niedziela, 6 kwietnia 2014

OPOWIADANIE - część 21!


Witajcie! Z mojej strony chciałam was przeprosić, że tak dawno nie działałam na blogu i wieloma rzeczami musiała się zająć Billie, ale musiałam przygotować pracę na konkurs.
Dziękujemy Wam za ponad 20000 wyświetleń! Każdy czytelnik jest dla nas ważny, naprawdę! Motywujecie do działania, dlatego mam nadzieję, że nie opuścicie nas w przyszłości.  :)
Chciałam oficjalnie ogłosić, że ostatnia notka była z okazji PRIMA APRILIS! Mam nadzieję, że się nie obrazicie z tego powodu... Nie napisałyśmy jej bez powodu. Chciałyśmy się dowiedzieć czy ktoś czyta nas naprawdę, czy tylko okazjonalnie bądź promuje swojego bloga. Byłyśmy naprawdę wzruszone czytając wszystkie komentarze! DZIĘKUJEMY! :) Więcej refleksji na temat prowadzenia blogów znajdziecie w najbliżej notce, na którą z góry już zapraszam
Zachęcam do komentowania stałych jak i  nowych, anonimowych czytelników.
A teraz w wasze ręce oddaję kolejną część, czekam na opinię.
Diana




- Stacy! Już nie mogę! Zlituj się! - nie zwracając uwagi na przechodniów, wołałam moją przyjaciółkę, która pędziła kilkadziesiąt kroków przede mną.
- Kondycja, kochana kondycja! - odparła z wyższością Stacy, która w końcu przystanęła na chwilę.
- Miałyśmy szukać odpowiedniego mieszkania, a nie biegać jak szalone po sklepach z ubraniami!
- Rany! Przecież wiesz, że muszę kupić sobie dzwony.
- Tak... to jest twoja najwyższa potrzeba. Masz około dwadzieścia par tych spodni!
- Ale one są takie wspaniałe!
-Nie wątpię. Tylko nie wiem czy znajdziesz jakiś inny model, bo chyba w twojej szafie są już wszystkie.
- Dlatego musimy odwiedzić wszystkie sklepy na tej ulicy!
-Wprost nie mogę się doczekać! - odrzekłam z ironią. Moja przyjaciółka była totalną wariatką, ale chyba właśnie za to ją kochałam. Każdego potrafiła zarazić swoją energią oraz wystrzałowymi pomysłami.

- Boże, kiedy przyjedzie ten Tom... - powtarzałam ze zniecierpliwieniem, stojąc przed przymierzalnią
-A co, tęsknisz za nim? - zawołała Stacy przez zasłonę.
- Nie zanim, tylko za naszym mieszkaniem!
- Będzie za dziesięć minut na tym osiedlu.
-Za 10 minut!? Mogłabyś się gwiazdo łaskawie pospieszyć z przymierzaniem tych spodni! Spóźnimy się!
-Taada! I Jak? - nagle przede mną stanęła znana mi dobrze osoba ubrana w granatowe dzwony, które po bokach miały żółte wstawki.
- Wyglądasz jak pajac, ale bierz. - wydałam swoją, jakże wymowną opinię.
- Dzięki kochana, wiem że Ci się podobają. Kupuję!
- Tylko szybko! Ja czekam przed wejściem. - dodałam niezmiernie szczęśliwa, że Stacy, w końcu skończy ten "dzwonowy" cyrk.

        Kiedy dotarłyśmy na umówione miejsce Tom czekał na nas od dłużej chwili. Był jak zwykle stylowo ubrany. Jak na przyszłego prawnika przystało miał na sobie marynarkę, ale nie zapomniał o młodzieżowym luzie, na co wskazywała lekko rozpięta koszula, oczywiście pozbawiona krawatu. Gdyby nie to, że w moim sercu już od dłuższego czasu nieszczęśliwie siedział pewien znany wam wszystkim osobnik, może nawet Tom by mi się podobał. (nie mówię o zakochaniu, czy odbijaniu go Stacy!!!)
     Po wspólnym przywitaniu udaliśmy się na spotkanie z właścicielem mieszkania, od którego miałyśmy je wynająć.  Tom bardzo zachwalał to miejsce oraz faceta, który posiadał tutaj swój dobytek. Nie bez powodu - synem właściciela był stary kumpel chłopaka Stacy. Sama podchodziłam do jego koncepcji, delikatnie mówiąc sceptycznie, ponieważ oglądałyśmy już około piętnastu "apartamentów", w czym  jedna część była w opłakanym stanie, druga miała cenę czynszu wyjętą z kosmosu, a trzecią rządzili chorzy psychicznie ludzie - dosłownie!

