Hej. Od dawna zabierałyśmy się za tą notkę, jednak wciąż było mało prac. Aktualnie jest ich wystarczająco aby zrobić notkę. Tak więc miłego oglądania! ;)
1. Prace Jenn.
2. Prace NetherrealMadness
3. Praca Błażeja
4. Moje prace ( Billie )
5. Praca Zuzanny Jackson.
Wszystkim autorom prac dziękujemy za ich nadesłanie. Mamy nadzieję, że jeszcze nie raz uda nam się stworzyć taką notkę. Swoje prace możecie wysyłać do nas cały czas na email: julkaxp95@gmail.com lub przez prywatną wiadomość na naszej stronie na FB: Simply Michael Jackson. :)
Jeszcze raz przepraszam Was za to opóźnienie. Mam nadzieję, że kolejna część opowiadania Wam się spodoba. :)
Jeszcze raz zapraszamy do polubienia naszej stronki na Facebooku. Klik!
Billie
Po tej kłopotliwej rozmowie dziadka z Michaelem, mój przyjaciel wyszedł bez słowa. Potem zachowywał się jakby nic się nie stało, a ja nie wiedziałam co o tym myśleć. Czułam się strasznie głupio. Nie poruszałam tego tematu z Mikiem, chociaż może powinnam? Sama już nie wiedziałam co robić. Postanowiłam zadzwonić do Stacy, ponieważ ona zawsze ma dobre pomysły.
- Hej!. Możemy się zobaczyć? Potrzebuję pogadać...
- No pewnie, a o co chodzi?
- Powiem Ci na spotkaniu. Pogoda jest ładna, może spacer?
- Świetnie! Za 10 minut pod moim domem! Pa.
Odłożyłam słuchawkę i padłam na łóżko. Miałam nadzieję, że Stacy coś wymyśli, bo ja sama miałam już dość tego chaosu w mojej głowie.
- No cześć, o co chodzi? - przyjaciółka już stała przed domem.
- Michael...
- Dziewczyno. Jesteś taka monotonna! Twoje problemy to tylko Michael. A może coś innego?
- Nie pomagasz.
- No przepraszam. Mów o co chodzi.
- Kojarzysz ten dzień, w którym Michael wybrał się na rozdanie Oscarów?
- Oczywiście. Poszedł z tą całą Dianą.
- Właśnie... Ale nawet nie o to chodzi. Byłam wtedy strasznie przybita i zwierzyłam się Dziadkowi z moich uczuć do Michaela, o których jak się okazało doskonale wiedział. Na następny dzień on wziął go na rozmowę... Czuję się jak idiotka!
- Ale co mu powiedział?
- No wiesz. Coś w stylu: nie mieszaj jej w głowie, zastanów się czego chcesz itp. - zrezygnowana siadłam na ławce.
- O rany! Może nie jest tak źle. A Mike coś mówił na ten temat?
- Nic, a nic. Sama nie wiem czy powinnam z nim porozmawiać, czy udać, że nie było tej kłopotliwej sytuacji.
- Porozmawiać zawsze warto. Może to też Cię trochę uspokoi.
- Yhym... zadzwonię do niego. Dziękuje za pomoc. - przytuliłam przyjaciółkę i zwróciłam się w stronę domu.
- Powodzenia! - usłyszałam za sobą krzyk Stacy.
- Halo?
- Cześć Michael.
- O Laura! Co słychać?
- Wiesz, chciałabym porozmawiać. Znajdziesz dla mnie czas?
- Laura wiesz, że zawsze możesz na mnie liczyć. Co prawda pracuję teraz nad nową płytą i mam masę pracy, ale dla Ciebie znajdę chwilę. Może wpadniesz do mnie do domu mojego producenta? Tam będziemy mogli spokojnie porozmawiać.
- Na pewno nie będę przeszkadzać?
- Na pewno! Quincy mieszka niedaleko studia. Trafisz spokojnie.
- Dobrze, to będę za godzinkę.
- Do zobaczenia.
Byłam zestresowana. Nie wiedziałam jak zacząć rozmowę, co powiedzieć, jak się zachowywać. Wiedziałam jedno. Muszę z nim wszystko wyjaśnić.
Godzinę później stałam przed domem nieznanego mi producenta. Niepewnie weszłam do środka i skierowana przez miłą panią ruszyłam w stronę sali, w której trenował Michael. Już przed wejściem usłyszałam jedną z piosenek. Była cudowna. Jak się potem okazało był to utwór: "The lady in my life". Cudowny głos mojego przyjaciela i idealnie dobrany podkład muzyczny sprawiały, że można było zapomnieć o wszystkich problemach i relaksować się.
