jesteś
kochany! – mówiąc to, jak jakaś napalona fanka rzuciłam mu się na szyję.
- Oh, spokojnie Mała! To nic takiego.
Posłuchaj i oceń. Jeśli Ci się spodoba, daj mi znać. Teraz muszę uciekać do
studia! Wesołych Świąt!
- Do zobaczenia Mike. – Po tych słowach,
stałam w progu jeszcze dobre pięć minut. Kiedy przeciętni znajomi mówili, że
jestem mała, okropnie mnie to denerwowało. Jednak kiedy to mówił On…
- Laura, długo jeszcze? – z „zawiasu”,
brutalnie wyrwał mnie głos mamy.
* * *
Boże Narodzenie
spędziliśmy w prawdziwie świątecznej atmosferze. Było ciepło, rodzinnie i
tradycyjnie. Jedynym negatywnym skutkiem uroczystości, były bóle brzucha
dziadka, który postanowił postawić na swoim i zajadał się wszystkimi potrawami
bez umiaru. Takim sposobem, jeszcze długo po ucztowaniu wciąż musiał
ciągle pić różne herbatki ziołowe.
Kilka dni po Świętach,
zadzwonił do mnie Michael. Zrobiło mi się strasznie głupio, bo to ja miałam dać
znać, czy prezent mi się spodobał. Piosenkę oczywiście wysłuchałam nie raz....
nie dwa… BA! Sto razy!
- Hej. Nie chcę Ci się narzucać, ale chyba
to moje „ dzieło” jest niewypałem, skoro nie dałaś znać.
- Mike! Ta piosenka jest cudowna! Słucham
jej codziennie. Przepraszam, że zapomniałam zadzwonić. To całe świąteczne
zamieszanie…
- Wiem, wszystko rozumiem…, Ale na pewno
Ci się podoba?
- Bardzo! Dzięki Tobie…yyy, Dzięki
tej piosence poczułam się…Hmm… wyjątkowa? Chyba pierwszy raz…
- Naprawdę jesteś wyjątkowa. Miałem
nadzieję, że przypadnie Ci do gustu, bo wiem, że lubisz i umiesz tańczyć.
- Ok. Rozumiem, że możesz wiedzieć, że
lubię tańczyć, ale że umiem? Nie umiem, zresztą nie wiesz jak tańczę.
-Myślisz, że nie pamiętam, kiedy miałaś
kilka lat i przychodziłaś do nas na próby? My śpiewaliśmy, a ty przed nami
ciągle się kręciłaś. Nigdy nie zapomnę gdy spadła Ci spódnica i zostałaś w
samych rajstopach! Hahaha!
- Wariacie! Nie musisz wypominać mi moich
życiowych kompromitacji! A właśnie, mam do ciebie sprawę.
- Tak?
- Możesz mi wytłumaczyć, co znaczą słowa w
piosence : „ I love the way, you shake
your thing, especially?!
- Yyy… słowa do rymu mi pasowały! Zresztą,
mam nadzieję, że to kiedyś na żywo zobaczę!
- Bardzo śmieszne! Muszę uciekać!
Podyskutujemy jeszcze o tym później!
- Pa! Życzę Ci miłego popołudnia – słodko,
zresztą jak zawsze pożegnał się Michael.
* * *
Nowy rok miałam
powitać razem ze Stacy, w jej mieszkaniu. Nie mogłam się doczekać. Sylwester
był dla mnie od zawsze wyjątkowym dniem w roku, kiedy mogłam się wyszaleć,
potańczyć. Mając chwilę wolnego czasu i kontemplując nad zbliżającą się,
wyjątkową nocą postanowiłam po raz kolejny puścić na odtwarzaczu
piosenkę, którą Michael napisał z myślą o MNIE, dla MNIE!
"Ah get on the floor and dance...”, “there's chance for dancing all
night long…” O mój Boże! I Jak tu nie tańczyć,
gdy słyszy się takie słowa? A ta melodia?! Zaczęłam powoli lekko poruszać nogą.
Długo jednak nie wytrzymałam. W połowie piosenki kręciłam biodrami,
skakałam, nuciłam, jednym słowem szalałam po pokoju. Złapałam krzesło, usiadłam
na nim, wychyliłam się w dół, wyobrażając sobie, że mój partner…. A konkretnie
Michael wykonuje ze mną figurę taneczną na środku parkietu. Nagle usłyszałam,
że ktoś gwałtownie otworzył drzwi do mojego pokoju. Grrr…Dlaczego ja nie mam
klucza?! Zerwałam się na równe nogi.
- Eee… siostra co ty robisz?
Yyy... Nic, nic braciszku. Tylko ehm…. To
krzesło chyba ma zepsutą nogę, chciałam sprawdzić.
- Wiesz, potem mogę ci naprawić.
Teraz wychodzę na miasto. Właściwie to przyszedłem się zapytać, czy dobrze
wyglądam.
Dopiero kiedy Adrew zapytał się o moje
zdanie, zauważyłam jak bardzo się odstawił. Ciemne jeansy, czerwona koszula.
Byłam pod wrażeniem. Mówiąc nieskromnie, mój brat był naprawdę
przystojny. Wysoki, szczupły, o jasnych włosach i niebieskich oczach. Nic
dziwnego w tym, że miał powodzenie u dziewczyn, jednak mimo tego do tej
pory z żadną nie spotykał się na poważnie.
- Hello! Znowu złapałaś nawias? Mogę tak
iść czy nie? – ocknął mnie Andrew.
- Jasne, jasne! Wyglądasz obłędnie
braciszku! Gdzie Ty się właściwie wybierasz? Raczej nie na spotkanie z
kolegami, prawda?
- No nie…
- Wiedziałam! Powiedz mi, kim jest ta
szczęściara.
- Nie chcę zapeszać… Wszystkiego dowiesz
się w swoim czasie.
- Adrew! Zaczekaj jeszcze chwilę! Wiesz…
Nie zdążyłam ci wcześniej powiedzieć, ale przed świętami był u mnie Michael i
przyniósł mi kasetę z jego nową piosenką. Posłuchasz?
- Sorry, nie mam czasu.
- Ej… Przecież to tylko trzy minuty!
- Nie mam ochoty słuchać jego piosenek.
- Andrew, dlaczego? Pokłóciliście się?
Wydawało mi się, że znów jest wszystko w porządku.
- Nie, po prostu, z tego co wiem on nie
jest takim niewiniątkiem na jakiego wygląda. Laura, bardzo Cię kocham, więc
uważaj na niego.
- O czym ty mówisz? Przecież, już od dawna
wiesz, że się przyjaźnimy! Od kogo dowiedziałeś się takich bzdur?
- Nieważne.. I to nie są bzdury! Ok.?!
Po tych słowach Andrew szybko
opuścił pokój. Przeszły mnie ciarki, nie tylko dlatego, że trzasnął drzwiami,
tak jakby chciał wybić wszystkie okna w domu.
Billie&Diana