- Witam Panie, Cześć Tom! - drzwi otworzył nam niski mężczyzna, wyglądający na około 50 lat. Był podobno bardzo bogaty, jednak jego ubiór wcale na to nie wskazywał. Miał na sobie zwykłą koszulę w kratkę i jasne spodnie. Nie da się ukryć, że największą uwagę w jego osobie przykuwał bardzo wystający brzuch, który jak później dostrzegłam bardzo utrudniał mu codzienne życie.
- Dzień dobry! - kulturalnie przywitałyśmy się i weszłyśmy do środka. Kiedy zobaczyłam wnętrze, szczęka opadła mi z wrażenia. Mimo że mieszkanie nie nie miało wielkich rozmiarów, było urządzone w bardzo nowoczesnym stylu, jak na początek lat osiemdziesiątych. Szczególe wrażenie zrobiły na nas, pomalowane mocnymi kolorami ściany i świetnie dobrane do nich różne dekoracje. Kiedy pan John oprowadził nas już po wszystkich zakątkach, zbliżał się najbardziej nieprzyjemny dla nas moment - cena czynszu. Byłyśmy ze Stacy przekonane, że taki facet ja on, ma bardzo wygórowane wymagania.
Ku naszemu ogromnemu zdziwieniu, koszt okazał się bardzo niski, w stosunku do panujących tam warunków. Nie ma co ukrywać, że była to zasługa Toma , który załatwił nam ten  blok, po prostu po znajomości.
- Czyli mam rozumieć, że podpisujemy umowę? - zapytał z uśmiechem właściciel.
- Tak, będzie nam bardzo miło. - odparłam, po czym umieściłam swój podpis na specjalnie przygotowanej kartce papieru.
Gdy tylko wykonałam tę krótką czynność, usłyszałam trzaśnięcie drzwiami. Wszyscy odwróciliśmy się w stronę korytarza. Moim oczom ukazał się wysoki, szczupły blondyn z wielkim uśmiechem na twarzy.
- Cześć tato, witam Panie! Tom! Stary! - po tych słowach bratersko uścisnął chłopaka Stacy, po czym dodał : Mam rozumieć, że to są te damy, o których tak dużo mi opowiadałeś i będą wynajmowały mieszkanie ojca?
- Ma się rozumieć - odparł Tom.
-Jestem Victor, miło mi - przedstawił się, do tej pory nieznany mi chłopak. Kiedy podawał mi rękę, zobaczyłam w jego oczach, bardzo specyficzny błysk.
- Ja już drodzy idę do domu. Oczekuję was dziewczyny tutaj w nowym roku akademickim, a wtedy ustalimy szczegóły pielęgnowania tego miejsca. - z uśmiechem pożegnał się pan John.
- Do widzenia! - odrzekliśmy chórem.
Kiedy zostaliśmy we czwórkę, mieliśmy okazję lepiej się poznać. Bardzo dobrze rozmawiało nam się z Victorem. Był pewny siebie,a za zarazem niearogancki. Zapomniałabym o najważniejszym - potrafił rozbawić człowieka do łez! Dosłownie! Po dwóch godzinach spędzonych w jego towarzystwie, myślałam, że policzki pękną mi z bólu. Niestety, im fajniejsza jest atmosfera, tym czas szybciej biegnie. Kiedy dostrzegłam, że zegar kuchenny wskazywał szesnastą, pospiesznie zerwałam się z krzesła.
- Przepraszam was bardzo, muszę już się zbierać. - wyjaśniłam.
- Dlaczego tak szybko? Dzień się jeszcze nie kończy. - zapytał z lekkim wyrzutem Victor.
- Jestem umówiona. - odparłam, z lekkim zakłopotaniem.
- Randka? - nowo poznany kolega wymownie poruszał brwiami.
- Nie, to nie jest randka. - stwierdziłam, śmiejąc się z zabawnych tricków na jego twarzy.
- Skoro już musisz iść, to ja jeszcze jako gospodarz tego mieszkania odprowadzę cię.
- Dziękuję.
Będąc już w progu, Victor zapytał:
- Może miałabyś kiedyś ochotę na dłuższe spotkanie?
- W sumie, czemu nie. Zapisz sobie mój numer telefonu. - odparłam, po krótkim zastanowieniu.
- Nie muszę, zapamiętam.
- Serio? Przekonamy się za kilka dni. Papa!
- Do zobaczenia!