Uspokojona muzyką, weszłam do środka. Zastałam tam śpiewającego Michaela i mężczyznę, którego wcześniej nie widziałam. Domyśliłam się, że jest to ów producent, o który mówił Mike.
- Witaj. Pewnie jesteś Laura. Michael uprzedził mnie, że wpadniesz. Mam na imię Quincy Jones i pomagam Michaelowi w przygotowaniach do płyty. - mężczyzna uśmiechnął się i podał mi dłoń na powitanie.
- Dzień dobry. - odwzajemniłam uśmiech.
- Skończymy tę piosenkę i dam wam chwilę czasu.
- Bardzo dziękuję i przepraszam, że przeszkadzam.
- Przestań. Przyda nam się chwila odpoczynku. Michael ciężko pracuje. Chcemy, aby ta płyta osiągnęła sukces większy od "Off the Wall".
- Ta piosenka jest przepiękna. - szepnęłam.
- O tak. Też mi się bardzo podoba. To jest "The lady in my life". Dobra Mike, na razie kończymy. Było świetnie. - zwrócił się do Michaela.
- O Laura! Już jesteś. - powiedział zadowolony Michael.
- Cześć!
- Q, dasz nam porozmawiać?
- Pewnie, już się zmywam, pod warunkiem, że potem wracamy do pracy! - mówiąc to Quincy dał kuksańca Michaelowi i wyszedł.
- Więc o czym chciałaś porozmawiać?
- O sytuacji, która miała miejsce u mnie w domu. Ta rozmowa z moim Dziadziem... Kurczę strasznie mi głupio.
- Nie przejmuj się Lauro. To zrozumiałe. Dziadek Cię kocha i troszczy się o Ciebie.
- Uważam jednak, że ta rozmowa nie była potrzebna. Głupio się teraz czuję.W dodatku pewnie pomyślałeś, że jestem stuknięta.
- Nie gadaj głupot! Niczego takiego sobie nie pomyślałem.
- Wyszedłeś bez słowa, myślałam...
- Przepraszam. Byłem zdezorientowany. Nie przygotowałem się na taką rozmowę, nie do końca wiedziałem o co chodzi, co mam powiedzieć. Byłem zaskoczony.
- A ja nie wiedziałam, że taka rozmowa się odbędzie.
- Nic się nie stało.
- Ciesze się, że wszystko sobie wyjaśniliśmy. - uściskałam go. Kiedy usłyszałam bicie jego serca, poczułam zapach jego perfum, moje serce zaczęło walić jak szalone. Odsunęłam się od Niego. Nie chciałam, żeby coś zauważył.
- Nie będę wam już przeszkadzać.
- Może zobaczymy się trochę później? Mogę wpaść do Ciebie?
- Jasne, a co z Josephem?
- Nie martw się. Zawsze mogę powiedzieć, że przedłużyło mi się w studiu.
- Dobrze, do zobaczenia.
- Do zobaczenia!
Wyszłam z domu zadowolona. Cieszyłam się, że Mike nie był zły, ani nic złego sobie o mnie nie pomyślał. Po tej rozmowie od razu poczułam się lepiej i już nie mogłam się doczekać wieczornego spotkania. Wracałam powoli do domu, kiedy spotkałam ją. Diana szła w moim kierunku i kiedy tylko nie zobaczyła od razu podeszła.
- Witaj Lauro.
- Dzień dobry.
- Możemy porozmawiać?
- Nie mam za bardzo czasu, przepraszam. - ruszyłam w stronę domu. Nagle poczułam jak Diana łapie mnie za rękę.
- Proszę zaczekaj. Nie wiem co myślisz o mnie i Michaelu ale ja go traktuje jak syna. Łączy mnie z nim silna więź ale taka jaka łączy matkę z dzieckiem. Staram się mu pomagać, wspierać go i być dla niego przyjaciółka. - poczułam ulgę. - Lauro. Wiem, że czujesz do Michaela coś więcej. Spokojnie, nic mu nie powiedziałam.
- Ale ja...
- Nie zaprzeczaj. To widać gołym okiem. I ta sytuacja u Ciebie.
- Michael Ci powiedział? - czułam się jak idiotka.