     Gdy tylko drzwi się za mną zamknęły, głęboko odetchnęłam. Byłam zdziwiona swoją spontanicznością, chociaż w zasadzie nie zrobiłam nic specjalnego, przynajmniej pozornie. Może jestem dziwakiem, ale odkąd zadłużyłam się w Michaelu, nie chciałam, bałam się spojrzeć na jakiegokolwiek chłopaka, nie mówiąc już o jakimkolwiek umawianiu się. Po krótkim zawiasie, na szczęście doszłam do wniosku, że nie robię nic nadzwyczajnego i że pogadać zawsze można. Postanowiłam zakończyć rozmyślania o tak błahych sprawach, ponieważ czekało mnie o wiele ważniejsze spotkanie.
Wieczorem stałam pod domem, którego widok zawsze przysparzał mi palpitacji serca. Przed każdym spotkaniem z NIM byłam bardzo zestresowana. Kiedy otworzył mi drzwi Michael i zapewnił, że nie ma nikogo w domu, bardzo mi ulżyło, ponieważ zawsze będąc tutaj, obawiałam się problemów z Josephem oraz konfrontacji z jego rodzeństwem, za którym niestety nie przepadałam.

      Będąc w jego pokoju, dostrzegłam leżącą na komodzie tubkę z brązową substancją, przypominającą element makijażu.
- Michael, to jest podkład? - zapytałam z ciekawością. On, kiedy usłyszał moje słowa, szybko podszedł, wyciągnął mi go z rąk i wrzucił do szafki.
- Można tak powiedzieć. To jest specjalnie dla mnie... Nie zdążyłem dokończyć...
-Spokojnie przystojniaku, mi to nie przeszkadza.
- Sam nie wiem... Jeśli zauważyłem ostatnio, że niektórzy członkowie rodziny dziwnie przyglądają się moim plamkom, to co dopiero obcy.
- Obcy? Ja obca?
- Nie to miałem na myśli... - odparł smutno.
- Przecież wiem. Chodź do mnie - skinęłam do niego ręką, po czym schowałam się w jego ramionach. Kiwaliśmy się w tej pozycji przez dłuższą chwilę, po czym Michael nie puszczając mnie zapytał:
- Co dziś porabiałaś?
- Podpisałyśmy bardzo korzystną umowę w sprawie wynajmu mieszkania. Dzięki znajomościom Toma, będziemy mieszkać w bardzo ładnym miejscu za niską cenę. Okazało się, że właściciel jest bogaczem, który ma jeszcze sześć innych apartamentów, więc nie zależało mu na wygórowanej cenie, tym bardziej, że jego syn przyjaźni się z chłopakiem Stacy.
- To rzeczywiście wspaniale!
- Wciąż nie mogę w to uwierzyć! A ty jak spędziłeś dzień? - zapytałam mojego ukochanego (dosłownie) przyjaciela, po czym spojrzałam w górę, by móc podziwiać jego wyjątkowy uśmiech.
- Nic specjalnego. Byłem u Quincego, a potem czekałem na ciebie.
- Czekałeś na mnie, czuję się wyjątkowo. - zaśmiałam się
- Bo jesteś.
- Nie.
-Tak.
-Nie!
-Tak i koniec! Właściwie to chciałem porozmawiać z tobą o starej, niewyjaśnionej sprawie. - powiedział tajemniczo, po czym wypuścił mnie z objęć.
- Co masz na myśli?
- Sprawę z Dianą.
- Proszę cię... Tu nie ma czego wyjaśniać. Nie chcę do tego wracać. Bardzo ją lubię, a o akcji z dziadziem po prostu zapomnijmy.
- Ale ja nie chcę.
-Dlaczego?
- Ponieważ, chcę ci to wyjaśnić.
- Skoro musisz...
- Jesteś moją najlepszą przyjaciółką i pragnę być z tobą w stu procentach szczery. Dianę znam od dziecka. Od zawsze była kobietą, która mnie inspirowała, którą podziwiałem. Była właściwie moim drugim autorytetem po mamie, a pierwszym w kwestii artystycznej. Kiedy zacząłem dorastać, moja dziecięca fascynacja przerodziła się w zauroczenie. Kiedy przeszedłem ten burzliwy wiek, zrozumiałem jednak, że zawsze będzie dla mnie wiele znaczyć, ale jako przyjaciółka, mentorka, będę ją cenić i widzieć w niej piękną kobietę. Nie było jednak i nie ma mowy o jakiejś miłości czy zakochaniu.
Słysząc wyznanie Michaela, siedziałam jak zahipnotyzowana. Cała moja teoria dotycząca uczuć, mojego przyjaciela legła w gruzach. Nie mogłam uwierzyć w to, co właśnie mi powiedział. Byłam w takim szoku, że nie potrafiłam się nawet cieszyć. (może to i dobrze, bo w ramach radości mogłabym się na niego rzucić, albo znając mnie zrobić jeszcze jakąś inną, gorszą głupotę) Udało mi się jedynie wydusić z siebie jedno słowo:
- Dlaczego?
-Laura, bo ja....
- Kurwa, co ona tu robi?! - Do pokoju wpadł Joseph. Zrobił to z takim tupetem, że o mało nie podskoczyłam ze strachu.  Wiedziałam, że szykują się kłopoty, w szczególności dla Michaela....





wtorek, 1 kwietnia 2014

This is the end...

Cześć Kochani.
W tej notce z żalem i smutkiem informujemy, że zawieszamy bloga. To nie była łatwa decyzja, myślałyśmy o tym cały wieczór. Doszłyśmy do wniosku, że to jedyna rozsądna decyzja. Nie mamy czasu na pisanie, sprawiamy wam przykrość brakiem notek. A kiedy już jakaś się pojawi - nie jest za dobra. To nie dla nas, nie w tej chwili. I mówimy to na poważnie. Nie jest nam do śmiechu. To na prawdę trudna decyzja ale wiemy, że właściwa.
Przepraszamy.

Billie i Diana.

niedziela, 23 marca 2014

Michael Jackson na papierze - rysunki fanów.

Hej. Od dawna zabierałyśmy się za tą notkę, jednak wciąż było mało prac. Aktualnie jest ich wystarczająco aby zrobić notkę. Tak więc miłego oglądania! ;)


1. Prace Jenn. 





2. Prace NetherrealMadness





3. Praca Błażeja


4. Moje prace ( Billie )




5. Praca Zuzanny Jackson.



Wszystkim autorom prac dziękujemy za ich nadesłanie. Mamy nadzieję, że jeszcze nie raz uda nam się stworzyć taką notkę. Swoje prace możecie wysyłać do nas cały czas na email: julkaxp95@gmail.com lub przez prywatną wiadomość na naszej stronie na FB: Simply Michael Jackson. :)

Billie

piątek, 14 marca 2014

Opowiadanie część 20!

Cześć Kochani!
Jeszcze raz przepraszam Was za to opóźnienie. Mam nadzieję, że kolejna część opowiadania Wam się spodoba. :)
Jeszcze raz zapraszamy do polubienia naszej stronki na Facebooku. Klik!