- Nie denerwuj się na niego. Czuł się zdezorientowany, nie wiedział co myśleć. Wbrew pozorom nie łączą mnie z Michaelem takie uczucia o jakich myślisz.
- Głupio wyszło. Przepraszam.
- Nie przejmuj się. To normalne. - Diana uśmiechnęła się do mnie przyjaźnie.
- Dziękuje. - powiedziałam.
- Ale za co?
- Za to, że mi Pani wszystko wyjaśniła.
- Ciesze się, że mogłam pomóc. A tak nawiasem mówiąc chciałabym, żeby wam wyszło. Pasujecie do siebie.
- Dziękuję.
- Muszę lecieć. Do zobaczenia Lauro!
- Pani Diano! Czy mogłaby pani...
- Spokojnie. Nic mu nie powiem.
- Jeszcze raz dziękuję!
Jak mogłam tak się pomylić. Diana jest wspaniałą osobą, a ja ją tak źle oceniłam. Następnym razem powinnam najpierw się dowiedzieć jak sprawy się mają, a potem osądzać.
Michael tak jak obiecał wpadł do mnie wieczorkiem.
- Opowiedz mi coś o płycie.
- Chcę, żeby to był hit! Chciałbym, żeby ta płyta była sprzedała się w milionowym składzie. Na razie to tylko projekt. Próbne nagrania, zbieranie pomysłów itp.
- Słyszałam jedną piosenkę. "The lady in my life". Jest na prawdę dobra.
- Na prawdę Ci się podoba?
- Jasne! Jest cudowna.
- Bardzo się ciesze. Twoja opina wiele dla mnie znaczy.
- Dlaczego?
- Bo jesteś dla mnie ważna. I chce, żeby moja muzyka Ci się podobała. W końcu jesteś... moją najlepszą przyjaciółką.
- Nawet nie wiesz jak mi miło. Ciesze się, że liczysz się z moim zdaniem.
Serce mówiło mi, żebym w końcu mu powiedziała ale rozum nie pozwalał mi tego zrobić. Czy na prawdę, aż tak widać, że jestem w nim zakochana? Czy on też to widzi? I czy on czuje to samo? Na to pytanie chyba nie uzyskam odpowiedzi, przynajmniej nie teraz.
Billie&Diana
Cześć Kochani!
Mam dla Was kilka ogłoszeń.
Po pierwsze: Wybaczcie, że spóźniamy się z opowiadaniem. Teraz jest moja kolej, a byłam chora i nie miałam siły nic napisać. Obiecuje wam jednak, że notka pojawi się już jutro. Po drugie. Postanowiłyśmy zawitać na facebooku. Stworzyłyśmy stronkę, na której będziemy udostępniały notki z bloga, dodawały zdjęcia Michaela, piosenki i różne inne ciekawe rzeczy. Zapraszamy Was do polubienia jej. :)
Chciałabym wam bardzo podziękować za życzenia! Jesteście cudowni! Przede wszystkim dziękuje Dianie za to, że zrobiła mi wielką niespodziankę tą notką. To był na prawdę miły prezent! Wierzę, że wszystkie wasze życzenia się spełnią, a zwłaszcza te odnośnie niekończącej się wenie! Jeszcze raz dziękuje wszystkim!
A w ramach podziękowania wrzucam zdjęcie uśmiechniętego Michaela! Nacieszcie oczy! :)
Co prawda ja już złożyłam życzenia, ale mam nadzieję, że wy też macie ochotę się dołączyć!
Sama nie będę się powtarzać i wymieniać czego Ci życzę, bo tak naprawdę ty sama znasz swoje marzenia, ale chcę powiedzieć, że nie wiem co bym bez Ciebie zrobiła! W końcu mam przy sobie osobę, z którą mogę zawsze pogadać o Michaelu, ale i nie tylko. Dziękuję też, za wspólne prowadzenie bloga, naprawdę to lubię i mam nadzieję, że Tobie przynosi tak wiele satysfakcji, jak mi. :)
W dzisiejszej notce chciałabym poruszyć temat nieco drażliwy. Temat, z którym wiąże się wiele tez, kontrowersyjnych komentarzy, domysłów i plotek. O czym mówię? O zmianie koloru skóry Michaela Jacksona.
Michael wbrew wszystkim plotkom, nie wybielił się od tak, dla zabawy. Nie zrobił tego też dlatego, że nie lubił czarnoskórych. W wielu wywiadach Mike podkreślał, że nie wstydzi się tego kim jest. Mówił wręcz, że jest dumny z bycia Afroamerykaninem i zawsze będzie się nim czuł. Kolor jego skóry zmienił się przez pewną chorobą, na którą zachorował Mike. Choroba, o której mowa, to Vitligo - bielactwo nabyte. Na czym ono polega? U chorego następuje depigmentacja płatów skóry. Na bielactwo zarówno może zachorować osoba czarno skóra jak i biała. Na wielu zdjęciach Michaela Jacksona widać ślady bielactwa.
Przyklady:
Na zdjęciu powyżej widać początki choroby.
Wszystkie te plamy, ciemniejsze lub jaśniejsze, są skutkami Vitligo. Michael nie miał wpływu na tą chorobę, na jej rozwój. Nie mógł jej zatrzymać. A jako, że był osobą publiczną ludzie wykorzystali tą chorobę przeciwko niemu tworząc te wszystkie plotki.
Jest też jedna rzecz. Chodzi mi o Prince. Wiadomo, że temat tego, czy Michael jest biologicznym ojcem swoich dzieci też jest sprawą kontrowersyjną. Ja osobiście wierzę, że Prince, Paris, a już na pewno Blanket są biologicznymi dziećmi Michaela. I fakt, że najstarszy syn Króla również cierpi na bielactwo może potwierdzać to co myślę. Ale nie o tym teraz.
Prince i bielactwo:
Przede wszystkim zależy mi na tym, żeby ta infromacja dotarła do osób, które uważają, że: Michael Jackson nie lubił czarnych, wstydził się tego, chciał być białym itp. Nie macie racji. Michael był chory. I to na prawdę nie jego wina. Chciał zatrzymać rozwój choroby, ale nie mógł. Póki było to możliwe, tuszował jej skutki. Ukrywał pod makijażem itp. Choroba jednak postępowała, a jej skutki były co raz gorsze i co raz bardziej widoczne. Przemiana Michaela była konieczna, żeby mógł wyglądać normalnie.
Wolelibyście, żeby wyglądał tak?
A na koniec przykład dziewczynki, które przeszła to samo co Mike. Myślę, że jej było odrobinę łatwiej. Nie jest osobą publiczną, na którą z każdej strony czyhają wredni paparazzi.
Witam wszystkich czytelników i zapraszam na kolejną część opowiadania!
Dziękuję za wszystkie komentarze i liczne odwiedziny. Mam nadzieję, że dzisiejszy odcinek też wam się spodoba.
Pozdrawiam!
Diana
-Cholera jasna! – nieustannie klnęłam pod nosem, wchodząc do domu.
- Dziecko?! Co ci jest?- zapytała, nieco zaskoczona mama.
- Jak myślisz?!
- Czyżby profesor Crown?
- Tak! – odparłam z wściekłością, po czym rzuciłam torbę na ziemię
i usiadłam przy kuchennym stole.
- Co znowu się stało?
- Jego się trzeba zapytać. Nie mam pojęcia, za co mnie tak nie
lubi. Uwziął się na mnie! Stary gbur…
- Dobrze, dobrze… Nie obrażaj go już, tylko powiedz co od ciebie
chciał.
- Jak mam go nie wyzywać skoro… Ahhh… Nawet nie mam siły o tym
gadać… Chodzi o to, że temu idiocie nie
spodobał się mój krajobraz.
- Dlaczego? Kochanie, przecież ty jesteś taka zdolna.
- Jego nie obchodzą moje zdolności! – walnęłam pięścią w stół.
- Spokojnie, dobrze, że przyszłaś bo właśnie odgrzewałam zupę –
mówiąc to, mama podała mi na talerzu jarzynówkę. – Opowiedz wszystko od
początku.
- Wyobraź sobie… grrrr… Wyobraź sobie, że dziś na zajęciach z malowania krajobrazu mój
kochany profesorek wkurzył się na mnie i powiedział, że moja praca nie zgadza
się z jego wizjami artystycznymi. Dlaczego?! Dlatego, że wymyśliłam sobie, że
namaluję polską wieś, z tego albumu po babci! Ten bufon stwierdził, że w ten
sposób promuję komunistyczną ideologię! Idiota!
- Rzeczywiście… Idiota – podsumowała zrezygnowana mama. – Nie ma
sensu się nim przejmować. Takie typy niestety były, są i będą. Zjedz teraz i
odpocznij.
- Wiesz mamo... to dojeżdżanie naprawdę jest męczące.
Prawdopodobnie w przyszłym roku zdecydujemy się ze Stacy na wspólne mieszkanie.