Billie

Po tej kłopotliwej rozmowie dziadka z Michaelem, mój przyjaciel wyszedł bez słowa. Potem zachowywał się jakby nic się nie stało, a ja nie wiedziałam co o tym myśleć. Czułam się strasznie głupio. Nie poruszałam tego tematu z Mikiem, chociaż może powinnam? Sama już nie wiedziałam co robić. Postanowiłam zadzwonić do Stacy,  ponieważ ona zawsze ma dobre pomysły.
- Hej!. Możemy się zobaczyć? Potrzebuję pogadać...
- No pewnie, a o co chodzi?
- Powiem Ci na spotkaniu. Pogoda jest ładna, może spacer?
- Świetnie! Za 10 minut pod moim domem! Pa.
Odłożyłam słuchawkę i padłam na łóżko. Miałam nadzieję, że Stacy coś wymyśli, bo ja sama miałam już dość tego chaosu w mojej głowie.
- No cześć, o co chodzi? - przyjaciółka już stała przed domem.
- Michael...
- Dziewczyno. Jesteś taka monotonna! Twoje problemy to tylko Michael. A może coś innego?
- Nie pomagasz.
- No przepraszam. Mów o co chodzi.
- Kojarzysz ten dzień, w którym Michael wybrał się na rozdanie Oscarów?
- Oczywiście. Poszedł z tą całą Dianą.
- Właśnie... Ale nawet nie o to chodzi. Byłam wtedy strasznie przybita i zwierzyłam się Dziadkowi z moich uczuć do Michaela, o których jak się okazało doskonale wiedział.  Na następny dzień on wziął go na rozmowę... Czuję się jak idiotka!
- Ale co mu powiedział?
- No wiesz. Coś w stylu: nie mieszaj jej w głowie, zastanów się czego chcesz itp. - zrezygnowana siadłam na ławce.
- O rany! Może nie jest tak źle. A Mike coś mówił na ten temat?
- Nic, a nic. Sama nie wiem czy powinnam z nim porozmawiać, czy udać, że nie było tej kłopotliwej sytuacji.
- Porozmawiać zawsze warto. Może to też Cię trochę uspokoi.
- Yhym... zadzwonię do niego. Dziękuje za pomoc. - przytuliłam przyjaciółkę i zwróciłam się w stronę domu.
- Powodzenia! - usłyszałam za sobą krzyk Stacy.