- Co ja bez ciebie zrobię! Zdaję sobie jednak sprawę, że masz
rację. Sama w okresie życia studenckiego mieszkałam w akademiku, mimo że tutaj
miałam swój dom.
- Na pewno będę przyjeżdżać na weekendy. Zresztą, do tego czasu
czeka mnie jeszcze kilka miesięcy użerania się z ukochanym profesorem. Teraz lecę na chwilkę do siebie, muszę się
zrelaksować, bo strasznie boli mnie głowa – powiedziałam, myjąc po sobie
naczynia.
- Czyli idziesz posłuchać piosenek Michaela.
-Ejjj! To będzie ostatnia rzecz jaką zrobię! – mówiąc to, z uśmiechem na ustach rzuciłam
w mamę ścierką.
- Uważaj co robisz! Przygotuj się na rewanż! – słyszałam głos
mamy, która wciąż była na dole, a ja już wybiegałam po schodach.
Dogryzki odnośnie Michaela towarzyszyły mi od czasu naszej wspólnie spędzonej kolacji.
Mimo, że nie spotykaliśmy się ostatnio zbyt często, moja kochana rodzinka uwielbiała żartować, że coś mnie z nim łączy. Z czasem ich teksty przestały mnie
denerwować, a zaczęły zwyczajnie bawić. Gdybym chciała snuć przemyślenia o
każdym zdaniu wypowiedzianym na mój temat, prawdopodobnie tkwiłabym teraz w
głębokiej depresji albo wylądowałabym w psychiatryku. Wbrew pozorom studia sprawiły, że stałam się silniejsza i odporniejsza. Na początku
strasznie przeżywałam zachowanie niektórych profesorów, a w szczególności
Crowna. Teraz, jestem wściekła przez jedną, może dwie godziny i mi przechodzi.
Nie wem, skąd pojawiła się we mnie ta odporność. Może w końcu zaczęłam dorastać?
Nie… Chyba jednak nie. Wciąż tkwiłam w tym młodzieńczym, szalonym zauroczeniu, którym obdarzyłam
Michaela.
Zanim rzuciłam się na łóżko, włączyłam magnetofon. Słysząc w radiu spokojną, relaksującą muzykę zamknęłam oczy i dałam się ponieść marzeniom.
- A nie mówiłam, że będziesz go słuchać? Wygrałam! - moją drzemkę przerwała mama, która nieoczekiwanie wtargnęła do pokoju. Swoją drogą od zawsze "uwielbiałam", kiedy ludzie wpadali mnie bez pukania.
- Mamo! Zasnęłam! To nie moja wina, że tak często puszczają jego piosenki.
- Wiesz, że się z tobą droczę. A właśnie! O wilku mowa! Czeka na ciebie na dole.
- Michael?!
- Nie... Duch Święty. - odpowiedziała żartobliwym tonem, po czym wyszła.
-O rany, jak ja wyglądam - pomyślałam i zlustrowałam swoje oblicze. Prosta sukienka, "pomięte" włosy, rozmazane oczy.
- Kochanie, stanęłaś w korkach?!- zdało się słyszeć głos mamy.
-Już idę!- zawołałam, wycierając opruszki z tuszu, które rozmazały się na policzku.
Pospiesznie zbiegłam ze schodów i prawie wpadłam na Michaela.
- Cześć Mike, nie zauważyłam Cię.
- Hej Mała! Przyzwyczaiłem się, że często bujasz w obłokach.
- Bardzo śmieszne, wejdziesz?
- W sumie mam mało czasu, ale 5 minut nie zaszkodzi.
Kiedy już siedzieliśmy na moim łóżku, popijając sok pomarańczowy, postanowiłam zapytać go, dlaczego przyszedł.
-Dawno się nie widzieliśmy. Ja pracuję, ty również jesteś zabiegana przez te studia.
- Nawet mi dziś o nich nie wspominaj. Cieszę się, że przyszedłeś. - odparłam subtelnie, chodź tak naprawdę miałam ochotę się na niego rzucić. Nie było go u mnie kilka tygodni, a ja potrafiłam stęsknić się jak głupia. Na szczęście miałam w zasobie jakieś szczątki zdrowego rozsądku.
- Gdzie właściwie się tak spieszysz? -zapytałam z ciekawością
- Właśnie! Nie pochwaliłem Ci się. Diana Ross zaprosiła mnie na Academy Adwards! Strasznie się cieszę! Dziś wieczorem, będę naocznym obserwatorem gali rozdania oscarów.
-KTO?! GDZIE?! JAK?! - słowa Michaela, momentalnie sprawiły, że w moim umyśle zapanowała temperatura tysiąca stopni celcjusza. Miałam wrażenie, że wbijam swoje ciało w łóżko. Dłonią mocno ścisnęłam poduszkę i spuściłam oczy. Co miałam zrobić? Gdybym wtedy spojrzała na rozbawioną twarz Michaela, pewnie dałabym mu po twarzy, ewentualnie zrobiła awanturę. Wiem, wiem... to brzmi wręcz groteskowo. Wściekać się na przyjaciela, dlatego że idzie z przyjaciółką, rzekłabym nawet "ciocią" na imprezę. Przypomniało mi się jednak wydarzenie z lutego....
Mijał kolejny, chłodny, ponury wieczór. Znudzona, przerzucałam kanały TV, mając nadzieję, że znajdę coś sensownego. Wiedziałam, że tego dnia Michael wybrał się na jakąś imprezę, czy koncert. Nagle moim oczom ukazała się śpiewająca Diana na scenie. Miała na sobie, długą jasną sukienkę, z seksownym rozcięciem. Jak zawsze zresztą, wyglądała zjawiskowo. Wykonywała "Upside down". Uwielbiałam tę piosenkę i trzeba przyznać, że Diana miała świetny głos. Mimo początkowych skojarzeń z Michaelem, oglądałam ją z podziwem i pozytywnym nastawieniem. Postanowiłam dać sobie na wstrzymanie, ponieważ zdawałam sobie sprawę, że moja początkowa zazdrość była po prostu chora. Pod koniec utworu zaprosiła Michaela na scenę. Odetchnęłam głęboko, ale szybko wyjaśniłam sobie, że przecież mają prawo razem śpiewać, w końcu są z jednej branży. Nie muszę opisywać moich uczuć, gdy w centrum obiektywu pojawił się Mike. Diana poruszała się świetnie, ale taniec Michaela był po prostu niezastąpiony! Potem sam zaczął improwizować i śpiewać refren. Naprawdę podobał mi się ich występ! Wszystko byłoby pięknie i cudaśnie, gdyby nie zakończenie... Michael wykrzyczał do niej "Kocham Cię". Słysząc to, myślałam że zemdleję. To, że ona go przytuliła, nie znaczy że ma jej składać takie deklaracje i w dodatku publicznie! Najśmieszniejszy był fakt , że powtórzył te słowa dwukrotnie! Miałam ochotę porozwalać wszystkie doniczki, jakie były w domu. Michael nawet nie miał pojęcia,jak bardzo mnie bolały jego słowa. Kiedy byliśmy we dwoje, czasami jego zachowanie wyglądało tak, jakby czuł do mnie coś więcej. Prawdopodobnie to były złudzenia, ale jednak... Po co w takim razie był niezwykle miły, sprawiał mi komplementy, dotykał moje ciało? Dzień wcześniej stwierdził, że jestem bardzo ważną osobą w jego życiu, a chwilę później -Kocham cię Diano?! To się po prostu w głowie nie mieściło...
- Lauro, też kiedyś chciałabyś pójść na taką galę?- ze wspomnień wyrwał mnie Mike.
- Wiesz... To nie dla mnie, źle bym się czuła.
- Cóż rozumiem... Pomyślałem sobie, że może gdybyś chciała to...
- Nie wydaje mi się - oparłam nabormuszona.
-Coś nie tak? Mam wrażenie, że nie jesteś w humorze.
- Miałam dzisiaj naprawdę ciężki dzień, do tego głowa mi zaraz pęknie.
-W takim razie będę się zbierał, nie chcę się spóźnić. Ale opowiem ci wszystko dokładnie. Zresztą, będzie transmisja w telewizji. Będziesz oglądać? - zapytał, stojąc w drzwiach.
-Postaram się. - odparłam cicho.
- Dzięki!
-Baw się dobrze.
- Do zobaczenia!
Wieczorem prawie cała rodzina pojechała do cioci. Ja zostałam w domu z dziadziem. Ostatnio znów dosyć często narzekał na serce, dlatego baliśmy się zostawić go samego. Kiedy kręciłam się w kuchni, nie mogąc wybrać sobie niczego, na co miałabym ochotę do zjedzenia, dziadek zawołał mnie:
- Przepióreczko, chodź szybko! Zaczęli transmitować galę oskarową!