- Halo?
- Cześć Michael.
- O Laura! Co słychać?
- Wiesz, chciałabym porozmawiać. Znajdziesz dla mnie czas?
- Laura wiesz, że zawsze możesz na mnie liczyć. Co prawda pracuję teraz nad nową płytą i mam masę pracy, ale dla Ciebie znajdę chwilę. Może wpadniesz do mnie do domu mojego producenta? Tam będziemy mogli spokojnie porozmawiać. 
- Na pewno nie będę przeszkadzać? 
- Na pewno! Quincy mieszka niedaleko studia. Trafisz spokojnie.
- Dobrze, to będę za godzinkę. 
- Do zobaczenia. 
Byłam zestresowana. Nie wiedziałam jak zacząć rozmowę, co powiedzieć, jak się zachowywać. Wiedziałam jedno. Muszę z nim wszystko wyjaśnić.
   Godzinę później stałam przed domem nieznanego mi producenta. Niepewnie weszłam do środka i skierowana przez miłą panią ruszyłam w stronę sali, w której trenował Michael. Już przed wejściem usłyszałam jedną z piosenek. Była cudowna. Jak się potem okazało był to utwór: "The lady in my life". Cudowny głos mojego przyjaciela i idealnie dobrany podkład muzyczny sprawiały, że można było zapomnieć o wszystkich problemach i relaksować się. 
Uspokojona muzyką, weszłam do środka. Zastałam tam śpiewającego Michaela i mężczyznę, którego wcześniej nie widziałam. Domyśliłam się, że jest to ów producent, o który mówił Mike.
- Witaj. Pewnie jesteś Laura. Michael uprzedził mnie, że wpadniesz. Mam na imię Quincy Jones i pomagam Michaelowi w przygotowaniach do płyty. - mężczyzna uśmiechnął się i podał mi dłoń na powitanie.
- Dzień dobry. - odwzajemniłam uśmiech. 
- Skończymy tę piosenkę i dam wam chwilę czasu. 
- Bardzo dziękuję i przepraszam, że przeszkadzam.
- Przestań. Przyda nam się chwila odpoczynku. Michael ciężko pracuje. Chcemy, aby ta płyta osiągnęła sukces większy od "Off the Wall". 
- Ta piosenka jest przepiękna. - szepnęłam.
- O tak. Też mi się bardzo podoba. To jest "The lady in my life". Dobra Mike, na razie kończymy. Było świetnie. - zwrócił się do Michaela.
- O Laura! Już jesteś. - powiedział zadowolony Michael. 
- Cześć! 
- Q, dasz nam porozmawiać?
- Pewnie, już się zmywam, pod warunkiem, że potem wracamy do pracy! - mówiąc to Quincy dał kuksańca Michaelowi i wyszedł.
- Więc o czym chciałaś porozmawiać?
- O sytuacji, która miała miejsce u mnie w domu. Ta rozmowa z moim Dziadziem... Kurczę strasznie mi głupio.
- Nie przejmuj się Lauro. To zrozumiałe. Dziadek Cię kocha i troszczy się o Ciebie. 
- Uważam jednak, że ta rozmowa nie była potrzebna. Głupio się teraz czuję.W dodatku pewnie pomyślałeś, że jestem stuknięta.
- Nie gadaj głupot! Niczego takiego sobie nie pomyślałem.
- Wyszedłeś bez słowa, myślałam...
- Przepraszam. Byłem zdezorientowany. Nie przygotowałem się na taką rozmowę, nie do końca wiedziałem o co chodzi, co mam powiedzieć. Byłem zaskoczony.
- A ja nie wiedziałam, że taka rozmowa się odbędzie. 
- Nic się nie stało. 
- Ciesze się, że wszystko sobie wyjaśniliśmy. - uściskałam go. Kiedy usłyszałam bicie jego serca, poczułam zapach jego perfum, moje serce zaczęło walić jak szalone. Odsunęłam się od Niego. Nie chciałam, żeby coś zauważył. 