- Przepraszam, ale nie mam ochoty jej oglądać.
- Nie chcesz spędzić wieczoru ze starym zgredem, tak?
- No dobrze, twoja "Przepióreczka" już idzie.
Na stoliku postawiłam pojemnik z paluszkami, a sama usiadłam obok dziadka. Tymczasem w TV pojawił się reporter, który opowiadał o pojawiających się na czerwonym dywanie gwiazdach. W końcu przyszedł również Michael z Dianą. Nie mogłam uwierzyć własnym oczom, w to, co zobaczyłam! Weszli, trzymając się za ręce. Moje serce zaczęło mocniej bić. Kiedy podczas rozmowy z dziennikarzem dali sobie buziaka, a przy tym jeszcze mocniej spletli swoje dłonie, wszystko składało się w jedną, wielką całość. Michael zarumienił się i wyglądał na bardzo zadowolonego z zaistniałej sytuacji. Czyżby byli razem, a Mike nie chciał mi tego powiedzieć? Myśl o tej możliwości, sprawiała mi jeszcze więcej cierpienia niż świadomość, że człowiek którego kocham jest całkowicie poza moim zasięgiem. Poczułam, że po zaczęły spływać drobne łzy. Szybko je wytarłam, aby dziadziuś, który przez cały czas obejmował moje ramię, nic nie zauważył. Niestety był bardziej spostrzegawczy niż myślałam.
-Skarbie, co się dzieje?
-Nic.
-Chyba nie muszę pytać, wiem o kogo chodzi.
- Nie rozumiem o czym mówisz.
- Zobaczyłaś Michaela z Dianą, prawda?
W tamtym momencie nie wytrzymałam i skryłam twarz w jego koszuli, głośno szlochając:
-Dziadku ja już nie mam siły! Ja go naprawdę kocham. Możesz myśleć, że jestem głupia i naiwna, a to zauroczenie za chwilę przejdzie....
-Wcale tak nie myślę! Wiem, że darzysz Michaela miłością od dłuższego czasu...
-Jak to?
-Może jestem stary, ale za to doświadczony. Widzę od jak dawna na na niego inaczej patrzysz, jak uskrzydla cię każde spotkanie z nim... I jak cierpisz, kiedy go nie ma. Jesteś już dorosła, wiesz co czujesz. Rozumiem to. Michael to fajny i porządny chłopak.
- Ja chciałabym traktować go tak jak kiedyś, jak przyjaciela! Mam już dość tych wszystkich, niespełnionych nadziei, marzeń. Ciągle łudzę się jak głupia. Nie panuję nad sobą! Nie rozumiem go! Z jednej strony mówi, że jestem dla niego bardzo ważna, a z drugiej paraduje z inną!
- Dziecko, sam dobrze znam Michaela od wielu lat i jestem pewien, że on nie byłby zdolny do dwulicowości. Jego zachowania świadczą o tym, jak ważna jest dla niego przyjaźń, jak bardzo jej potrzebuje. Jest jeszcze bardzo młody i chyba nie do końca rozróżnia swoje uczucia. Diana miała wpływ na jego artystyczny rozwój, od zawsze była ważną osobą w życiu Michaela. Może to po prostu fascynacja, jakieś zauroczenie z jego strony, ale Diana traktuje go jak syna.
- Łapiąc go za ręce.... Pocieszaj mnie dalej...
-Wiem, że Michael powinien być bardziej zdecydowany i wiedzieć czego chce. Jestem pewien, że gdyby zdawał sobie sprawę jak bardzo cierpisz z tego powodu, wszystko wyglądało by trochę inaczej.
-Zachowałby do mnie dystans i uznał za zwykłą koleżankę. - dodałam chlipiąc.
- Niestety nie mogę powiedzieć ci, że cię kocha, ponieważ nie znam jego uczuć , ale jestem pewien, że nie jesteś dla niego obojętna. Nie wiadomo jednak, czy jest to przyjaźń, czy kochanie...
- Dziadku! Porównaj sobie mnie do niego! Kim ja jestem? Leżę tu teraz w wytartych spodniach i związanych włosach. Nic nie osiągnęłam, nic nie potrafię... A Diana...
- Jesteś piękna i utalentowana!
- Mówisz tak, bo jestem twoją wnuczką.
- Nie... Mówię tak, bo jestem mężczyzną.
- Dobrze, że chociaż ty masz zawsze poczucie humoru. - podniosłam się z jego piersi i zobaczyłam, że umoczyłam mu całą koszulę.