- Nie będę wam już przeszkadzać. 
- Może zobaczymy się trochę później? Mogę wpaść do Ciebie?
- Jasne, a co z Josephem? 
- Nie martw się. Zawsze mogę powiedzieć, że przedłużyło mi się w studiu. 
- Dobrze, do zobaczenia.
- Do zobaczenia!
Wyszłam z domu zadowolona. Cieszyłam się, że Mike nie był zły, ani nic złego sobie o mnie nie pomyślał. Po tej rozmowie od razu poczułam się lepiej i już nie mogłam się doczekać wieczornego spotkania. Wracałam powoli do domu, kiedy spotkałam ją. Diana szła w moim kierunku i kiedy tylko nie zobaczyła od razu podeszła.
- Witaj Lauro.
- Dzień dobry. 
- Możemy porozmawiać?
- Nie mam za bardzo czasu, przepraszam. - ruszyłam w stronę domu. Nagle poczułam jak Diana łapie mnie za rękę.
- Proszę zaczekaj. Nie wiem co myślisz o mnie i Michaelu ale ja go traktuje jak syna. Łączy mnie z nim silna więź ale taka jaka łączy matkę z dzieckiem. Staram się mu pomagać, wspierać go i być dla niego przyjaciółka. - poczułam ulgę. - Lauro. Wiem, że czujesz do Michaela coś więcej. Spokojnie, nic mu nie powiedziałam. 
- Ale ja...
- Nie zaprzeczaj. To widać gołym okiem. I ta sytuacja u Ciebie.
- Michael Ci powiedział? - czułam się jak idiotka.
- Nie denerwuj się na niego. Czuł się zdezorientowany, nie wiedział co myśleć. Wbrew pozorom nie łączą mnie z Michaelem takie uczucia o jakich myślisz.
- Głupio wyszło. Przepraszam.
- Nie przejmuj się. To normalne. - Diana uśmiechnęła się do mnie przyjaźnie. 
- Dziękuje. - powiedziałam.
- Ale za co?
- Za to, że mi Pani wszystko wyjaśniła. 
- Ciesze się, że mogłam pomóc. A tak nawiasem mówiąc chciałabym, żeby wam wyszło. Pasujecie do siebie.
- Dziękuję. 
- Muszę lecieć. Do zobaczenia Lauro!
- Pani Diano! Czy mogłaby pani...
- Spokojnie. Nic mu nie powiem. 
- Jeszcze raz dziękuję!
Jak mogłam tak się pomylić. Diana jest wspaniałą osobą, a ja ją tak źle oceniłam. Następnym razem powinnam najpierw się dowiedzieć jak sprawy się mają, a potem osądzać. 
Michael tak jak obiecał wpadł do mnie wieczorkiem. 
- Opowiedz mi coś o płycie. 
- Chcę, żeby to był hit! Chciałbym, żeby ta płyta była sprzedała się w milionowym składzie. Na razie to tylko projekt. Próbne nagrania, zbieranie pomysłów itp.
- Słyszałam jedną piosenkę. "The lady in my life". Jest na prawdę dobra.
- Na prawdę Ci się podoba?
- Jasne! Jest cudowna.
- Bardzo się ciesze. Twoja opina wiele dla mnie znaczy. 
- Dlaczego?
- Bo jesteś dla mnie ważna. I chce, żeby moja muzyka Ci się podobała. W końcu jesteś... moją najlepszą przyjaciółką. 
- Nawet nie wiesz jak mi miło. Ciesze się, że liczysz się z moim zdaniem. 
Serce mówiło mi, żebym w końcu mu powiedziała ale rozum nie pozwalał mi tego zrobić. Czy na prawdę, aż tak widać, że jestem w nim zakochana? Czy on też to widzi? I czy on czuje to samo? Na to pytanie chyba nie uzyskam odpowiedzi, przynajmniej nie teraz.


Billie&Diana

środa, 12 marca 2014

Jesteśmy na Facebooku!

Cześć Kochani!
Mam dla Was kilka ogłoszeń.
Po pierwsze: Wybaczcie, że spóźniamy się z opowiadaniem. Teraz jest moja kolej, a byłam chora i nie miałam siły nic napisać. Obiecuje wam jednak, że notka pojawi się już jutro.
Po drugie. Postanowiłyśmy zawitać na facebooku. Stworzyłyśmy stronkę, na której będziemy udostępniały notki z bloga, dodawały zdjęcia Michaela, piosenki i różne inne ciekawe rzeczy. Zapraszamy Was do polubienia jej. :)

Stronka na FB

Billie

poniedziałek, 10 marca 2014

Thank You so much!

Kochani! 
Chciałabym wam bardzo podziękować za życzenia! Jesteście cudowni! Przede wszystkim dziękuje Dianie za to, że zrobiła mi wielką niespodziankę tą notką. To był na prawdę miły prezent! Wierzę, że wszystkie wasze życzenia się spełnią, a zwłaszcza te odnośnie niekończącej się wenie! Jeszcze raz dziękuje wszystkim!

A w ramach podziękowania wrzucam zdjęcie uśmiechniętego Michaela! Nacieszcie oczy! :)


Love! 
Billie

sobota, 8 marca 2014

URODZINY!

Kochani czytelnicy!
Dzisiaj w dorosłość wkracza Nasza Kochana Billie!
Co prawda ja już złożyłam życzenia, ale mam nadzieję, że wy też macie ochotę się dołączyć!

Sama nie będę się powtarzać i wymieniać czego Ci życzę, bo tak naprawdę ty sama znasz swoje marzenia, ale chcę powiedzieć, że nie wiem co bym bez Ciebie zrobiła! W końcu mam przy sobie osobę, z którą mogę zawsze pogadać o Michaelu, ale i nie tylko. Dziękuję też, za wspólne prowadzenie bloga, naprawdę to lubię i mam nadzieję, że Tobie przynosi tak wiele satysfakcji, jak mi. :)


(przesyłam tort, co prawda wirtualny ale fajny!)

Czytelnicy, do dzieła!
Diana