- Yyy... Przepraszam. - po tych słowach obydwoje wybuchnęliśmy głośnym śmiechem.
- Nic nie szkodzi. Teraz idź lepiej spać, odpocznij i nie myśl za dużo, a tym bardziej o Michaelu.
-Będzie trudno, ale postaram się. Dziękuję ci za wszystko i proszę nie mów nic nikomu o tej rozmowie i wiesz...
- Wiem! Masz mnie za idiotę?! To była rozmowa tylko i wyłącznie między nami!
- Kocham Cię! Dobranoc.
- Ja ciebie też Skarbie.
Mimo, że rozmowa z dziadziem bardzo mi pomogła, nie mogłam przestać myśleć o dzisiejszych, jakże licznych wydarzeniach. Było mi strasznie przykro. Chociaż rozum podpowiadał, że Michael ma prawo ułożyć sobie życie, serce twierdziło inaczej. Czułam, że dziadek ma rację, w kwestii mojego przyjaciela. Michael nie mógłby być dwulicowy, to do niego kompletnie nie pasuje. Jednak po wszystkich gestach Michaela, skierowanych w moją stronę czułam się po prostu oszukana...
Obudziłam się dosyć wcześnie, mimo nieprzespanej i ciężkiej nocy. Szybko się odświeżyłam i ubrałam, ponieważ chciałam mieć jeszcze chwilę czasu na powtórzenie materiału na uczelnię. Schodząc na dół usłyszałam głos dziadka i... Michaela.
- Dzień dobry! Przepraszam, że tak wcześnie, ale chciałem odwiedzić Laurę, póki jeszcze nie udała się na uczelnię.
- Witaj Michael, a w jakiej sprawie do niej przyszedłeś? - głos dziadzia był nieprzyjemny. Wszystko wskazywało na to, że chociaż sam mnie pocieszał, był na niego trochę zły.
- Po prostu, chciałem się z nią zobaczyć, opowiedzieć o wczorajszym wieczorze.
-Hm... O wczorajszym wieczorze mówisz? Muszę z tobą chwilkę porozmawiać na osobności. Chodź do mojego pokoju.
Nie mogłam uwierzyć w to, co słyszałam. Cichutko, a zarazem pospiesznie zeszłam ze schodów i udałam się pod pokój należący do mojego staruszka. Wiedziałam, że nie wolno podsłuchiwać, ale ta sytuacja była wyjątkowa i nie mogłam się powstrzymać. Przyłożyłam głowę do drzwi, dzięki czemu, chociaż były one zamknięte słyszałam wszystko bardzo wyraźnie.
- Michael, naprawdę bardzo cię lubię i szanuję. Jesteś skromny, pomocny, uczciwy, ogólnie rzecz biorąc bardzo fajny. Mam tylko jedno zastrzeżenie. Nie mąć w głowie Laurze i zdecyduj się czego ty właściwie chcesz.
- Nie rozumiem...
-Chyba jeśli się z kimś TYLKO przyjaźnisz, to nie dajesz serii pocałunków, jak to było na urodzinach albo nie umawiasz się na romantyczne kolacje itd.
- No tak... Laura coś Panu mówiła?
- Nie! Ona nie ma z tym nic wspólnego. Nie jestem ślepy. Wczoraj oglądałem transmisję z twojego wypadu z panią Dianą i wasze zachowanie wskazywało na to jakbyście byli parą, albo coś w tym stylu. Chyba wiesz co mam na myśli.
- Raczej tak.
- A właśnie!
- Tylko, że ja chciałem powiedzieć, że ja i Diana...
- Nie musisz mi się tłumaczyć. Jesteś naszym przyjacielem. Nie miałem zamiaru zrobić z tej rozmowy spowiedzi, tylko męskie spotkanie.
Po tych słowach drzwi momentalnie się otworzyły, a ja zdezorientowana i wystraszona, podskoczyłam z wrażenia. Wyglądałam jak idiotka, stojąc pod drzwiami, z których właśnie wychodzili.
- O, cześć Michael! -powiedziałam, po czym w myślach dodałam
- Ale się porobiło....
P.S
Staramy się, by w naszym opowiadaniu życie Michaela wyglądało jak najbardziej realistycznie.
Zamieszczam dowód, że opisane dzisiaj wydarzenia nie są wyssane z palca.
1. To "Upside down" w wykonaniu Diany i Michaela w lutym 1981r.